Bohater, który powinien mieć ulice w polskich miastach. Tymczasem wciąż mało kto go zna

Aleksander Ładoś: polski dyplomata, który w czasie II wojny światowej ratował Żydów.

Samych Gutmanów jest na tej liście osiemnaścioro. Prawie wszyscy z Będzina, tylko dwie osoby z Sosnowca. Gutman Szymon dostał paszport Paragwaju i przeżył. Halina Gutman otrzymała poświadczenie obywatelstwa Haiti, jej los jest nieznany. O Jakubie Gutmanie wiadomo, że nie zdążył wyjechać do Ameryki Łacińskiej. Zginą

Oczywiście, że to, co robił Aleksander Ładoś, legalne nie było. Jako dyplomata ewidentnie poświadczał nieprawdę. Ale w ten sposób ratował życie Żydów, którzy w okupowanej przez Niemców niemal całej Europie, perspektywy na przeżycie mieli znikome. Dzięki niemu i współpracującym z nim dyplomatom tysiące Żydów miało szansę na ucieczkę do Paragwaju, Haiti czy Hondurasu. Nie wszyscy uciec zdążyli. Trudno oszacować, ilu dzięki niemu przeżyło. Ale po kolei…

Aleksander Wacław Ładoś pochodził ze Lwowa, urodził się w 1891 r. Na lwowskim uniwersytecie studiował historię. W czasie I wojny światowej związał się z PSL Piast Wincentego Witosa, organizował Legion Wschodni, potem wyjechał na studia do Szwajcarii.

Wrócił po odzyskaniu niepodległości przez Polskę i rozpoczął pracę w dyplomacji świeżo odrodzonego kraju. Był uczestnikiem rozmów pokojowych ze Związkiem Radzieckim po zakończeniu wojny polsko-bolszewickiej. Później pracował w polskich placówkach dyplomatycznych w Rydze i w Monachium. Gdy w 1931 r. wiceszefem resortu spraw zagranicznych został Józef Beck, Ładoś został zwolniony z MSZ i aż do wybuchu II wojny światowej zajmował się publicystyką oraz współpracą z jednym ze szwajcarskich koncernów przemysłowych.

W październiku 1939 z ramienia Stronnictwa Ludowego trafił do rządu Władysława Sikorskiego, a w 1940 r. podjął pracę jako chargé d’affaires w polskiej placówce w szwajcarskim Bernie. I to tu zaczyna się pasjonująca, całkiem świeżo odkryta i wciąż słabo znana historia.

Aleksander Ładoś stanął na czele grupy dyplomatów, którą później nazwano grupą berneńską. Spośród sześciu członków grupy pięciu było obywatelami polskimi, trzy osoby były pochodzenia żydowskiego

Metody działania grupy to materiał na niezły scenariusz filmowy. Od szwajcarskiego notariusza, który był konsulem honorowym Paragwaju, kupowano paszportowe druki in blanco (nota bene – ów notariusz nieźle na tym zarabiał). Blankiety wypełniał wicekonsul Konstanty Rokicki. Dalej następowało najtrudniejsze – potajemny transport paszportów do tych, którzy chcieliby uciec z kraju okupowanego przez Niemców.

Terror hitlerowski z każdym rokiem wojny się wzmagał. Nie zawsze udawało się dostarczyć dokumenty potrzebującym. Bardzo, bardzo liczył się czas.

Na zaprezentowanej właśnie przez Instytut Pileckiego tzw. liście Ładosia znajdujemy choćby nazwisko Adama Daniela Rotfelda, późniejszego polskiego ministra spraw zagranicznych, a także jego starszej siostry Aliny oraz jego rodziców Berty i Leona (im nazwisko zapisano w dokumentach: Rothfeld).

Profesor Rotfeld dopiero niedawno dowiedział się, że jego rodzina miała załatwiony paszport, który dawał im możliwość ucieczki. Ocenił, że to jak głos zza grobu. Bo list z paszportem najwyraźniej dotarł, gdy mama i tata już nie żyli. Rodzice przyszłego ministra zostali zamordowani 1943 r. przez Niemców najpewniej po ukraińskim donosie. Mały Adam ukrywał się w unickim klasztorze do końca wojny. Potem trafił do sierocińca radzieckiego, następnie do domu dziecka w Krakowie.

Wszystko mogło się ułożyć inaczej. „Pomyślałem sobie, że właściwie tak niewiele brakowało, by ojciec i cała rodzina mieli szansę uratowania życia” – mówił Rotfeld.

Bo paszporty przygotowywane i rozsyłane przez grupę Aleksandra Ładosia nie były, bo nie mogły być gwarancją przeżycia. Były kołem ratunkowym. Rzucanym gdzieś w przestrzeń. Po to, aby być może uchronić adresatów od zesłania do obozu śmierci. Czasem się to udawało. Jednak opracowana właśnie lista nazwisk osób, dla których przygotowano paszporty, pełna jest adnotacji: „los nieznany” lub co gorsza „zginął/zginęła”.

Działacz organizacji żydowskiej RELICO, poseł Sejmu RP okresu międzywojennego Abraham Silberschein, również członek sześcioosobowej grupy Ładosia, szacował pod koniec wojny, że dzięki fałszywym paszportom z polskiej placówki w Bernie udało się uratować nawet 10 tys. osób.

Ignacy Jan Paderewski (1860-1941) i Aleksander Ładoś (1891-1963). Jeden z ojców @niepodlegla @PL1918 i jeden z największych bohaterów ratowania Żydów z . Na tym zdjęciu razem. Jedno z ostatnich zdjęć Paderewskiego i jedno z nielicznych zdjęć Ładosia. Rok 1940.

Zobacz obraz na Twitterze

Badania sprawy podjął się m.in. dr Jakub Kumoch, ambasador RP w Szwajcarii, który przyznawał, że podaną w latach 40. liczbę 8-10 tys. uratowanych uznawał początkowo za grubą przesadę. Teraz, po kwerendzie dokumentów rozrzuconych w archiwach po całym świecie, zdaje sobie sprawę, że to była pomoc na naprawdę ogromną skalę.

Jakub Kumoch@JakubKumoch

dr Jakub Kumoch

Ambasador RP w Szwajcarii

Osoba Aleksandra Ładosia z całą swoją złożonością jest znana historykom, jednak nieznana była skala jego operacji ukrywanej pod dość banalnym kryptonimem „Sprawy paszportowe”. Odkryliśmy dokumenty, które sugerują, że polscy dyplomaci i ich żydowscy współpracownicy podjęli próbę ratowania 8–10 tys. osób i że wymyślili fałszowanie obywatelstwa jako metodę ratowania, która potem była stosowana przez innych.

(…) za pomocą tej jednej jedynej akcji Ładoś i jego ludzie przyczynili się w mniejszym lub większym stopniu do uratowania – i to ostrożnie licząc – od 2 do 3 tys. ludzi. Według naszych badań w każdym z państw objętych akcją posiadanie paszportu Ładosia znacząco zwiększało prawdopodobieństwo przeżycia. Nawet w okupowanej Polsce mogło ono wynosić 15–20 proc., w Holandii i w stosunku do niemieckich Żydów przekraczało 60 proc. Trudno nad takimi danymi liczbowymi przejść obojętnie.

Instytut Pileckiego@InstPileckiego

 została opublikowana! Jest dostępna pod adresem: https://bit.ly/2E82NBB 

Po przeprowadzeniu dwuletnich badań archiwistycznych, naukowcy uzyskali listę 3 262 osób, które otrzymały „paszporty życia” od Grupy Ładosia.

Zobacz obraz na Twitterze
wypowiedź dla PAP

Instytut Pileckiego opublikował tyle, ile mu się udało ustalić w stu procentach.

To imienny spis 3 262 Żydów – posiadaczy paszportów latynoamerykańskich, za pomocą których w czasie Holokaustu polscy dyplomaci próbowali dać im szansę przeżycia. Wśród nich 2306 to obywatele Polski, 381 – Niemiec i 377 – Holandii. Są także pojedynczy obywatele Czechosłowacji, Austrii czy Francji. Dla nich fałszowano paszporty oraz poświadczenia obywatelstwa czterech państw: Paragwaju, Hondurasu, Haiti i Peru.

„Realne – w naszej ocenie – jest przeżycie od 25 do 35 proc. osób objętych akcją. Oznacza to, że przeżyć mogło od 2 do 3 tys. Liczba ta powinna stać się jednak przedmiotem dalszych badań” – piszą autorzy opracowania. Zdają sobie przy tym sprawę, że ustalenie pełnej listy jest raczej niemożliwe.

– Zwracamy się z gorącą prośbą do środowisk ocalonych na całym świecie i generalnie do wspólnot żydowskich o pomoc we wspólnym odtworzeniu pełnej listy. Podobnie jak bez współpracy polsko-żydowskiej Ładoś nie osiągnąłby swojego celu, bez współpracy polsko-żydowskiej nie odtworzymy w całości jego listy – mówił ambasador Jakub Kumoch w rozmowie z PAP.

Teraz zaś pozostaje wierzyć, że polskiej dyplomacji z tymi ustaleniami uda się przebić na świecie. Może w przyszłości lista Ładosia będzie równie znana jak lista Schindlera. Bo na pewno polski bohater na to zasługuje.


https://natemat.pl/293719,aleksander-lados-dyplomata-ktory-podczas-ii-wojny-swiatowej-ratowal-zydow

3 komentarze to “Bohater, który powinien mieć ulice w polskich miastach. Tymczasem wciąż mało kto go zna”

  1. Silberschein pochodził ze Lwowa a nie z Będzina. I został do całej akcji zwerbowany przez zastępcę Ładosia, Stefana Ryniewicza oraz konsula Konstantego Rokickiego wiosną 1943 roku już po częściowej dekonspiracji grupy. Jest jego protokół z przesłuchania i wiele innych dokumentów. Po co wciskać kit? Poselstwo Ładosia kupowało paszporty od końca 1940 roku. Wszystko, co dzieje się w ambasadzie dzieje się za wiedzą i zgodą Ambasadora. Bez Ładosia nie uratowałby się nikt – tak pisała Guta Sternbuch.

  2. Brawo Teresko.

  3. Ciezko znalezc artykul, ktory ma mniej wspolnego z prawda. Cala kampania obecnego rzadu polskiego dajaca 100% kredytu dwom polskim dyplomatom w Szwjacarii, nie przynosi im (rzadowi RP) zadnego honoru.
    Abraham Silberschein, syjonistyczny dzialacz, orginalnie z Bedzina (o ile sie nie myle) wymyslil i doprowadzil wraz z Natanem Schwalb’em do olbrzymiej alkcji pomocy Zydom z Zaglebia, Galicji, Slowacji – posylajac im paczki i pieniadze jak i wydanie falszywych papierow panstw pld. Ameryki. Pieniadze na te akcje byly zdobywane przez zydowskie organizacje w USA.
    https://collections.ushmm.org/search/catalog/irn594397#?rsc=197745&cv=0&c=0&m=0&s=0&xywh=-432%2C-153%2C4648%2C3045

    Nie nalezy wymazac z historii miejsca dwoch polskich dyplomatow, ktorzy byli bardzo pomocni w kontaktach z placowkami dyplomatycznymi panstw Pld. Ameryki w Szwajcarii.
    W artykule jest pokazane imie i nazwisko Adama Daniela Rotfelda i jego rodziny. On sam zostal uratowany przez Metropolitan Andrej Szeptycki. Jego cala rodzina zostala wymordowana przez Niemcow.
    Setki a moze i wiecej tych pld.amerykanskich dokumentow zostalo wykorzystanych przez Niemcow aby zwabic Zydow ukrywajacych sie w Warszawie – w tzw. akcji Hotel Polski i potem zamordowanych z Auschwitz Birkenau. Polecam wszystkim przeczytanie ksiazki Agnieszki Haskiej: ”Hotel Polski” jest to rzetelna praca historyczna, opierajaca sie na faktach, dokumemtach a nie ideologii.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: