Piwnica Ilji

Nadeslal Monika Andruszewska

monica andruszewitz

A tu mój niedawny tekst dla Tygodnika Powszechnego wraz z ciepłym komentarzem od Przemeka Miśkiewicza.
ilia

Tekst Moniki Andruszewskiej dla Tygodnika Powszechnego jest absolutnie fantastyczny. Chwyta za serce, tak, że czuje się prawie fizyczny ból. Cały czas miałem mieszane uczucia czy młoda dziewczyna powinna ryzykować i wyjeżdżać na front. Jednak po tym tekście nie mam wątpliwości. Cieszę się, że Monika jest wolontariuszką Pokolenia. Kiedyś, kiedy będzie gwiazdą wolnych mediów w normalnej Polsce, będę miał dużą satysfakcję. A przy okazji wielkie podziękowania dla Tygodnika Powszechnego. który w sprawach ukraińskich wspomaga nasze działania, publikując nasze konto ukraińskie:

Piwnica Ilji

Piwnica Ilji liczyła sześć na dziesięć kroków. Dziesięć wzdłuż i sześć wszerz. Wystarczająco dużo, by pomieścić węgiel do opalania domu przez całą zimę. Wystarczająco, by na wilgotnej słomie pomieścić dziewiętnastu zziębniętych mężczyzn.

Raz dziennie do piwnicy przychodził doński kozak. Mówił, że obiecał ojcu ucho ukraińskiego żołnierza. Co dzień oglądał inną parę uszu. Szesnaście dni, szesnaście par. Zależało mu, by wybrać najkształtniejsze.

Matka zawsze mówiła Ilji, że ma nos i uszy arystokraty. To po pradziadku, polskim szlachcicu. Ilja z dumą przeglądał się w lustrze. Tak było przed wojną. Teraz marzy, by uszy rozciągnęły mu się niczym zbyt długo noszone onuce. Siedział więc na wilgotnej słomie i prosił Boga, by Rosjaninowi nie spodobały się jego uszy. Ilja w zasadzie nie wierzy w Boga, ale wtedy zdawało mu się, że tylko Bóg może ocalić go przed kozackim nożem. Nóż i kozaka wciąż widzi w snach.

Jeńcy wycięli z gazety talię kart. Gdy nikt nie patrzył, grali w pokera. Któregoś dnia strażnik zauważył. Zabrał jednego chłopaka. Przez kilka godzin osiemnastu mężczyzn słuchało jego krzyków. Strażnicy cieszyli się, że chłopak krzyczy „Mamusiu!” po rosyjsku. Ilja ucieszył się, że to nie jego wybrali do pobicia. On wołałby matkę po ukraińsku.
Dziewiętnastu mężczyzn dzieliło chłód wilgotnej ziemi. Chłód strachu, gdy zbliżały się kroki. Wizyty strażników nie kończyły się dobrze. Ale ich dłuższe nieobecności też budziły panikę. „Zapomnieli o nas, nie przyniosą jedzenia, zgnijemy tu”, szeptali.

Kiedyś obudził ich warkot silnika. Jeden ze strażników wyprowadził jeńców na dwór. Ilja pomyślał, że pojadą na rozstrzelanie. Okazało się, że tego deszczowego poranka Ilja został wymieniony na trzech separatystów i wypuszczony na wolność.

Gdy opowiada o wojnie, jego chłopięca twarz blednie, szczęki zaciskają się nerwowo.

Pod Iłowajskiem jego wycofujący się z okrążenia oddział został ostrzelany przez pociski rosyjskich moździerzy. Pozostali przy życiu zatrzymali się we wsi Czerwonosilskie. Trzysta osób, poranionych i wycieńczonych, zgromadzonych na polu otoczonym przez rosyjskie czołgi. To z raportu. Bo Ilja pamięta tylko, że pomagał opatrywać rannych. Kilkuset rannych. Przez kilka godzin brodził wśród skrwawionych ludzkich strzępów.

Zostać żołnierzem – to było jego chłopięce marzenie. Obejrzał dużo wojennych filmów. Zachwycał się bohaterami, którzy oddawali życie za ojczyznę.
Teraz uśmiecha się gorzko, gdy ludzie mówią mu, że zachował się jak bohater. Co to za bohaterstwo, raczej przypadek. Kolega ginie – a ty nawet draśnięcia… Czemu? Przecież staliśmy tuż obok siebie.
Trzeba tylko uważać, by nie dostać się znów do niewoli. Nigdy więcej żadnej piwnicy! Choć w zasadzie mu to nie grozi. Rosjanie zwykle na miejscu rozstrzeliwują tych, którzy drugi raz wpadną w ich ręce.

Wkrótce po powrocie do domu umówił się z kolegą w kijowskiej restauracji. Niepewnie wszedł do środka. Pomieszczenie było większe niż sześć na dziesięć kroków. Tłum ludzi. Zdawało mu się, że wszyscy na niego patrzą. Wprawnie ocenił sytuację. Wybrał stolik stanowiący najlepszy punkt obserwacyjny. Idealna lokalizacja: pod ścianą zabezpieczającą tyły. I tak czuł się nieswojo. A przecież przed wojną bywał tu nie raz. Spojrzał zdezorientowany na leżącą przed nim kartę. Kolorowe nazwy dań i napojów zlewały się w jedno. Zaschło mu w gardle.

Na szczęście kolega szybko przyszedł.

Ilja nie mógł się powstrzymać, by nie oceniać pozycji zajętych przez innych klientów restauracji. „O, a ten głupio usiadł. Zaraz przy oknie. Prezent dla snajpera”. Podzielił się spostrzeżeniem z kolegą. – Bracie, to centrum stolicy! Tutaj nie ma snajperów. Nie ma się czego bać. Nie myśl już o tym, trzeba znowu żyć normalnie…
Kolega to też frontowiec. Ale był ranny wcześniej, z Iłowajska ewakuowali go jeszcze przed okrążeniem miasta przez Rosjan. Nie kulił się ze strachu w piwnicy. Jego rany są inne od tych, które nosi w sobie Ilja. To prawdziwy bohater. Nie jak Ilia, który nadal wypatruje snajperów, sztywnieje na dźwięk zatrzaskiwanych drzwi i stara się stawać tak, by za plecami mieć osłonę.

Matka i dziewczyna nie rozumieją, co się dzieje. Przecież przeżył, wrócił! Takie szczęście. A na ich ulicy już dwa pogrzeby były. Tylko kogo chowali, właściwie nie wiadomo. Po jednym ostrzale z „Gradu” kilkunastu chłopaków zwieźli w zaledwie pięciu workach. A Ilja był taki otwarty, serdeczny. Czemu teraz wybucha o byle co? Albo ciągle milczy? Dziewczyna płacze, gdy próbuje jej opowiadać o piwnicy. O koledze, który stał blisko, ale to jego, a nie Ilję, trafiła kula.

Ilja zaciska szczupłe dłonie, gdy ktoś mówi mu o powrocie do normalnego życia. Normalne życie? To bezsensowne czynności. A tam ludzie walczą, nadal giną, katowani wołają „Mamusiu!”, po rosyjsku i ukraińsku. To tam jest jego miejsce, jego świat. Dlatego musi tam wrócić. Każde ręce się przydadzą. I bojowe doświadczenie kogoś, kto wie, jak zająć najlepszą pozycję…
A nocą? Przemierza swoją zatęchłą piwnicę licząc kroki: sześć na dziesięć.

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: