O ŚMIERCIONOŚNYCH GAZACH I POPRAWNOŚCI POLITYCZNEJ

Ludwik Lewin


W naszych czasach nawet wybitny naukowiec może w Ameryce stracić pracę, zostać pobity a nawet otrzymywać groźby pozbawienia życia, jeśli zboczy z poprawności politycznej. Nie zawsze tak było, zwrócił mi uwagę wybitny matematyk, mój przyjaciel Roald Ramer. I przypomniał, że podczas I wojny światowej nad rozwojem i udoskonaleniem zakazanej już wtedy broni chemicznej, pracowali uczeni światowej klasy, z których niektórzy byli laureatami Nobla, a niektórzy mieli nimi zostać.

Prawie wszyscy zatrudnieni byli w instytucie, a właściwie w Towarzystwie Postępu Naukowego im. Cesarza Wilhelma, które istnieje do dziś, ale nosi imię Maxa Plancka. Gdy wybuchła wojna, szefem instytutu był od czterech lat Fritz Haber (1868-1934), chemik i patriota niemiecki, na wszystko gotów by zapewnić zwycięstwo ojczyźnie. Jako odpowiedzialny za prace nad wojną chemiczna, od roku 1915 całą energię poświęcił badaniom śmiercionośnych gazów i ich udoskonalaniu. 

Jak się wydaje pierwszym niemieckim promotorem wojny chemicznej nie był Haber, ale inny wielki chemik i przyszły laureat Nobla Walther Nernst. Zaprezentował swój pomysł Haberowi i Carlowi Duisbergowi, szefowi firmy Bayer, która choć znana z aspiryny, już wtedy była największym producentem barwników, doskonale wyposażonym by dodać do ich gamy gazy bojowe.  Wydawały się one szczególnie użyteczne w tej wojnie, która wbrew przewidywaniom, szybko stała się pozycyjną. 

Nernst myślał o wystrzeliwaniu pocisków z gazami łzawiącymi przeciw unieruchomionym w transzejach żołnierzom nieprzyjacielskim. Nie spodobało się to Haberowi. Jego zdaniem należało użyć substancji cięższych od powietrza, które opadną na dno okopów. I o wiele bardziej trujących. 

Ponadto – ale był to, jak się wydaje, argument drugorzędny – dwie konwencje Haskie (1899 i 1907) zakazywały pocisków z bronią chemiczną, ale nie użycia gazu. 

Zwyciężyły idee Habera. Jego instytut stał się częścią niemieckiego kompleksu wojennego: dostawał pieniądze z ministerstwa wojny i koordynował prace ze sztabem generalnym, ściśle współpracując z przemysłem chemicznym. Do farb, jak i do nawozów sztucznych, używa się często tych samych składników, które służą do otrzymywania gazów bojowych. 

Fritz Haber zebrał ekipę o najwyższych kwalifikacjach. Oprócz Habera i Nernsta znaleźli się w niej James Franck i Gustav Hertz (wspólny Nobel z fizyki w 1925 r.), Heinrich Wieland (Nobel z chemii w 1927), Otto Hahn (Nobel z chemii w 1944). Najstarszy w tej grupie Emil Fischer (Nobel z chemii w 1902), chory na raka, po stracie dwóch synów, którzy zginęli na froncie, popełnił samobójstwo w roku 1919.  Richard Willstätter (Nobel z chemii w 1915) nie chciał pracować przy rozwoju broni chemicznej, ale działał na rzecz ochrony przed nią, udoskonalając maski gazowe. 

Dwaj Żydzi – Max Born i Emil Fischer odmówili współpracy z Haberem. „Z głębi mego patriotycznego serca życzę panu porażki – miał mu powiedzieć Fischer, uprzedzając, że „po Niemcach inni będą robić to samo”. Miał rację, bo co prawda, Francuzi jeszcze wcześniej użyli granatów z gazem, miotanych za pomocą wyrzutników karabinowych, to dopiero atak niemiecki spowodował wyścig zbrojeń gazowych pomiędzy walczącymi stronami.

Ten atak dokonany został w kwietniu 1915 r. pod Ypres w Belgii. Haber osobiście doglądał przygotowań. Najpierw wzdłuż sześciokilometrowej linii żołnierze wkopali setki zbiorników z chlorem – w sumie 180 ton. Potem kilka dni trzeba było czekać na pomyślny wiatr – wiejący w dobrym kierunku i z odpowiednią szybkością. Zbyt silny rozwiałby truciznę, zbyt wolny mógłby spowodować powrót trujących wyziewów na własne pozycje. Gdy wreszcie warunki wydawały się być idealne, 22 kwietnia Haber kazał otworzyć zbiorniki i chmura gazu uniosła się na broniące miasta, pozycje francusko angielskie.

