Konstanty Gebert
Żołnierze z izraelskiego oddziału rezerwowego w Strefie Gazy podczas ceremonii mającej uczcić jedną z ofiar palestyńskiego ataku 7 października 2023 (Fot. IDF)
Jeśli na mocy nowej definicji można zarzucić państwu żydowskiemu ludobójstwo w Palestynie, to powinniśmy uznać, że Wielka Brytania i USA popełniły ludobójstwo w Niemczech i Japonii
Jakby mało było politycznych kryzysów związanych ze stawianiem w stan oskarżenia kolejnych prezydentów, w Korei wybuchł jeszcze jeden skandal, związany z popularnym serialem politycznym „Gdy telefon dzwoni”.
W nadanym 4 stycznia odcinku akcja koncentruje się wokół wzięcia przez państwo Paltima koreańskich zakładników podczas jego ataku rakietowego na państwo Izmael. Widzowie rozpoznali w nazwach tych nieistniejących państw Palestynę i Izrael i zareagowali oburzeniem.
„Zespół produkcyjny najwyraźniej musiał włączyć syjonistyczny punkt widzenia, kiedy Izrael popełnia masowe mordy” – cytuje głos wstrząśniętego widza KBIZoOm. Portal specjalizujący się w koreańskiej kulturze masowej informuje, że posty potępiające serial miały miliony odsłon i wyjaśnia, że „od ponad roku Izrael bombarduje i popełnia ludobójstwo w Palestynie [oraz] nieludzkie okrucieństwa”.
KBIZoOm przypomina też, że Lisę, gwiazdę koreańskiego girlsbandu Blackpink, krytykowano za to, ze „jej matka jest syjonistką” a „rodzina jej domniemanego chłopaka popiera Izrael”. Portal zastrzega wprawdzie, że te akurat zarzuty te nie zostały potwierdzone, co do „ludobójstwa” jednak oraz „nieludzkich okrucieństw” nie miał już żadnych wątpliwości.
Korea nie ma żadnych znaczących związków historycznych, politycznych czy gospodarczych z którąkolwiek ze stron bliskowschodniego konfliktu, ani innych powodów, by się z jedną identyfikować a inną potępiać, lecz mimo to domniemana proizraelska wymowa odcinka wzbudziła tam oburzenie.
To Hamas odpalił rakiety i urządził rzeź kibuców
A przecież w rzeczywistości obecny konflikt rozpoczął się właśnie od odpalenia przez palestyński Hamas 4300 rakiet z Gazy na terytorium Izraela, po czym nastąpiła rzeź przygranicznych kibuców i masowe porywanie zakładników.
Wprawdzie nie było koreańskich ofiar, ale wśród ponad 1200 ofiar było 32 tajskich robotników, a następnych 32 znalazło się wśród 240 uprowadzonych.
W scenariuszu odcinka nie było więc nic nieprawdopodobnego, pomijając fakt, że nie tylko państwo Paltima, ale także i Palestyna nie istnieje i nigdy nie istniało, zaś nazwa Izmael nawiązuje do pierworodnego syna Abrahama, który według tradycji żydowskiej oraz Koranu był praojcem Arabów, nie Żydów.
Oburzenie koreańskich widzów opiera się więc na błędnej wiedzy. Dlaczego jednak gwiazdę K-pop miałoby kompromitować to, że jej matka czy rodzina jej domniemanego chłopaka popierają Izrael, nawet jeśli byłoby to prawdą? Odpowiedzi należy szukać w faktograficznej informacji podanej przez KBIZoOm, o rzekomym „ludobójstwie” i „nieludzkim okrucieństwie” Izraela, stanowiących zło absolutnie, z którym kontakt bruka nawet poprzez związki pośrednie.

Kibuc Beeri po ataku Hamasu 7 października 2023Zeev Stein/Wikipedia na licencji C.C.2.5
Nie tylko bowiem koreański portal szerzy takie informacje. W ciągu minionego roku Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości (MTS) przyjął do rozpatrzenia oskarżenie Izraela o ludobójstwo, złożone przez RPA, zaś odrębny Międzynarodowy Trybunał Karny (MTK) wydał nakazy aresztowania premiera i ministra obrony tego kraju, oskarżonych o zbrodnie wojenne i przeciw ludzkości.
O ludobójstwo i celowe wywoływanie głodu oskarżają Izrael szanowane organizacje praw człowieka: Amnesty International oraz Human Rights Watch, zaś papież Franciszek zarzucił w świątecznym kazaniu Izraelowi „rozstrzeliwanie dzieci z karabinów maszynowych” i stwierdził: „to okrucieństwo, a nie wojna”.
Zgromadzenie Ogólne ONZ 73 procent wszystkich swych rezolucji potępiających skierowało w minionym roku przeciw Izraelowi.
Żaden inny nowożytny konflikt nie wzbudził tak jednomyślnej, kategorycznej i powszechnej fali potępienia. Izrael odrzuca zarzuty, ale będąc oskarżonym, nie jest traktowany jako wiarygodne źródło. Jego oskarżyciele, przeciwnie, na ogół nie mają osobistych powodów dla wrogości wobec państwa żydowskiego: potępiają je z moralnego odruchu.
Jasne, że Erdogan i Maduro potępiają Izrael. Ale czemu badacze Holocaustu z Polski też?
Jeśli prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan stwierdza, że „Izrael jest gorszy niż naziści”, to można jeszcze podejrzewać jakiś związek z turecko-izraelskimi konfliktami politycznymi na Bliskim Wschodzie. Jeśli to samo mówi wenezuelski prezydent Nicolas Maduro, to można uznać, że to retoryka wynikająca z antyamerykańskiej solidarności z Hamasem.
Ale „izraelskie ludobójstwo” potępiają w Polsce dziesiątki sygnatariuszy „Apelu o równe standardy w stosowaniu prawa międzynarodowego (Izrael/Palestyna)”, w tym ludzie deklarujący związek z kulturą żydowską oraz badacze Zagłady; trudno im zarzucać osobiste uprzedzenia, interesy czy niewiedzę. Podobnie, gdy na przykład profesor prawa międzynarodowego na New York University Rob Howse stwierdza, że
„żadna kategoria prawna, nawet ludobójstwo, nie może zgłębić moralnej otchłani izraelskich okrucieństw w Gazie”.
W obliczu takiej jednomyślności, czy można się dziwić oburzeniu koreańskich widzów, czy w ogóle opinii światowej? I czy jest jeszcze sens zastanawiać się nad zasadnością tego oburzenia?
W słynnym eksperymencie psychologicznym Salomona Ascha badanym kazano porównywać dwa ewidentnie różniące się długością odcinki. Gdy odpowiadali sami, odcinek dłuższy wskazywało poprawnie jako dłuższy 99 proc. badanych. Gdy jednak byli świadkami, jak przed nimi inni badani – w rzeczywistości podstawieni przez eksperymentatora – jednomyślnie wskazywali odcinek dłuższy jako krótszy, około jedna trzecia z nich także powtarzała tę błędną ocenę.

Bojownicy Hamasu wprowadzają zakładnika do szpitala Al Shifa w Gaziedomena publiczna
Jednomyślność ocen nie musi więc być dowodem ich prawdziwości, może za to wywierać znaczny wpływ na sądy kolejnych osób. Tyle tylko, że choć istotnie ludzie mogą dostosowywać swoje poglądy na temat konfliktu bliskowschodniego do publicznie wyrażanych postaw większości, to przecież nie ma powodu uważać, że postawy te, jak w eksperymencie Ascha, zostały zmanipulowane. Innymi słowy, może i jednomyślność opinii międzynarodowej wymusza konformizm, ale nie dowodzi to jeszcze, że jednomyślność ta jest oparta na fałszu. Sprawdźmy więc jej źródła.
Rosja, Chiny, Iran, Turcja – wszyscy kogoś krzywdzą. Ale w Gazie szczególnie?
Zacznijmy od ONZ. Ocena, iż trzy czwarte zła świata skupiła się na wąskim kawałku ziemi od Kiriat Szmona do Ejlatu może wydawać się przesadna.
W końcu Rosja kontynuuje agresję na Ukrainę,
- w Chinach trwają masowe aresztowania i dyskryminacja Ujgurów,
- w Mjanmie – niegdysiejszej Birmie – nadal prześladuje się Rohingyów,
- w Iranie i Arabii Saudyjskiej wykonuje się setki wyroków śmierci,
- Turcja bombarduje w Syrii i Iraku kurdyjskie wioski i okupuje północny Cypr,
- Azerbejdżan wypędził swą inwazją na Karabach sto tysięcy Ormian,
- w Etiopii w kolejnej wojnie etnicznej rządu centralnego giną setki Amharów,
- a obalona właśnie dyktatura Asada zamordowała ponad 600 tysięcy ludzi, po czym przestano liczyć ofiary.
A jednak wojna w Gazie, podstawowa przyczyna antyizraelskich rezolucji ONZ, jest istotnie czymś szczególnym. Od bomb izraelskich giną tysiące cywili, w tym dzieci – połowa ludności Gazy ma poniżej 18 lat. Cywile nie mają, inaczej niż w innych konfliktach, dokąd uciekać.
Co więcej, media i organizacje pozarządowe zebrały liczne dowody świadczące o prawdopodobieństwie popełniania przez siły izraelskie zbrodni wojennych, a być może też zbrodni przeciw ludzkości, zaś izraelska sprawiedliwość reaguje na te doniesienia opieszale.
Mimo to jednak nie wydaje się – choć istotnie jest, jak widzimy, za co potępiać Izrael – by uprawniony był pogląd, iż Izrael jest w jakiś szczególny sposób naznaczony złem, a tylko takie założenie mogłoby uzasadnić taki nieproporcjonalny rozkład potępień.
To nie oznacza, że skoro inni też czynią zło, to Izraela nie ma się co czepiać, bo każde zło jest równie godne napiętnowania. Ale kluczowe jest tu słowo „równie”: jeśli nie potępiamy innych za to, za co potępiany Izrael, to należy domniemywać, że w tym potępieniu jest coś głęboko nieuczciwego.
Wyobraźmy sobie, na przykład, że w Niemczech za kradzieże ścigano by tylko Polaków, innych sprawców puszczając wolno.
Mielibyśmy podstawy, by sprawiedliwości niemieckiej zarzucić stronniczość, nawet gdyby wina każdego zatrzymanego polskiego złodzieja nie ulegałaby wątpliwości.

Mieszkańcy Rishon LeZion pod Tel Awiwem ukrywają się przed ostrzałem rakietowym HamasuVcohen/Wikipedia na licencji C.C.4.0
Niezbyt przekonujący wydaje się też argument, że od Izraela, jako zachodniej demokracji, oczekuje się więcej. W świetle prawa jest on bezsensowny, prawo bowiem jest równe dla wszystkich. Politycznie natomiast może mieć sens – ale tylko wówczas, gdy owemu szczególnemu potępieniu Izraela nie towarzyszy, choć powinno, wyjaśnienie, że nie potępiamy równie mocne np. Arabii Saudyjskiej za rzeź Jemenu (340 tys. zabitych), czy Etiopii za rzeź Tigraju (600 tys.), bo państwa te są dyktaturami. Powodzenia.
Co czwarte potępienie ONZ dotyczy Izraela
Może jednak wspomniana dysproporcja potępienia jest sytuacyjną reakcją na obecną wojnę? Ale od samego powstania ONZ 25 proc. wszystkich rezolucji potępiających, które uchwaliły jej agendy, wymierzonych jest w Izrael. W przypadku Rady Praw Człowieka tej szacownej organizacji proporcja ta jest ponad dwa razy wyższa.
Sygnatariusze „Apelu o równe standardy” sugerują, że wobec Izraela stosowana jest jakaś taryfa ulgowa. W rzeczywistości Jerozolima marzyłaby o tym, by wobec niej stosowano te same standardy, co wobec innych państw.
I znów, podkreślmy, nie oznacza to, że Izraela nie ma za co krytykować: państwo żydowskie istotnie okupuje terytoria, na których Palestyńczycy pragną w przyszłości utworzyć swoje państwo, do czego, zdaniem ONZ, mają w pełni prawo.
Pomińmy już fakt, że na przykład Turcja, Iran, Irak i Syria zajmują terytoria, na których swoje przyszłe państwo chcieliby utworzyć Kurdowie, a nikt państw tych za to nie potępia.
Uznanie zasadności prawa jakiegoś narodu do samostanowienia jest arbitralne, i udzielane niechętnie; społeczność międzynarodowa udzieliła go Palestyńczykom, a nie Kurdom czy na przykład Tybetańczykom lub mieszkańcom Papui Zachodniej.
Ale też nie jeden Izrael okupuje cudze terytoria. To, że są w Kaszmirze okupantem, uznawały zrazu same Indie, choć potem wyparły się tego. Nikt z wyjątkiem Ankary nie podważa faktu, że okupowany przez Turcję północny Cypr jest częścią Cypru, a dziesiątki państw nadal, zgodnie ze stanem prawnym, uważają, że Sahara Zachodnia znajduje się pod marokańską okupacją.

Żołnierze Frontu Polisario walczący o niepodległość Sahary Zachodniejfot. Wikipedia Commons / CC BY-SA 2.0
Ale te okupacje spotykają się z potępieniem sporadycznym, jeśli w ogóle, podczas gdy izraelskiej jako jedynej poświęcony jest stały punkt porządku dziennego każdego Zgromadzenia Ogólnego oraz oddzielna agenda ONZ.
Znów: Jerozolima marzyłaby, by być traktowana na równi z innymi okupantami.
Azja i Afryka: Izrael to biały agresywny rasizm
Nietrudno zrozumieć, dlaczego tak się nie stało i się nie stanie. Na powstanie w 1948 r. Izraela wszystkie ówczesne państwa członkowskie Ligi Arabskiej odpowiedziały wojną i – z wyjątkiem Egiptu i Jordanii – pozostają w stanie wojny z państwem żydowskim do dziś. Solidarnie z nimi powstanie Izraela potępiły inne państwa Organizacji Konferencji Islamskiej, zaś po wojnie sześciodniowej 1967 r., która miała zetrzeć Izrael z powierzchni ziemi, a zakończyła się jego miażdżącym zwycięstwem, do państw arabskich i muzułmańskich dołączył blok sowiecki.
Tym samym powstała w Zgromadzeniu Ogólnym automatyczna większość antyizraelska i masowa produkcja antyizraelskich rezolucji mogła ruszyć pełną parą. Żadne inne państwo nie miało przeciwko sobie takiej większości. Owa maszynka do głosowania zacięła się trochę po upadku komunizmu, lecz odbudowała się szybko jako Globalne Południe i nadal produkuje antyizraelskie rezolucje, raporty i dokumenty pełną parą.
Globalne Południe widzi w Izraelu ucieleśnienie całego zła Zachodu: białego rasizmu, kolonializmu, agresji.
Rasizmu – choć większość żydowskich obywateli Izraela to potomkowie Żydów z krajów arabskich, a 20 proc. to Arabowie.
Kolonializmu – choć Żydzi są, po powrocie do Ziemi Izraela, znów u siebie. Gdyby uznać, że przerwa w ciągłości zamieszkania unieważnia prawo do swojego kraju, także i roszczenia diaspory palestyńskiej do powrotu stałyby się bezpodstawne. Co więcej – nikt nie mówi mieszkańcom państw rzeczywiście osadniczych, Australii czy obu Ameryk, że mają „wrócić do siebie”.
Agresji – mimomimo że większość wojen dziś toczą, zgodnie z proporcjami demograficznymi planety, mieszkańcy Afryki i Azji. Ale państwa Zachodu nadal są zbyt wpływowe i solidarne, by można je było atakować bezkarnie. Izrael jest wyjątkiem – i ponosi karę za swoje i nieswoje grzechy.
Nikogo już nie dziwi na przykład, że specjalna sprawozdawczyni ONZ ds. sytuacji Palestyńczyków, Francesca Albanese, uważa, że Izrael nie powinien istnieć – choć bezstronność winna być podstawowym warunkiem sprawowania jej stanowiska. Nie o to chodzi, by takich poglądów nie wolno było głosić. Wolno, póki istnieje wolność słowa. Ale z takimi poglądami nie wolno sprawować takiego stanowiska, podobnie jak nie powinna go sprawować osoba, która uważa, że Palestyńczycy nie istnieją jako naród.
Tymczasem ONZ poglądy pani Albanese nie przeszkadzają, bowiem są one w istocie reprezentatywne dla ONZ-owskiej większości.
Stąd stanowisko, iż Gaza, z której Izrael się w 2005 r. wycofał, jest nadal pod izraelską okupacją, bowiem Izrael sprawuje „efektywną kontrolę” granic strefy.
Tyle tylko, że jeśli kontrola granic jest dowodem okupacji, to okupantem Gazy jest też Egipt, który również sprawuje „efektywną kontrolę” nad jedną z granic Gazy, i bardzo skutecznie nie przepuszcza przez nią Palestyńczyków. To dlatego nie mają oni, inaczej niż cywile w innych wojnach, dokąd uciec: na granicy w Rafah stoją egipskie czołgi. Nikt jednak z tego powodu Egiptu nie krytykuje.
Przewodniczący Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości i premier Libanu. A bezstronność?
To systematyczne antyizraelskie uprzedzenie ONZ, które nie dotyka żadnego innego państwa członkowskiego, jest znaczące także dlatego, że MTS jest agendą ONZ i orzeka w oparciu o dokumenty sporządzone przez tę organizację. Przyjęcie przezeń skargi RPA na Izrael o ludobójstwo było uzasadnione, bowiem Trybunał nie mógł jej odrzucić bez rozpatrzenia zgromadzonych przez powoda dowodów, a to potrwa lata.
Wbrew jednak prasowym doniesieniom, Trybunał nie uznał, że zarzut ludobójstwa jest „prawdopodobny”: za prawdopodobne uznał jedynie, że istotne prawa Palestyńczyków, chronione przez Konwencję ds. zapobiegania i karania ludobójstwa, byłyby zagrożone – jeśli dowody istotnie świadczyłyby o ludobójstwie. Wyjaśniła to w wywiadzie dla BBC była przewodnicząca Trybunału, ale nie odbiło się to żadnym echem. „Wyborcza”, na przykład, w ogóle tego faktu nie odnotowała.
Podobnie jak faktu, że obecnym przewodniczącym Trybunału jest Nawaf Salam – polityk państwa, pozostającego z Izraelem w stanie wojny, i były ambasador tego państwa – Libanu – przy ONZ, gdzie był inicjatorem licznych antyizraelskich rezolucji.

Skutki izraelskiego bombardowania w Strefie GazyFot. REUTERS/Mohammed Salem
Jest znaczące, że ani on sam, ani nikt inny, nie zasugerował, by wyłączył się z rozpatrywania tej właśnie sprawy, ze względu na dość ewidentny konflikt interesów. Ale już nie musi, bo właśnie został wybrany przez libański parlament premierem. W pierwszym wystąpieniu w tej roli określił Izrael – który toczył wojnę wszak z atakującym go Hezbollahem, nie z państwem libańskim – jako „wroga”. Tyle, jeśli chodzi o bezstronność przewodniczącego Trybunału.
Netanjahu i Yoaw Gallant. Są podstawy do podejrzeń o zbrodnie wojenne
Inna zupełnie sytuacja ma miejsce w związku z nakazami aresztowania wystawionymi przez MTK. Nie wiemy, jakie dowody zebrał jego prokurator, Karim Khan, by uzasadnić te nakazy, ale okazały się one przekonujące dla składu sędziowskiego. MTK sądzi nie państwa, jak MTS, lecz jednostki, i prokurator nie miał prawa nie wystąpić o nakazy aresztowania, jeśli uważał, że dowody, które zebrał, są wystarczająco mocne.
Dowody przeciwko izraelskiemu premierowi Benjaminowi Netanjahu i ministrowi obrony Yoawowi Gallantowi (oskarżonych jest też trzech nieżyjących już przywódców Hamasu) pozostają tajne, ale wiemy z doniesień prasowych i raportów organizacji praw człowieka, że są podstawy do podejrzeń o zbrodnie wojenne.
Inaczej jest ze zbrodnią przeciw ludzkości, o jaką Khan także oskarża izraelskich polityków, zarzucając im celowe głodzenie ludności Gazy. Tu same oceny ONZ-owskich organów monitorujących są sprzeczne, i do rzeczywistego wybuchu głodu, jak się wydaje, nie doszło.
Wreszcie istotne jest, ze Khan nie zarzucił oskarżonym ludobójstwa, uznając zapewne, że nie ma w tej sprawie dość mocnych dowodów.
Rzecz w tym jednak, że zgodnie z procedurą MTK prokurator winien swoje dowody najpierw przedstawić prokuraturze państwa, przeciwko którego obywatelom dochodzenie się toczy. Dopiero jeśli ta udowodni ich fałszywość lub odmówi czy nie będzie w stanie sama wszcząć postępowania, prokurator MTK może działać.
Karim Khan tak postąpił w Wenezueli, której władze są podejrzewane o zbrodnie przeciw ludzkości. No i Caracas przekonało prokuratora, że sprawą się zajmie: nakazów aresztowania MTK nie wystawił. Khan najwyraźniej jednak uznał, że prokuratura izraelska, która już wsadziła do więzienia jednego premiera i jednego prezydenta, na takie zaufanie nie zasługuje.

Obóz uchodźców w Strefie GazyFot. REUTERS/Mohammed Salem
Co więcej, jako że Izrael, podobnie jak 65 innych państw, do MTK nie przystąpił, jedyną podstawą do ścigania jego obywateli jest skarga złożona przez Palestynę, która przystąpiła. Rzecz w tym jednak, że wiele państw członkowskich nie była pewnych, czy Palestyna – pozbawiona jakichkolwiek, innych niż uznawane przez ONZ intencje, cech państwowości, jest w wystarczającym stopniu państwem, by móc być powodem.
W końcu MTK uznał, że tak – ale wydaje się, że w tej kwestii, jak i poprzedniej, antyizraelskie uprzedzenia też mogły odegrać rolę.
Amnesty International chce zmienić definicję ludobójstwa
Z cała zaś pewnością odegrały ją one w oskarżeniach Izraela o ludobójstwo, wysuniętych przez Amnesty International i Human Rights Watch. Pierwsza z tych organizacji uznała jednoznacznie, druga z pewnymi zastrzeżeniami, że państwo żydowskie istotnie winne jest tej zbrodni. Wszelako AI stwierdziła, że aby móc udowodnić Izraelowi jego winę, trzeba najpierw definicję ludobójstwa zmienić.
Według międzynarodowo-prawnej definicji zawartej w Konwencji ONZ, warunkiem zaistnienia ludobójstwa jest zamiar sprawcy „wyniszczenia w całości lub części” danej grupy „jako takiej”. Ten zamiar można stwierdzić tylko wtedy, gdy jego istnienie jest jedynym racjonalnym wyjaśnieniem działań sprawcy.
Innymi słowy, Zagłada Żydów czy Romów podczas II wojny światowej, rzeź Ormian, wymordowanie Tutsich były ludobójstwami – bo inaczej niż chęcią wyniszczenia ich jako takich nie da się wyjaśnić postępowania sprawców. Natomiast naloty alianckie na miasta niemieckie i japońskie podczas II wojny światowej, mimo setek tysięcy ofiar w obu wypadkach, ludobójstwami nie były, gdyż celem było doprowadzenie do załamania się państw, z którymi alianci toczyli wojnę, a nie wymordowanie ludności tych państw.

Drezno 1945Deutsche Fotothek?
Amnesty przyznaje, że na mocy tej definicji nie można zarzucić Izraelowi ludobójstwa. Wyciąga z tego jednak nie wniosek, że Izrael tej zbrodni nie popełnia, lecz że konieczna jest zmiana definicji tak, by można było Izrael o nią oskarżyć – i postuluje, by zrezygnować z kategorii zamiaru sprawcy. Oskarżenie Izraela o najcięższą zbrodnię znaną ludzkości jest więc celem tak ważnym, że warto dlań – by utrzymać logiczną spójność wywodu – uznać w konsekwencji, że alianci jednak popełnili ludobójstwo w Niemczech i Japonii, a więc że II wojna światowa była obustronnie ludobójcza.
Jeśli ceną za wciągnięcie Izraela do klubu ludobójców ma być zapisanie doń także USA i Wielkiej Brytanii – to dla Amnesty warto. Dodajmy, że członkiem tego klubu staje się też Polska – wszak polskie lotnictwo uczestniczyło w zbombardowaniu w lutym 1945 r. Drezna.
Podobnie zresztą postąpiła Amnesty, zarzucając wcześniej Izraelowi apartheid.
Zastrzegła się, że nie rozumie przez apartheid takiego apartheidu, jaki istniał w RPA, lecz istnienie sytuacji, w której na jednym terytorium istnieją dwa systemy prawne.
Definicje wolno zmieniać – ale apartheid w rozumieniu Amnesty obowiązuje wobec tego nie tylko w Izraelu, lecz wszędzie tam, gdzie na przykład instytucjonalnie traktuje się kobiety inaczej niż mężczyzn, czyli w 153 państwach świata.
To oczywiście nie usprawiedliwia izraelskiej dyskryminacji Palestyńczyków, ale termin apartheid został przez szanowaną organizację dobrany tylko po to, by napiętnować Izrael. W przeciwnym wypadku sama Amnesty by zwróciła uwagę, że apartheid w jej rozumieniu jest – haniebną – międzynarodową normą.
Protesty w obronie Palestyńczyków w Gazie. Zadziałała psychologia
Tu zaczyna działać psychologiczny mechanizm wypaczonej percepcji. Zamiast zadać sobie pytanie, dlaczego w sposób tak jednoznacznie uprzedzony wszyscy usiłują postawić Izrael pod pręgierzem, pytamy się, jak to jest możliwe, że ktoś, wbrew stanowisku większości, może nie chcieć Izraela tam postawić.

Gaza i pogranicze Izraela na zdjęciu satelitarnym 8 października 2023, dzień po ataku HamasuCopernicus Sentinel/UE
Gdy wina jest z góry udowodniona, jej zaprzeczanie może być podyktowane jedynie niewiedzą, osobistym interesem, lub złą wolą. Na tę pierwszą jednak nie sposób się powoływać w sytuacji, gdy wszyscy wiedzą, że Izrael jest winny. Osobisty interes także nie wystarcza w sytuacji, gdy są wszak Żydzi, którzy potrafili się zdobyć na potępienie Izraela. Pozostaje więc złą wola, i to w tak moralnie jednoznacznej sprawie.
To dlatego domniemany syjonizm matki piosenkarki Lisy staje się tak obciążający – bo nie chcemy oklaskiwać kogoś, kto może być tą zła wolą w jakimś stopniu naznaczony. No chyba że Lisa się odetnie. Ta droga pozostaje otwarta dla wszystkich, których inaczej można o złą wolę podejrzewać.
To dlatego na protestach antyizraelskich na uniwersytetach Columbia czy w Amsterdamie żądano od studentów „wyglądających na syjonistów” by oświadczali, że potępiają Izrael – inaczej strajkujący nie wpuszczali ich na campus. No i oklaskiwali jako wzór moralnych cnót tych, którzy się odcinali.
Powodów do owego jednoznacznego potępienia było wiele.
- Po pierwsze, Izrael rzeczywiście, jak się wydaje, popełnił w Gazie zbrodnie wojenne.
- Po drugie, nie wydaje się, by je ścigał skutecznie, a odmowa rządu Netanjahu powołania, jak po wojnie Jom Kipur, państwowej komisji śledczej, oraz jego generalny atak na niezawisłość sądownictwa, wrażenie to mocno utwierdza.
- Po trzecie, wielokrotnie w tej sprawie władze izraelskie dezinformowały, podważając tym samym swą wiarygodność.
Tyle tylko, że zbrodnie wojenne i kłamstwa na ich temat są na wojnie normą, a nie wyjątkiem, wyjątkiem jest natomiast ściganie i karanie przez państwo toczące wojnę własnych zbrodniarzy. Tak wszak było w przypadkach nieporównanie bardziej krwawych wojen w Syrii, Jemenie czy Etiopii, by trzymać się jedynie ostatnich 10 lat i geograficznej okolicy Gazy.

Sana, stolica JemenuSana (Jemen) / fot. Shutterstock
Rzecz nie w tym, by nie ścigać Izraelczyków za winy popełnione – dlatego należy respektować nakazy MTK, i gdyby na przykład premier Netanjahu zamierzał odwiedzić Polskę, polski sąd winien rozważyć, czy międzynarodowy nakaz aresztowania należy wykonać, niezależnie od oświadczeń rządu – ale po to, by ścigać za zbrodnie, a nie za to, że domniemani sprawcy są Izraelczykami.
Dzieje się jednak dokładnie odwrotnie, zaś realne skądinąd izraelskie naruszenia są postrzegane jako zło absolutne. Nie tylko dane o liczbie ofiar podawane przez Hamas są przyjmowane za dobrą monetę, ale nikogo nie dziwi, że nie różnicują one cywili i kombatantów: w obliczu zła Izraela wszyscy się stają cywilami. Tak, jak niektóre osobistości izraelskie mówiły, że „w Gazie nie ma niewinnych”, tak międzynarodowa opinia zdaje się uważać, że w Gazie nie ma winnych.
Jak inaczej wytłumaczyć, że nikt poza Izraelem nie żądał, by Hamas wypuścił zakładników i złożył broń – choć Izrael od początku deklarował, że zakończyłoby to wojnę?
Jak inaczej rozumieć obojętność na rzeczywiste starania armii izraelskiej, by ograniczyć liczbę ofiar cywilnych – nawet jeśli były one niekonsekwentne i niewystarczające, a niekiedy celowo się od nich uchylano?

Bliscy opłakują izraelskiego sierżanta Reefa Harusha, który zginął w Strefie Gazy, 7 kwietnia 2024 r.Fot. REUTERS/Rami Shlush
Jak wyjaśnić lekceważenie dla rzeczywistej, choć dokonywanej w bardzo zmiennej skali izraelskiej pomocy humanitarnej dla Gazy, i brak reakcji na zablokowanie jej dostaw przez Egipt, gdy przejście graniczne w Rafah, przez które przechodziła, zajęli Izraelczycy? Współpraca humanitarna z Hamasem wcześniej Egiptowi nie przeszkadzała.
Trzeba współczuć Palestyńczykom – i życzyć Izraelowi zwycięstwa nad Hamasem
W tej sytuacji piętnująca retoryka papieża Franciszka już nie zdumiewa i nie trzeba nawet doszukiwać się jej źródeł w antysemickiej tradycji Kościoła: wystarczy antyizraelski konsensus dziś. A dowodem na słuszność tego konsensusu jest wszak to, że on istnieje – bo gdyby nie był słuszny, to by go nie było. A że na przykład eksperyment wykazał, iż jednomyślność może wymuszać konformizm percepcji? Co za eksperyment? Ascha. Jakiego Ascha? Salomona. Aha.
Jest prawdą, że oburzenie, jakie odczuwa każdy przyzwoity człowiek na widok ruin Gazy i wyciąganych spod tych ruin dziecięcych ciał jest jednoznaczne i zmusza do reakcji. Ale jeśli reakcja ta miałaby polegać jedynie na potępieniu sprawców zniszczenia, to uczciwość każe powiedzieć, że tak samo winniśmy reagować na obraz zbombardowanych podczas II wojny światowej niemieckich miast i ciał zabitych w nalotach ich mieszkańców.
Tu jednak w potępieniu aliantów i solidarności z Niemcami przeszkadza nam wiedza, której w przypadku konfliktu izraelsko-palestyńskiego z reguły nie mamy. Odruch moralny nie powinien zastępować myślenia – i vice versa. Można i trzeba współczuć Palestyńczykom, nie przestając życzyć Izraelowi zwycięstwa nad Hamasem. I nie o to chodzi, by porównywać Hamas i III Rzeszę, ale by rozumieć konieczność uszanowania w obu przypadkach złożoności.

Izraelscy żołnierze podczas walk w Strefie GazyFot. IDF
Tymczasem postrzeganie Izraela jako źródła wszelkiego zła wplata się nawet do codziennego myślenia ekspertów. Piotr Balcerowicz, ceniony znawca Bliskiego Wschodu, mówi „Wyborczej” że „kiedy Izrael rozpoczął wojnę w Gazie, Hezbollah w ramach wsparcia [Hamasu] rozpoczął ostrzał Izraela” – choć przecież wie, że wojnę w Gazie rozpoczął nie Izrael, a Hamas.
Po roku tego ostrzału Izrael przystąpił do kontrofensywy operacją z pagerami-pułapkami, lecz Balcerowicz uważa, że „to nie żadna operacja, to wojna przeciw mieszkańcom Libanu… było to również złamanie prawa międzynarodowego – IV konwencja genewska nie pozwala używać broni w sytuacjach, gdzie ofiarami mogą być cywile”.
Tymczasem Balcerowicz wie, że według danych Hezbollahu 90 proc. zabitych w operacji z pagerami to jego członkowie.
IV konwencja zaś nie zabrania „używać broni w sytuacjach, gdzie ofiarami mogą być cywile”, bo wówczas niemal żadne użycie broni nie byłoby możliwe.
Konwencja wymaga jedynie, by cywile byli chronieni, a ewentualne straty wśród nich były proporcjonalne do spodziewanej korzyści wojskowej. Operacja z pagerami spełnia te kryteria, a ślepy ostrzał Izraela przez Hamas (bo z Hezbollahem rzecz wygląda inaczej) – nie.
Tyle tylko, że zasada ochrony cywili najwyraźniej nie znajduje zastosowania, gdy są oni Izraelczykami.
Gdy znany ekspert mówi takie rzeczy, a dziennikarz prowadzący wywiad nie protestuje, czytelnik nabiera przekonania, że istotnie to Izrael rozpoczął wojnę w Gazie i napadł pagerami na Liban, zaś ataki Hamasu i Hezbollahu widocznie były usprawiedliwione. A jako że w żaden żywy sposób usprawiedliwić się ich nie da, trzeba wprowadzić dodatkowe założenie – że atak jest usprawiedliwiony, jeśli jego celem jest Izrael. Wszak Zgromadzenie Ogólne uchwaliło, że „opór przeciwko okupacji można prowadzić wszelkimi dostępnymi środkami”.

1929, pogrzeb żydowskich ofiar pogromu dokonanego przez arabski tłum w Safedziedomena publiczna

1946, brytyjska Jerozolima, południowe skrzydło hotelu King David po zamachu żydowskich partyzantów z Irgunu. Materiał wybuchowy, którym wypełniono bańki po mleku, podłożono w podziemiach budynku, gdzie mieściła się kawiarnia La Regence Café i znajdowały się filary podtrzymujące wyższe piętra.DOMENA PUBLICZNA
Uchwała jest bzdurna, bo bycie okupowanym nie zwalnia z przestrzegania prawa międzynarodowego – tyle tylko, że uchwały Zgromadzenia Ogólnego też prawa nie stanowią. Wyrażają one jedynie polityczne stanowisko większości członków ONZ, którzy tym samym stwierdzają, że wszystko, co szkodzi Izraelowi, jest dobre. Tym samym uchwała służy jako dodatkowe potwierdzenie szczególnego zła Izraela, i kółeczko się zamyka.
Czepiam się Balcerowicza nie dlatego, że miałby on być jakiś szczególnie uprzedzony czy niekompetentny – przeciwnie. Ale skoro nawet on szerzy tę narrację, to czego się spodziewać po innych ekspertach i ich odbiorcach?
Panika moralna w sprawie Izraela ma w tle antysemityzm
Jest oczywiście prawdą, że entuzjazm w potępianiu Izraela karmi się także antysemickimi stereotypami, a jest czymś szczególnie haniebnym, że to potomkom ofiar Zagłady rzuca się potwarz ludobójstwa. Ale opisany mechanizm pozostałby prawdziwy, nawet gdyby żaden Żyd nie zginał od antysemickiej nienawiści.

1947 r., brytyjska Palestyna, arabski autobus wysadzony przez bojówkarzy z żydowskiej radykalnej organizacji niepodległościowe Irgundomena publiczna
Antyizraelska histeria ma wszelkie cechy paniki moralnej opisanej przez Stanleya Cohena i jest bardziej prawdopodobne, że wygaśnie dopiero wtedy, gdy jej podstawowe założenie zostanie przyjęte jako dopuszczalna społeczna norma, niż że zostanie w końcu skompromitowana i wygaśnie. Będą jej się przeciwstawiać ci, którzy w jej ofiarach widzieć będą sojuszników – ale tylko na swoich warunkach.
Dawno temu lewica wzięła Żydów pod swą ochronę, gdy uznała, że są oni ofiarami nacjonalizmu i kapitalizmu – ale walczyła o tych jedynie, których dało się w ten sposób przedstawić. Pozostałych nienawidziła nie mniej żarliwie, a jedynie bardziej selektywnie, niż prawica: jak miał powiedzieć niemiecki socjaldemokrata August Bebel „antysemityzm to socjalizm idiotów”. Tak powstała „żydokomuna”, zaś Stalin miał uważać, że „socjalizm idiotów” to pożyteczna rzecz, bo idiotów jest więcej.
Prawica będzie bronić Żydów i Izraela
W niedalekiej już przyszłości żydokomunę zastąpi żydobandera – połączenie żydowskiej tożsamości z nacjonalizmem. W Ukrainie tak nazywają się, autoironicznie, żydowscy nacjonaliści ukraińscy, ale zjawisko jest szersze.
Izraela i Żydów bronić będzie prawica, nie dlatego że są niesłusznie oskarżani o zbrodnie, ale dlatego, że słusznie jej zdaniem, w obronie narodu i państwa, zbrodnie te popełniają.
Ale oczywiście prawica bronić będzie tylko tych, którzy będą chcieli swą żydowską tożsamość powiązać z ideologią narodową, własną lub cudzą – tak jak żydokomuniści gotowi byli ją powiązać z ideologią ponadnarodowego socjalizmu. Tych, którzy się w tych kategoriach nie zmieszczą, czeka marny los.
Za to ci, którzy dziś atakują Izrael za zbrodnie niepopełnione lub nie tylko przezeń popełniane, będą mieli przyjemne poczucie, że byli awangardą walki z taką prawicą.
Zaś Izrael upodobniać się w końcu zacznie zapewne do swej czarnej karykatury,
skoro jego krytycy, także i wewnętrzni, stracą w oczach izraelskiej większości wszelka wiarygodność.
A przecież dzieje moralnych panik uczą, że aby pozostać moralnym, trzeba przede wszystkim nie panikować.
redagował Marek Markowski
Konstanty Gebert jest publicystą „Kultury Liberalnej”, znawcą spraw międzynarodowych, specjalizuje się w tematyce bliskowschodniej. Przez lata związany z „Wyborczą” jako korespondent wojenny, dziennikarz, publicysta i eseista.
Żadne inne państwo nie ma przeciwko sobie takiej międzynarodowej większości jak Izrael
Kategorie: Uncategorized



Bardzo ciekawy, dobrze udokumentowany i głęboko przemyślany artykuł.
Mam nadzieję, że nie tylko prawica będzie bronić Izraela . Każdy porządny Żyd będzie bronić kraju przed napadem wroga i atakami populistyczno- faszyzującej lewicy . Bo przecież dzisiejsza lewica , choć nie ma w nazwie „ narodowy”, bardziej przypomina Nazizm niż oryginalne idee socjalizmu .
Nie znoszę krańcowości, zawsze raczej chylę się od centrum w lewo, ale bronić będę Izraela zawsze, gdy ma rację, a kiedy będzie atakowany pół racjami, też znajdę odpowiedź by go bronić. Jesteśmy małym narodem . Niestety obecna koalicja rządowa jest nieodpowiedzialna i krańcowo prawicowa, ale rząd musi bronić kraju przed wrogiem . Ten prawicowy też.
Myślę , że krańcowe sytuacje powodują to, że Izrael staje się prawicowy . Gdyby świat okazywał nam sympatię i traktował na równi ze wszystkimi krajami w takiej sytuacji, nie skrajna prawica decydowałaby o naszych losach .