
Gdyby integracja regionalna była naprawdę akceptowana przez arabskich sąsiadów Izraela, zgodziliby się oni na suwerenność Izraela nad terytorium kraju.
Chociaż wielu mieszkańców Izraela popiera rozciągnięcie suwerenności kraju na Judeę i Samarię, sprzeciw pojawił się w innych częściach Bliskiego Wschodu i poza nim.
Kraje arabskie sprzeciwiają się temu, ponieważ obszary te mają kluczowe znaczenie strategiczne i polityczne dla Izraela. Jest to również część duchowej wojny toczonej o to, kto jest prawowitym spadkobiercą Abrahama, ojca judaizmu – sporu, który obejmuje suwerenność nad Judeą i Samarią, nad Jerozolimą oraz nad tym, kto może modlić się na Wzgórzu Świątynnym.
Ilekroć Izrael chce przekształcić zwycięstwo militarne w triumfalny marsz, świat protestuje. Izrael może wygrywać wojny, ale ponosi porażki dyplomatyczne.
Jednak prawdziwe zwycięstwo w wojnie oznacza, że wróg traci strategiczne terytorium, co prowadzi do jego zubożenia – niezależnie od tego, czy jest to utrata minerałów lub ropy naftowej, utrata pasma górskiego dającego przewagę taktyczną, czy utrata portu handlowego. Bez utraty czegoś znaczącego, co ma realne znaczenie dla państwa, zakończenie wojny po prostu pozostawia status quo. A przecież to właśnie status quo doprowadziło początkowo do wojny.
Jeśli status quo doprowadziło do wojny, powrót do status quo z pewnością doprowadzi do kolejnej wojny.
Dlaczego Izrael nie potrafi zrozumieć tej prostej konsekwencji? Prawdą jest, że za każdym razem, gdy Izrael wkracza na ścieżkę ogłaszania suwerenności nad pokonanym terytorium, świat wybucha jadowitymi groźbami, wywołując niepokój. Nie może to jednak spowodować narodowej amnezji dotyczącej licznych przypadków, w których Izrael oferował lub oddawał „ziemię za pokój” w latach 1957, 1967, 1973, 1994-1995, 2000, 2005, 2008 i 2020.

Jak więc małe państwo położone w niebezpiecznym regionie i zależne od wsparcia jednego supermocarstwa może nie ugiąć kolan przed żądaniami świata? Kto doradziłby Izraelowi, aby wybrał dalszą izolację, potępienie i wzajemne oskarżenia, ogłaszając suwerenność? Z drugiej jednak strony, czy Izrael może sobie pozwolić na powtarzanie tego samego scenariusza, z tymi samymi tragicznymi skutkami, po dopiero co wygranych wojnach na wielu frontach?
Pierwszym krokiem do znalezienia właściwej odpowiedzi na ten egzystencjalny dylemat jest właściwa analiza celów wrogów Izraela. Kraje arabskie, które nie przeprowadziły reform, chcą, aby Izrael pozostał w centrum uwagi ich rdzennej ludności, a nie klasy rządzącej. Chcą również utrzymać teokratyczny ideał, zgodnie z którym islam, religia nadrzędna i najwyższa, ma zostać wprowadzony we wszystkich częściach Bliskiego Wschodu jako zapowiedź jego wprowadzenia na całym świecie.
Mimo że ta agenda jest cicho oczywista, Izrael wciąż ponownie nagradza swoich wrogów. Jak to możliwe, że Izrael nie nauczył się, że ustępstwa nie działają na jego korzyść w dłuższej perspektywie, ponieważ pozwalają wrogom trzymać się powyższej agendy?
Obecnie prezydent Donald Trump wykorzystuje Porozumienia Abrahama, aby udaremnić wysiłki Izraela zmierzające do podjęcia niezbędnych, historycznych kroków w celu osłabienia misji świata arabskiego. O ile Izrael i Stany Zjednoczone czerpią korzyści z Porozumień Abrahama w perspektywie krótkoterminowej, to tylko Trump i Stany Zjednoczone zyskują w perspektywie długoterminowej.
Trump pragnie ugruntować swoją spuściznę jako rozjemca, rozwiązując kolejne kryzysy światowe. Chce być postrzegany jako władca-zbawiciel, który wprowadził rządy prawa i Boże błogosławieństwa w każdym regionie.
Dla Izraela jest to korzystne w perspektywie krótkoterminowej. Jeśli Trump zdoła wzbudzić strach w sercach wrogów Izraela i skłonić ich do wycofania się na trzy lata, kto nie powitałby z zadowoleniem takiego paradygmatu na Bliskim Wschodzie? Ale co stanie się z Izraelem, gdy Trump nie będzie już mieszkał przy Pennsylvania Avenue?
Izrael ani razu nie upokorzył swoich wrogów, wysyłając im jasny komunikat, że ich aspiracje są nieosiągalne i że nigdy nie uzyskają suwerenności nad Izraelem, Jerozolimą ani nie wyrzucą Żydów ze Wzgórza Świątynnego.
20-punktowy plan Trumpa dla Bliskiego Wschodu promuje samego Trumpa, co niektórym może nie przeszkadzać lub może wydawać się nieco zabawne, gdy przypisuje on sobie zbyt wiele zasług za wysiłki Izraela, ale plan ten nie gwarantuje Izraelowi długoterminowego bezpieczeństwa.
Spójrzmy prawdzie w oczy: kraje arabskie nie chcą, aby Izrael sprawował suwerenność nad Judeą i Samarią, ponieważ chcą, aby przekształciły się one w państwo palestyńskie. Chcą, aby państwo palestyńskie pewnego dnia pokonało państwo żydowskie i przejęło całą ziemię. Aby osiągnąć ten cel, zapobieganie suwerenności Izraela jest środkiem zapobiegawczym; większość państw arabskich nie jest zainteresowana niczym innym niż krótkotrwałą koegzystencją i pokojem z Izraelem.
To Trump, a nie państwa arabskie, zapowiada „koniec ery terroru i śmierci oraz początek ery wiary, nadziei i Boga”, jak powiedział podczas przemówienia w Knesecie 13 października. Wspomniał, że musi opuścić Izrael, aby wziąć udział w szczycie, podczas którego Stany Zjednoczone, Katar, Egipt i Turcja podpiszą memorandum wzywające do regionalnej integracji Izraela. Jednak następnego dnia wysoki rangą turecki urzędnik potwierdził, że prezydent jego kraju, Recep Tayyip Erdoğan, zablokował udział Netanjahu w szczycie, grożąc bojkotem spotkania. Tyle jeśli chodzi o integrację regionalną.
Gdyby integracja regionalna była naprawdę akceptowana przez arabskich sąsiadów Izraela, zgodziliby się oni na suwerenność Izraela nad sercem kraju. Nie byłoby to: „Izrael musi zrezygnować z praw do ziemi w zamian za pokój”. Byłoby to: „zwycięzca zabiera łupy w zamian za przyjęcie kapitulacji wroga”, co świat zawsze rozumiał.
Izrael musi spojrzeć poza horyzont, na dni po styczniu 2029 r., kiedy Trump nie będzie już w Białym Domu, a następny prezydent Stanów Zjednoczonych może być bardziej podobny do byłego prezydenta Joe Bidena niż do Trumpa. Albo może to być JD Vance, który pokazał swoje prawdziwe oblicze 23 października, kiedy Kneset przyjął w pierwszym czytaniu projekt ustawy o rozszerzeniu izraelskiego prawa na Judeę i Samarię, nazywając go „bardzo głupim politycznym chwytem”.
Nawet jeśli projekt ustawy Knesetu został zgłoszony przez opozycję, a nie koalicję rządzącą, to nazwanie dążeń Izraela do suwerenności nad obszarami, z których Hamas nadal przeprowadza akty terroryzmu, „głupim politycznym chwytem” było nieuzasadnione. Vance następnie z przekonaniem o własnej nieomylności ogłosił, że „osobiście czuje się tym urażony”. Vance nie może znieść widoku Izraela pokazującego swoją siłę wrogom, zwłaszcza za jego kadencji.
Zaledwie dzień wcześniej Vance ogłosił: „Nie chcemy, aby Izrael był państwem wasalnym…”, a premier Izraela Benjamin Netanjahu powtórzył te słowa, mówiąc Shin Bet, że Trump i jego administracja „chcą silnego i niezależnego Izraela”.
Mam wiadomość dla Vance’a i Netanjahu. Panie wiceprezydencie, potrzebuje Pan sojusznika, gdy Izrael kontroluje przestrzeń powietrzną nad Iranem, umożliwiając Pańskim bombowcom B-2 osiągnięcie podręcznikowego zwycięstwa militarnego. Potrzebuje Pan sojusznika, gdy Izrael dostarcza Panu cenne informacje wywiadowcze i zaawansowaną technologię cybernetyczną. Ale potrzebuje Pan wasala, gdy Izrael głosuje w swoim demokratycznie wybranym Knesecie za realizacją swojej strategicznej agendy militarnej i politycznej w Judei i Samarii. Premier musi zdać sobie sprawę, że Trump i niektórzy członkowie jego najbliższego zespołu chcą, aby postępował dokładnie tak, jak im nakazują, niezależnie od tego, czego wymagają niezależne interesy bezpieczeństwa Izraela. Popierają oni izraelskie siły zbrojne i izraelskie siły powietrzne, aby zniszczyły Iran i Hamas, co sprzyja realizacji agendy polityki zagranicznej Ameryki, ale nie chcą, aby Izrael świętował zwycięstwo, jeśli zdenerwuje to Katar i Turcję.
Dlatego przestańmy zaprzeczać, że nasi wrogowie chcą nas powstrzymać, aby mogli stworzyć państwo, nie po to, aby zawrzeć z nami pokój, ale aby zniszczyć nas, gdy nadejdzie odpowiedni moment.
Historia pokazuje nam, że ustępstwa nie przynoszą nam korzyści w dłuższej perspektywie.
Co więcej, musimy sprzeciwić się Trumpowi, gdy przekracza granice, tak jak 23 września, kiedy powiedział Katarowi, Jordanii, Turcji, Pakistanowi, Indonezji, Egiptowi, Zjednoczonym Emiratom Arabskim i Arabii Saudyjskiej, że Izrael nie ogłosi suwerenności nad swoim sercem.
Proszę rozważyć, co Trump powiedział magazynowi „Time” 15 października w związku z bombardowaniami w Doha, że chociaż potępił Izrael, „była to jedna z tych rzeczy, które… skłoniły wszystkich do zrobienia tego, co musieli zrobić”.
Innymi słowy, gdyby Izrael nie zbombardował przywódców Hamasu w Doha, 48 zakładników nadal przebywałoby w Strefie Gazy, ponieważ to właśnie te bomby podpaliły tron katarskiej rodziny panującej.
Proszę również wziąć pod uwagę, że Trump powiedział Knesetowi, że dzięki pomocy Ameryki Izrael „wygrał… i postąpił słusznie, broniąc się”.
Izrael musi nadal postępować słusznie, broniąc narodu żydowskiego, co obejmuje włączenie żydowskiego serca kraju, Judei i Samarii, do państwa żydowskiego.
Trump powiedział, że jeśli Izrael będzie silny, asertywny i innowacyjny, to będzie wspierał państwo żydowskie. Dał do zrozumienia, że jeśli Izraelczycy pozwolą się uśpić lub zastraszyć obietnicą „integracji regionalnej” poprzez Porozumienia Abrahama, zamiast zdecydowanie bronić swoich interesów narodowych, to on ich porzuci. Zauważając, że państwo Izrael jest silne, Trump powiedział, że właśnie dlatego „Izrael zawsze pozostanie ważnym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych Ameryki”. Przyznał również państwu żydowskiemu, że posiada „jedną z najpotężniejszych armii na świecie” i „jedną z najbardziej innowacyjnych gospodarek na świecie”.
Jeśli Izrael będzie silny, asertywny i innowacyjny, Trumpowie tego świata i ich kraje będą go wspierać. Czas zacząć od nowa, stosując inną taktykę i scenariusz, nucąc nową melodię i osiągając nowy rezultat.
Kategorie: Uncategorized