Wszystko odbyło się zgodnie z przewidywaniami Habera. gaz nie tylko zabijał, ale poprzez korozję psuł broń przeciwników. Zanim zabijał atakował wzrok, usta i oskrzela, powodując krwotok. Duszący się żołnierze wyskakiwali z okopów w poszukiwaniu oddechu. Kiedy byli na powierzchni, kosił ich ogień z karabinów maszynowych.  

Liczba zabitych i rannych w tej operacji różni się w zależności od źródeł: od tysiąca do 5 tysięcy zabitych i od 1500 do 15 tys. żołnierzy Ententy wyeliminowanych z walki z powodu zatrucia gazem. 

Sukces strategiczny ataku był jednak niewielki. A to dlatego, że zniecierpliwiony oczekiwaniem szef sztabu generalnego Erich von Falkenhayn, przed natarciem wycofał część oddziałów z linii frontu, co udaremniło rozwinięcie ofensywy.

W dzień powrotu Habera do Berlina, jego żona popełniła samobójstwo. Wokół tej śmierci krąży mit, jakoby kobieta odebrała sobie życie w proteście przeciw zbrodniczej działalności męża. Nie potwierdzają tego jednak żadne dokumenty, nie brak natomiast dowodów na to, że ta wybitna chemiczka, która dla męża zrezygnowała z kariery naukowej, była bardzo nieszczęśliwa w małżeństwie.

Nie wiadomo jak przeżył śmierć żony, ale nie ulega wątpliwości, że smutek złagodził mu stopień kapitana, który wtedy otrzymał wraz z astronomicznym wynagrodzeniem i coraz większą władzą. 

Pisał w liście do przyszłego prezydenta Izraela, też chemika, Chaima Weizmanna: „byłem czymś więcej niż wielkim dowódcą wojskowym, więcej niż wielkim przemysłowcem. Byłem założycielem wielkiego przemysłu. Moje dzieło otworzyło Niemcom drogę wielkiej ekspansji przemysłowej i militarnej. Wszystkie drzwi były przede mną otwarte.  

Doceniał się i mimo geniuszu przeceniał. Nie jest jednak pewne czy jego parcie do stworzenia coraz groźniejszej i skuteczniejszej broni chemicznej wynikało z pogardy dla ludzkiego życia. 

Jak to się często zdarza, bo niejednemu wmawiano to pokoleniu, przekonany był, że wojnę prowadzi o pokój. Pax germanica oczywiście, ale pax. 

Wkrótce po wybuchu I wojny światowej, w sierpniu 1914 r., pisał do chemika Svante Arrheniusa szwedzkiego laureata nagrody Nobla: „(…) naszym etycznym obowiązkiem jest pokonanie wrogów przy użyciu całej dostępnej nam siły, po to by doprowadzić do pokoju, który uniemożliwi powrót takiej wojny i zbuduje solidne podstawy dla pokojowego rozwoju zachodniej Europy”. 

Deklarował, że w czasach pokoju uczony należy do ludzkości, ale w czasie wojny do ojczyzny”. 

Ojczyzna nie przyznawała się jednak doń do końca, aż się do końca go wyrzekła. Bo choć bardzo wcześnie się wychrzcił, zawsze był traktowany jako żyd.  

Dostał kapitańskie szlify, z których był bardzo dumny, ale naukowcy o jego pozycji i z dobrym pochodzeniem, zostawali majorami. 

Po zakończeniu wojny, współuczestnicząc w łamaniu przez Niemcy warunków traktatu pokojowego, pracował nad odbudową uzbrojenia. Hurrapatriotyzm nie uratował go od wyrzucenia z Instytutu, gdy Hitler doszedł do władzy.  

Przyjęty został wtedy z otwartymi rękami w Cambridge, gdzie katedrę zaproponował mu Wiliam Jackson Pope, który w czasie wojny to samo, co Haber dla Niemiec, robił dla Wielkiej Brytanii.  

Po zwycięstwie alianci próbowali sądzić Habera za zbrodnie wojenne, ale szybko zrezygnowali, nie tylko dlatego, że przecież sami też używali gazów bojowych, ale i dlatego, że myśleli o ich przyszłym zastosowaniu.

Było trochę protestów, kiedy w 1920 roku Fritz Haber odbierał Nobla, ale         komisja noblowska uciszyła je. Starczyło, że uzasadniając przyznanie nagrody, podkreśliła, że Haber dostaje ją wyłącznie za wynalezienie syntezy amoniaku, która pozwalając na tanią produkcję nawozów sztucznych, miliony ludzi uratowała przed śmiercią głodową, i pozwala żywić ich miliardy.

Jeden z instytutów Towarzystwa Maxa Plancka do dziś nosi imię Habera. Łatwiej wybaczyć uczonemu niż nauce.

Konwencja zakazująca używania i posiadania broni chemicznej weszła w życie dopiero w roku 1997. Państwa sygnatariusze miały się pozbyć jej zapasów do roku 2010. Miały.


Wszystkie wpisy Ludwika

TUTAJ


Pierwodruk ukazal sie w Slowie Zydowskim

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: