Sacha Batthyany: Moja ciotka tańczyła i śmiała się, gdy jej przyjaciele strzelali do ludzi

Wiedziałem, że powinienem dotrzeć do faktów i odtworzyć przebieg tamtej nocy, ale zarazem chciałem rozszyfrować mechanizm psychologiczny, wedle którego w rodzinach o pewnych rzeczach się milczy. Kto i w jaki sposób o tym decyduje? Kto dzierży władzę nad pamięcią? – mówi Sacha Batthyany, autor książki nominowanej do nagrody im. R. Kapuścińskiego „A co ja mam z tym wspólnego? Zbrodnia popełniona w marcu 1945. Dzieje mojej rodziny”.


Śledztwo rodzinne, jakie prowadziłeś przez siedem ostatnich lat, miało dość niespodziewany początek. Podczas niedzielnego dyżuru w redakcji spieszyłeś się ze skończeniem tekstu o holenderskim dawcy nasienia. Tymczasem koleżanka nalegała, byś zerknął na jakiś artykuł. Nie zamierzała ustąpić, wyraźnie zainteresowana, jak zareagujesz. Ze zdjęcia ilustrującego tekst spoglądała twoja od lat nieżyjąca ciotka. Nagłówek głosił, że to krwawa hrabina. Według autorów tekstu Margit Batthyany-Thyssen zamordowała 180 przymusowych robotników pochodzenia żydowskiego. Mord miał być rozrywką dla gości zaproszonych na bal, jaki wyprawiła w pałacu w austriackim Rechnitz w marcu 1945 roku. Jak to możliwe, że sprawa udziału twojej ciotki w tamtej zbrodni wypłynęła ponad 60 lat po masakrze i blisko 20 lat po jej śmierci?

Takie pytanie zadałem sobie, czytając wtedy artykuł. Z niego dowiedziałem się o istnieniu miasteczka Rechnitz, tym bardziej nie miałem pojęcia o zbrodni, jakiej tam dokonano w ostatnich dniach wojny. Dość oszołomiony zadzwoniłem do ojca, licząc, że może on będzie cokolwiek wiedział. Rzeczywiście, w rodzinie mówiło się o pałacu w Rechnitz, który spłonął zaraz po wojnie. Ojciec znał też historię mordu żydowskich robotników przymusowych. Co więcej, zdawał sobie sprawę, że tamtej nocy, z 24 na 25 marca, ciotka Margit wyprawiała huczną imprezę. Ale nigdy ani jemu, ani moim dziadkom nie przeszło przez myśl, że te dwa zdarzenia mogą być jakoś powiązane.

Śledztwo rodzinne, jakie prowadziłeś przez siedem ostatnich lat, miało dość niespodziewany początek. Podczas niedzielnego dyżuru w redakcji spieszyłeś się ze skończeniem tekstu o holenderskim dawcy nasienia. Tymczasem koleżanka nalegała, byś zerknął na jakiś artykuł. Nie zamierzała ustąpić, wyraźnie zainteresowana, jak zareagujesz. Ze zdjęcia ilustrującego tekst spoglądała twoja od lat nieżyjąca ciotka. Nagłówek głosił, że to krwawa hrabina. Według autorów tekstu Margit Batthyany-Thyssen zamordowała 180 przymusowych robotników pochodzenia żydowskiego. Mord miał być rozrywką dla gości zaproszonych na bal, jaki wyprawiła w pałacu w austriackim Rechnitz w marcu 1945 roku. Jak to możliwe, że sprawa udziału twojej ciotki w tamtej zbrodni wypłynęła ponad 60 lat po masakrze i blisko 20 lat po jej śmierci?

Takie pytanie zadałem sobie, czytając wtedy artykuł. Z niego dowiedziałem się o istnieniu miasteczka Rechnitz, tym bardziej nie miałem pojęcia o zbrodni, jakiej tam dokonano w ostatnich dniach wojny. Dość oszołomiony zadzwoniłem do ojca, licząc, że może on będzie cokolwiek wiedział. Rzeczywiście, w rodzinie mówiło się o pałacu w Rechnitz, który spłonął zaraz po wojnie. Ojciec znał też historię mordu żydowskich robotników przymusowych. Co więcej, zdawał sobie sprawę, że tamtej nocy, z 24 na 25 marca, ciotka Margit wyprawiała huczną imprezę. Ale nigdy ani jemu, ani moim dziadkom nie przeszło przez myśl, że te dwa zdarzenia mogą być jakoś powiązane.

Calosc TUTAJ

2 komentarze to “Sacha Batthyany: Moja ciotka tańczyła i śmiała się, gdy jej przyjaciele strzelali do ludzi”

  1. Oni raczej pod górkę do szkoły nie chodzili, ukończyli najlepsze szkoły w Europie.

  2. Zrozumiec psychologie zbrodniarzy….hmmmmm
    Proste…”chodzili pod gorke do szkoly „….
    Zgnilizna spoleczna………..

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: