Uncategorized

Tajemnica pana Cukra – Fragment 1 „Minsk Mazowiecki „

 

WSTEP

Anna Karolina Klys

Mińsk Mazowiecki 1936 rok

21 czerwca 1937 roku odbyło się zebranie Żydów krakowskich. Na podwórzu domu państwa Susserów przy ul. Krakowskiej 13 wystąpił, jak podaje „Nasz Dziennik”, przed niezwykle licznie zgromadzonymi mieszkańcami Krakowa, poseł dr Sommerstein:

Żyjemy w bardzo ciężkim okresie, w sytuacji, którą można określić jednym słowem: eksterminacja. Każdy Żyd przeżywa los całego ogółu żydowskiego w życiu codziennym, w każdym zawodzie, nawet jako dziecko w szkole. Otaczają nas fale nienawiści. Nie żądamy nic ponad to, co przyznaje nam Konstytucja. Konstytucja marcowa z roku 1921 gwarantowała nam prawa obywatelskie, prawo pielęgnowania własnej kultury, własnego języka i własnej religii. Potwierdziła nam to nowa Konstytucja kwietniowa z 1935 r., że jesteśmy równouprawnionymi obywatelami i na mocy tej Konstytucji mamy wszelkie prawo domagać się nie tylko równouprawnienia politycznego, lecz również równouprawnienia gospodarczego i kulturalnego. (…) Dziś szerzy się jawnie hasła zapożyczone od naszego zachodniego sąsiada, że Żydzi winni być pozbawieni praw obywatelskich. Szermuje się hasłem, że Żydzi muszą opuścić Polskę i wyemigrować z kraju. (…) Opierając się na Konstytucji, która stwierdza, że „Państwo Polskie jest wspólnym dobrem wszystkich obywateli”, domagamy się pełnych praw dla obywateli, spełniających swe obowiązki względem państwa. (…) Mimo znanych smutnych wypadków ostatnich tygodni i miesięcy domagać się będziemy pełnych praw i nadal rozbrzmiewać będzie nasz głos w obronie zawarowanego nam przez Konstytucję równouprawnienia. (…) Mamy za sobą prawo! To nam dodaje siły. Beznadziejność i rezygnacja są najgorszymi doradcami. Każda istota chce żyć i oddychać. Ale życie to nie niewolnictwo, to nie prześladowania, to nie brak bezpieczeństwa to nie pikiety i śmiertelne rany. Żydzi, jeśli chcecie wyjśćz tej walki niepo konani, bądźcie silni i odważni! Nie dajcie sie prowokować! Odrzucamy kategorycznie zasadę zbiorowej odpowiedzialności. (…) Przybyłem tu, aby was wezwać do wiary we własne siły, do wiary, że nie wszyscy Polacy są za eksterminacją Żydów, że większość narodu polskiego, który odbudował swoją ojczyznę pod hasłem prawa i sprawiedliwości, nie jest przeciw nam. (…). Stworzyliśmy bardzo wiele: szkolnictwo, kooperatywy, przewarstwowienie, odrodzenie języka, siedzibę żydowską w Palestynie ku zdumieniu całego świata, dlaczego mamy ulec zagładzie? Myślcie o przyszłości, o przyszłych pokoleniach. Pamiętajcie, że trzyipółmilionowe skupienie Żydów nie może ulec zagładzie.

WYTRWAJCIE!

tajemnica pana cukraTo przemówienie kończy moją książkę „Tajemnica pana Cukra”. Jest tak wstrząsające, w kontekście tego co nastąpi w ciągu najbliższych 8 lat, a jednocześnie tak dojmujące, że trudno je czytać ze spokojem.

Poseł Sommerstein przeżyje Holocaust. Pod koniec września 1939 aresztowany we Lwowie przez NKWD, spędzi w więzieniach, szpitalach i w łagrach 5 lat, zwolniony dopiero w 1944 roku, po wielu staraniach dyplomatów i działaczy polskich. Ale trzy miliony ludzi przestanie istnieć.


W czasie gdy przed sądem w Radomiu toczył się proces o zajścia w Przytyku, 100 km dalej na północny wschód paliło się inne żydowskie miasteczko. Mińsk Mazowiecki Rzucanie kamieniami w przechodzących Żydów, wybijanie okien, „bojkotowanie” sklepów i straganów, ulotki i plakaty „Polak u Żyda nie kupuje” – w Mińsku, jak w całej Polsce, żyło się ciężko. Kupcy żydowscy, którzy mieli interesy w Warszawie, i ci, którzy chodzili tam do szkół albo pracowali w fabrykach,wracali do Mińska wieczornymi pociągami. Starali się zawsze wracać w większej grupie, bo bojówki Obozu Narodowo- Radykalnego (wtedy już zdelegalizowanego) napadały na pojedynczych Żydów. Bito kastetami, pałkami i laskami. Tak więc powracający z Warszawy spotykali się na dworcu i wsiadali do przedostatniego pociągu, tego o 23.30.

Anna K 1

zarekwirowane przez policję narzędzia młodych endeków

 

Przed 1 maja 1936 roku (świętem żydowskich komunistów według narodowych katolików) w Mińsku pojawiło się dużo ulotek wprost nawołujących do bicia i wypędzenia Żydów. Młodzi Żydzi nosili przy sobie pałki, scyzoryki i byli gotowi stawić czoła narodowcom.

W nocy z 30 kwietnia na 1 maja, kiedy grupa pasażerów z nocnego pociągu szła ulicami Mińska, doszło do tragedii. Otoczeni przez uzbrojoną w żelazne łomy, noże i pałki bojówkę narodowców Żydzi nie dali rady się obronić. Rannych zostało kilka osób, najciężej 27-letni Izrael Cylich. Cylich dostał nożem w płuco, ale nie stracił przytomności. Próbował dostać się do żydowskiego felczera Aleksandra Goldmanna, który mieszkał przy Kilińskiego pod numerem 1, ale bojówkarze blokowali mu dojście. Goldmann miał rewolwer, strzelił kilka razy w powietrze, narodowcy uciekli. Felczer nie umiał poradzić sobie z ciężką raną, posłał po pomoc do lekarzy chrześcijan (Władysława Gucewicza, Stanisława Kasperskiego, Edwarda Orzechowskiego, Henryka Rutkowskiego i Wacława Rydzykowskiego), wszyscy odmówili, tłumacząc się późną porą. Cylicha po dwóch godzinach zabrało pogotowie ratunkowe z Warszawy. Pomimo operacji i transfuzji krwi Izrael Cylich zmarł w karetce wiozącejgo z Warszawy do Mińska w sobotę 2 maja koło godziny 21.

Śmierć Izraela wywołała na ludziach ogromne wrażenie. Chłopak był bardzo popularny w mieście, udzielał się w Związku Kupców Detalicznych, był sekretarzem Poalej Syjonu-Prawicy, angażował się w wiele działań społecznych, a do tego był po prostu bardzo sympatyczny. Na czas pogrzebu, w poniedziałek 4 maja, zamknięto wszystkie sklepy w Mińsku, za trumną szły ponad dwa tysiące osób. Na cmentarzu policja pilnowała, by uczestniczący w ceremonii przedstawiciele Poalej Syjon, PPS i Bundu nie przemawiali nad grobem. Złożono wieńce z szarfami, ludzie płakali, starsi jak zwykle woleli się modlić, ale młodsi bardziej interesowali się emigracją niż rozpaczą. Jeszcze długo po pogrzebie w kółko rozmawiano o tym, do czego to wszystko doprowadzi.

anna k 11

anna k 13

anna k 14

 

 

 

Miesiąc później w Mińsku Mazowieckim odbędzie się kolejny pogrzeb. Tym razem uczestniczy w nim 30 tysięcy osób. Kondukt prowadzi orkiestra 7. Pułku Ułanów Lubelskich, za nimi koń ułański, sto wieńców (od wojska, administracji, organizacji politycznych i społecznych, od rodziny i znajomych), trumna i morze ludzi. Na cmentarz odprowadzają wachmistrza Jana Bujaka.

 

Nie ma jednej linii łączącej śmierć Cylicha i Bujaka. Jeśli było coś wspólnego w tych dwóch morderstwach, to pogarda. Izraela zabili narodowcy polscy, bo był Żydem, Bujak zginął, bo był jednym z tych bezwzględnych przełożonych w wojsku, który nie lubi mięczaków, który nauczy każdego, co to znaczy być ułanem, a w końcu – czy można z „żydka” zrobić żołnierza? I nie ma znaczenia, ile tysięcy „żydków” walczyło w polskim wojsku w 1920 roku (w 1939 roku co dziesiąty żołnierz polski będzie narodowości żydowskiej), ilu zginęło, ilu brało udział we wszystkich zrywach niepodległościowych.

Wiadomo: Żyd to dekownik, większość z nich czyta gazety, zapewne komunistyczne, pisze – pewnie jakieś odezwy, łazi z oczami wbitymi w niebo, zamiast pić wódkę, rżnąć dziewuchy, kląć i strzelać celnie. Honor żołnierza? Gdzie tam taki ma honor.

Według zeznających na rozprawie świadków – ułanów – Bujak był jak starszy brat dla żołnierzy i nie ma mowy, żeby kogoś szykanował, poniżał czy bił. Tylko jeden świadek wyłamał się z tego zgodnego chóru chwalących śp. Bujaka (słyszał, jak kiedyś Bujak poniżał Chaskielewicza). I jest jeszcze wyrok z 1934 roku – Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie skazał Bujaka za to, że „targał ręką za policzek kilku ułanów, czym dopuścił się wykroczenia władzy”, na trzy tygodnie twierdzy.

W każdym razie – okrutny czy opiekuńczy – szedł Jan Bujak, wachmistrz 7. Pułku Ułanów, w poniedziałek 1 czerwca 1936 roku po szesnastej przez skwer Kilińskiego w Mińsku Mazowieckim na ostatni spacer w swoim życiu.

Wracał z bratem Zygmuntem z nabożeństwa, dzień wcześniej były Zielone Świątki, rozmawiali o jakichś rodzinnych sprawach. Na Bujaka, który miał 35 lat i świetne zdrowie, nadszedł właśnie koniec. Jego los czekał na niego na ławce już od kilku godzin. Los miał wygląd niskiego, chudego chłopaka o bladej twarzy, szalonym spojrzeniu i mokrych od potu rękach.

W których ściskał rewolwer. Dla żydowskiej matki najwyższą nagrodą za sprawiedliwe życie są dzieci. A już szczególną łaską są narodziny syna. Syn wyciąga rodziców z piekła, a kiedy będzie odmawiał za nich kadysz, sprawi, że ognie gehenny ostygną. Starzy mówili: „gdy się narodzi syn, w każdym kącie jest jasno, gdy córka – wszędzie ciemno”. I kiedy w Kałuszynie w 1904 roku Fajga Małka urodziła Icchakowi Josefowi Chaskielewiczowi czwarte dziecko – synka, modliła się o błogosławieństwo dla niego. Dali mu imiona Jehuda Lejb i nie chcieli więcej, niż dożyć swoich dni, patrząc na powiększającą się gromadę wnuków. Chaskielewiczowie mieli ośmioro dzieci. Czy był czas, żeby zastanawiać się, co które ma w głowie? Jehuda Lejb był dzieckiem smutnym, uczył się owszem, nawet chętnie, chodził do chederu, dom był biedny, cały czas praca, nie bardzo jest jak przypilnować dzieci, ale nigdy żadne nie zrobiło nic złego. Co złego można zrobić w Kałuszynie? Pracować, spotkać się z sąsiadami, przygotować kolację na szabas.

anna k 7

anna k 9

anna k 8

 

 

 

 

 

Zydowscy mieszkancy

 

Kiedy w gazetach zaczęli pisać o tych wszystkich pobiciach, pogromach, bojkotach, w Kałuszynie czytali to bez strachu. Chrześcijan było mało, raz tylko młodzi wzięli granitową kostkę, którą brukowano drogę, i wytłukli szyby w żydowskich domach, ale policja dała sobie z nimi szybko radę. Dopiero po Przytyku młodzież z organizacji żydowskich nie była już taka bezczynna. Na zebraniach dyskutowali, czy organizować bojówki, czy lepiej pisać artykuły. Czy lepszą drogą jest Palestyna czy własny dom w Polsce. W końcu siedem organizacji żydowskich w Kałuszynie zostało zawieszonych „za wywrotowość”.

Jehuda był trochę z innego świata. Kiedy wrócił z wojska (spędził tam 11 miesięcy, zwolnili go, bo miał wypadek: koń się pod nim przewrócił tak nieszczęśliwie, że trzeba go było dobić, bo złamał kręgosłup, a Jehuda Lejb z roztrzaskaną głową trafił do szpitala) w 1926 roku, był innym człowiekiem. Kładł się w ciemnym pokoju z mokrym ręcznikiem na głowie i trwał tak godzinami. Opowiadał, że w wojsku przeżył najgorsze chwile swojego życia. Żydowski chłopak, wychowany w pobożnej żydowskiej rodzinie – wrzucony w środek polskich koszar. Nie rozumiał rubasznego dowcipu, nie chciał brać udziału w wojskowych rozrywkach, nie lubił jeździć konno (nie widzi prawie na jedno oko, bał się po prostu), nie miał siły i krzepy wiejskiego chłopaka. Matka zamartwiała się, że Jehuda nie zakłada rodziny, że nie ma w nim chęci do życia. Jehuda był krawcem, ale pracy miał mało, zarabiał nie więcej niż 5 zł na tydzień, chociaż w Mińsku żyło blisko 5000 osób narodowości żydowskiej, procentowo – 37 obywateli żydowskich na 100 mieszkańców miasteczka. Nie byli to Żydzi bogaci, nie było wielkich fabryk (jedynie Fogelnest miał fabrykę wyrobów metalowych w Stojadłach), tylko warsztaty, sklepiki, pijalnie piwa, kawiarnie, chedery, domy modlitwy, biblioteki. Rabin Mińska, Mojżesz Natan Szapiro, nie miał wielkiego dworu, mieszkał w skromnym drewnianym domu z werandą. W domach wynajmowali izby biedni Żydzi, mieszkali całymi rodzinami w jednym pomieszczeniu, w którym zawsze był jeszcze warsztat ojca, balia matki albo sklepik. Najnormalniejsza rzeczywistość żydowska przed 1939 rokiem w Polsce. Przy Kałuszyńskiej, Kilińskiego,Warszawskiej domki drewniane, niskie, z jednym wejściem do sklepu, z jednym oknem, w środku długie wąskie pomieszczenie, ciemnawe, więc mało co widać, kiedy wchodzi się ze słońca, z boku majaczy lada, na półkach butelki z wodą sodową, z oranżadą, w beczce ogórki, w skrzynkach cebula. Ale przecież w każdym sklepie kolonialnym albo spożywczym – najtłustsze śledzie, najsłodsze śliwki, najostrzejszy pieprz i tylko wybierać! W poniedzialek 1 czerwca 1936 roku o 16.15

W poniedziałek 1 czerwca 1936 roku o 16.15 Jehuda Leib strzelił na skwerku Kilińskiego do Jana Bujaka. Do wieczora w Mińsku nie będzie już mieszkania żydowskiego, w którym będą całe okna, przy Kilińskiego – domy felczera i rabina obrzucono kamieniami, poleciały wszystkie szyby, przy Warszawskiej i Kałuszyńskiej – na chodnikach połamane meble, pierze z rozprutych pierzyn, szkło. Wybite szyby w bożnicy, spalony stragan Racheli Mikanowskiej, buda Izraela Bora wrzucona do wody, dwa wozy z jajami Szmula Zajftragera zupełnie zniszczone – wszystkie jaja rozbite, a Szmul i jego koń ciężko pobici i okaleczeni. Przed sklepikami na Warszawskiej, na Kałuszyńskiej mąka wymieszana ze śledziami, wszystko polane naftą, nie ma takich słów, które opiszą ludzki strach, kiedy dom przestaje być domem, kiedy nie ma gdzie się schować, lecą kamienie, wszędzie szkło, dzieci płaczą, kobiety krzyczą – nad wszystkim unoszą się duchy ukamienowanych Minkowskich, każdy błaga Boga, żeby udało się przeżyć, jak wtedy w Przytyku, tak teraz w Mińsku – mieszkanie za  mieszkaniem, dom za domem: fabryka octu

Moszka Zakona zmienia się w morze szkła, skład mebli Idela, Mikanowskiego w stertę drzazg, rozbity sklep Gotliba, Hindy Lipiec, skład desek Szlamy Lipczyńskiego przy ul. Piłsudskiego, piekarnia Trojana na Sewerynów zniszczona, chleb polany naftą, zniszczone: drukarnia, księgarnia, zakłady fryzjerskie, sklep jubilerski Mojżesza Iusta przy Piłsudskiego 2 i sklepy przy Siennickiej 2 – Frydmana, Rochmana i Zlaty Lewi.

Ludzie biegną ulicami, za nimi tłum z drągami, z pałkami, kastetami, Żydzi chcą się schować w budynkach z cegły, ale ile osób może się zmieścić w jednym pokoju? Więc biegną dalej, za Mińskiem rozciągają się pola, zboże nie jest jeszcze wysokie, ale lepsze to, niż zostać na ulicy. Kto może, ładuje dzieciaki, matkę i pierzyny na dorożkę – na dworzec! Uciekać do Warszawy, do Siedlec, nie dać się zabić! Ale po drodze bojówki wyciągają z dorożek, biją i niszczą wszystko! Pobici na Sewerynów i Siennickiej: Srul Książkowski, Abram Biernicki, Kamieńczuk, Aron Blumberg i jego córka Gitla, syn rabina z Puław Aron Feldman, Cywja Szpiglowa, Abram Rawicki i Popowska z synem, wszyscy są w szpitalu w Mińsku.

Noc jest koszmarna, chociaż porządku pilnuje policja z Mińska, Siedlec i Warszawy, ale co chwilę w ciemnościach słychać krzyki, we wtorek jest dzień targowy, ulice są puste, na rynku stoją tylko chłopskie fury. Kto jeszcze nie wyjechał, próbuje dziś, przez ostatnie dwa dni wyjechało z Mińska trzy tysiące osób, zostali młodzi, żeby pilnować tego, co zostało. Kto nie miał pieniędzy na bilet do Warszawy, ukrył się w Kołbieli, w Dobrej, w Rembertowie. Tam zaraz endecy zaczęli agitację „won Żydzi”, w Rembertowie pobili pięciu uchodźców, interweniowała policja. Po poniedziałkowych „zajściach” rannych jest 40 osób, z czego 7 ciężko. Po dziesięciu miesiącach od tego dnia, wszystkich spędzonych w szpitalu,  umrze w szpitalu Dzieciątka Jezus w Warszawie Chaskiel Szymanowski.

Pogrzeb Bujaka miał być w środę, ale ze względów bezpieczeństwa zostaje przeniesiony na czwartek, na ósmą rano. Już nie ma czego zniszczyć,  nie ma całych okien, nie ma nieobrabowanych sklepów. Ale domy jeszcze stoją. W dzień pogrzebu wachmistrza w różnych punktach Mińska  wybucha siedem pożarów. Słychać syreny strażackie, wozy jadą od Warszawy, od Siedlec. Ale nie mogą dojechać do płonących domów, ludzie nie dopuszczają strażaków, z drewnianych domów zostają tylko kominy, jak słupy, jak znaki – tu było życie.

annak 2

anna k 3

anna k4

 

 

 

 

 

anna k 5anna k 6

annak 15

 

 

 

spalone domy żydowskie, ten drewniany dom z werandą – to dom Rabina

 

 

Dom Dawida Abramowicza pierwszy raz płonął w nocy przed pogrzebem Bujaka, wtedy udało się go uratować, drugi raz – po południu w czwartek spłonął do końca. Dawid, jego żona, synowie Mojżesz (l. 15) i Nuta (l. 5) uratowali się, poparzoną Esterę pogotowie przewiozło do szpitala w

Warszawie. Kiedy płonął dom Abramowiczów, wybuchł pożar u Chaima Goldedera przy ul. Kościelnej, trzy godziny później zaczęły płonąć  kolejne domy.

Patrz Patrz, miasteczko nasze biedne gore!

Złe wichrzyska w dymu chmurze

Rwą, targają, łamią, burzą

Pędzą płomień rozszalały

Wszystko płonie w krąg

A ty w ziemię zatopiłeś

Otępiały wzrok

A ty ręce opuściłeś

Wszystko płonie w krąg

Gore! O bracia, gore!

Już żadna pomoc nie nadejdzie w porę

Płonie nasze miasto drogie

Na ratunek! Gaście ogień!

Niech zobaczy świat, że umiesz

Gasić własną krwią!

Połóż bracie kres zadumie,

Chwytaj wiadro w dłoń!

Miasto płonie! Na ratunek!

Broń się, bracie, broń!

Mordechaj Gebritig, S’brent, przeł. Natan Gross

Smród jest okropny, śmierdzą spalone pierzyny, meble i ściany, śmierdzą spalone zwierzęta. Doszczętnie spłonęły trzy domy żydowskie, zajęły się od nich dwa domy chrześcijańskie, ale udało się je uratować. Szabat był straszny, ludzie w mieszkaniach z oknami zabitymi deskami, bez jedzenia, na Nadrzecznej 13, w bożnicy wydawali śledzie, cebulę i chleb z wozu Towarzystwa „Ostatniej Posługi” przysłanego przez Gminę Żydowską z Warszawy, niektórzy bali się nawet iść tam, woleli zostać bez chleba. W ciasnocie nad świeczkami, które nie chciały się palić z braku tlenu, siedzieli i płakali w ten pierwszy czerwcowy szabat żydowscy mieszkańcy Mińska. W domu ławnika Mosze Ofenhajma (tylko on został w Mińsku jako reprezentant gminy, rabin Szapiro i przewodniczący gminy wyjechali do Warszawy) ukryli się najbiedniejsi. Jakaś stara kobieta powtarza: „Ty stara żydowska kurwo, krzyczeli na mnie, ty stara żydowska kurwo, a ja znam ich ojców i matki, poważają mnie wszyscy…”.

Zgodnie z żydowską tradycją umarłych grzebie się w dniu śmierci, najpóźniej następnego. Ale zmarli w Mińsku w czasie „zajść” leżeli w domach, bo nikt nie miał odwagi na pogrzeb. Dopiero nocą warszawskie Towarzystwo „Ostatniej Posługi” konwojowane przez policję pochowało trójkę zmarłych (z przyczyn naturalnych) mieszkańców Mińska Mazowieckiego. I chociaż nic już nie da się ukraść, rozchodzą się wieści, że w Mińsku stoją puste sklepy i mieszkania po Żydach, kuszą chciwych łatwego chleba, chłopi zaprzęgają fury i jadą z Cegłowa, z Mieni, z wiosek odległych o 10–15 kilometrów.

anna k 12

 

ludzie uciekają z Mińska.

 

anna k 16Według obliczeń starostwa straty żydowskich mieszkańców Mińska wynoszą ok. 200 tysięcy złotych. Zatrzymano ponad czterdzieści osób, z czego po dochodzeniu aresztowano i osadzono na Pawiaku w Warszawie dwadzieścia osiem. Wszyscy oskarżeni odpowiadają z art. 215 kk (spowodowanie niebezpieczeństwa pożaru) i art. 163 kk (udział w zbiegowisku)

Trzej główni oskarżeni to Kazimierz Budek, B. Pustoła i Józef Kiwicz vel Kinicz, wszyscy są członkami SN i pochodzą z Kałuszyna, podobnie jak Marian Świętochowski, Józef Kutaj, Kazimierz Budka, Czesław Olszewski, Józef Polkowski i Jan Kamiński (niszczenie mienia i podpalenie domów Abrama Dawidowicza i Estery Goldsztajnowej), Henryk Sakowski, Wincenty Reczko, Henryk Moduchowski, Helena Kamaszewska (podpalenie domu Arona Kałuckiego), Henryk Szczepanowski i Marek Śledziewski (podpalenie domu Sury Tykulskiej), Zygmunt Powichrowski (napad i poranienie rodziny Borucha Urynowicza), Ludwik i Piotr Wiśniewscy (napad i pobicie Borucha i Ity Rozenblumów), Aleksander Zgudka, Bolesław Złotkowski, Kazimierz Tylka (napad i próba podpalenia domu rodziny Rozenblatów) i Józef Ruta (podpalenie domu Abrama Goldsztajna). Aresztowano też Morgebesera, oskarżonego przez sąsiada Nowickiego o podpalenie domu (zajął się od płonącego domu żydowskiego). Po dochodzeniu Morgebesera zwolniono z aresztu, a sprawę umorzono.

Przyslala fragment ksiazki

Anna Karolina Klys

 

 

Kategorie: Uncategorized

2 odpowiedzi »

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.