Ucieczka z piekła cz. 2

Początek października . Kraków… moje miasto, teraz zupełnie mi obce. Flagi niemieckie i swastyki na każdej ulicy. Moja sytuacja też zupełnie inna. Zostałem bez pracy, otrzymałem zwolnienie i nie wypłacono mi zaległej należności za sierpień. Lusia i Hela dostały pracę w małej fabryczce farmaceutycznej swojego kuzyna.

W nocy obowiązywała godzina policyjna. Gazety były tylko niemieckie, wszystkie informacje ludzie przekazywali sobie na zasadzie plotki. Kraków przygotowywał się na 7 listopada, na przybycie generalnego gubernatora Franka. Zaczęto mówić o tym, że będzie obowiązywało noszenie opaski z tarczą Dawida. Pojawiła się też pogłoska, że 11 listopada otworzą granicę na Sanie pod Przemyślem. Zacząłem się tą sprawą interesować, to mogła być szansa na ucieczkę przed Niemcami.

Po naradzie rodzinnej postanowiono, że Lusia i ja weźmiemy ślub, myśleliśmy wtedy, że dzięki temu nas nie rozłączą. Urząd Stanu Cywilnego był zamknięty przez Niemców, a nam zależało na tym, żeby mieć oficjalny dokument. Na szczęście, 1 listopada Niemcy zezwolili na otwarcie Urzędu. Natychmiast znaleźliśmy dwóch świadków, i zaraz, 2 listopada rano wzięliśmy ślub w Urzędzie, a wieczorem u rabina.

Do 8 listopada byliśmy zajęci pakowaniem, robiliśmy różne plany na przyszłość.

W tym czasie wolno było jeszcze Żydom jeździć koleją, nie było też jeszcze opasek na rękawach. 8 listopada, w środę, wyruszamy w drogę: Zenka, ja, Lusia i piętnastoletni syn mojego kolegi z pracy. Była z nami też moja mama, ale jechała z nami tylko do Tarnowa, tam wysiadła, i tam widziałem ją po raz ostatni. A my jedziemy dalej, do Rzeszowa, gdzie mieliśmy przenocować u rodziny Lusi. Na dworcu wysiadamy, ale jest już godzina policyjna, więc nie idziemy nigdzie dalej, tylko całą noc przespaliśmy na ławkach na stacji.

O siódmej rano, kiedy można już było chodzić po ulicach, poszliśmy do do krewnych Lusi, ale nie zdążyliśmy się nawet z nimi przywitać, gdy wpadli dwaj żołnierze niemieccy z jakimś Polakiem. Zabrali mnie, i resztę mężczyzn do pracy na kolei. O godzinie osiemnastej, po załadowaniu armat na wagony, mogliśmy wrócić do domu. Następnego dnia, rano, krewni Lusi odprowadzili nas na dworzec, i pojechaliśmy dalej, do Przemyśla.

Pociąg zatrzymał się na wałach, przed mostem nad rzece San. A na wałach były już setki ludzi, Polaków i Żydów. Mogliśmy patrzeć, jak po drugiej stronie Sanu powiewa czerwona chorągiew, nasz wymarzony cel.

Staliśmy tam kilka godzin, w oczekiwaniu na zapowiadane otwarcie granicy, ale okazało się, że to była tylko plotka, że wcale jej nie planowano otwierać.

Robiło się już ciemno więc postanowiliśmy zejść z wału. Naraz, podeszła do nas jakaś Ukrainka, i szeptem mówi, że jeżeli chcemy przekroczyć w nocy rzekę, to jej syn nas przeprowadzi, za pięć złotych od osoby. Pieniądze chciała z góry, więc zapłaciliśmy jej, i poszliśmy za nią. W jej małym domku było już około 20 innych osób. Powiedziała, że nasza kolej będzie o północy.

Wspomnienia spisal HENEK GRÜNGRAS z Izraela a Anna Karolina Klys ( Tajemnice pana Cukra ) poprawila i wyszla nastepna perelka

dalszy ciąg za tydzień

Pierwsza czesc

KLIKNIJ TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: