Opowiesci z zycia – Izrael cz.2

Nadeslal Moti Ofer

moti n

reunion68

Kuriozy z polskim imieniem

Autor: Moti Ofer (Mietek Blajer)

Jak juz obiecalem w moim poprzednim opowiadaniu o zmianie imienia i nazwiska, dzisiaj opowiem pare krotkich opowiadan a wlasciwie kuriozow dotyczacych mojego polskiego imienia ktore mialem podczas sluzby wojskowej w Izraelskiej Marynarce Wojennej.

Pierwszy kurioz mialem w rekructwie. Jako nowy zolnierz ktory zaledwie skonczyl szkole zawodowa (technik elektronik) zostalem zmobilizowany robic krotkie i “slabe” rekructwo (nie tak jak inni ktorzy ochotniczo zglosili sie do “krawi”, (jednostki bojowe), np. “golani” – piechota, “canchanim” – spadachroniarze, czy nawet rozne rodzaje komandosow – ich okres rekructwa trwal jakies pol roku albo nieraz wiecej).

Moje rekructwo trwalo tylko poltora miesiaca i wlasciwie miejsce jego znajdowalo sie w obozie niedaleko Petach-Tiqvy, tzn. kolo domu (w skrocie hebrajskim: “kalab”).

Jeden dzien zrobili “Dzien sportu”.  Kazda jednostka rekrutow grala z inna jednostka na zmiane rozne mecze, np. siatkowke, koszykowke, futbol czy inne sportowe zajecia jak “ciagniecia sznura”, skakania w workach itp.

W jakims czasie podchodzi do naszej jednostki officer niskiej rangi (nie pamietam dokladnie jakiej ale dosc wam opowiedziec ze jako rekrut, nawet kapral byl dla nas Bogiem) i rozkazal od naszego naczelnego (sierzanta) zeby postawil nas w dwoch rzedach jeden naprzeciwko drugiego wzdluz baraku – a liczylismy okolo 50 rekrutow (ja oczywiscie uzywam tego slowa bo jeszcze nie bylismy zolnierzami). Potem ten officer “zaszczekal” na nas stojac w wejsciu baraka i szczegolnie obserwowal nasze dlugie dwa rzedy rekrutow stojacych “na bacznosc” z wypietymi piersiami:

Ja szukam takiego “maczyste” (tzn. bardzo teznego I silnego czlowieka) do pomocy “ciagniecia sznura”. Oczywiscie kilku rekrutow – moich kolegow wskazali na mnie I zakrzyczeli: “tam stoi Maczysta ktorego pan komendant szuka”.

Oficer sie ucieszyl ze wreszcie znalazl to co szukal i szybkim krokiem zblizyl sie do mnie. Kilku moich kolegow jeszcze trzymalo wskazujace palce w moim kierunku ale ja juz zauwazylem ze twarz tego oficera staje sie czerwona ze zlosci a wlasciwie z rozpatrzenia: “to jest Maczysta ????!!!! co wy ze mnie smiech robicie???!!! Ja juz wam pokaze!!!”

Musicie wiedziec, moi drodzy, ze w czasie rozpoczecia mojej obowiazkowej sluzby wojskowej, bylem taki chudy jak szczapa i wazylem troche wiecej jak 50 kg a gdybym wazyl mniej niz 50 kg, nawet na pare dkg, to na pewno mnie nie wzieli do wojska bo wtedy byly takie rozkazy.

“Nie, panie komendancie, on sie nazywa “Maczysta” a my sie nie smiejemy z pana oficera”, drzaco odpowiedzieli rekruci.

“Mieczyslaw, panie komendancie, moje imie to Mieczyslaw – poprawilem moich kolegow”. A skad masz takie imie? – nie zrezygnowal officer. Z Polski panie oficerze.

Drugi kurioz z moim polskim imieniem mialem w sluzbie w Marynarce Wojennej. Sluzylem na statku “Noga”, tzn. Wenus po hebrajsku. Ten statek to byl stary zabytek jeszcze z czasow Drugiej Wojny Swiatowej ktory Izrael otrzymal zupelnie bezplatnie od amerykanow i sluzyl u nas jako lowca lodzi podwodnych, czyli jako “szukacz i exterminator of submarines”.

Calosc przeczytasz jak


.

Pare tygodni przed 6-dniowom wojna, tzn miedzy majem a czerwcem 1967 roku, byl stan wojenny w izraelskim wojsku: zmobilizowali moc rezerwy i na naszym statku bylo 3 razy wiecej ekipy niz normalnie. Statek patrolowal wzdluz brzegow Izraela od Hajfy az do polnocnych brzegow Gazy. Ja, poniewaz bylem nowym na statku, zaledwie zaczalem sluzbe na nim poltora miesiaca temu, oczywiscie nie dali mi sie zajmowac moja profesja – technik radiowy tylko caly czas mialem dyzur w kuchni. Obslugiwalem oficerow podczas posilkow I mylem naczynia. Praca byla dosyc ciezka I trwala codziennie od wczesnego rana do nocy. Jako “odpowiedzialny” za kuchnie, bylem tez podpisany na wszystkie naczynia I stalo sie tak ze zawsze “znikaly” jakies widelce albo noze bo ktos z rezerwy np. Jadl na pokladze (nie w stolowce wewnatrz statku) i po posilku wyrzucal noz , widelec czy lyzke za burte.

I tak to sie stalo, ze po wojnie, w czasie jak mialem opuscic ten statek i oczywiscie moje “stanowisko” jako odpowiedzialny za kuchnie i rozne naczynia, zrobili mi sad bo brakowaly oczywiscie naczynia. Sad byl prowadzony nie przez oficera niskiej rangi tylko przez samego kapitana statku rangi majora! Wyobrazcie sobie: zgubilem naczynia wartosci paruset lir (wtedy nasz pieniadz to byly liry a nie szekle jak dzisiaj).

Juz podczas sadu odczuwalem znaki ktore doszly z kierunku kapitana ze jestem winny i on chce dac mi kare. To tak jak stalem wypiety na bacznosc – rzucilem w jego kierunku: “Panie komendancie, ja prosze przeniesc moj sad do wyzszej instancji”.

Kapitan i starszy sierzant ktory mnie prowadzil do tego sadu (na lewa i prawa wedlug wojskowej tradycji) zdumieli obaj, popatrzyli sie z poczatku jeden na drugiego a potem oboje na mnie i wtedy kapitan rzucil: “a ty wiesz ze sad w wyzszej instancji moze byc dla ciebie bardziej grozny i mozesz nawet otrzymac powazniejszy wyrok, moze nawet wiezienie”, probowal mnie przestraszyc. “A oprocz tego, na poczatku sadu pytalem ciebie (wedlug procedury sadu wojskowego) czy chcesz sie sadzic przede mna a ty odpowiedziales “tak, panie oficerze” to teraz nie mozesz nagle zmienic swojej decyzji” dodal kapitan.

“Ale panie kapitanie, ja jestem “ole chadasz” (tzn. nowy emigrant), zaledwie 3 lata w Izraelu i nie znam tak dobrze te wasze procedury, to prosze bardzo ustosunkowac sie pozytywnie do mojej prosby i przeniesc mnie do sadu wyzszej instancji”.

OK, zaszczekal kapitan i pogrozil palcem w moim kierunku: “ale pamietaj ze moze to byc bardzo zle dla ciebie” i dal rozkaz starszemu sierzantowi wyprowadzic mnie “na lewa-prawa” z kapitanskiej kajuty.

Pare dni pozniej wolal mnie starszy sierzant i rozkazal mi wyczyscic dobrze moj wojskowy mundur i buty. Jedziemy na sad do dowodcy Marynarskiej Bazy Wojennej w Hajfie, krzyknal na glos tak ze cala okolica slyszala.

Co ja powiem, moi drodzy czytelnicy, ten dowodca bazy ma range polkownika czy wedlug izraelskich rang to nawet rodzaj generala sztabu (aluf miszne). Troche drzalem z bojazni ale zrobilem powazna i chwala mine i wsrod wspolczujacych spojrzeniach moich wojskowych kolegow i niektorych oficerow stojacych na brzegu kolo statku wojennego odprawiajacych mnie kiedy wsiadalem z tylu do auta starszego sierzanta.

“Dlaczego mam siedziec z tylu, panie starszy sierzancie?” zapytalem go moimi niewinnym glosem. “Przeciez jestesmy tylko dwoch w aucie”. “Bo jestes oskarzonym to nie moge cie traktowac jako zwyklego marynarza” odpowiedzial starszy sierzant i zaczal kierowac woz na dosyc dluga droge od wojennego portu do sztabu Marynarskiej Bazy Wojennej ktorej siedziba byla na drugiej czesci Hajfy.

Sierzant wprowadzil mnie do generala “na lewo-prawo”, zasalutowalem i stalem “na bacznosc” z wypieta piersia kiedy sierzant podal generalowi dokument z oskarzeniem.  General zaczal czytac: “Sadzony, Blajer Mmmm…ieczyslaw (pismo hebrajskie, to musicie wiedziec jest dosyc skrocone i nieraz czeba sie domyslac jakie to jest slowo a wlasciwie obce imiona i nazwiska…..).

“Mecyslaw” probowal jego poprawiac moj starszy sierzant (pochodzony z Iraku jak juz wtedy pisalem).

“Mieczyslaw” odpowiedzialem polskim akcentem naciskajac mocno na pierwsze “Mie”.

Aha, Mieczyslaw, jestes z Polski? zaciekawil sie general ktorego nazwiska nie pamietam ale brzmialo jako zyda pochodzenia polskiego. “Tak, panie generale, pochodze z Polski i jestem w kraju tylko 3 lata” odpowiedzialem mu z jakas nadzieja w tloczacym sie mocno sercu. “To opowiedz o co chodzi i dlaczego chciales zebym ja cie sadzil (jako wyzsza instancja, wedlug twojego powiedzenia) – ja czytam tu na formularzu”.

“Otoz panie generale, ja jestem niewinny a dowodca naszego okretu chcial juz mnie posadzic i zaczal nawet myslec o karze dla mnie”.

“Ale on przeciez moze ciebie osadzic, on jest i prokuratorem i sedzia na okrecie i posiada wszystkie swoje sadowe prawa” odpowiedzial general.

“Tak, panie generale, ale ja naprawde jestem niewinnym” i opowiedzialem mu wszystko od poczatku: jak przed wojna zmobilizowali dosyc duzo marynarzy ze przepelnili pojemnosc okretu i jak oni sie zachowywali na statku i ze nic ich nie obchodzilo i ze ja nie moglem pilnowac dzien i noc te naczynia bo nie byly zamkniete na klodke a ja pracowalem od rana do poznego wieczora itd. itd.

“Co, naprawde nie bylo klodki?” general zwrocil sie do starszego sierzanta ktory stal obok z otwarta geba sluchajac nasza konwersacje.

“Nnnie, nnnie bylo klodki” odpowiedzial dzierzacym ze strachu glosem “moj” sierzancik.

“No to ja mysle ze Mieczyslaw jest naprawde niewinny” odpowiedzial general, napisal cos w dzienniku, podpisal i rozkazal mnie wyprowadzic z biura. Zasalutowalem i on odwzajemnil, odwrocilem sie na bacznosc i wedlug “lewa-prawa” pod glosem sierzanta wyszedlem z biura generala.

Jak sie dzwi zamknely za nami, starszy sierzant zwrocil sie do mnie i powiedzial kolo kilku sekretarek generala: “No, ja widze ze miales szczescie u generala za twoje polskie imie. Tylko dlatego ze miales takie polskie imie, wyszedles zupelnie bez kary, pokrecil glowa i tym razem pozwolil mi usiasc obok siebie w aucie w powrotnej drodze do bazy.

3 komentarze to “Opowiesci z zycia – Izrael cz.2”

  1. Szalom! Mietku…….Przepieknie napisane wspomnienia! Pozdrawiam, zycze zdrowka oraz „splodzenia” wielu znakomitych watkow z przeszlosci a takze terazniejszosci! Edi – zakochany w tresci i w Twoim lekkim piorze.

  2. Dziekuje, Wlodek. Postaram sie opublikowac moje nastepne opowiadania na tym blogu 🙂

  3. Mieciu / Moti, bardzo podobają mi się Twoje opowiadania,

    pozdrowienia,

    Wlodek S.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: