Roślinka

Zenon Rogala

 

    


 

          Jakoś tak wtedy się utarło, że po wyjściu ze stołówki zatrzymywaliśmy się tuż obok bramy wejściowej, żeby zapalić obowiązkowego papierosa, a także z powodu, że była to znakomita okazja, aby dokonać przeglądu wchodzących na teren stołówki dziewcząt.

Paliliśmy co tam kto miał, a jeśli wystawanie się przedłużało, paliliśmy namiętnie jeden od drugiego, wzajemnie częstując się tą trucizną.

          Wtedy nie zwróciłem na nią uwagi i nigdy bym jej nie zapamiętał, gdyby nie ten nieprawdopodobny incydent. Kiedy spojrzałem w kierunku tego stłumionego krzyku, zobaczyłem dziewczynę klęcząca przed facetem w szarym prochowcu i obejmująca go rękami  na wysokości kolan. Głowę miała przytuloną do jego kolan i zwróconą w moją stronę i może właśnie dlatego usłyszałem ten jej, ni to szloch, ni to skowyt, ni to załamującym się głosem szlochowołanie : 

          – Piotr, Piotr, ja ciebie błagam, nie rzucaj mnie, nie odtrącaj mnie, świata poza tobą nie widzę, proszę cię, nie proszę, błagam, ulituj się nade mną i mnie nie odtrącaj, pamiętasz jak nam było dobrze, ja tak dokładnie pamiętam każde twoje słowo, każdy twój kochany gest, każdy twój dotyk i każde miłe słowo, co się stało Piotrze, co się stało, że unikasz mnie, jak jakąś trędowatą, co ja takiego zrobiłam, a może czego nie zrobiłam, że już mnie nie chcesz, nie rób tego, nie odtrącaj mnie, bo to ty złamałeś tę roślinkę i teraz co… mówiłeś przecież, że mnie kochasz, przecież to ty złamałeś tę roślinkę, przez ciebie  nie chodzę już na żadne zajęcia, to dla ciebie chodzę  pod wszystkie stołówki i wreszcie tutaj doczekałam się na ciebie, bo wiem, że zamieniłeś się na bloczki żywieniowe i już nie chodzisz tam, gdzie razem chodziliśmy, nie rób tego, nie deptaj swojej roślinki…

          Piotr z początku stał jak wryty, bo został dokładnie unieruchomiony, ale kiedy wyznanie tej Marii Magdaleny  zaczęło zwracać uwagę stojących w pobliżu, starał się jakoś uwolnić od tego podkolanowego uchwytu, ale na próżno. Dziewczyna wiedziała, że jeśli teraz nie usłyszy kolejnego kłamstwa od Piotra, ten związek nie będzie miał żadnych perspektyw i niechybnie skończy się czyjąś mogiłą.

           – Przestań, proszę cię, przestań, co ty wyrabiasz, jak ty wyglądasz. Wstań porozmawiamy – Piotr próbował podnieść ją z klęczek, bo widowni przybywało z minuty na minutę.

          – Klęczę tu przed tobą, żebyś wiedział jak bardzo cię kocham, tak jak kocha ułamana roślinka.

          Włosy w całkowitym nieładzie, zasłaniały jej twarz. Uścisk musiał być na tyle szczelny, że Piotr nie miał szans na wyzwolenie się z uchwytu chyba, że teraz da jej jakąś  sensowną obietnicę. Widocznie przeczuł, że tym razem nie obejdzie się tak łatwo, jak ostatnio, bo ona, jakby czytając w jego myślach zawyła :

          – Już ci nie uwierzę, bo ostatnio skłamałeś, że przyjdziesz do mnie do akademika, ale koleżanki mi powiedziały, że spotykasz się z tą Jolą.

Mówię ci całkiem poważnie, że albo będziesz ze mną, albo załatwię tą cholerną Jolę, albo sama sobie coś zrobię. Nie zostawiaj mnie, błagam.

          Zapanowała całkowita konsternacja. Ten widok mnie powalił, a raczej odwrotnie, całkowicie sparaliżował. Piotr powoli cofał stopy, a ona, zakleszczona na jego kolanach, powoli przyjmowała pozycję horyzontalną. To nie był  ładny widok. To nie był, ani śmieszny, ani dowcipny, ani zabawny widok. To nie był też widok groźny i straszny  i żałosny. To był widok, który jest sumą tych wszystkich widoków. 

          Piotr patrzył wokół, jakby szukał u nas podpowiedzi na rozwiązanie swojej sytuacji w jakiej się znalazł.  My staliśmy wokół poruszeni, jak chór w tragedii greckiej. Niemi. Bo każde rozwiązanie będzie złe. 

Ile bym dał, żeby teraz stać na miejscu tego podrywacza Piotra. Nie musiałabyś  Mario Magdaleno, podejmować mnie pod kolana, raczej ja leżałbym u twych stóp i całkiem bezwstydnie żebrałbym o twoją miłość, a jedyne czego bym sobie życzył, to aby moja miłość była taka jak twoja. Amor całkiem niecelnie trafia swymi strzałami i niekiedy jest to powodem okropnych tragedii.

                     Tymczasem w tym czasie inny chłopak też chorobliwie zakochany w swej Gałązce Jabłoni, ucieka przed miłością do niej i zaszywa się gdzieś, hen, w ciemnym, dalekim lesie i do pracy przy karczowaniu lasu się najmuje, żeby tęsknić z daleka, bo sądzi, że miłość, to ucieczka i tęsknota, a przecież to co robi, to tylko ucieczka przed miłością i tęsknota za jej brakiem.

          Piotr tymczasem schylił się w końcu, ujął w dłonie jej głowę i szeptał coś do środka tego kłębka zmierzwionych włosów. Chwilę to trwało. Wreszcie wstała. Pospiesznym gestem zebrała rozsypane z torebki drobiazgi. Wstała. On pocałował ją wstydliwie i objął ramieniem.

           Po chwili spojrzałem w ich stronę. Piotra już nie było. Dziewczyna stała sama na środku alejki pośród rozkwitającej, wiosennej roślinności Plant.  


Wszystkie wpisy Zenka

TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: