Przyjaciele z KOR-u. Dlaczego teraz się nie lubią? Rozmowa z Ludwiką i Henrykiem Wujcami

Kto te plujki zaczął? Kto wymyśla od „złodziei” i „komunistów”? Nas pan na tym nie przyłapie. Z Ludwiką i Henrykiem Wujcami rozmawia Grzegorz Sroczyński.

Skąd te zdjęcia?

Ona: U Kuronia robione w 1986 roku. Świętowaliśmy 10-lecie KOR. Ksiądz Jan Zieja, Aniela Steinsbergowa, obok Bujak z brodą, Michnik, Macierewicz, Borusewicz, Romaszewscy. Chyba ostatni raz wszyscy są tu razem.

Kaczyński?

Ona: Jarek? Był. Blisko Jacka mieszkał, przyszedł.

On: Mnie się wydaje, że go wtedy nie było.

Ona: A to Mirek Chojecki, obok stoi Konrad Bieliński. W fotelu Antek, nieźle wtedy wyglądał, łagodniej, teraz taka zaciętość mu wyszła na twarz. A to jest Gwiazda.

Gwiazdowie też byli?

Ona: Byli. Bardzo się z nimi przyjaźniliśmy. Ale największa przyjaźń kwitła między nami a Romaszewskimi, z Zosią znam się od zawsze, byłyśmy na jednym roku fizyki. Jan Józef Lipski przyjaźnił się mocno z Janem Olszewskim, wszędzie chodzili razem. „Idzie mały Jan z wielkim Janem” – tak się mówiło. Kiedy później doszło do tych wszystkich podziałów, to Jan Józef Lipski był najbardziej bezradny. Nie umiał się z nikim rozejść. Zbyt dobry człowiek.

To wy wciągnęliście Romaszewskich do KOR. Powiedzieliście: „Może byście pojeździli”.

On: Inaczej było. Zbyszek i Zosia już wcześniej pomagali różnym osobom, a to jakiemuś sąsiadowi, a to bezdomnemu. Więc jak im opowiedziałem, że jeżdżę pomagać robotnikom aresztowanym w Ursusie, to Zbyszek po prostu oświadczył: „Chcemy się włączyć”.

Ona: Do Ursusa jeździło już sporo ludzi, ale Radom był słabiej obsadzony. Romaszewscy rozkręcili akcję radomską, to było bardzo potrzebne, bo tam władza stosowała znacznie gorsze represje. Mieli niebywały talent organizacyjny, zwłaszcza Zosia.

A dziś Zosia to „pisówa” i „sekta smoleńska”?

On: My tak nie mówimy.

Widujecie się?

Ona: Nie. Dwa lata temu byłyśmy w Gliwicach na uroczystości upamiętniającej górnika Władka Suleckiego, który współpracował z KOR. Wracałyśmy jednym busikiem, siedziałyśmy nawet obok siebie.

I co?

Ona: Poprawnie, ale nie tak jak dawniej. Mnie uwiera, że nie jesteśmy blisko.

 

Wiecej TUTAJ

 

One Response to “Przyjaciele z KOR-u. Dlaczego teraz się nie lubią? Rozmowa z Ludwiką i Henrykiem Wujcami”

  1. Viktoria Korb 04/12/2016 at 18:48

    Bardzo sie dziwie, ze nic nie wspominacie o waszej owczesnej sasiadce, Helenie Chaber ( potem Luczywo ), Ja jej kupilam pierwsze mieszkanie warszawskie w prezencie.Byla pierwsza redaktorka Gazety Wyborczej, a ja jej korespondentka w Genewie, a potem w Berlinie. Zafundowalam jej tez podroz na stypendium do Harvardu. Wozilam ja tez po Berlinie i po Warszawie oraz po Genewie. Bardzo dziwnie i arogancko mnie traktowala mnie traktowala i przyslala mi do Berlina po otwarciu muru jakiegos korespondenta o nazwisku Machnacki, gdy Niemcy sie jednoczyly. Na moje pytanie, dlaczego on ma o tym pisac, a nie ja, stwierdzila, ze ja sie nie nadaje na korespondentke. Tymczasem „kolega” Machnacki mieszkal u mnie i wlazl mi kiedys w nocy do lozka…Potem zaprowadzil mnie do jakiegos komunistycznego polskiego dyplomaty we wschodnim Berlinie. Potem Helenka stwierdzila, ze ja sie nie nadaja na korespondentke,..Na razie intymnych szczegolow o niej nie podaje, bo sa bardzo pikantne…
    Viktoria Korb

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: