Ucieczka z piekla cz .15

POWRÓT DO POLSKI.  CMENTARZ.

Obudziłem się sam w łóżku.

Nie wiedziałem gdzie jestem.

Od siedmiu lat nie spałem sam w łóżku.

Lusia też się obudziła, i  podeszła do lustra. Kiedy zobaczyła swoje odbicie przestraszyła się tak bardzo, że zaczęła krzyczeć: to nie ja!

Powoli przyzwyczajaliśmy się do nowego otoczenia .

Fräulein Sigrid, pomoc domowa, przygotowała śniadanie a zapach prawdziwej kawy  wypełnił małą kuchenkę.  Na stole pojawiły się bułki z masłem i warzywa! Patrzyliśmy nie dowierzając, co to za cuda!

Janek i Zalko  zabrali Lusie do lekarza. Po wizycie lekarskiej poszliśmy do sklepów, musieliśmy kupić ubrania, a to, co mieliśmy na sobie spaliliśmy. Wszystko to zajęło nam całe przedpołudnie. Później, ubrani w nowe szaty, udaliśmy się do stołówki szpitalnej. Spotkaliśmy tam znajomych lekarzy ze Swierdłowska. Po obiedzie poszliśmy do prywatnego mieszkania Janka I Załka. To także było mieszkanie poniemieckie, kompletnie urządzone.

W mieszkaniu zastaliśmy ordynansa- żołnierza, który pomagał  oficerom, i psa, dużego wilczura nazwanego Karo.

Janek I Zalko mieli wolny czas, bo ich  dyżur wypadał w nocy, tak że mogliśmy porozmawiać o przeszłości i przyszłości. Janek, Zalko i Becio Hirsz przeszli cały front jako lekarze w szpitalu polowym, przy Dywizji Wojska Polskiego, tej samej, która brała udział w walkach pod Lenino. Ta bitwa zakończyła się co prawda zwycięstwem, ale później wojsko wycofało się, bo poniesiono ogromne straty. Była to pierwsza bitwa polskiego wojska, chrzest bojowy armii.

Po wielu walkach armia doszła do Berlina. Jeden  z lekarzy, podporucznik dr Marceli  Hecht z Krakowa, został ciężko ranny pod Lenino, amputowano mu nogę, otrzymał Order Virtuti Militari.

W końcu zaczęliśmy rozmawiać o tym, co dalej ze mną i z Lusią,  co planujemy ? Janek powiedział, że we Wrocławiu osiedlają się żydowskie rodziny powracające z ZSRR i z łagrów. Można tam znaleźć mieszkanie za małe pieniądze.

Nie wyobrażałem sobie, żebyśmy zostali w Polsce. POLSKA TO DLA MNIE WIELKI CMENTARZ.

Nie chciałem też zamieszkać na ziemi niemieckiej.

Powiedziałem, że poczekamy do porodu, a później zdecydujemy dokąd jechać.  Przed podjęciem decyzji chcieliśmy też poczekać na Helę, która mieszkała w Krakowie, i miała przyjechać za kilka dni.

Janek i cała grupa lekarzy mieli zostać zdemobilizowani. Oni także zastanawiali się nad tym co robić dalej. Byli w kontakcie z organizacją  B’richa, chcieli nielegalnie przedostać się do Palestyny i przyłączyć się do Hagany.

Przez kolejne trzy dni Lusia i ja spacerowaliśmy po pięknym ogrodzie przy  szpitalu i czekaliśmy na narodziny dziecka. W nocy 30 czerwca Lusia poczuła pierwsze bóle, a 1  czerwca urodziła się szczęśliwie nasza córka. Mazel tov! Rano koło łóżka Lusi zebrali się wszyscy lekarze z gratulacjami. To było dla nas ważne, bo nie mieliśmy rodziny, Lusia była sama, a obok przy łóżkach innych kobiet, żon oficerów,  były matki, babki, całe rodziny. Lusi pomagały też pielęgniarki, były bardzo serdeczne, opiekowały się Lusią i noworodkiem. Hela przyjechała po kilku dniach, przywiozła ubranka dla małej. Dziecku nadaliśmy imiona dwóch Babek: Anna-Maria. Po 4 dniach Lusia wróciła do naszego mieszkania przy szpitalu. Fräulein Sigrid przygotowała kołyskę, a Janek przyprowadził wilczura Karo. Pies położył się koło kołyski, i zawsze kiedy był w pokoju leżał i pilnował Ani (tak ją nazywaliśmy aż do przyjazdu do Izraela).

Hela  zaproponowała, żebyśmy tymczasowo przeprowadzili się do Krakowa.

W jej krakowskim mieszkaniu miał zwolnić się pokój, bo mieszkający w nim kuzynka z mężem, za 10 dni wyjeżdżają do Rzymu. I za nie dużą sumę można ten pokój odkupić. Naturalnie zgodziliśmy się. Hela powiedziała że zapłaci za nas.

Jeszcze  2 tygodnie zostaliśmy we Wrocławiu. Fräulein Sigrid opiekowała się Anią i uczyła Lusię jak obchodzić się z noworodkiem. Dzięki jej pomocy Lusia mogła wyjść do miasta, żeby kupić suknie i buty. W końcu Hela zadzwoniła, że pokój jest już wolny. Kupiliśmy bilety na autobus, bo baliśmy się jechać pociągiem  z dzieckiem. W autobusie miejsca były numerowane, ale droga trwała dłużej. Dzień przed wyjazdem Lusia i Ania były u lekarza, a wieczorem, w mieszkaniu Janka, zrobiliśmy wieczór pożegnalny.

Nazajutrz wcześnie rano pojechaliśmy na dworzec autobusowy. Fräulein Sigrid  przygotowała jedzenie i picie dla nas i dla Ani, oraz  pieluchy i wodę, żeby można ją trochę obmyć w czasie przewijania. Kupiliśmy  bilety na trzy miejsca, dzięki temu  Ania  mogła leżeć na swoim miejscu, a nie na naszych kolanach. M Droga była bardzo męcząca, były tylko dwa przystanki po drodze. Zmienialiśmy pieluchy Ani, ale  pomimo to miała odparzenia, całe ciało było czerwone jak ogień. Wysiedliśmy na  przystanku autobusowej koło Teatru Słowackiego. Czekała tam na nas Hela.

Pojechaliśmy dorożką do mieszkania przy ulicy Juliusza Lea obok parku Krakowskiego, Hela mieszkała z drugim mężem (pierwszy zginął), i jego 8 letnia córeczką Anitą (jej matka zmarła w czasie wojny). Całe mieszkanie to były dwa małe pokoje na trzecim piętrze. I w tym mieszkanku była jeszcze pomoc domowa, która spała w kuchni. Nazywała się Stasia. Stasia chodziła z Anitą do kościoła i na spacery. Zdarzało się, że kobiety szeptały między sobą o Anicie: „jaka ładna Żydóweczka”. Anita z ojcem przeżyli na aryjskich papierach w Warszawie, przeżyli tam też Powstanie. Przez cały czas Anita wiedziała, że jest chrześcijanką. Ale w końcu  przyszła do Lusi  z płaczem: „ciociu, w szkole dzieci powiedziały, że jestem Żydówką”…

Pod namowie Heli zmieniliśmy nazwisko na Zieliński.

W kamienicy, w której mieszkaliśmy było siedem mieszkań. W sześciu mieszkali Żydzi, w jednym  katolicka rodzina, czyli  właściciele domu. Na liście lokatorów wszystkie nazwiska kończyły się na „ski”. Siostra Lusi nazywała się  teraz Helena Dobrowolska.    Kiedy brała w urzędzie Stanu Cywilnego  ślub z obecnym mężem Karolem Kniakiem (a on z  kolei naprawdę nazywał się Kaner), urzędnik zapytał się, z których Dobrowolskich pochodzi, odpowiedziała po cichu: „tych z getta…”.

Czas płynął i w końcu Janek i Zalko zostali zdemobilizowani.

Przyjechali do Krakowa, wynajęli pokój i skontaktowali się z organizacją B’richa. Nie długo później wyznaczono im datę przekroczenia granicy. Zostali lekarzami na jednym z okrętów, którym przedostawali się do Palestyny Żydzi.

Dostaliśmy od nich wiadomość, że są w Marsylii, a później list z Palestyny. Zostali zmobilizowani do Hagany, a po proklamacji niepodległości Izraela zostali lekarzami w szpitalu wojskowym. Po powstaniu Izraela Janek przysłał nam dokumenty, bo myślał  że to nam pomoże w wyjeździe z Polski.

Tymczasem  my staraliśmy się na różne sposoby wyjechać z Polski. Próbowaliśmy kupić  dokumenty na wyjazd na Kubę, i jeśli uda się wyjechać z Polski zostaniemy w Paryżu. Pomimo, że daliśmy zadatek, okazało się,  że wszystko to było  oszustwem.

Tymczasem szukaliśmy możliwości, żeby się utrzymać.

Hela pracowała w przejętej aptece magistra Salpetra, Kuba pracował w małej fabryczce farmaceutycznej „Vita” J.  Hofsztera, a ja z kolegami Mondererem (był z nami w Semipolatynsku) i Rotenbergiem (był z nami na „uczstku” i Semipolatynsku) sprowadzaliśmy warzywa z okolicy Poznania. To trwało kilka miesięcy ale zrezygnowaliśmy z powodu nikłych zarobków. Spotkaliśmy inżyniera Radwana (Rotwaina), i za jego namową założyliśmy spółkę wyrobów kalki przebitkowej i papieru parafinowanego do pakowania czekolady i cukierków. Wynajęliśmy dużą halę i kupiliśmy maszynę do wyrobu tych artykułów. Znaleźliśmy fachowca, który umiał  obsługiwać linotyp. Zarejestrowaliśmy firmę, i mieliśmy nadzieję, że dostaniemy przydziały. Na wolnym rynku nie można było kupić ani papieru bibułkowego, ani farby anilinowej ani parafiny.

Jak sobie poradzić ?  Odnalazłem wujka brata ojca, który przed wojna mieszkał w Antwerpii. Uratował się z żoną i synem na aryjskich papierach w południowej Francji, a po wojnie wrócił do Antwerpii. On przysyłał nam farbę anilinowa, a papier bibułkowy kupowaliśmy na czarnym rynku. Czasami udawało się nam, dzięki protekcji, załatwić  dokumenty na kupno papieru i parafiny. Kiedy nie było już innej drogi-  to kupowaliśmy w fabryce świec cały zapas i przetapialiśmy, i tak zdobywaliśmy surowiec do produkcji.

Życie w samym Krakowie było dla nas, żyjących na walizkach, dość spokojne.

Chociaż wiedzieliśmy, że  w lipcu 1946 Polacy zamordowali w Kielcach 40 osób narodowości żydowskiej, że był antysemityzm w  Polsce, to jednak żydowskie kobiety z małymi dziećmi chodziły do parku Jordana, a  wieczorami  towarzystwo zbierało się w kawiarni „Europejska”. Zimą, bez problemów jeździliśmy do Zakopanego, a w lecie do Polanicy albo do Kudowy (na Ziemiach Odzyskanych).

Po  proklamacji  Izraela otwarto Ambasadę w Warszawie. Wtedy poczuliśmy, że szansa na nasz wyjazd z Polski jest bliska.

Na początku 1949 roku  zezwolono na  wyjazd „elementom nieprodukcyjnym”. Kiedy ogłoszono rejestrację  natychmiast odebraliśmy formularze. Po wypełnieniu, pojechałem do Ambasady Izraela do Warszawy, i wręczyłem je osobiście Sekretarzowi.  On przeczytał wszystko, i powiedział, że w przypadku Heli, mającej magisterium farmacji, załatwienie pozwolenia na wyjazd nie będzie łatwe. Zaczęliśmy  przygotowywać się do wyjazdu, organizować wszystko. Po pierwsze,  chcieliśmy sprzedać fabrykę, ale chętnych do kupna nie było.  Nie udało się jej sprzedać, nawet po naszym wyjeździe.

Czekaliśmy wiele miesięcy na zawiadomienie, że mamy zezwolenie na wyjazd. W końcu, w październiku 1949 roku, Lusia, ja  i Ania dostaliśmy zgodę. Hela, Kuba i Monderer otrzymali odmowę.  Według informacji, pierwszy transport będzie w styczniu 1950.  Mamy się zgłosić w Ambasadzie Izraela i w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i złożyć wniosek, że  rezygnujemy z obywatelstwa polskiego. Otrzymamy dokumenty pozwalające na przejazd przez Czechosłowacje , Austrie i Włochy. Otrzymaliśmy też listę co możemy ze sobą zabrać . Jeden kosz pościeli i bielizny ( wysłany będzie drogą morską), i jedną walizkę na dorosłą osobę. C.d.n.

Zredagowala Anna Karolina Klys

Wszystkie czesci KLIKNIJ TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: