Ucieczka z piekla cz.5

7 miesięcy we Lwowie, od  15.11.39r. do 21.6.40r.

A więc, jesteśmy „wolni”. Mamy piękny pokój, ładnie urządzony, mamy też poduszkę i pierzynę, bo było bardzo zimno. Jest kuchnia, która bardzo się przydaje. Brat mój mieszka w dzielnicy żydowskiej,  tramwajem to pół godziny drogi. On, razem z  sześcioma  kolegami, też samotnymi, prawie co wieczór przychodzili do nas  na kolację. Lusia przygotowywała zupę kartoflaną, chleb, i  jajka na twardo, a do tego herbatę z erzatztu, tak zwany herbatol. W piątek wieczorem chodziliśmy wszyscy do dziadka i babki, na wspólną kolację, przychodzili tam też  Janek i Zenka.

We Lwowie życie toczyło się normalnie. Brat mój Benek chodził na uniwersytet, gdzie była stołówka, w której jadał. Spał u zamożnej rodziny żydowskiej. Rodzeństwo Lusi, czyli Janek- lekarz psychiatra, cały czas pracował w szpitalu na Kulparkowie, a Zenka uczyła w szkole Kamerlingowej.

Ale myśmy nadal nie mieli pracy, a bez tego trudno było żyć. Cały czas starałem się  znaleźć coś dla siebie. W moim zawodzie, a byłem księgowym, bez znajomości języka ukraińskiego i rosyjskiego,  nikt nie chciał mnie zatrudnić. Szukałem więc jakiegokolwiek zajęcia, żeby tylko zacząć zarabiać pieniądze.

Rano wychodziłem na miasto, jechałem tramwajem tak przepełnionym, że ludzie dosłownie wisieli jeden na drugim, na schodkach. Dojeżdżałem do centrum handlu na ulicy, czyli  do pasażu Hausmana. Tam kupowano i sprzedawano zegarki, wódkę Baczewskiego, zamieniano złotówki i ruble na dolary (walutą obiegową były wówczas polski złoty). Ludzie, którzy mieli większe pieniądze uciekali od waluty obiegowej, i mieli rację. Pewnego dnia wstaliśmy rano, i z gazet dowiedzieliśmy się, że złotówki zostały wycofane  z obiegu. Można  zamienić na ruble tylko po 200 złotych na osobę . Stanąłem w kolejce i zamieniłem co posiadałem. Wujek Lusi poradził mi, żebym spróbował coś zarobić na bazarze (tołkuczka po rosyjsku). Tam ludzie kupowali i sprzedawali  wszystko to,  czego nie było w sklepach albo na przydziałach, za słoną cenę. Wujek zdobył gdzieś, i oddał mi w komis, części do rowerów. Kupiłem skrzynkę drewnianą, wyłożyłem na nią mój towar, i tak starałem się zarobić parę rubli. Po trzech dniach zrobiłem rachunek zysków i strat. Interes okazał się  stratą czasu, oddałem więc wujkowi towar, zapłaciłem za sprzedane części, i zostało mi tylko  parę rubli, a do tego straciłem 3 dni, stojąc na zimnie.

Na szczęście, po kilku dniach znalazłem ogłoszenie, że kooperacja krawiecka poszukuje nocnego stróża, od godziny 19 do 7 rano. Zgłosiłem się, okazało się, że to  była taka mała fabryczka konfekcji męskiej, ale teraz została  upaństwowiona i oddana w ręce dawnym pracownikom. Dostałem tę posadę i wieczorem stawiłem się do pracy. Moim obowiązkiem było czuwać wewnątrz i uważać by złodzieje się nie wkradli. Cały obiekt to kilka pokoi w kamienicy na parterze. To stróżowanie nie było takie łatwe, bo byłem znużony i nieraz zasypiałem.

Brat Lusi korzystając z tego, że moje  łóżko stało w nocy puste, przeniósł się do nas (gospodyni nie reagowała). On spał tam w nocy, a ja 4-5 godzin w dzień. W czasie wolnym, w niedzielę, jeździliśmy cała naszą  nasza grupą do kawiarni „Pohulanka”, na przedmieściach Lwowa. Czasami,  popołudniu chodziliśmy w tygodniu do kina.

W styczniu 1940 roku (zima była bardzo ostra), przyjechała delegacja niemiecka, i Rosjanie ogłosili obowiązek rejestracji uciekinierów, chcących powrócić do Polski, okupywanej przez Niemców. Mieliśmy wielkie wyrzuty sumienia, że pozostawiliśmy nasze rodziny, tęskniliśmy za nimi, i nie wiedzieliśmy, co robić.

Wysłaliśmy do nich list, z pytaniem, czy mamy wracać. Wyraźnie dali nam do zrozumienia, żebyśmy kategorycznie nie wracali.

Rejestracja odbyła się, ale nigdy nie otworzono granicy, a wszystkie adresy uciekinierów dostały się w ręce Rosjan. Sukcesywnie, co miesiąc, odbywały się w nocy łapanki i zabierano ludzi na wysyłkę na Sybir . Pierwsi poszli bogaci Żydzi i Polacy, następne były żony oficerów polskich, później  bogaci ziemianie i  rolnicy mający duże gospodarstwa.

W czerwcu, władze ogłosili, że wszyscy uchodźcy mają się w ciągu 14 dni zgłosić, aby otrzymać paszporty radzieckie z adnotacją, że nie mogą mieszkać w dużych miastach. Naturalnie, że co najmniej 90 procent ludzi się nie zgłosiło.

Kiedy minęły te dwa wyznaczone tygodnie, wiedziałem, że nie możemy nocować w naszym pokoju, ponieważ ten adres znali Rosjanie.

Wieczorem zabrałem Lusię i mojego brata do mojej pracy, tam też zostali do rana.

Okazało się, że tej nocy rozpoczęła się akcja wywożenia uchodźców. W ciągu dnia wracaliśmy do domu. Tymczasem Zenka przeprowadziła się do naszego pokoju, ona była bezpieczna, bo miała paszport radziecki, była przedwojenną mieszkanką Lwowa (mieszkańcy Lwowa nie byli deportowani). Brat Lusi, jako lekarz w szpitalu, miał także zezwolenie na mieszkania we Lwowie.

Co noc Lusia, mój brat Benek i ja, ukrywaliśmy się w fabryce konfekcji, w której byłem stróżem, a  policja odwiedzała nasze mieszkanie. Po 10 nocach postanowiliśmy się poddać. Rano wróciliśmy do mieszkania, zapakowaliśmy trochę prowiantów i parę ubrań, do skrzynki. Nie rozebraliśmy się do spania, i naturalnie o godzinie 11 w nocy zjawili się po nas.

Na ulicy stał wóz  z Milicji, zabrali nam skrzynkę .

Janek i Zenka zeszli z nami, i ze łzami nas żegnali.

Zostaliśmy zawiezieni  do szkoły, tam nas zarejestrowali, odebrali nam wszystkie dokumenty, a w południe zwieźli nas na dworzec kolejowy. Czekał tam już podstawiony pociąg towarowy. Zaprowadzili nas do wagonu, w którym już było kilku ludzi. W wagonie były z dwóch stron prycze pokryte słomą, a na środku podłogi dziura służąca za ubikację. Cały czas Milicja przyprowadzała nowych ludzi. W końcu, było nas 24 osoby w wagonie. Pociąg stał na dworcu prawie 2 dni. Janek i Zenka  dowiedzieli się gdzie się znajdujemy, przynieśli nam jeszcze jedzenie. Cały czas myśleliśmy, żeby się ulotnić. Ale postanowiliśmy, że co będzie z innymi, to będzie i z nami.

W nocy zamknęli drzwi do wagonu. Usłyszeliśmy gwizd lokomotywy.  Oto jedziemy w nieznane.

Napisal HENEK GRÜNGRAS 98 lat

Poprzednie odcinki

KLIKNIJ TUTAJ

Anna Karolina Klys (  Tajemnica Pana Cukra ) poprawila tekst i wyszla taka perelka

2 komentarze to “Ucieczka z piekla cz.5”

  1. Niestety nie

  2. Józef Grynbaum Dąbrowa Górnicza 11/02/2016 at 04:20

    Czy Heniek Gryngras to ten sam co się ożenił z Gryncajgerówną z Zagórza?

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: