Uncategorized

Pozostałości hitlerowskiego kasyna pod boazerią.

Przypadkowo odkryli je robotnicy – Paweł P. Reszka – tekst ukazał się w lubelskiej „Gazecie Wyborczej” 21 listopada 2011 r. 

Tekst przyslal Tomek Kassina


Gdy w mieszkaniu przy ul. Ogrodowej w Lublinie robotnicy zerwali boazerię, ich oczom ukazały się rysunki. Herby niemieckich miast, proste pejzaże, szkice produktów spożywczych. Pozostałość hitlerowskiego kasyna

Dokumenty mówią, że efektowna kamienica przy ul. Ogrodowej 10 powstała w 1910 r. Przed wojną dzielnica była jednym z najlepszych adresów w mieście, mieszkali tu adwokaci, architekci, lekarze.

Odnowiona kamienica przy ul. Ogrodowej 10 w Lublinie

Wiosną robotnicy rozpoczęli pracę w mieszkaniu nr 6 na drugim piętrze. Gdy skuli boazerię, odkryli zaskakujące rysunki. Sięgają czasów wojny, sugerują gastronomiczny charakter miejsca. Historycy nie mają do końca pewności co dokładnie mieściło się w tych pomieszczeniach.

– Stawiam na kasyno – mówi dr Adam Kopciowski, historyk z Zakładu Kultury i Historii Żydów UMCS. – W książce telefonicznej z 1942 r. obok numeru telefonu na Ogrodową 10 jest informacja, że mieści się tam Truppenwirtschaftslager Waffen SS, czyli wojskowe magazyny gospodarcze, w domu obok była komendantura obozu na Majdanku, niewykluczone, że kasyno dla esesmanów było częścią małego kompleksu.

Na jednym z rysunków na ścianie widać list wyłaniający się z koperty z podpisem – „Moja kochana” i datą 5.11.1940. To może sugerować czas,gdy kasyno powstało. Na ścianach, pod prostymi pejzażami znajdują się niemieckie napisy „Nie zapomnij swojej ojczyzny” i „Gdzie lasy cicho szumią”. – To tytuły pieśni ludowych autorstwa Antona Günthera – mówi Kopciowski. – Napisał je w 1910 i 1905 r.

Pozostałości niemieckiego kasyna w kamienicy przy ul. Ogrodowej 10 w Lublinie

 

Rysunki wkrótce zostaną zamalowane. Ewa Przeszlakowska, administrator budynku, mówi, że w pomieszczeniach będzie biuro albo lokal mieszkalny. – Trudno więc wyobrazić sobie, by ktokolwiek chciał mieć coś takiego na ścianach – mówi.

Cała kamienica, choć ruszona zębem czasu, wraca do stanu świetności. Zasługa w tym jej obecnych właścicieli, w tym polskiego lekarza, który mieszka we Francji, gdzie prowadzi klinikę.

– Bardzo zależy mu na tym, by budynek, wszystkie detale miały zachowany historyczny charakter – to naprawdę kosztowne. Do odnowienia są setki detali – mówi Przeszlakowska. – Zrekonstruowaliśmy już na przykład witraże na klatce schodowej, a w samych lokalach pieczołowicie odnawiamy nawet takie drobiazgi jak listwy podłogowe, choć oczywiście szybciej byłoby zastąpić je nowymi.

Kamienica przy ul. Ogrodowej ma jeden z najładniejszych ogrodów w Lublinie – mieści się tam urocza fontanna. Właściciele nieruchomości otrzymywali mnóstwo propozycji zakupu działki od deweloperów zainteresowanych postawieniem tam biurowca. Ale stanowczo odmawiają.

Dziadek Ewy Przeszlakowskiej przed samą wojną postawił kamienicę przy ul. Chopina. – Niemcy przejęli budynek – opowiada. – Wiele lat po wojnie, gdy udało nam się go odzyskać, na jednej ze ścian dostrzegliśmy swastykę. Długo nie mogliśmy się jej pozbyć. Malowanie nie pomagało. Pokój został wytapetowany, ale i tak było ją widać. Czerwony, wściekły kolor swastyki prześwitywał przez tapetę. Mój ojciec, chemik, tłumaczył, że to z powodu specyficznej farby, której użyli Niemcy. W końcu po prostu skuliśmy ją ze ściany.

Postscriptum

Pod koniec listopada 2011 r. malowidła zostały usunięte. Po publikacji tekstu w lubelskiej „Wyborczej” z redakcją skontaktowała się pani Maria (nazwisko do wiadomości redakcji), emerytowana pracownica biura z Lublina. – Przy Ogrodowej 10 działało kasyno, mam co do tego całkowitą pewność – powiedziała nam. – Skąd? Byłam tam.

Pozostałości niemieckiego kasyna w kamienicy przy ul. Ogrodowej 10 w LubliniePozostałości niemieckiego kasyna w kamienicy przy ul. Ogrodowej 10 w Lublinie Fot. Rafał Michałowski / AG

 

Ojciec pani Marii prowadził przy ul. Sądowej zakład stolarski. Legionista, wkrótce po klęsce wrześniowej, zaangażował się w tworzenie lubelskich struktur Związku Walki Zbrojnej. W warsztacie był punkt kontaktowy. Tam odbywały się zebrania grupy (brało w nich udział nawet kilkanaście osób). Marzec 1941 r. – wsypa.

Pani Maria: – Niemcom wydał ich Polak, później zresztą został zlikwidowany przez podziemie. Wszystkich aresztowano tego samego dnia.

Stolarz trafił do katowni gestapo „Pod Zegarem”. A kilka dni później, ciężko pobity został przewieziony do szpitala przy więzieniu na Zamku.

– Miałam wtedy sześć lat, brat cztery, mama nie pracowała – wspomina pani Maria. – W domu bieda. Mama dowiedziała się jakoś, że w kasynie, dokładnie pamiętam to słowo, w kasynie przy Ogrodowej bywa jakiś Niemiec, który służy na Zamku. Za łapówkę może sprawić, że więźnia wypuszczą. To była dla nas nadzieja. Mama sprzedała, co tylko się dało, pomogła jeszcze rodzina. Któregoś wieczoru zapakowała plik banknotów w męską chusteczkę do nosa, zabrała mnie i brata i poszliśmy tam – na Ogrodową.

Wpuściła ich Polka, która pracowała w kasynie.

– Piękna, elegancka kobieta. Polka, perfekcyjnie mówiąca po niemiecku. Pochodziła spod Łęcznej, z tych samych stron co mama. Być może dlatego zgodziła się pomóc? – zastanawia się pani Maria. – Nie wiem, czym dokładnie zajmowała się w kasynie. Kazała nam poczekać w przyciemnionym pomieszczeniu obok kuchni. Byłam trochę oszołomiona. Dawno nie widziałam tyle jedzenia. Zza drzwi dobiegał gwar głosów. Nagle otworzyły się i stanął w nich ten Niemiec. Młody raczej, postawny, w zielonym mundurze, wyglansowane oficerki błyszczały jak lustro. U boku trzymał wilczura. Straszliwie się go bałam. Mama zaczęła prosić o wypuszczenie ojca, płakała, pokazywała na nas, mówiła o biedzie, w której żyjemy. W wyciągniętej dłoni trzymała zwitek pieniędzy owinięty w chusteczkę. Tłumaczka tłumaczyła. W pewnej chwili Niemiec przerwał jej, zapytał, patrząc na kobietę: – Czy pani ręczy za tego człowieka, że nie jest bandytą? Tak Niemcy nazywali ludzi podziemia, banditen. Zapadła cisza, a po chwili Polka odparła krótko: – Nie. Nie wiem, dlaczego tak powiedziała. Być może nie chciała brać na siebie odpowiedzialności? Niemiec, gdy usłyszał odpowiedź, odepchnął rękę mamy, odwrócił się na pięcie i sobie poszedł.

Potem rodzina dowiedziała się, że hitlerowiec mógłby pomóc, ale gdyby ojciec pani Marii był więźniem kryminalnym.

Pozostałości niemieckiego kasyna w kamienicy przy ul. Ogrodowej 10 w Lublinie
Pozostałości niemieckiego kasyna w kamienicy przy ul. Ogrodowej 10 w Lublinie Fot. Rafał Michałowski / AG

 

Pani Maria: – W domu było coraz gorzej. Mama starała się, jak mogła. Dostała po znajomości pracę w zakładzie krawieckim „Alaska” na Krakowskim Przedmieściu, szyli futra dla Niemek. Za miesięczną pensję mogła kupić trzy kilo słoniny. Skupowała więc na targach stare ubrania, a potem odsprzedawała je, jeżdżąc na wieś, stamtąd przywoziła mięso, śmietanę, jaja. Cały czas liczyliśmy, że tata wróci.

Ale nie wrócił. Rok po aresztowaniu rodzina dostała pismo z Auschwitz. Informowało o śmierci więźnia.

Pozostałości hitlerowskiego kasyna pod boazerią. Przypadkowo odkryli je robotnicy – Paweł P. Reszka – tekst ukazał się w lubelskiej „Gazecie Wyborczej” 21 listopada 2011 r. 

Kategorie: Uncategorized

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: