Zakręt

Zenon Rogala

 


         Noc właśnie przegrywała nierówną walkę ze świtem. Ten młody i pełen ożywczej werwy brzask zaczął panowanie nad zalesioną doliną. Szliśmy trochę jeszcze skuleni, bo dopiero co wkroczyliśmy w strefę  opanowaną przez światło.

        Widziałem je od zawsze, widzę je coraz częściej, bo wyraźnie ich przybywa. Pojawiają się w tak nieoczekiwanych miejscach, że aż niewiarygodne, że upamiętniają faktyczne zdarzenia. Do wczoraj nie wiedziałem kto sprawia,  jak to się dzieje i za czyją to jest przyczyną, że tam gdzie wczoraj jeszcze był zwyczajny rów, lub niczym nie wyróżniające się pobocze, dzisiaj stoi już krzyż. Jest mały, lub raczej średni, duże są rzadkością. Niekiedy zdobione są jakimiś detalami, a to wieniec  początkowo ze świeżych, a z upływem czasu sztucznych kwiatów, a to kask motocyklowy, a często zdjęcie uśmiechających się dzieci lub kilkuosobowej rodziny, przeważnie zaś wypalone znicze.

Szymon zapewniał, że wrócę przed teleekspresem, i nie będę żałował.

         – Dwie stówki piechotą nie chodzi – brzmiało zachęcająco.

Rzeczywiście, piechotą jak na razie idę ja za Szymkiem. On pierwszy, lekko pochylony,  na prawym ramieniu oparty koniec, a właściwie początek, dla lepszej równowagi trzyma dolne ramię krzyża obiema rękami, a ja za nim w równej odległości, bo trzymam drugi koniec, a właściwie początek. Wszystko zależy jak się patrzy z dołu, czy z góry. Widzę jego  lekko pochylone plecy. Moje chyba bardziej pochylone, bo na mnie przypadł cięższy odcinek tego krzyża. Ja niosę grubszy, wykonany ze stalowej rury pień żelaznego drzewa, z którego wyrasta przyspawana, pionowa zwieńczona poprzeczką gałąź. Całość świeżo pomalowana na biało z czarnymi brzozowymi plamami  na całej powierzchni. Jednym słowem niesiemy żelazny-brzozowy krzyż idąc skrajem szosy w dodatku pod górę.

         – To tutaj, na zakręcie, jeszcze widać skorupy i jakieś odłamki szkła. Zobacz jaka zryta ziemia.

         – Co tu się stało? – rozglądam się wokół.

         – Podobno jechali na pogrzeb, dwoje dzieci zostawili u babci. Są tam do tej pory. Dzieciaki trzy latka i roczek.

         – Mówię ci, chłopie – ożywił się sięgając po wojskową saperkę – kroi się fantastyczny interes. Kierownik jak na razie pracuje na czarno, ale już szykuje się do rejestracji firmy „U drzwi twoich”. Taka firma to wielka przyszłość z dużymi perspektywami. Klientów przybywa z dnia na dzień. Rodziny nie wiedzieć czemu upamiętniają miejsca niefrasobliwości swoich bliskich. Firma ma perspektywy.

         Ziemia była wyjątkowo kamienista. Szymek siedzi, bo pali.  Ja kopię, bo pracuję u Szymka. Drogą śmigają obok nas coraz liczniejsi, potencjalni klienci pana kierownika.

         – Nie jestem pewny czy to dobra nazwa dla firmy – mówię i wdeptuję wokół

krzyża skaliste okruchy rozkopanej ziemi…


Wszystkie opowiadania Zenona Rogala

TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: