Filmy i ksiazki

„Syn Szawła”

„Syn Szawła” to film o Holokauście, jakiego dotąd nie było. Niekonwencjonalna forma sprawia, że widz trafia w sam środek piekła nazistowskiego obozu śmierci. Jego grozę czuje na własnej skórze, towarzysząc członkowi Sonderkommando, ogląda z bliska przerażający proces eksterminacji Żydów w Auschwitz-Birkenau. Węgierski film jest faworytem do Oscara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny, w której w zeszłym roku triumfowała polska „Ida”. Géza Röhrig, odtwórca głównej roli, opowiada o wymagającej kreacji, swoich związkach z Polską i o tym, jak to się stało, że był na jednej prywatce z… Moniką Jaruzelską. 27 stycznia, w rocznicę wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau, obchodzimy Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu.

Fakt24: Można powiedzieć, że do roli w „Synie Szawła” przygotowywałeś się przez całe życie. Temat Zagłady zgłębiasz od wielu lat. Napisałeś dwa tomiki wierszy o Shoah. Mieszkałeś nawet przez chwilę w Oświęcimiu. Skąd taka potrzeba?

éza Röhrig: Shoah to doświadczenie mojej rodziny. Mój dziadek był ocalałym z Holokaustu, jego rodziców, starszą siostrę, która była wtedy w ciąży, i 11-letniego brata zamordowano w Auschwitz. Po ich utracie w jego życiu pozostała niemożliwa do zapełnienia pustka. Ja straciłem ojca w wieku czterech lat, a matkę jeszcze wcześniej, tak że prawie jej nie pamiętam. Miałem takie poczucie, że także jestem w jakimś sensie ocalonym. Podobnie jak oni pozbawiony bliskich, musiałem żyć z uczuciem, które można porównać do bólu, który towarzyszy amputacji kończyn. Nie masz już ręki czy nogi, ale wciąż w tym miejscu czujesz fizyczny ból.

 Holokaust to tak straszny temat, że może położyć się cieniem na całym życiu.

„Syn Szawła” to film o Holokauście, jakiego dotąd nie było. Niekonwencjonalna forma sprawia, że widz trafia w sam środek piekła nazistowskiego obozu śmierci. Jego grozę czuje na własnej skórze, towarzysząc członkowi Sonderkommando, ogląda z bliska przerażający proces eksterminacji Żydów w Auschwitz-Birkenau. Węgierski film jest faworytem do Oscara w kategorii najlepszy film nieanglojęzyczny, w której w zeszłym roku triumfowała polska „Ida”. Géza Röhrig, odtwórca głównej roli, opowiada o wymagającej kreacji, swoich związkach z Polską i o tym, jak to się stało, że był na jednej prywatce z… Moniką Jaruzelską. 27 stycznia, w rocznicę wyzwolenia obozu Auschwitz-Birkenau, obchodzimy Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu.

Fakt24: Można powiedzieć, że do roli w „Synie Szawła” przygotowywałeś się przez całe życie. Temat Zagłady zgłębiasz od wielu lat. Napisałeś dwa tomiki wierszy o Shoah. Mieszkałeś nawet przez chwilę w Oświęcimiu. Skąd taka potrzeba?

Géza Röhrig: Shoah to doświadczenie mojej rodziny. Mój dziadek był ocalałym z Holokaustu, jego rodziców, starszą siostrę, która była wtedy w ciąży, i 11-letniego brata zamordowano w Auschwitz. Po ich utracie w jego życiu pozostała niemożliwa do zapełnienia pustka. Ja straciłem ojca w wieku czterech lat, a matkę jeszcze wcześniej, tak że prawie jej nie pamiętam. Miałem takie poczucie, że także jestem w jakimś sensie ocalonym. Podobnie jak oni pozbawiony bliskich, musiałem żyć z uczuciem, które można porównać do bólu, który towarzyszy amputacji kończyn. Nie masz już ręki czy nogi, ale wciąż w tym miejscu czujesz fizyczny ból.

 Holokaust to tak straszny temat, że może położyć się cieniem na całym życiu.

– To prawda. Myślę, że dość łatwo jest popaść w rodzaj obsesji dotyczący Zagłady. Dlatego tak ważne jest, by nie ulec niezdrowemu zainteresowaniu tym tematem. To bardzo istotne dla Żydów, Polaków, wszystkich, którzy w jakiś sposób cierpieli z powodu nazizmu, by jak najpełniej cieszyć się życiem. W innym przypadku to byłoby pośmiertne zwycięstwo Hitlera. Minęło od tamtej pory 70 lat. Nie powinniśmy nigdy zapomnieć o Holokauście, ale z drugiej strony nie możemy też pozwolić na to, by nasze życie zdominowała ta straszna katastrofa. Spotykałem ocalałych, którzy mówili, że nie chcą mieć dzieci. I to jest straszne przekonanie. Lekcja, którą powinniśmy wynieść z Zagłady, jest by mieć ich jak najwięcej.

Znasz Polskę, studiowałeś tutaj. Z jakimi uczuciami wracasz do naszego kraju po latach?

Calosc KLIKNIJ TUTAJ

Zobacz zwiastun

O filmie pisze Piotr Kadlčík

Istnieje pogląd , że oglądanie filmów fabularnych o Zagładzie to strata czasu.

Gdy na ekrany wchodził “Pianista”, poszedłem na premierę ze swoją Matką – wyprowadzoną w wieku lat siedmiu z warszawskiego getta. Z całego filmu najostrzej zapamiętałem scenę, gdy Szpilman wychodzi z grupą roboczą na aryjską stronę i widzi targ – z jego oszałamiającą paletą kolorów, bochnami chleba na straganach, kwiatami… Kiedy powiedziałem o tym Matce, okazało się, że właśnie ta scena przypomniała jej, jak Babcia Irena (odznaczona medalem Sprawiedliwych) zabrała ją tuż po wyjściu z getta na targ.
Te same kolory,ma sama obfitość , te same zapachy – do zapamiętania najmocniej, bardziej niż ruiny i sterty trupów.

I wtedy widok bochnów i kolorowych kwiatów na straganach stał się dla mnie kamyczkiem-elementem układanki mozaiki Zagłady. Jak dla wielu późniejsza karuzela na Placu Muranowskim.

Gdy jako chłopiec oglądałem w telewizji horrory, chciałem patrzyć na ekran, ale strach sprawiał, że mrużyłem oczy i obraz się rozpływał. Zamazany świat Zagłady oglądany oczami Szaula Auslandera zachowuje się podobnie. Trzeba się w nim przemieszczać szybko i zdecydowanie, we właściwym momencie stawać na baczność, błyskawicznym ruchem ściągając czapkę z głowy, nie zwracać uwagi na szczegóły. Sprawnymi ruchami zdejmować z kołków odzież zagazowanych Żydów. Tylko od czasu do czasu do umysłu wdzierają się pojedyncze obrazy, jak widok zakrwawionych kobiecych piersi w stercie trupów wiezionych do krematorium.

Ocalały z Sonderkommanda Shlomo Venezia powiedział w swojej relacji: “Staraliśmy się nie myśleć, żeby przeżyć kolejne kilka godzin”. Tak Nemes pokazał świat Geheimnistraeger – tragarzy tajemnic, jak poetycznie nazwali ich Niemcy -czyli nosicieli i spalaczy zwłok.

Niespokojna, wszędobylska praca kamery to jeden ze środków uczestniczenia w tym filmie, ale duże fragmenty Syna Szaula można oglądać z zamkniętymi oczami.
Głosy więźniów porozumiewających się mieszanką języków, żydowskie modlitwy, szmery, szepty. Zagłada Nemesa poza niewielu apokaliptycznymi scenami wydaje się być przeżyciem bardzo osobistym, zamkniętym.

Dopiero o wyjściu z sali kinowej zdałem sobie sprawę z tego, że muzyka pojawiła się na filmie po raz pierwszy podczas napisów końcowych.

Nie chcę pisać o wątku fabularnym, czy stopniu odwzorowania prawdy historycznej. Czytałem wprawdzie dosyć dużo o Sonderkommando, ale nie czuję się na siłach, by snuć rozważania na ten temat. Teoretycznie rzecz biorąc, opowiedziana w Synu Szaula historia mogłaby się zdarzyć, praktycznie wiemy z relacji ocalałych z Sonderkommanda, że nierzadko rozpoznawali w stosach trupów swoich najbliższych. I wrzucali ciała w ogień.

To prawda, fabularny film o Zagładzie nie może być dla nas źródłem wiedzy. Ale znajdziemy w nim z pewnością własne, osobiste kamyczki, które staną się częścią naszej osobistej mozaiki. Syn Szaula ten warunek spełnia.

Kategorie: Filmy i ksiazki

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.