Witold Mrozek
Działanie artystyczne Zuzanny Hertzberg (w środku) pt. 'Heroizm samego życia. Inna strona pomnika’ z okazji 80. rocznicy powstania w getcie warszawskim, 2023 r. (Fot. Jacek Wajszczak/REPORTER)
Spór w poznańskiej Galerii Arsenał pokazuje napięcia na dzisiejszej intelektualnej lewicy. I jak przezroczyste stają się antysemickie wzorce myślenia.
Opinie publikowane w naszym serwisie wyrażają poglądy osób piszących i nie muszą odzwierciedlać stanowiska redakcji
Zofia Nierodzińska współtworzyła artystyczne pismo „Magazyn RTV”, wydawane przez Galerię Arsenał w Poznaniu. Opublikowała w nim pracę żydowskiej artystki. Z Polski, nie z Izraela.
Nierodzińska już w „Magazynie RTV” nie pracuje. Afera, jak to afery na lewicy artystyczno-aktywistyczno-akademickiej, obrasta coraz to nowymi warstwami. Wobec Nierodzińskiej, już po zerwaniu z nią współpracy przez Galerię Arsenał, pojawiły się oskarżenia o mobbing. Podstawowym przejawem mobbingu, według skargi pracownika, mają być pomówienia o antysemityzm oraz podważanie kompetencji i etyki pracy. Nierodzińska także oskarża galerię o niewłaściwe traktowanie, noszące znamiona mobbingu.
Ale to nie jest tekst śledczy w sprawie wzajemnych oskarżeń o mobbing. To jest tekst o tym, jak przezroczyste stają się antysemickie wzorce myślenia.
Co wolno żydowskiej artystce
Nierodzińska opublikowała w „Magazynie RTV” prace Zuzanny Hertzberg, żydowskiej artystki z Warszawy. Zawierają one m.in. wizerunki żydowskich bojowniczek z czasów II wojny światowej, ale i żydowskich anarchistek z terenów Ukrainy — Fanny Kaplan, Olgi Taratuty i Milly Witkop.
Pracownik Arsenału odpowiadający za wydawnictwa ocenił pomysł publikacji prac Hertzberg — w kontekście izraelskiej przemocy w Gazie — jako „nieodpowiedzialny” i „etycznie naganny”.
Argumentem miałyby być wizerunki żydowskich bojowniczek i napis „Siostry — Zemsty!”, obecne w jednej z prac Hertzberg, choć nie tej, która miała się znaleźć w „Magazynie RTV”.
W licznych wypowiedziach w mediach społecznościowych wspomniany pracownik Arsenału twierdził, że prace Hertzberg miałyby obrażać wrażliwość muzułmanów. W mailach, które pracownik sam udostępnił w ramach skargi na mobbing, argumentem za wycofaniem prac Hertzberg miał być z kolei bojkot Izraela na Eurowizji. Pracownika wsparło wielu identyfikujących się z lewicą aktywistów z Poznania.
Praca Hertzberg, której użyto jako argumentu przeciwko publikacji innych jej prac, znajduje się w kolekcji Muzeum Getta Warszawskiego. Upamiętnia bojowniczki antyfaszystowskie, walczące w powstaniu w getcie – pięć lat przed powstaniem Izraela jako państwa. Pracy tej nie ma w eseju wizualnym opublikowanym w „Magazynie RTV”. Same słowa „Siostry – zemsty!” – to okrzyk Róży Roboty wykrzyczane w Auschwitz na szubienicy.
Newsletter Oglądamy, słuchamy, czytamy
Mocna dawka kultury: o filmach, serialach, książkach, sztukach teatralnych i koncertach.
Administratorem danych osobowych podanych przy zapisaniu się na newsletter jest Wyborcza sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie (00-732), ul. Czerska 8/10. Podane dane osobowe będą przetwarzane przede wszystkim w celu wysyłki zamówionego newslettera, który może zawierać treści marketingowe.Więcej

Artystka Zuzanna Hertzberg na Paradzie Równości, 2021Fot. Dawid Krawczyk
Sama Hertzberg współorganizowała manifestacje antyfaszystowskie 11 listopada, opowiadała się za likwidacją przepisów o obrazie uczuć religijnych, współtworzyła wiele lewicowych inicjatyw, wspierała Grupę Granica. Daleko jej do islamofobicznej militarystki.
Rabin zabiera głos
Stanowisko w sprawie Nierodzińskiej i Hertzberg zabrała Gmina Wyznaniowa Żydowska w Warszawie i naczelny rabin Polski Michael Schudrich.
„Przypisywanie odpowiedzialności za działania współczesnego Państwa Izrael badaczkom i badaczom historii żydowskiego aktywizmu, w tym ruchu oporu w trakcie II wojny światowej, jest nie tylko bezpodstawne, ale również głęboko niesprawiedliwe i krzywdzące” — czytamy w oświadczeniu. Przeszło ono bez większego echa, co też pokazuje, jak zmienia się nasza rzeczywistość.
Galeria Arsenał tłumaczy z kolei w wydanym w środę oświadczeniu, że redakcji chodziło o „propozycję namysłu nad publikacją konkretnych materiałów autorstwa dr Zuzanny Hertzberg, a nie postulowanie jej wykluczenia ze względu na pochodzenie czy etniczność”.
W oświadczeniu czytamy też, że „temat wewnętrznej dyskusji redakcyjnej ze stycznia 2024 zaistniał więc publicznie po ponad ośmiu miesiącach — dopiero wtedy, kiedy było to w interesie dr Nierodzińskiej”.
Co więcej, w komunikacie znalazło się stwierdzenie, że Nierodzińska narusza dobra osobiste pracownika Galerii Arsenał i pomawia go.
Również z tego powodu nie przywołuję tu jego nazwiska. Przede wszystkim jednak dlatego, że nie chodzi mi tu o czyny pojedynczego człowieka, ale o szerszy, coraz bardziej widoczny na różnych arenach naszego życia społecznego, mechanizm.
Kto ma prawo do wrażliwości
Gmina Wyznaniowa Żydowska i rabin Schudrich odwołali się w cytowanym tekście do roboczej definicji antysemityzmu proponowanej przez IHRA (Międzynarodowy Sojusz na Rzecz Pamięci o Holokauście). Definicja IHRA jest dyskusyjna, ponieważ jako przykłady antysemityzmu wymienia m.in. porównywanie współczesnych działań Państwa Izrael do działań nazistów.
Ale definicja antysemityzmu IHRA nie jest potrzebna, by stwierdzić, że to, co spotkało Zuzannę Hertzberg, spotkało ją dlatego, że porusza w sztuce żydowskie tematy, a porusza je między innymi dlatego, że jest Żydówką. A więc, jak zakłada mechanizm domniemania, popiera Izrael i jego działania.
To powielenie założeń, które stały za antysemicką nagonką z Marca ’68. Domniemanie lojalności wobec polityki Izraela, które zastosowano względem polskich Żydów, w tym Żydów komunistów, było podstawowym narzędziem retorycznym tamtej nagonki.
Hanna Krall określiła ten mechanizm jako „sublokatorstwo” — zgoda na bycie w polskiej przestrzeni jest warunkowa. Zaś antropolożka Joanna Tokarska-Bakir pisała niedawno o konsekwencjach nieakceptowania takich reguł gry: „Desperaci, którzy się poskarżą, zostaną oskarżani o niewdzięczność i histerię”. To właśnie spotyka dziś Zuzannę Hertzberg.
„W sformułowaniu »pomyślałem, że to nie jest najlepszy czas na pisanie o żydowskich bojowniczkach, gdy izraelskie żołnierki biorą udział w ludobójstwie w Gazie« dostrzegamy niewłaściwy skrót myślowy oraz zestawienie obrazów pochodzących z różnych rejestrów” — tłumaczy w oświadczeniu swojego pracownika Galeria Arsenał.
Cała rzecz polega na tym, że antysemityzm nie musi mieć twarzy narodowca krzyczącego na marszu czy na stadionie „Koniec wesela, wracajcie do Izraela!”. Może mieć też twarz amerykańskiego studenta krzyczącego do Żydów „Go back to Poland!” — albo po prostu przyjąć postać „skrótu myślowego”, przeźroczystego jak obrazek Żyda z pieniążkiem, który widziałem ostatnio w aptece na zamożnej warszawskiej Ochocie.
Środowiska kulturalno-intelektualnej lewicy pamiętają, by mówić „osoba z niepełnosprawnością”, dbają o feminatywy, pilnują zwrotu „w Ukrainie”. I z całą pewnością przedstawiciele tych środowisk, do których sam się zaliczam, nie powiedzieliby artyście ze środowiska LGBT+, że odrzucają jego sztukę poruszającą kwestie LGBT+, co nie ma to nic wspólnego z tym, że on sam jest osobą LGBT+, więc gdzie tu homofobia, a w ogóle to „mam wielu znajomych gejów”.
W przypadku Żydów ta wrażliwość i czujność dziś znika, a zarzut antysemityzmu bywa dziś wykpiwany z niewiele mniejszym zapałem niż w pisowskim satyrycznym show „Studio Yayo” w TVP z czasów Jacka Kurskiego. „Możesz być szują, brzydką szczeżują… Możesz być frantem, durnym birbantem. (…) bylebyś nie był antysemitą” — śpiewał jeszcze długo po zamknięciu „Studia Yayo” Ryszard Makowski na koncertach Jana Pietrzaka, opowiadając o milionach, które można zarobić rzekomo w Polsce na badaniu, cytuję, „rzekomego antysemityzmu”.
Gdzie te miliony, trzeba pytać w niedofinansowanej chronicznie Polskiej Akademii Nauk.
Kontekst izraelski, kontekst polski
Oczywiście, istnieje dziś kontekst, w którym to wszystko się wydarza — i jest nim brutalność Izraela w Gazie, na Zachodnim Brzegu czy w Libanie. Przemoc niosąca za sobą dziesiątki tysięcy ofiar. Już w marcu tego roku Francesca Albanese, przedstawicielka ONZ ds. palestyńskich terytoriów okupowanych, ogłosiła, że „istnieją uzasadnione podstawy, aby sądzić, że próg wskazujący na popełnienie ludobójstwa przez Izrael został osiągnięty”.
Czy Zagłada jest instrumentalizowana przez izraelską politykę historyczną i wojskową propagandę do legitymizowania dzisiejszej polityki? Oczywiście, jest. Istnieje też jednak cały nurt w izraelskiej kulturze, który to krytykuje — polecam na ten temat chociażby wywiad z dr Jagodą Budzik na łamach „Wyborczej”.
Ale czy ci polscy lewicowcy, którzy w związku z polityką państwa Izrael zbywają słowo „antysemityzm” wzruszeniem ramion, myślą o tym, w jakim państwie wzruszają ramionami? I w jakim kontekście?
Sześć lat temu rząd RP wprowadził prawo karzące za mówienie o polskim udziale w Zagładzie. Później kontrowersyjne zapisy wycofał, po międzynarodowej krytyce. Nie minęła dekada, odkąd Andrzej Duda wygrał wybory po debacie, w której de facto zanegował polskie sprawstwo zbrodni w Jedwabnem.
Są na lewicy osoby, które słowo „antysemityzm” wzruszają ramionami, gdy tysiące bynajmniej nielewicowych „normalsów” biorą autografy na gaśnicach i uważają Grzegorza Brauna za bohatera, a przynajmniej „spoko gościa”, który mówi, jak jest. I nie, ci ludzie nie popierają Brauna ze współczucia do Arabów zabijanych w Gazie czy Libanie; raczej sami nie mają nic przeciwko przemocy wobec Arabów (i innych osób o skórze ciemniejszej niż skóra przeciętnego Kowalskiego) na polsko-białoruskiej granicy.
Cenzura w mikroskali
Od lat zajmuję się cenzurą w polskich instytucjach artystycznych. Cenzor nie musi być państwowym urzędnikiem z gabinetem i pieczątką. Zamiast smutnego pana z teczką wystarczą uprzedzenia wewnątrz instytucji, wyobrażenia i lęki wydawcy albo dyrektora teatru („bo na to nie znajdzie się widz/czytelnik”), wreszcie — zatroskany dział marketingu.
Czasem coś się blokuje. Innym razem znów do publikacji dochodzi, czasem w zmienionej po interwencji „góry”, formie. Ale po publikacji ktoś musi ponieść konsekwencje – jak w przypadku Nierodzińskiej.
Taka cenzura istnieje. Istniała też i za dawnych rządów PO-PSL, i za rządów PiS, kiedy to ataki na wolność słowa przyjęły najbardziej bezczelne i otwarte formy. Jednak to nie bezczelne i otwarte formy cenzury są najbardziej niebezpieczne. Głośne przypadki budzą szeroki opór, opozycja bierze je na sztandary, a gdy dochodzi do władzy — paraduje z nimi w blasku fleszy. Najgroźniejsza jest kulturalna szara strefa — drobne, mało spektakularne decyzje, podejmowane przez niezbyt eksponowane osoby. Te decyzje w swojej masie w szerzej perspektywie okazują się znaczące.
„Żydzi do gazu”. W Polsce A.D. 2024
„Syjoniści” — taki napis, żywo przypominający propagandę Marca ’68, znalazł się obok anarchistycznych znaczków na plenerowej galerii sztuki prowadzonej przez kolektyw „Postój” we Wrocławiu. Galeria została kilka dni temu zdemolowana.
„Postój” to skłotowe, alternatywne miejsce. Hertzberg to artystka lewicowa. Ofiarą antysemityzmu na lewicy najpierw jest lewica.
Jak sądzę, militarni lobbyści, konserwatywna prawica i nacjonalistyczni politycy z Izraela świetnie poradzą sobie bez żydowskiej sztuki politycznej. Tymczasem za sprawą działań lewicowców wymierzonych w innych lewicowców znów można zapytać, jak w Marcu 1968, przez jakie „Ż” pisze się „syjonista”.
Od zniszczenia wystawy we Wrocławiu nie minęły trzy dni, a w Krakowie na ogrodzeniu Collegium Broscianum — siedzibie Wydziału Filozoficznego UJ, na którym kiedyś studiowałem — pojawiły się antysemickie hasła. W tym „Żydzi do gazu”. Też obok anarchistycznych, kontrkulturowych znaczków.
I tak, o poznańskim czasopiśmie „Magazyn RTV” mało kto słyszał — to niszowe wydawnictwo. Jednak takim niszom warto się uważnie przyglądać. To one dziś są barometrem tego, co z kulturą będzie wydarzało się jutro i pojutrze.
Redagował Jędrzej Słodkowski

Dziennikarz działu kultura „Wyborczej”, pisze o polityce kulturalnej, teatrze i pograniczu sztuki i życia społecznego. Pochodzi z Bytomia, studiował w Krakowie, mieszka w Warszawie. Pisze doktorat o performensach wokół postaci Papieża-Polaka.

Kategorie: Uncategorized



@Ewa Korulska
”Nie warto czytać dalej”
Tu się zgadzamy.
Polskie środki masowego przekazu nie bardzo umieją się w tym względzie do wiatru ustawić. Kombinują jak koń pod górkę – i w efekcie często przeczą same sobie.
Jak wiadomo – Gaza była ”obozem koncentracyjnym pod gołym niebem”, ”więzieniem” i co tam jeszcze. No i cała zaf****na narracja się psuje, bo ktoś się nieopatrznie wygadał:
”Joanna El Nakhal mieszka w Gazie od 30 lat. Swojego męża Mażida poznała, gdy studiował farmację na Akademii Medycznej we Wrocławiu. Do Gazy wyjechali, by pomóc jego mamie. Zostali na miejscu, założyli rodzinę. … ”Gaza dla mnie to słońce, morze, zapach przypraw i pyszne jedzenie, a przede wszystkim rodzina. Ale dziś proszę was – wyciągnijcie nas z tego piekła. Gehenna trwa. Nasze dzieci, wnuki, cała ludność cywilna Gazy – nikt z nas nie zasłużył na ten koszmar” — pisze w wiadomości Joanna. Dodaje, że ”nigdy nie było tak tragicznie jak teraz”.
https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/polacy-prosza-o-ewakuacje-ze-strefy-gazy-wyciagnijcie-nas-z-tego-piekla/4w901mx
Znaczy – taki to był dziwny ”obóz koncentracyjny”, że tam było ”słońce, morze, zapach przypraw i pyszne jedzenie”. Tak w końcu dobrowolnie i bez przymusu opowiada (CENZURA)a, która robi za dywanik dla jakiegoś ”Mażida”.
Kłamać to trzeba umieć, same dobre chęci nie wystarczą.
Długi i pogmatwany artykuł, z tych które porzuca się w środku czytania.
Jedna konkluzja :
Nie ma co liczyć na solidarność Polski wobec Izraela ani na próbę zrozumienia jego obecnej walki. Dogmatem jest : „ brutalność i ludobojstwo Izraela na okupowanych terenach”.
Nie warto czytać dalej.
”… brutalność Izraela w Gazie, na Zachodnim Brzegu czy w Libanie. Przemoc … dziesiątki tysięcy ofiar. Francesca Albanese, przedstawicielka ONZ ds. palestyńskich terytoriów okupowanych, … opełnienie ludobójstwa przez Izrael …”.”
… i w tym momencie odruch wymiotny. Trudny do opanowania.
W końcu można mieszkać w Polsce i NIE ******lić publicznie o ”brutalności Izraela” i nawet NIE wychwalać tej Franceski coś tam za jej obrzydliwe brednie na temat ”ludobójstwa”. Można sprzedawać buty w sklepie, otworzyć zieleniak, prowadzić Ubera albo pisać powieści fantastyczno-naukowe, wzorem Stanisława Lema. Można zarabiać na życie reperując samochody albo pisząc o sporcie. Nie ma obowiązku, żeby (CENZURA)lić o ”palestyńskich terytoriach okupowanych”.
Blogerowi @ml dziękuję serdecznie (serio, bez ironii) za to, że mnie zaznajomił z pojęciem ”geszmate yid”. Określenie krótkie, precyzyjne i do niektórych ehmm… ludzików, powiedzmy, pasuje po prostu świetnie.