Po osiągnięciu porozumienia z Hamasem, Izrael stanął przed niemożliwym i nieludzkim wyborem. Uwolnienie zakładników jest, miejmy nadzieję, zwycięstwem, ale ryzyko i ofiary są ogromne.
Czasami ludzie stają w obliczu wyborów zmieniających ich życie. W niezapomnianym filmie „Wybór Zofii” (1982), opartym na powieści Williama Styrona, młoda matka przybywająca do obozu koncentracyjnego Auschwitz staje przed niemożliwym – i nieludzkim – wyborem. Wyborem o dalekosiężnych konsekwencjach, który zaważy na całej jej przyszłej egzystencji.
Przypomniał mi się ten film, gdy na początku tego tygodnia przeczytałem wiadomości o porozumieniu między Izraelem a Hamasem. Ponieważ wybór, przed którym stoi Izrael – będący bezpośrednim wynikiem tchórzostwa i niechęci świata do wspierania go w walce z terrorystami z Hamasu – jest właśnie niemożliwy i nieludzki.
Po najgorszej masakrze Żydów od czasów Holokaustu, Izrael wyznaczył szereg celów dla wojny, która toczy się w Strefie Gazy od tamtej pory: uwolnienie zakładników, pokonanie Hamasu i doprowadzenie do niezbędnej zmiany reżimu, która zapewni, że 7 października nigdy się nie powtórzy.
Zacznijmy od kwestii zakładników, którą próbowałem poruszyć w Brukseli przez ostatnie sześć miesięcy. To całkowicie dziwaczne, że cywilizowany świat i jego organizacje pozarządowe nie uczyniły natychmiastowego i bezwarunkowego uwolnienia zakładników, wśród których wciąż znajduje się dziecko (urodzone dziś dwa lata temu) i jego młodszy brat, swoim priorytetem numer jeden.
W rozsądnym świecie, wolnym od antysemityzmu, któremu nikt już nie może zaprzeczyć, Zachód wystosowałby ultimatum do Hamasu bezpośrednio i jednomyślnie, tym samym stawiając wóz przed koniem w dniu wzięcia zakładników. Nie robiąc tego, ONZ, Amnesty i inni, którzy powinni być po stronie ofiar, zmienili ich w sprawców, granice tego, co jest akceptowalne, zostały nieodwracalnie przesunięte. Kiedy nic nie jest już święte, kiedy 9-miesięczne dziecko zostaje wzięte jako zakładnik, a więcej ludzi jest oburzonych obroną Izraela niż tym faktem, całe człowieczeństwo zostało wykluczone z gry i wszystko stało się dopuszczalne.
Fakt, że istnieje teraz porozumienie, które, miejmy nadzieję, doprowadzi do ponownego połączenia niewinnych cywilów, żywych i martwych, z ich rodzinami, jest oczywistym i długo oczekiwanym zwycięstwem. Problem w tym, że przyszło ono zbyt późno, że wielu już zginęło, a ceną za ewentualne uwolnienie 33 izraelskich zakładników jest uwolnienie 1700 (!) palestyńskich więźniów winnych bestialskich przestępstw. Ludzi, którzy, jak pokazuje historia, mogą w przyszłości stanowić nowe egzystencjalne zagrożenie dla Izraela. Jest to nie tylko niebezpieczne z punktu widzenia bezpieczeństwa, ale także problematyczne, ponieważ zagraża społecznemu postrzeganiu sprawiedliwości.
Dla Izraela problem brania zakładników przez Palestyńczyków nie jest niczym nowym. Od dziesięcioleci ta odrażająca praktyka, która narusza prawo międzynarodowe, jest usystematyzowana przez palestyńskich terrorystów, którzy postrzegają ludzi – zarówno Izraelczyków, jak i swoich własnych – jedynie jako karty przetargowe w grze politycznej.
W latach 60. i 70. palestyńskie grupy zbrojne przeprowadziły serię głośnych porwań obywateli Izraela, co skłoniło ówczesnego premiera Icchaka Rabina do opracowania w połowie lat 70. doktryny postępowania w sytuacjach zakładniczych. Aby zrozumieć, dlaczego Izrael zgodził się zawrzeć obecne porozumienie z diabłem, który tego samego dnia zwycięsko ogłosił, że 7 października zostanie powtórzony (zgodnie ze statutem Hamasu), należy zrozumieć podstawy tzw. doktryny Rabina.
Zgodnie z doktryną, która dobrze oddaje istotę żydowskiego spojrzenia na człowieczeństwo, Izrael powinien priorytetowo traktować wojskowe operacje ratunkowe w celu uwolnienia zakładników, nawet jeśli prawdopodobieństwo sukcesu jest niskie, a ryzyko śmierci zakładników i zaangażowanych sił specjalnych wysokie. W sytuacjach, w których operacja ratunkowa nie jest uważana za wykonalną, doktryna wymaga negocjacji z zakładnikami w sprawie ich żądań.
W interesującym raporcie z zeszłego roku Samuel Neumann Bergenwall nakreśla podstawy izraelskiego myślenia wojskowego i stwierdza, w odniesieniu do brania zakładników i doktryny Rabina, że:
„Twarde podejście Doktryny Rabina spowodowało, że osoby biorące zakładników zmieniły swój modus operandi, uprowadzając obywateli Izraela i ukrywając ich w trudno dostępnych miejscach poza terytorium kraju. W rezultacie wyjątek od doktryny Rabina – negocjacje – często stawał się regułą i pod presją wewnętrznej opinii publicznej prowadził do wymiany. Kilka dużych wymian miało miejsce w latach 80-tych, wymieniając garstkę izraelskich zakładników na tysiące palestyńskich i libańskich więźniów.
Jednak ustępstwa poczynione na rzecz „terrorystów” zostały ostro skrytykowane przez Benjamina Netanjahu i innych w latach 90-tych. Twierdził on, że to tylko zachęcało terrorystów do dalszego brania zakładników, zamiast ich odstraszać. Mówi się jednak, że establishment bezpieczeństwa jest podzielony co do tego, jak radzić sobie z porwaniami. Jednym z argumentów jest to, że ustępstwa utrudniają odstraszanie, podczas gdy innym argumentem jest uwolnienie zakładników za wszelką cenę, a dla morale armii kluczowe jest, aby państwo zrobiło wszystko, co w jego mocy, aby zapewnić uwolnienie schwytanych żołnierzy”.
Gorzki posmak porozumienia dotyczy więc częściowo długoterminowych konsekwencji, ale także faktu, że negocjacje nagradzają naganną metodę, która tylko zachęca wroga do podążania tą samą drogą.
W 2006 roku Hamas przeprowadził operację przez tunele pod granicą z południowym Izraelem i pojmał żołnierza Gilada Szalita w zamian za jego wycofanie się rok wcześniej. W 2011 roku zawarto porozumienie z Hamasem, uwalniając Szalita w zamian za 1027 Palestyńczyków więzionych w Izraelu. Wśród nich był Yahya Sinwar, architekt ataku Hamasu z 7 października, który Izrael na szczęście zakończył jesienią ubiegłego roku.
Chociaż Izraelowi udało się zdziesiątkować Hamas i jego przywódców, oczywiste jest, że organizacja terrorystyczna nie poddała się, że zamiast tego zwerbowała nowych zwolenników w środku rzekomego „ludobójstwa” i że twierdzi, że będzie partią rządzącą w przyszłości.
Co więcej, Izraelowi trudno było uzyskać pełny dostęp do części sił Hamasu, które znajdowały się w pobliżu pozostałych zakładników, podczas gdy – biorąc pod uwagę strategię Hamasu polegającą na ingerowaniu w ludność cywilną i przebywaniu w szpitalach i szkołach, w których przebywają również cywile – zawsze musiał stawić czoła faktowi, że liczba ofiar śmiertelnych, cywilnych lub innych, miała bezpośredni wpływ na opinię światową, a tym samym na szanse osiągnięcia deklarowanych celów wojny.
Ale ostateczna porażka nie należy do Izraela, lecz do nas. To Zachód z radością połknął propagandę Hamasu, która w efekcie zachęca terrorystów do działania właśnie w taki sposób. To politycy, dziennikarze i przedsiębiorcy, w różnym charakterze i za pomocą różnych środków, powinni byli pokazać Hamasowi, co może stracić przez swoje zachowanie. Zamiast tego ponad rok spędzono na obwinianiu, krytykowaniu i prawnym ściganiu kraju, który walczył o swoje istnienie i prawo swoich obywateli do bezpieczeństwa i wolności. „Nigdy więcej” było, z perspektywy czasu, niczym innym jak pustymi słowami ludzi i organizacji, którzy nie zrozumieli, a zatem nie wyciągnęli wniosków z historii.
To „nasza” porażka, z którą musimy żyć; najpierw Europa wypędziła i unicestwiła miliony Żydów, a następnie, gdy próbowali znaleźć bezpieczeństwo we własnym kraju, na gruncie historycznym, w praktyce ponownie odmówiono im prawa do istnienia – ponieważ ewidentnie nie wolno im się bronić – również przez kraje, które kiedyś poddały ich Holokaustowi.
Trudność, jak się ponownie okaże, niekoniecznie polega na uzgodnieniu geografii i granic, ale na nakłonieniu Palestyńczyków, Iranu i innych nieuczciwych reżimów w regionie do uznania prawa Izraela do istnienia. Bez tego nigdy nie będzie pokoju. Dlatego też Palestyńczycy, jeśli chcą pokoju, nie mogą pozwolić, by rządzili nimi fundamentalistyczni islamiści, których celem jest eksterminacja Izraela i jego mieszkańców. Do Palestyńczyków należy powstanie przeciwko tym, którzy bez skrupułów wykorzystują ich jako żywe tarcze, którzy przejmują pomoc, która powinna należeć do nich i którzy nienawidzą Żydów bardziej niż troszczą się o przyszłość palestyńskich dzieci.
W tym kontekście uważam, że niebezpiecznie jest wyobrażać sobie, że jest to początek końca wojny – a tym samym początek pokoju. Dla długoterminowego, trwałego i stabilnego pokoju – opartego na bezpieczeństwie oraz zakończeniu brania zakładników i terroryzmu – konieczna jest całkowita kapitulacja Hamasu, a ostatecznie także Iranu. Musimy osiągnąć ten sam punkt, który naziści i Niemcy osiągnęli wiosną 1945 roku – czyli punkt bez powrotu. Innymi słowy, nie możemy zadowolić się ugaszeniem prawie całego pożaru; tutaj jest wszystko albo nic.
Aby to osiągnąć, należy skończyć z przekonaniem, że można negocjować i uspokajać terrorystów, którzy kochają śmierć bardziej niż życie. Ci z nas, którzy wierzą w ludzką godność, cywilizację i którzy zdają sobie sprawę, że terroryści grają według innego zestawu zasad, muszą być przygotowani na poparcie pięknych słów, że czyny mają konsekwencje. Zamiast próbować odwoływać się do człowieczeństwa, którego terrorystom ewidentnie brakuje, wolny świat powinien stanąć po stronie Izraela i zażądać natychmiastowego uwolnienia zakładników pierwszego dnia po masakrach, albo….
Czy Izrael słusznie zgodził się na układ, który wiązał się z takimi kosztami i ryzykiem? Wszystko zależy od tego, jak definiuje się „słuszność”. Jest to słuszne z punktu widzenia moralnego obowiązku zrobienia wszystkiego, co w naszej mocy, aby sprowadzić do domu niewinnych ludzi – dzieci! – które były w diabelskim uścisku przez 15 miesięcy.
Jednocześnie jest to złe, ponieważ lekcja dla Hamasu i podobnie myślących ludzi – w tym tych, którzy chcą zaszkodzić Zachodowi – jest taka, że nigdy nie mogą przegrać, dopóki druga strona stawia swoich obywateli ponad wszystko. A jeśli nie mogą przegrać, a nawet coś zyskać, to dlaczego mieliby zmieniać swoją strategię? Z perspektywy Hamasu najważniejsze jest to, że po prostu nie mogą przegrać, bez względu na to, co robią, dopóki trzymają znaczną liczbę zakładników, których druga strona ceni najbardziej.
Jednak sceny radości z Gazy, gdzie ludzie wiwatowali na cześć Hamasu i śpiewali „Khaybar, Khaybar, ya Yahud”, antysemicką przyśpiewkę podżegającą do przemocy wobec Żydów, a także z Londynu i Göteborga, gdzie zamaskowani ludzie machali flagami Hamasu po zawarciu porozumienia, pokazują, że to nie pokój i pojednanie są na porządku dziennym, ale dalsza gloryfikacja przemocy i zagłady Żydów, a także fakt, że żadne ludobójstwo nigdy nie miało miejsca. Dlaczego bowiem ci, którzy doświadczyli najgorszego, co można sobie wyobrazić, mieliby chcieć więcej tego samego?
Milczenie lewicy po przemówieniu szefa Hamasu Khalila Al-Hayya w noc porozumienia – w którym mówi on o 7 października jako nieustającym źródle dumy, dziękując ludziom za służenie jako „nieprzenikniona tarcza” dla ruchu oporu i obiecując powtórzenie masakry Żydów przy najbliższej okazji – jest wymowne. W przeciwnym razie rozsądną reakcją byłoby przerażenie, że wojna nie wydaje się być zakończona z perspektywy Hamasu, martwienie się, że izraelski odpowiednik nadal nie rozumie, że rozwiązanie dwupaństwowe wymaga uznania prawa Izraela do istnienia.
Przyszłość jest kształtowana przez wybory i decyzje teraźniejszości.
Wybory dokonane teraz określą kolejny rozdział niekończącego się konfliktu – tak jak wybory dokonane wcześniej położyły podwaliny pod rozwój wydarzeń, który obserwowaliśmy w ciągu ostatnich 15 miesięcy. Izrael stanął przed niemożliwym wyborem między rozsądkiem a emocjami, głową a sercem, długoterminowym a krótkoterminowym. Wyborem, przed którym żaden członek rodziny, bliźni czy polityk przy zdrowych zmysłach nie chciałby stanąć.
Konsekwencje tego porozumienia będą odbijać się echem przez dziesięciolecia, przez pokolenia, poza czasem i przestrzenią, ponieważ opiera się ono na wyborze, który mówi coś istotnego o tych, którzy go dokonali, o ich poglądzie na ludzką godność i o czasach, w których żyliśmy, kiedy te słowa zostały napisane.
Ale jedno jest pewne: Wielu z nas nigdy nie zapomni, a tym bardziej nie wybaczy tym, którzy dopuścili do takiej sytuacji. Wszyscy, którzy ciepło mówiliście o prawach człowieka, którzy udawaliście humanizm, podczas gdy wasz aktywizm, relatywizm i całkowita obojętność wysyłały najjaśniejszy komunikat do wszystkich terrorystów na świecie: porywajcie dzieci, gwałćcie kobiety, torturujcie osoby starsze – tak długo, jak ofiara jest Żydem, będziemy patrzeć w drugą stronę.
Zasługujecie za to na najsurowszy wyrok w historii.
Kategorie: Uncategorized



Dodalbym pewien ciekawy szczegol. Yahya Sinwar siedzac w izraelskim wiezieniu dostal raka mozgu. Lekarze izraelscy operowali go i uratowali mu zycie……
DO T/P. DOBRZE ZROZUMIAŁEŚ PORÓWNANIE Z FAUSTEM. TYLKO NIE DO KOŃCA.
NETANYAHU PODPISUJĄC TĄ KATASTROFALNĄ UMOWĘ Z HAMAS, NIE ROBI TEGO OSOBISCIE LECZ Z RAMIENIA SWEGO STANOWISKA – PREMIER PANSTWA IZRAEL. JAKO KONSEKWENCJA POCIĄGNIE ZA SOBĄ SWÓJ KRAJ I JEGO MIESZKANCÓW. TO SĄ WSZYSTKIE SZCZEGÓŁY!
@Ewa Korulska
„Jak go udostępnić technicznie ?”
Znany mi sposób (właśnie przetestowałem):
– założyć konto na Facebooku (chyba, że już się posiada)
– zapisać się do odpowiedniej grupy (na przykład „Forum polskich Żydów”), chyba że już się do grupy należy
– Kliknąć na grupę. Tuż pod menu grupy jest pole, w którym można wpisywać własne treści. Jak się tylko kliknie w to pole, to otwiera się skrzynka dialogowa. Można publikować otwarcie (czyli pod ksywką) lub anonimowo (osobny przycisk)
Oczywista wada: To jest typowy przykład na „preaching to the choir”, przekonywanie już przekonanych.
Może można prościej i łatwiej? Chętnie się czegoś nowego dowiem.
”Doktor Faust sprzedaje swoją duszę diabłu w zamian za zdolność do wykonywania magii przez następne dwadzieścia cztery lata. Marnuje ten czas na tanie sztuczki i zaczyna żałować swojego wyboru. Następnie zostaje wciągnięty do piekła”
A więc analogia nie jest całkiem ścisła:
– Doktor Faust w transakcji z diabłem płaci wyłącznie swoją własną duszą. Nie sprowadza klęski, nieszczęścia i śmierci na innych, Bogu ducha winnych ludzi.
– W efekcie transakcji doktor Faust trafia do piekła. On sam i on jeden. Umowa z diabłem nie przewiduje sytuacji, w której tysiące diabłów wypuszcza się między ludzi, żeby sobie mogły pomordować i opić się ludzką krwią.
– Umowa ma charakter indywidualny. Faust sprzedaje swoją duszę – a nie na przykład swój kraj i jego mieszkańców.
Diabeł jak zwykle siedzi w szczegółach.
”UMOWA Z DIABLEM” KOJARZY MI SIE TYLKO Z DR. FAUSTEM GOETHE, KTORY TEZ PODPISAL UMOWE Z MEFISTOFELESEM I OTO SKUTKI I KONSEKWENCJE:
Jaki jest główny temat Doktora Fausta?
Głównym tematem Doktora Fausta jest niebezpieczeństwo potępienia. Faust oddziela się od Boga, co sprawia, że nie jest w stanie zrobić niczego pożytecznego ze swoją nowo odkrytą zdolnością do wykonywania magii.
Dlaczego Faust sprzedał swoją duszę?
Faust sprzedaje swoją duszę, aby móc nauczyć się magii, ponieważ czuje, że nauczył się wszystkiego, czego mógł się nauczyć o wszystkich innych przedmiotach. Jednak gdy już uczy się magii, nie robi zbyt wiele godnego uwagi ze swoimi nowymi mocami.
Jaki jest streszczenie Doktora Faustusa?
Krótko mówiąc, Doktor Faust sprzedaje swoją duszę diabłu w zamian za zdolność do wykonywania magii przez następne dwadzieścia cztery lata. Marnuje ten czas na tanie sztuczki i zaczyna żałować swojego wyboru. Następnie zostaje wciągnięty do piekła.
Mefistofeles (Mefisto, Mefistofiel) – upadły anioł. Jego imię pochodzi z hebrajskiego: mefir – niszczyciel, tofel – kłamca lub mephistoph – niszczyciel dobra. Być może też z greki: mephostophiles – duch ciemności, nielubiący światła
Chciałabym wyłożyć ten świetny tekst po polsku i po angielsku na facebook gdyż zasługuje aby udostępnić go większej ilości ludzi. Jest bardzo jasny i trafia w sedno. Przeciętni ludzie nie zdają sobie nawet sprawy z rozmiaru perwersji Hamasu i mediow które manipulują opinia publiczna. Ten artykuł każe każdemu „ specjaliście od Izraela” spojrzeć w lustro własnego sumienia.
Jak go udostępnić technicznie ?
Oryginał jest po szwedzku a w polskim tłumaczeniu Google jest kilka drobnych błędów merytorycznych ( m. in zamiana
„ porywaczy” na „ „ zakładników” ) które zakłócają zrozumienie dla ludzi nie znających tematu, a do takich właśnie on się adresuje.