Nathan Gurfinkiel

NIEWIDOMI W GAZIE (2)

Natan Gurfinkiel

jesz­cze jeden list od mojej nowo­jor­skiej zna­jo­mej:

Słu­cha­łam komen­ta­rzy egip­skich mediów na temat kon­fliktu. Wyraź­nie byli nega­tyw­nie nasta­wieni do Hamasu, kry­ty­ko­wali wysta­wia­nie cywi­lów na odstrzał i pędze­nie bez­tro­skiego życia w Kata­rze. Byli za Izra­elem. Słu­cha­łam także kilku komen­ta­rzy ze strony islam­skiej – z róż­nych stron świata – nega­tyw­nie wyra­ża­ją­cych się o dżi­ha­dzie i Hama­sie. Jest pewna nadzieja, że świat nie poprze Hamasu. Wola­ła­bym, aby prze­stali ginąć cywile, zwłasz­cza dzieci, kobiety i starsi ludzie. Ale nie widzę moż­li­wo­ści uło­że­nia się z Hama­sem. Oni znów wypro­du­kują dzie­cię­cych samo­bój­ców, tunele, takiety (to nic, że mało sku­teczne, oni robią to z nadzieją na więk­szą sku­tecz­ność), Ich trzeba znisz­czyć – bo ina­czej znów znajdą takich, któ­rzy będa gotowi za nich umie­rać.

Co do Netan­jahu. Nigdy nie był moim „ido­lem”. Bar­dziej iden­ty­fi­ko­wa­łam się z takimi jak Icchack Rabin. Wola­ła­bym, aby ina­czej zała­twiano sprawy osad­nic­twa, nie wyga­niano ludzi z domów, nie tole­ro­wano bez­praw­nego zaj­mo­wa­nia budyn­ków przez orto­dok­sów z Bro­oklynu (np.). Ale jeśli kartą ma być prze­trwa­nie Izra­ela – to oczy­wi­ście jest to naj­waż­niej­sza karta, bez względu na „oko­licz­no­ści”.
Spę­dza­łam kie­dyś week­end w Gazie (nie­da­leko Petah Tikva), w rodzi­nie osad­ni­ków z Afryki Połu­dnio­wej. Gdy wysie­dli­śmy z auto­busu – było nas troje – widzia­łam wro­gie spoj­rze­nia Ara­bów. Myśleli, że nowi osad­nicy idą. W sobotę po połu­dniu byłam na spo­tka­niu towa­rzy­skim osad­ni­ków (cha­sy­dzi z Bro­oklynu), w róż­nym wieku. Mówili po angiel­sku.  Mło­dzi ludzie opo­wia­dali dow­cipy w stylu: „Good Arab is dead Arab”. „One Arab in Dead Sea – pol­lu­tion, all Arabs in Dead Sea – solu­tion.” Było mi przy­kro. Myśla­łam sobie, że o ich ojcach i dziad­kach mówiono podob­nie w Euro­pie. Trzeba szu­kać innego roz­wią­za­nia – nie­na­wiść nie jest wyj­ściem. Ale teraz myślę, że trzeba znisz­czyć Hamas. Czy to wystar­czy – nie jestem pewna.

e***, dzię­kuję, jest rze­czą oczy­wi­stą, że uło­że­nie się z hama­sem jest nie­moż­liwe. ta orga­ni­za­cja od 1987 gdy została zało­żona posta­wiła sobie za główny cel znisz­cze­nie izra­ela. jest to też struk­tura, otwar­cie gło­sząca anty­se­mi­tyzm (nie żadną tam walkę z izra­el­skim eks­pan­sjo­ni­zmem, jak inne ugru­po­wa­nia arab­skie), posłu­gu­jąc się przy tym argu­men­tami w rodzaju „pro­to­ko­łów mędr­ców syjonu”.

wyraz حَمَاسْ‎ (zapał, entu­zjazm, ale też nie­do­pusz­cze­nie do gry). tak­tyką hamasu było od początku zdo­by­cie jak naj­więk­szego zakresu wła­dzy przy mini­mum odpo­wie­dzial­no­ści…

za zwy­cię­stwo hamasu sprzed sied­miu lat, zakoń­czone swo­istą sece­sją od auto­no­mii pale­styń­skiej odpo­wie­dzialne są w dużej mie­rze rządy al fatah z prze­ra­ża­jącą, wszech­ogar­nia­jącą korup­cją. hamas postrze­gany był jako prze­ciw­waga tej pogar­dzie rzą­dzą­cych dla spo­łe­czeń­stwa, z man­datu któ­rego spra­wują swe rządy. w gazie było jesz­cze gorzej niż na zachod­nim brzegu.
kiedy byłem w jor­da­nii obser­wo­wa­łem z bli­ska w jaki spo­sób rady­kalni isla­mi­ści zdo­by­wają wpływy. finan­so­wani przez iran nie zaczy­nali od two­rze­nia zbroj­nych for­ma­cji. tere­nem ich dzia­łal­no­ści było budo­wa­nie infra­struk­tury socjal­nej, szkół dla bied­nych, dostępu do opieki zdro­wot­nej, two­rze­nia miejsc pracy – wszyst­kiego tego, czym rządy kra­jów arab­skich nigdy się nie zaj­mo­wały, zwłasz­cza te naj­bar­dziej sko­rum­po­wane.. dopiero póź­niej powsta­wały zbrojne struk­tury.
hamas postę­po­wał w taki wła­śnie spo­sób…

tyle tylko że upo­rać się z tym pro­ble­mem muszą sami ara­bo­wie, bo izra­el­czycy nie mają takiej moż­li­wo­ści.
choć mili­tar­nie byłoby to wyko­nalne, nie da się prze­pro­wa­dzić ope­ra­cji roz­gro­mie­nia hamasu bez nie­wy­obra­żal­nych strat wśród lud­nośc cywil­nej. jakie byłyby następ­stwa łatwo sobie wyobra­zić, bo obecny kon­flikt daje przed­smak tego. co dzia­łoby się w zwie­lo­krot­nio­nej skali.

sam oglą­da­łem tutaj, w spo­koj­nej kopen­ha­dze ogromną mani­fe­sta­cję pod hasłem powstrzy­ma­nia „izra­el­skiego ludo­bój­stwa”. kiedy usi­ło­wa­łem przejść na drugą stronę ulicy, zoba­czy­łem w tłu­mie mani­fe­stan­tów moją nie­gdy­siej­szą sąsiadkę – dziew­czynę pocho­dzącą z rodziny ukra­iń­skich żydów. chodź z nami! – zawo­łała…

patrząc na ten roz­go­rącz­ko­wany tłum mani­fe­stan­tów zro­zu­mia­łem, że izrael nie ma szans na wygra­nie pro­pa­gan­do­wej kon­fron­ta­cji, a bez tego zwy­cię­stwo mili­tarne nie zda­łoby się na wiele.

to tłu­ma­czy dla­czego ani pre­mier neta­ny­ahu, ani mini­ster obrony a’alon nie dekla­rują, że celem obec­nej ope­ra­cji mili­tar­nej jest znisz­cze­nie hamasu.
jak można prze­czy­tać w arty­kule z „jeru­sa­lem post”, o któ­rym wspo­mnia­łem:

It cer­ta­inly won’t be Israel, but it might be some­one from Egypt, the West Bank or Gaza – some­one whose seven years of inti­macy with Hamas has left him as disap­po­in­ted as Sam­son was with Deli­lah. (z pew­no­ścią nie zrobi tego izrael, lecz może to być ktoś z egiptu, zachod­niego brzegu lub gazy – ktoś dla kogo sied­mio­let­nia intymna więź z hama­sem była rów­nie roz­cza­ro­wu­jąca jak zwią­zek z dalilą był dla sam­sona)

dla bibi neta­nyau pokój z ara­bami nigdy nie był celem. dwa­dzie­ścia lat temu mia­łem oka­zję usły­szeć o tym from the horse’s mouth – z ust samego neta­ny­ahu…

w paź­dzier­niku 1994 roku poje­cha­łem na waka­cje do jor­da­nii. głów­nym celem miało być zwie­dze­nie petry – sta­ro­żyt­nego mia­sta, wyku­tego w skale. mia­łem tam dotrzeć z ammanu, jed­nakże na trzeci dzień od mego przy­jazdu miała się odbyć cere­mo­nia pod­pi­sa­nia układu poko­jo­wego pomię­dzy jor­da­nią a izra­elem. przez cały dzień wal­czy­łem o akre­dy­ta­cję z jor­dań­skim mini­ster­stwem infor­ma­cji. dosta­łem ją wie­czo­rem. kiedy naza­ju­trz  mogłem poje­chać nie było już biletu na samo­lot do akaby. nie udało mi się rów­nież dostać bile­tów dla mnie i mojej duń­skiej towa­rzyszki podróży na ostatni auto­bus. póź­niej komu­ni­ka­cja auto­bu­sowa została wstrzy­mana ze względu na dra­koń­skie zarzą­dze­nia bez­pie­czeń­stwa. w cere­mo­nii oprócz króla jor­da­nii hus­sajna i pre­zy­denta izra­ela ezera weizmana miał wziąć udział bill clin­ton i sekre­tarz stanu war­ren chri­sto­pher, rosyj­ski pre­zy­dent jel­cyn i sze­fo­wie rzą­dów wielu innych kra­jów. jed­nym z głów­nych mów­ców w cza­sie cere­mo­nii miał być icchak rabin, ówcze­sny pre­mier izra­ela

musia­łem wyna­jąć tak­sówkę by dostać się do akaby (350 km), z per­spek­tywą noco­wa­nia na plaży, bo moja recep­cjo­nistka w amma­nie na próżno wydzwa­niała po hote­lach w aka­bie. miej­sce do spa­nia zna­leź­li­śmy sami z pomocą tubylca, któ­rego spo­tka­li­śmy w restau­ra­cyjce, gdzie jedli­śmy obiad. naza­ju­trz po pod­da­niu się naj­bar­dziej rygo­ry­stycz­nej rewi­zji, jaką prze­ży­łem kie­dy­kol­wiek, poje­cha­łem z innymi dzien­ni­ka­rzami na pusty­nię w oko­licy ein evrony na gra­nicy izra­el­sko-jor­dań­skiej

sta­łem w dużej gru­pie dzien­ni­ka­rzy, kiedy ben­ja­min neta­ny­ahu, naon­czas przy­wódca opo­zy­cji, udzie­lał wywiadu któ­rejś z ame­ry­kań­skich sieci tele­wi­zyj­nych.

–jeste­śmy prze­ciwko temu trak­ta­towi, bo nie służy on inte­re­som izra­ela, ale nie będziemy prze­szka­dzać rzą­dowi, nie wystą­pimy w kne­se­cie prze­ciwko pre­mie­rowi , nie zażą­damy zamro­że­nia trak­tatu.

sta­łem obok izra­el­skiego pisa­rza z kibucu na pół­nocy izra­ela. opo­wia­dał mi o gene­ra­łach oby­dwu armii, któ­rzy odprę­żeni i uśmiech­nięci wie­dli przy­ja­zną poga­wędkę.

– przez całe 46 lat stanu wojny mie­li­śmy wła­ści­wie zimny pokój z jor­da­nią…

losy pokoju izra­ela z jor­da­nią i egip­tem poka­zują, że mimo wszyst­kich trud­no­ści jest on moż­liwy, bo gdyby któ­reś z zaan­ga­żo­wa­nych pań­stw chciało wypo­wie­dzieć, czy nawet zamro­zić trak­tat, to pre­tek­stów było pod dodat­kiem odkąd pań­stwa są zwią­zane ukła­dami…

cena zapła­cona za rady­kalne roz­pra­wie­nie się z hama­sem posta­wi­łoby egipt i jor­da­nię w sytu­acji bez wyj­ścia, co neta­ny­ahu, mimo swego nasta­wie­nia dobrze rozu­mie. mamy więc sta­bil­ność wokół kon­fliktu w stre­fie gazy.

sytu­acja jest dobra, ale nie bez­na­dziejna…

Niewidomi w Gazie cz1

KLIKNIJ TUTAJ

Wszystkie wpisy Natana

KLIKNIJ TUTAJ

 

natan gurfinkiel: niewidomi w gazie

 

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: