Ucieczka z piekla cz.4

„PRZEDSIONEK DO RAJU”

Około godziny 16 pociąg zawitał we Lwowie. Nikt z rodziny Lusi nie wiedział, że przyjedziemy, więc nikt na nas  nie czekał. Mięliśmy adres krewnych, ale kiedy pytaliśmy przechodniów, jak dostać się na tę ulicę, nikt nie wiedział, odpowiadali nam, że są uciekinierami, tak jak my.  Ulice były pełne ludzi, nastrój był wesoły. Kolumny żołnierzy maszerowały śpiewając marsze rosyjskie. Czuliśmy się bezpiecznie. Już w  Przemyślu, zaraz  po wyjściu z więzienia, poczułem się wolny. Żołnierze rosyjscy rozmawiali z ludźmi, kupowali zegarki i płacili. Żydzi z pejsami chodzili po ulicy. Na każdym rogu portrety Stalina i innych przywódców rządu sowieckiego. Tak było i we Lwowie.

Dopiero po dwóch godzinach znaleźliśmy ulicę i dom. Mieszkanie krewnych było na pierwszym piętrze, na drzwiach wizytówka – Notowicz-nareszcie jesteśmy u celu. Dzwonimy, otwiera nam drzwi starsza kobieta i pyta „a państwo do kogo?”. Wtedy, za jej plecami, ukazała się ciotka Lusi, i z krzykiem padła w ramiona Lusi. Nikt się nie spodziewał naszego przybycia . Ciotka Lusi- Fanka wraz z ojcem, matka i jedną z  sióstr zostali wysiedleni przez Niemców z Kolbuszowej . Niemcy kazali wyjechać Żydom z Kolbuszowej, i części z nich udało się przedostać przez San.  Dziadek i babka Lusi to byli starsi ludzie, mieli wtedy  około 80 lat. Dziadek miał brodę zupełnie białą,  chorował na Parkinsona, ale jego głowa pracowała bardzo dobrze.

Mieszkanie nie było duże,  cała czwórka urządziła się w jednym z pokojów. Radość z naszego przybycia  była wielka. Natychmiast dali znać bratu Lusi, który był lekarzem w szpitalu dla nerwowo i psychicznie chorych  na Kulparkowie, i mojemu bratu. Obaj przyszli jeszcze tego samego wieczoru. Tymczasem jedna z ciotek przygotowała skromną kolacje. W czasie tej  kolacji opowiadaliśmy o pozostałej rodzinie, o tych którzy zostali w Krakowie. Janek, brat Lusi, zabrał ją i  Zenkę na nocleg do swojego kolegi, a ja poszedłem z bratem- tym samym, który nam zaginął w pierwszym dniu ucieczki, podczas nalotu samolotów niemieckich.

Najważniejsze teraz było, w ciągu następnych dni, znalezienie pokoju dla Lusi i dla mnie.

Zenka mogła zamieszkać w pokoju, który zajmowała w   poprzednich latach, bo  była nauczycielką w żydowskim gimnazjum Kamerlingowej we Lwowie.

Chodząc ulicami spotkałem kilku kolegów, byli samotni, bez rodzin.

Postanowiliśmy poświęcić następne 3 dni na poszukiwanie pokoju. Chodziliśmy, ja z kolegą, od sklepu do sklepu, i wszędzie pytaliśmy, czy ktoś zna osobę, która ma do wynajęcia pokój. Niestety, bez skutku. Poszliśmy w stronę parku Stryjskiego. Weszliśmy do fryzjera i pytamy: „może pan wie, kto ma jakieś pomieszczenie dla młodej pary?”.  W tym momencie odwraca się siedząca na krześle klientka  i mówi „tak, ja chce wynająć pokój z osobnym wejściem, tu niedaleko na ulicy Wiśniowej nr 8. Prośże aby młoda para, która chce wynająć pokój zjawiła się jutro rano”. Uradowani, nawet nie pytaliśmy się o wysokość czynszu za miesiąc. Rano, Lusia i ja, pojechaliśmy tramwajem na Wiśniową. Otworzyła nam córka, była bardzo podobna do Lusi, i zawołała matkę. Zaprosiła nas do pokoju, poczęstowała herbata i ciastkami i zaczęła nas wypytywać kim jesteśmy, skąd i tak dalej. Później pokazała nam piękny pokój, ubikacja była osobno, mieliśmy też pozwolenie na używanie kuchni. Okazało się, że cena była dość wygórowana, a do tego gospodyni postawiła warunek  zapłaty  od razu za rok.  Długo musieliśmy ją prosić i przekonywać, żeby zgodziła się na pół roku. W końcu, podpisaliśmy mały kontrakt (gotówkę daliśmy przy wprowadzeniu), właścicielka podpisała się nazwiskiem  Zborowska. Dowiedzieliśmy się że nasze nowe mieszkanie znajdowało się w  willi należącej do znanej rodziny. Właściciel był radnym w magistracie, i miał kino. Następnego dnia wprowadziliśmy się. Pokój był urządzony,  musieliśmy się tylko postarać o poduszki i koce.

Teraz  chcę powiedzieć, kto z naszych najbliższych pozostał u Niemców, a kto znajdował się we Lwowie:

Moja matka, ojciec, brat Zyga GRUNGRAS, który miał 12 lat, zginęli w czasie akcji, w Tarnowie.

Siostra Lusi Zenka ANISFELD, nauczycielka, zginęła w Sztutchowie.

Dziadek Lusi, Szlomo Sontag z żoną i dwie córki, obie niezamężne, też nazywały się  Sontag, wysiedleni z Kolbuszowej, przebywali we Lwowie, wszyscy zginęli.

Brat Lusi Janek ANISFELD lekarz we Lwowie, później ewakuowany do Rosji. Był w Czerwonej Armii, a potem w Dywizji Kościuszkowskiej, następnie w Wojsku Polskim, a na koniec w wojsku izraelskim.

Lusia, ja i brat mój Benek GRUNGRAS-byliśmy we Lwowie ( brat zaginął w Rosji)

Matka, ojciec i Hela, siostra Lusi pozostali w Krakowie,  nazywali się Anisfeld. Ojciec i matka zginęli, Hela przeżyła.

 HENEK GRÜNGRAS 98 lat

Poprzednie odcinki

KLIKNIJ TUTAJ

Anna Karolina Klys (  Tajemnica Pana Cukra ) poprawila tekst i wyszla taka perelka

 

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: