Mąż Pauli Ben Gurion nie był jej wierny.

Ale nic nie mogło zakłócić

misji budowania Izraela.

Nawet jej złamane serce


Choć Paula Ben Gurion podkreślała, że jej życie nie zmieniło się po wyborze męża na premiera Izraela, od czasu do czasu towarzyszyła mu na oficjalnych uroczystościach (Fot. Los Angeles Examiner/Usc Libraries/Corbis Via Getty Images)

Mówią, że nie miała swojego życia, bo całe oddała mężowi. Bez niej nie wiedziałby, gdzie są jego kapcie i pidżama. To ona nauczyła go brać prysznic i codziennie myć zęby. Paula Ben Gurion dbała o przyziemne sprawy, twardo stąpając po ziemi, by pierwszy premier Izraela mógł żyć z głową gdzieś wysoko w chmurach.

„Drogi Dawidzie, twoje listy przychodzą coraz rzadziej. Co się dzieje, czy znalazłeś sobie nowe atrakcje?” – pisze w 1930 roku do męża, zajętego jednoczeniem ruchu robotniczego przed zbliżającym się XVII Kongresem Syjonistycznym.

Dekadę później plotka o jego następnym romansie zastanie Paulę w ich domu w Tel Awiwie. Załamana pobiegnie do przyjaciół. Wyzna, że dość ma ciągłego życia w samotności, wychowywania dzieci bez wsparcia i że nie zostaje jej nic innego, jak ze sobą skończyć. Znajomi ją uspokoją. W końcu Dawid Ben Gurion jest największym darem, jaki Żydzi mogli dostać od losu, a ona powinna otoczyć go opieką, by mógł w spokoju wypełniać swą misję.

Dla dobra narodu Paula zapomni o złamanym sercu i pokornie wróci do domu.

W 1948 roku stanie się to, w co niewielu poza Palestyną wierzyło – jej mąż ogłosi powstanie Państwa Izraela i okrzyknięty „ojcem narodu” stanie na jego czele jako pierwszy w historii premier. Paula Ben Gurion nigdy już nie wyjdzie z roli strażniczki jego dobrego samopoczucia, choć jak napisze cztery dekady po śmierci obojga izraelski historyk Tom Segew, niestety, nie grała w życiu męża tak centralnej roli jak on w jej.

Paula i Dawid Ben Gurionowie  na pokładzie okrętu wojennego w lipcu 1949 r., tuż po wygranej  przez Izrael wojnie o niepodległośćPAULA I DAWID BEN GURIONOWIE NA POKŁADZIE OKRĘTU WOJENNEGO W LIPCU 1949 R., TUŻ PO WYGRANEJ PRZEZ IZRAEL WOJNIE O NIEPODLEGŁOŚĆ FOT. LOS ANGELES EXAMINER/USC LIBRARIES/CORBIS VIA GETTY IMAGES

Ożeniłem się. Stop

„Jesteś dla mnie święta, niczym cierpiący anioł (…). Nie zostawiłem cię, moja najdroższa, dlatego, że nie kocham cię wystarczająco (…), [zrobiłem to] bo nie chciałem dać ci małego, taniego rodzaju szczęścia, ale przygotować na wielką, świętą, ludzką szczęśliwość, lecz te okupione są męką (…)” – pisany w 1918 roku w Windsorze list od męża nie przynosi jej wiele ulgi. Gdy decydował się na ochotnika wstąpić do tworzonego właśnie w Kanadzie Legionu Żydowskiego, byli pięć miesięcy po ślubie.

Paula czuje się zraniona, gdy mimo protestów i łez Dawid zostawia ją samą w ich wynajętym na Brooklynie pokoju.

Jest w ciąży. Męża nie będzie przy narodzinach ich pierwszej córki.

Zanim Pauline Munweis go poznała, nie planowała życia poza Ameryką. Urodzona w 1892 roku w Mińsku córka sklepikarza do Nowego Jorku przypłynęła wraz z ośmiorgiem rodzeństwa jako nastolatka. Chciała zostać lekarką, ale gdy ojciec zmarł, musiała zadowolić się szkołą pielęgniarską. Ze starszym o sześć lat Dawidem – do Stanów trafia deportowany z Palestyny po wybuchu I wojny światowej – poznają się u zaprzyjaźnionego lekarza goszczącego u siebie młodych intelektualistów. Gdy niespełna rok później Ben Gurion poprosi Paulę o rękę, postawi jej warunek: zgodnie z duchem syjonistycznym zamieszkają w Ziemi Izraela.

Zgodzi się.

Pobierają się pod koniec 1917 roku w urzędzie stanu cywilnego. Nie towarzyszy im nikt bliski, świadkami są obcy ludzie, a po ceremonii mąż zamiast zabrać żonę w podróż poślubną, jak gdyby nigdy nic uda się na spotkanie partyjne. W pamiętniku tego dnia zapisze tylko: „11.30 ożeniłem się”, nie dodając przy tym nawet imienia Pauli.

Mógł zbierać pomarańcze

– Paula tego nie zrobiła, ale mocno to przeżyła – mówi mi o jej niedoszłej próbie samobójczej historyk, autor biografii premiera Michael Bar-Zohar, gdy rozmawiamy w Tel Awiwie. Pierwszy raz spotkał Paulę jeszcze w 1964 roku. Jak ją zapamiętał?

– Była dziwna, inna – zamyśla się. – Nigdy się nią nie interesowałem. Dzisiaj nie napisałbym biografii premiera bez rozmów z jego żoną, ale w tamtych czasach nikt tego nie robił. Pamiętam ją tylko z domu, zawsze w domu – mówi, dodając, że wcale nie była wielką miłością Dawida, bo gdy się spotkali, był zakochany w kimś innym.

Dziewczyną, którą ma na myśli Bar-Zohar, jest Rachela, Żydówka z Płońska, która tak jak Dawid w 1906 roku wyemigrowała do Palestyny. I pewnie gdyby już wtedy nie przedkładał pracy nad życie osobiste, to ona zostałaby jego żoną.

– Ben Gurion nigdy nie mógł sobie wybaczyć, że wyszła za innego – mówi historyk. – Kiedy rozmawiałem z nim po śmierci Pauli, zapytałem, czy bardzo za nią tęskni. Wtedy na sekundę zastygł i powiedział: „Całe życie kochałem tylko jedną kobietę. Rachelę” – opowiada Bar-Zohar, jakby ciągle jeszcze siedział z 87-letnim premierem i był pod wrażeniem tych słów. – Popatrzyłem na niego i uświadomiłem sobie, że przez całe życie bolało go, iż stracił tę kobietę. Nie wiedziałem, co mam mu powiedzieć, więc zażartowałem tylko, że dobrze, iż tak się nie stało, bo kto wie, czy gdyby ją poślubił, zamiast doprowadzić do powstania Izraela, nie skończyłby gdzieś w Galilei, zbierając pomarańcze.

Święta matko moja

Na zdjęciach z początkowego okresu małżeństwa Paula i Dawid Ben Gurionowie, choć poważni, wyglądają na zakochanych. Nie widać za to niskiego wzrostu przyszłego premiera – miał 1,52 cm – który poznawszy Paulę, cieszył się, że udało mu się znaleźć żonę niższą niż on. Ponoć ona, gdy zobaczyła go pierwszy raz, stwierdziła, że wygląda jak „uchodźca”.

Jej rodzina nie chciała, by wyszła za Ben Guriona. Tylu było przecież dobrze usytuowanych chłopaków w Nowym Jorku!

– Nie takiego kandydata na męża szuka żydowska matka dla swojej córki: niski, szczupły, bez żadnego zawodu ani wykształcenia. Paula wiele razy wypominała mężowi, że wyjście za niego było z jej strony dużym poświęceniem – opowiada historyczka Anita Szapira, gdy rozsiadam się na kanapie w jej telawiwskim mieszkaniu.

Biografka Ben Guriona też poznała oboje osobiście. Dobrze pamięta, że gdy zapukała do ich domu w kibucu, Paula otworzyła drzwi i zagradzając wejście, warknęła: „Pani w jakiej sprawie?”. Gdy Szapira wyjaśniła, że jest umówiona z premierem na wywiad, Paula odsunęła się na tyle, by pisarka mogła przejść, i przykazała jej: „Tylko niech go pani nie zmęczy”. – Weszłam do środka, a Ben Gurion był przeciwieństwem Pauli: miły – śmieje się pół wieku później.

Historyczka podkreśla, że Paula nie była syjonistką, przez co trudno byłoby jej zostać partnerką Ben Guriona w działaniu, a dla niego – jak sam napisze po latach – realizacja celów syjonistycznych była ważniejsza niż cokolwiek innego.

Wtedy jeszcze o tych różnicach nie myślą.

Szapira: – Z nią miał pierwszy raz, ubóstwiał ją. Nie sądzę, by był wcześniej w fizycznej relacji z kobietą, uznał, że to, co czuje, to miłość. Poza tym Paula zaszła w ciążę. W tamtych czasach bycie „matką mojego dziecka” to była świętość.

Po wyjeździe Dawida do Kanady Paula trudno znosi ciążę i osamotnienie. „Wszystko w moim życiu jest ponure, czuję się nieszczęśliwa. Czytałam twoje listy dziś, nie masz pojęcia, jak płakałam, jesteś wszystkim, co mam w życiu, reszta jest dla mnie martwa” – pisała mu zrozpaczona.

Raz chciała już nawet jechać za mężem, ale stanowczo jej to odradził, tłumacząc, że i tak nie miałby dla niej czasu, a podróż to zbyt wielki wydatek. Skwitowała wówczas krótko: „Jesteś złym mężem, złym kochankiem i złym ojcem”.

Na jego wzniosłe listy o miłości odpisywała do bólu praktycznie: że bolą ją zęby, puchną jej nogi, sąsiedzi ją irytują. Choć to dzięki jej radom „ojciec narodu” nauczy się codziennie brać prysznic i prać chusteczkę do nosa. „Dla mnie, ale i dla naszej przyszłości proszę cię, myj zęby codziennie” – przypominała. On poza prośbami o przysyłanie mu gazet napominał ją o jedno: „Uczysz się hebrajskiego? Jeśli nie, błagam, Pauliczka, ucz się języka”.

O to samo będzie prosił w przyszłości każdą swoją kochankę.

Miej dla mnie miłość

Dzień, w którym urodzi Geulę, nazwie najszczęśliwszym w swoim życiu. Ben Gurion nie zobaczy jej przez półtora roku, bo choć uda mu się przedostać z powrotem do Palestyny, pochłonięty tworzeniem i przewodzeniem partii nie będzie miał głowy, by ściągnąć Paulę do siebie. „Widocznie nie jesteśmy dla ciebie tak ważne jak Palestyna” – docina mu.

Jej stan psychiczny z czasem tylko się pogarsza, wspomina o myślach samobójczych, ale wtedy nie mówi się o tym, co kobieta może czuć po porodzie. „Boję się, że jak tak dalej pójdzie, nie będziesz miał już kogo sprowadzać do siebie” – pisze. Martwi ją też, jak to będzie mieszkać w odległej ziemi bez prądu. Chce zapewnień, że mają tam jajka i dobre mleko dla dziecka. Dawid obiecuje, że dostanie go tyle, że jeśli tylko zechce, będzie mogła w nim Geulę kąpać, bo w Palestynie jest dokładnie to, co w Nowym Jorku, może poza Metropolitan Opera.

Ale od momentu, gdy Paula postawi w listopadzie 1919 roku stopę w porcie w Jaffie, przez kolejną dekadę życie wcale nie będzie łatwiejsze.

Wkrótce urodzi się ich syn Amos, ale zamiast pozwolić choć trochę nacieszyć się żonie wspólnym życiem, Ben Gurion zdecyduje się wysłać ją i dzieci do swojej rodziny do Płońska, gdzie zostawi ją na kolejny rok.

Dbająca o higienę i przyzwyczajona do bieżącej wody w kranie Paula przeżyje w Polsce horror. Teść mieszka z rodziną w drewnianym domu, w którym urodził się niegdyś Dawid: bez wanny, z toaletą na zewnątrz i mętną wodą. Szczególnie ciężko im przetrwać zimę, dzieci chorują. Pozbawiona prywatności i opuszczona błaga męża: „Zabierz mnie stąd, jeśli masz dla mnie jakąś miłość”.

Dobrze mieć służącą

Wróci chuda i wykończona. W Jerozolimie urodzi córkę Renanę. I nadal to na jej barkach będzie spoczywać zajmowanie się domem. Nie mają pieniędzy. Początkowo unika mówienia mężowi, że sama nie dojada. Dzieciom mówi, że nie je z nimi, bo zje z tatą, gdy ten wróci z pracy, a Dawidowi, że nie je, bo już jadła z dziećmi.

Gdy skarży się czasem, że nie może wyjść z domu, bo nie ma butów ani sukienki, jej mąż w tym czasie kupuje kolejne stosy książek – w przerobionym na muzeum domu premiera w Tel Awiwie jest ich dziś przeszło 20 tysięcy.

Bywa, że Dawid spędza więcej czasu za granicą niż w domu. Paula z kolei nie opuści Palestyny ani razu przez 13 lat. Renana zapamięta, że nieraz widziała ją we łzach, ale matka pytana o powody nigdy ich nie wyjawiła.

Ben Gurion ponoć chciał mieć jeszcze większą rodzinę, ale dla Pauli nie wchodziło to w grę. „Nigdy nie powiedziałam mu, ile aborcji miałam. Dla mnie trójka dzieci to było wystarczająco” – powie po latach.

Taką mnie uczyniłeś

Szapira: – Gdy okazało, że przy całym wysiłku wkładanym przez nią w dom mąż nie był lojalny, przeżyła szok. Miała trójkę dzieci, wiedziała, że nie może się zabić. A rozwody nie były wówczas zbyt popularne.

To wyjazdy dawały mu okazję do spotkań z innymi kobietami, Paula to wyczuwała, dlatego pytała o „inne atrakcje”. – Może nie był Casanową albo Jamesem Bondem – stwierdza Bar-Zohar – ale romanse mu się zdarzały.

W 1940 roku Paula Ben Gurion przeżywa z dziećmi bombardowanie Tel Awiwu, jej mąż chroni się przed nalotem w Londynie – w towarzystwie. Żona ma go wkrótce odwiedzić, ale słusznie wyczuje, że nie jest sam. Nie przesypia kilku nocy, ma wątpliwości, czy jechać, w końcu pyta męża: „Bądź ze mną szczery, chcesz, żebym przyjechała, czy będę ci przeszkadzać?”. Dawid mimo flirtu z sekretarką odpisuje, że powinna przyjechać, dodając: „Kocham cię, najdroższa, bardziej niż myślisz. Problem w tym, że mnie za dobrze nie znasz, chociaż wiem, że też bardzo kochasz”.

Ben Gurion sam miewa wtedy depresyjne nastroje. „Życie, Paulo – pisze innym razem – jest bardzo trudne. Nigdy nie narzekałem i nie mam zamiaru tego robić, ale wiedz, że czasem jestem bardzo samotny. (…) Czasem ty też sprawiasz mi ból”. Żona potwierdzi: „Wiem, że jestem okropną osobą, ale co mogę zrobić? To ty mnie taką uczyniłeś”.

Ty chmury, ja ziemia

– To nie były romanse, a nawet jeśli to prawda i dobrze się bawił, co w tym złego? – tak o zdradach premiera mówi jego 80-letni dziś wnuk Jariw Ben Eliezer. I że dziadek się w zasadzie babci bał. A że istnieją listy? – Załóżmy, że miał relację z sekretarką, nie seksualną, romantyczną. Może jakieś jednorazowe przygody, ale daję mu prawo do przyjemności. Patrzę na jego życie z perspektywy wnuka i nie wierzę, żeby sawtę [po hebrajsku babcia] skrzywdził. Wiedział, ile dla niego poświęciła, nie był głupi.

Jariw nie może się nadziwić, że kogoś interesuje Paula, a nie jej mąż. Kochał ją za dobry charakter. – Dla mnie była jak inne babcie. Paliłem wtedy – przypomina sobie – znalazła w spodniach jakąś starą paczkę papierosów. Popatrzyła na nią i przyszła do mnie, mówiąc: „Nie pal tego świństwa, masz tu parę szekli i kup sobie normalne papierosy”, była hojna. Może była prostą osobą, ale pełną miłości.

Wnuk Alon Ben Gurion powie mi w domu dziadków, gdzie spotkamy się pośród zwiedzających go turystów: – Nie sądzę, by bez niej wiedział, gdzie są jego kapcie i pidżama. Ona podsuwała mu je pod nos, żeby sam nie tracił na to czasu. Paula twardo stąpała po ziemi, dbała o wszystkie przyziemne sprawy, żeby on mógł być gdzieś wysoko w chmurach.

Jariw: – Ludzie bardzo często mówią, że nie miała swojego życia, bo całe oddała jemu, ale nie biorą pod uwagę, że zrobiła to, bo właśnie tego chciała. Wierzyła, że jej misją jest się nim opiekować, by ten niski mężczyzna ze śmiesznymi włosami mógł wypełnić swoją.

Jaka znowu „żona premiera”?

Gdy 15 maja 1948 roku chciano przekazać świeżo upieczonemu premierowi, że USA jako pierwszy kraj świata uznały Państwo Izraela, nie wpuściła posłańca do środka, mówiąc, że Ben Gurion ma teraz drzemkę.

Bo słowo „obciach” dla Pauli nie istniało. To ona zachęciła fotografów do zrobienia zdjęć stojącemu na głowie na plaży w Herceliji premierowi, które obiegły cały świat. Sama otwierała politykom drzwi w pidżamie czy z rozwichrzonymi włosami. Choć żyła, zajmując się domem, to ona zasugeruje mężowi, by zapis Deklaracji Niepodległości o przestrzeganiu równych praw dla wszystkich obywateli niezależnie od wyznania i rasy poszerzyć o płeć. Choć w dniu powstania Izraela zapisze się historia, w życiu Pauli niewiele się zmieni. – Była bardzo niezależną kobietą – mówi Alon. – Gdy ktoś próbował zwrócić się do niej od tego czasu „premierowo”, obruszała się: „Nie jestem żadną żoną premiera, jestem żoną Ben Guriona!”.

Romantyk, jak nic!

Alon powie, że Paula, choć nie wykonywała po ślubie zawodu, całe życie pozostała pielęgniarką. Uważała, że wie więcej niż niejeden lekarz. – Urodziłem się w 1951 roku – opowiada Alon – to był czas epidemii polio, zachorowałem. Rodzice wezwali do domu lekarza, po jego wizycie zadzwoniła Paula. Leki, które mi zapisał, kazała wyrzucić i natychmiast zabrać mnie do szpitala. Dzięki tej interwencji wyzdrowiałem. Wielu moim kolegom to się wtedy nie udało.

Gdy 67-letni Ben Gurion zdecyduje, że emeryturę spędzi w kibucu na pustyni Negew, zaproponuje żonie, by została w Tel Awiwie. Ale dla 61-letniej Pauli nie wchodzi to w grę, jedzie tam, gdzie mąż. Dopiero wtedy Dawid zacznie doceniać, że kolejny raz rezygnuje dla niego z wygodnego życia w mieście, wśród rodziny i znajomych.

To dla niej tym trudniejsze, że o ile mąż skupi się wreszcie na pisaniu, o tyle Paula za bardzo nie ma co ze sobą zrobić w otoczeniu kibucników w wieku swoich wnuków.

– Nie lubiła życia w Sde Boker, czuła się samotna, ale nigdy nie słyszałem, by się skarżyła. Właśnie taka była. Oddana mu na dobre i na złe – wspomina Jariw.

To także tu Paula podawała mężowi do jedzenia słynny „kucz mucz”, na który przepis w otwartym dla turystów domu w kibucu wisi na ścianie do dziś. Pytam wnuków Ben Gurionów, czy go kiedykolwiek próbowali.

Alon: – Spróbowałem raz i nigdy więcej nie włożyłem do ust!

Jariw krzywi się: – Nie, wyglądało obrzydliwie! Wkładała do blendera biały ser i owoce i mieszała to razem. Dziadek nie za bardzo to lubił, ale jadł, bo mu kazała. Nie było dyskusji. Gdy odwiedziliśmy go już po śmierci sawty, ochroniarz przyniósł mu kucz mucz. Pytam saba: „Dlaczego ty to ciągle jesz?!”. Odpowiedział: „Żeby uczcić pamięć Pauli”. Był romantykiem, mówię ci!

Paula Ben Gurion umiera w styczniu 1968 roku w szpitalu w Beer Szewie na udar mózgu. Dawid powie wtedy: „Zawsze myślałem, że umrę pierwszy”, i szybko wróci do pisania.

Za pomoc przy pracy nad tematem dziękuję dyrektorce Domu Ben Guriona w Tel Awiwie Hanni Hermolin i dr. Adiemu Portugezowi z Instytutu Studiów nad Izraelem i Syjonizmem przy Uniwersytecie Ben Guriona w Negewie.

Poza kilkunastoma rozmowami, które przeprowadziłam z osobami pamiętającymi Paulę Ben Gurion, korzystałam m.in. z książek: „Ben Gurion” Michael Bar-Zohar, wyd. Magal Books, „Letters to Paula” David Ben Gruion, wyd. Univeristy of Pittsburgh Press, „Ben Gurion” i „Historia Izraela” Anity Szapiry, Wydawnictwo Dialog, „A State of Any Cost”, Tom Segev, wyd. Farrar, Straus and Giroux, „Ben Gurion. The Burning Ground” Shabtai Teveth Houghton Mifflin Company.

Paula Szewczyk


Maz Pauli Ben Gurion

One Response to “Mąż Pauli Ben Gurion nie był jej wierny.”

  1. oj. Pani Paula Szewczyk…nie mam slow. Po pierwsze zona Davida Ben Guriona nazywala sie Pola a nie Paula. To jest wysilek aby przedstawic Ben Guriona jako nie czlowieka tylko polityczna postacia.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: