Uncategorized

Marian Eile


Dziennikarz, grafik, rysownik, satyryk, malarz, scenograf. Założyciel i w latach 1945–1969 redaktor naczelny tygodnika “Przekrój” – ilustrowanego magazynu, którego lektura miała być dla wszystkich oknem na świat, pierwszym wtajemniczeniem, choć również rozrywką. Zachętą dla czytelników pisma do dalszych pogłębionych poszukiwań.

urodził się 7 stycznia 1910 roku we Lwowie, zmarł 2 grudnia 1984 roku w Krakowie. Pełnym imieniem i nazwiskiem podpisywał się wyłącznie jako redaktor naczelny “Przekroju”. Inne teksty w tym piśmie ukrywał pod pseudonimami (tu z wybranymi aforyzmami):

  • Bracia Rojek – (“Demokracja: ustrój, w którym obywatele mogą pomóc państwu”).
  • Krecia Pataczkówna – (“Najważniejsze, żeby swoje wady poznać! Później już się jakoś do nich można przyzwyczaić”).
  • Lord Gallux – (“Pieniądze nie dają szczęścia, ale pozwalają nam znacznie wygodniej być nieszczęśliwymi”).
  • Makaryn z Cedetu – (“Pisarze oportuniści istnieli zawsze. I zawsze znajdowali na to szlachetne uzasadnienie”).
  • Marilyn Nabiałek – (“Trzeba postępować jak wszystkie inne dziewczęta: czekać, aż wreszcie nadarzy się jakaś zła partia”).
  • mgr St. Kawusia – (“Cześć płacy!”).
  • Salami Kożerski – (“Wielkim ideom potrzebne są nie tylko skrzydła, ale i teren do lądowania”).
  • Pies Fafik – (“Nie wierz cudzym słowom, wierz swojemu węchowi”.
    “Człowiek chodzi na dwóch łapach, bo bez przerwy musi służyć”.
    “Jak pies je, to pies nie szczeka”).

Dla wielu “Przekrojowych” współpracowników Marian Eile to:

Absolutny geniusz redaktorski. Tworzył i przez prawie ćwierć wieku redagował “Przekrój” – tygodnik, jakiego przedtem w Polsce nigdy nie było. Nie było także czegoś takiego na wschód od Łaby. Paru wybitnych rosyjskich pisarzy, między innymi noblista Josif Brodski, przyznawało otwarcie, że polskiego nauczyli się właśnie na “Przekroju”.

Potrafił stworzyć taką atmosferę, że nie chciało się wychodzić z redakcji. Zespół był zgrany nie tylko pod względem merytorycznym, ale i towarzyskim. Dzięki temu redagowało się pismo na okrągło: w kawiarni, w knajpie, w nocnym lokalu, w lecie na basenie, a nawet podczas urlopu w Jastarni. Powtarzał nam często, że pismo należy tak redagować, żeby mogli je czytać zarówno sprzątaczka, jak i profesor uniwersytetu, a nawet prosty minister.

[Ludwik Jerzy Kern, “Moje abecadłowo”, Kraków 2000]

Thumbnail
Marian Eile, 1963, Kraków, fot. Wojciech Plewiński /Forum

Twórca “cywilizacji Przekroju” (określenie Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego) urodził się w rodzinie żydowskiej. Jego ojcem był Henryk Eile (1878–1949), historyk administracji, prawnik i publicysta, legionista i pułkownik Wojska Polskiego. Matką Mariana była Gustawa Teodora z domu Rychter (ur. w 1885). Siostrą Gustawy, a ciotką Mariana, była zaś recytatorka Kazimiera Rychterówna.

W 1929 roku Marian Eile ukończył Gimnazjum imienia Stefana Batorego w Warszawie. W tym samym roku rozpoczął studia prawnicze na Uniwersytecie Poznańskim. W 1930 roku przeniósł się na ten sam kierunek studiów na Uniwersytecie Warszawskim. Tytuł magistra prawa uzyskał w 1934 roku. Od lutego 1935 roku do wybuchu II wojny światowej był aplikantem adwokackim w kancelarii Aleksandra Jurkowskiego. W Warszawie ukończył również studia plastyczne. W latach 30. rozpoczął współpracę z “Wiadomościami Literackimi”.

Od lat czytałem “Wiadomości”, szalenie mi się podobały i oczywiście marzyłem o tym, żeby tam drukować swoje rysunki. Narysowałem cykl, jak wyglądają i zachowują się psy współpracowników “Wiadomości”. Boya pies robił siusiu pod pomnikiem Mickiewicza, Słonimskiego oszczekiwał Teatr Polski itd. Zaniosłem Grydzewskiemu. Wiedziałem, że mój ojciec go zna, jednak nie wymieniłem swego nazwiska. […] Wręczyłem mu rysunki. Przerzucił szybko i powiedział, żeby pojutrze przyjść po odpowiedź. Nie interesowało go nawet, jak się nazywam. Po dwóch dniach przyszedłem, a on powiedział krótko: “Zaakceptowane”.

[Marian Eile w: Ludwik Jerzy Kern, “Pogaduszki”, Kraków 2002]

Eile został etatowym pracownikiem “Wiadomości Literackich”, publikował rysunki i fotomontaże, wymyślał konkursy i zagadki, w siedzibie pisma projektował także firmową witrynę. W “Abecadle Kisiela” (Warszawa 1990) Stefan Kisielewski pisał: “Przed wojną, co tydzień była inna wystawa «Wiadomości Literackich» na Placu Saskim. To Eile projektował te wystawy, takie ładne plastycznie, nowoczesne. I w każdy poniedziałek zabierano to i robiono nową”. Ich demontażem zajmował się inny wolontariusz redakcji – Stanisław Dygat.

Po wybuchu II wojny światowej Marian Eile został zmobilizowany. Posiadał stopień podporucznika rezerwy – służył w 22. Baterii Motorowej Artylerii Przeciwlotniczej, gdzie był dowódcą 4. plutonu. W połowie września 1939 roku znalazł się szpitalu z powodu dyzenterii, następnie uniknął niewoli niemieckiej. Jesienią 1939 roku przedostał się do Lwowa. W 1940 roku rozpoczął pracę jako scenograf w tamtejszym Państwowym Teatrze Miniatur. Po wejściu Niemców do Lwowa ukrywał się. Od sierpnia 1942 roku posługiwał się dokumentami na nazwisko Zdzisław Kwaśniewski.

15 października 1942 roku ożenił się z Katarzyną Grzymalską, córką architekta Wiesława Grzymalskiego. Jego żona przyjęła fikcyjne nazwisko męża i posługiwała się nim do śmierci. Sam Eile w 1948 roku formalnie zmienił nazwisko na Eile-Kwaśniewski.

Jesienią 1942 roku wyjechał z żoną do Radomia, gdzie mieszkali jego rodzice. Pracował fizycznie. W 1945 roku przyjechał w poszukiwaniu pracy do Łodzi i natknął się na Jerzego Borejszę. On to powierzył mu redagowanie w Krakowie kolorowego magazynu. Tam Eile odpowiadał początkowo za “Ilustrację Polską” (dodatek do “Dziennika Polskiego”), efemerydę ukazującą się od 18 lutego do 25 marca 1945 roku. Następnie został redaktorem naczelnym tygodnika “Przekrój”, który wydawany był od 15 kwietnia 1945 roku.

Zaraz po drugiej wojnie światowej chciano założyć w Krakowie ilustrowany tygodnik, a rzutki major Jerzy Borejsza kaperował ludzi zdolnych, nie patrząc na ich przekonania i barwy. I właśnie Mariana Eilego skierował do Krakowa – dziwną, bo powietrzną drogą. Młody dziennikarz przyleciał z Łodzi otwartym dwupłatowcem, wojskowym kukuruźnikiem. Tę drogę przypłacił co prawda przeziębieniem, niemniej proroczo zapowiadała ona wysokie loty pisma.

[Maria Teresa Radomińska w: Bracia Rojek, “Myśli ludzi wielkich, średnich oraz psa Fafika”, Warszawa 2008]

Według relacji Andrzeja Klominka – autora monografii “Życie w «Przekroju»” (Warszawa 1995), obejmującej lata szefowania Eilego (1945–1969) – prawidłowa odpowiedź na pytanie, “skąd się wziął w Krakowie Marian Eile, brzmi: z nieba”. Z początku wyglądało to niepokojąco: “Marian miał grypę z wysoką gorączką, w otwartym samolocie zmarzł na kość. Półprzytomny dotarł jakoś z lotniska do miasta i wtargnął do pierwszego gabinetu lekarskiego, którego tabliczkę zobaczył. Pan doktor – Marian wymieniał nazwisko znanego krakowskiego specjalisty – zaproponował mu rozpięcie spodni, tłumacząc łagodnie, że nie ma trzeba się wstydzić. Trafił bowiem do wenerologa”. Tak się zaczął pobyt Eilego w Krakowie, gdzie, jak twierdził, wcześniej był tylko raz: jako podchorąży, wraz z delegacjami z całej Polski sypał na Sowińcu kopiec Piłsudskiego.

Okazało się, że w Hotelu Francuskim, gdzie się zatrzymał, został właśnie postrzelony Jerzy Putrament – jakoby przez pijanego wojskowego (wersja poszkodowanego) czy też milicjanta, który gonił szabrownika (wersja Eilego). Raniony – nadzorca polityczny ilustrowanego tygodnika, wówczas zarazem naczelny redaktor krakowskiego “Dziennika Polskiego” – nie mógł objąć patronatu nad nowym pismem, toteż ów magazyn Eile zaczął tworzyć sam. Pod jego kierunkiem “Przekrój” stał się jednym z najciekawszych czasopism całego obozu socjalistycznego, kształtując powojenne pokolenie polskiej inteligencji.

Thumbnail
Marian Eile, Tatry, Pierwszy Jazz Camping Kalatówki, 1959, Zakopane, fot. Andrzej Dąbrowski/Fotonova/East News

Magazyn ukazywał m.in. zachodnie zjawiska kulturalne oraz sztukę nowoczesną. W szczytowym okresie nakład “Przekroju” wynosił 700 tys. egzemplarzy. Eile mawiał, że: “Dobre pismo robi się przeciwko czytelnikom, o stopień wyższe niż czytelnicy. Oni się powoli podciągają i kochają swój tygodnik” (Milena Rachid Chehab, “Jak być Picassem swojego pysia”, “Gazeta Wyborcza”, 27 września 2013). Na łamach tygodnika Eile propagował współczesną plastykę i malarstwo, polski jazz w jego bohaterskim, niemal podziemnym okresie, podobnie jak i twórczość Piwnicy pod Baranami.

Jeśli ktoś myśli, że Piwnica i Skrzynecki zostali od razu zauważeni i docenieni, to jest bardzo naiwny. A Marian dostrzegł Piwnicę natychmiast i natychmiast, już po pierwszym programie kabaretu, tym, którego współautorem był Leszek Kołakowski (a tak!), w “Przekroju” ukazał się wielki, entuzjastyczny materiał o Piwnicy. Kiedy czytałem w latach osiemdziesiątych w “Tygodniku Powszechnym” rozmowę z Piotrem Skrzyneckim, kanonizującą go ostatecznie (przepraszam, chciałem napisać: nobilitującą), przypomniałem sobie, że pierwszą dużą rozmowę ze Skrzyneckim wydrukował “Przekrój” trzydzieści lat wcześniej. Rozmówcą Piotra był młody, utalentowany polonista i krytyk pracujący w naszej redakcji – Jan Błoński.

[Andrzej Klominek, “Życie w «Przekroju»”, Warszawa 1995]

W zespole redakcyjnym i wśród współpracowników “Przekroju” znaleźli się m.in. Janina Ipohorska, Konstanty Ildefons Gałczyński, Sławomir Mrożek, Daniel Mróz, Leopold Tyrmand, Ludwik Jerzy Kern, Zbigniew Lengren, Barbara Hoff, Jerzy Waldorff, Kazimierz Wiśniak, Adam Macedoński, Wojciech Plewiński, Kika Szaszkiewiczowa, Juliusz i Lucjan Kydryńscy. Twórcą koncepcji szaty graficznej i linii programowej “Przekroju” był sam naczelny. Był również pomysłodawcą i autorem wielu rubryk, m.in. “Myśli ludzi wielkich, średnich oraz psa Fafika” czy “Czar Twoich kółek” (później: “Czar czterech kółek”).

Marian Eile, który stworzył “Przekrój”, wymyślił poszczególne rubryki, ich układ, całą szatę graficzną, był nie tylko świetnym redaktorem, ale i znakomitym artystą plastykiem – grafikiem i scenografem. Panował więc zarówno nad dziennikarsko-literacką stroną pisma, jak i nad estetyczno-artystyczną. Ponadto był niezwykle łapczywym człowiekiem na wszystko, co się dzieje w świecie, a zwłaszcza w sztuce. W polityce starał się orientować, skąd jaki wiatr wieje i na ile można sobie w tych warunkach pozwolić.

[Ludwik Jerzy Kern, “Podsuwam bliźniemu lustro”, “Rzeczpospolita”, 28–29 grudnia 1996]

Wraz ze swoją stałą współpracownicą i zastępczynią Janiną Ipohorską (ps. “Jan Kamyczek”) pozyskiwał dla “Przekroju” najwybitniejszych prozaików, poetów, publicystów, na jego łamach popularyzował najnowszą literaturę i sztukę światową. Kształtował gusty i mody. Przekładał także literaturę francuską pod różnymi pseudonimami, m.in. Bracia Rojek (np. “Łowcy głów” Maksa Regniera).

Razem z Janiną Ipohorską, Jerzym Waldorffem i Romanem Szydłowskim założył w 1946 roku w Krakowie kabaret Siedem Kotów. Andrzej Klominek odnotował: “Teatrzyk kabaret Siedem Kotów, którego [Eile] był twórcą, miał żywot krótki, ale przeszedł do historii tego gatunku artystycznego. Dość powiedzieć, że głównym autorem tekstów pisanych w ścisłej współpracy z Marianem, był sam Gałczyński. A Irena Kwiatkowska wspomina, że to Marian Eile postanowił, że będzie gwiazdą i zaczął ją lansować jako gwiazdę estrady, zanim jeszcze reżyserzy, publiczność i ona sama zdali sobie sprawę z tego, kim będzie”. Jako pamiątka po Siedmiu Kotach do redakcji “Przekroju” trafił ręczny dzwonek z trzonkiem, przy pomocy którego redaktor naczelny zwoływał do siebie zespół na narady.

Thumbnail
Marian Eile w swojej pracowni, Kraków, 1983, fot. Wojciech Plewiński / Forum

Od września 1948 do 1950 roku Marian Eile był wykładowcą w Studium Scenografii Państwowej Wyższej Szkoły Sztuk Plastycznych w Krakowie (jego uczniem był m.in. Józef Szajna; innego “młodego zdolnego”, Daniela Mroza, pozyskał do “Przekroju” jako rysownika). Eile projektował scenografie dla scen krakowskich, a także teatrów w Łodzi, Tarnowie i Warszawie. Był też autorem licznych obrazów tworzonych w specyficznej dla niego technice, czyli za pomocą farby akrylowej.

Pod wpływem tzw. wydarzeń marcowych, antysemickiej nagonki na przełomie lat 1967–1968, Marian Eile w marcu 1969 roku wyjechał do Francji.

W Krakowie jest wielka draka z Marianem E. [Eile], redaktorem i twórcą “Przekroju” od lat dwudziestu pięciu. Przed pięciu miesiącami wyjechał do Paryża i nie wraca, pracuje w wieczorówce “France Soir”, gdzie rysuje codziennie cykl pod ogólnym tytułem: “Pensée de Fafik”. Janka “Kamyczek” w rozpaczy, bo jej zagranicę nie puścili, a to była para nierozłączna. Facet był uczulony na antysemityzm “oddolny”, którego podobno w Krakowie dużo. Poza tym, skoro 25 lat pracował wiernie i z zapałem, a w końcu “Przekrój” wychował jakoś całe pokolenie, to mógł być przygotowany, że go kopną, wyrzucą, obsmarują w prasie – tak się u nas na ogół robi, to należy do państwowego bon tonu. Nie chciał emigrować do Izraela, zaczął nowe życie w inny sposób: był ambitny, ojca miał pułkownika, sam oficer rezerwy – wolał być Polakiem w Paryżu niż Żydem w Krakowie. Nieraz się z nim kłóciłem, ale lubiłem go – znów mi jeden ubył, cholera!

[Stefan Kisielewski, “Dzienniki”, Warszawa 2001 – zapis z 1 sierpnia 1969 roku]

Marian Eile zrezygnował z funkcji redaktora naczelnego “Przekroju” w październiku 1969 roku. 20 kwietnia 1970 roku Kisiel odnotował: “Wyszedł jubileuszowy numer «Przekroju» na 25-lecie. Wiele w nim wspomnień, lecz o Eilem ani słowa – po prostu nie istniał. Przekonanie, że człowieka niewygodnego można wytrzeć jak gumą i nikt tego nie zauważy, choć przez 25 lat czytało się jego nazwisko w nagłówku pisma, jest przekonaniem bardzo faszystowskim i bardzo materialistycznym”.

W listopadzie 1970 roku Marian Eile wrócił do Polski. Od 1974 współpracował z satyrycznymi “Szpilkami”, gdzie redagował rubrykę “Franciszek i inni”.

Eile nie był politykiem. Sam mi wyznał swego czasu, że stara się oddawać “co cesarskie” – na okładce i na paru pierwszych szpaltach okładki wewnętrznej. Dalej stara się po prostu “robić pismo”… W późnych latach sześćdziesiątych zwykle “robienie pisma” wymagało coraz bardziej akrobatycznych talentów i Eile, właściwie wcześniej niż musiał, pismo owo utracił. Interesuje mnie jednak jeszcze jedna rzecz: Eile odszedł, ale przecież firma została. “Przekrój” mógł, teoretycznie rzecz biorąc, jako tako funkcjonować nadal. Tymczasem tygodnik całkowicie zmurszał. Dlaczego tak się stało? Stało się tak mianowicie dlatego, że “Przekrój” utłukła telewizja! Dział rozrywkowy telewizji, zwłaszcza w latach siedemdziesiątych, całkowicie przejął, a następnie strywializował przekrojową koncepcję salonu.

[Agnieszka Osiecka, “Szpetni czterdziestoletni”, Łódź 1985]

Jak to zgodnie potwierdzają współpracownicy Mariana Eilego, on sam nie uważał się za redaktora. Sądził, że jego właściwym powołaniem nie jest dziennikarstwo, lecz plastyka: rysunek, malarstwo, scenografia.

Z dawnych numerów “Przekroju” w pamięć zapadły mi zwłaszcza jego dwa rysunki satyryczne. Pierwszy – rodzina w restauracji. Na głównym miejscu, en face, siedzi rozłożysta małżonka, zajmując ok. trzy czwarte miejsca przy stoliku. Z boku przycupnął chudziuteńki mąż (z profilu do złudzenia przypominający Eilego) i mówi do stojącej przy nich fertycznej kelnerki: “A dla mnie proszę rosół. Tylko chudy, bo na tłuszcz to już patrzeć nie mogę”. Drugi – mały chłopczyk w krótkich spodenkach, z podniesionym do góry nosem defiluje w stronę drzwi, na których widnieje tabliczka: “Mężczyźni”.

Marian Eile został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski i Złotym Krzyżem Zasługi. Spoczywa na Cmentarzu Rakowickim. Na domu przy ul. Małej, gdzie mieszkał (tuż obok starego budynku Drukami Narodowej i pierwszej siedziby redakcji “Przekroju”), wmurowana została poświęcona mu tablica pamiątkowa.

Janusz R. Kowalczyk

Marian Eile

Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.