Czas snu

Marian Marzynski

Marian Marzyński w trakcie II wojny światowej znalazł się w warszawskim getcie. Pracę zawodową rozpoczął w Polskim Radiu, następnie był dziennikarzem i twórcą popularnych telewizyjnych programów: Turniej Miast, Lot, Wszyscy jesteśmy sędziami. Po wydarzeniach marcowych w 1968 roku wyjechał do Danii, a następnie do Stanów Zjednoczonych, gdzie rozpoczął pracę w nowo powstałej szkole filmowej Rhode Island School of Design. Marian Marzyński uczył młodych amerykańskich filmowców, m.in. Gusa Van Santa[1].

Dopiero tutaj, w war­szaw­skim „BB Cho­pin” na Smol­nej, odda­lony od Gra­żyny i domu w Bosto­nie uświa­do­mi­łem sobie, że wypra­co­wa­łem sobie osta­teczny podział mojego życia na sen i jawę.

A stało się to w roz­mo­wie z Tade­uszem Rolke, przy­ja­cie­lem od pół­wie­cza, któ­rego obu­dzi­łem o 6:00 rano, prze­wi­du­jąc, ze wieku lat co naj­mniej osiem­dzie­się­ciu pię­ciu o tej porze nie będzie już spal. Jak bar­dzo się pomy­li­łem! Tadzio ode­brał tele­fon w głę­bo­kim śnie, który – gdyby nie ja – mógłby trwać jesz­cze do połu­dnia .

Roz­mowa zeszła na nasze senne zwy­czaje. On dzia­łal­ność zaczyna po wybi­ciu połu­dnia, a koń­czy późno po pół­nocy, po czym udaje mu się noc prze­spać bez zakłó­ceń. Gra­tu­la­cje Tadziu!

U mnie jest tak, że budzę się o 5 rano, wyko­rzy­stu­jąc następne 4 godziny na dzia­łal­ność, która decy­duje nie tylko o pla­nie na dzień, ale czę­sto na tygo­dnie i mie­siące, w tym cza­sie napi­sane zostało pra­wie wszystko co piszę, w tym więk­szość moich blo­gów, cho­ciaż blogi wycho­dzą też dobrze w kawiarni.

Ta moja burza mózgu koń­czy się śnia­da­niem, po któ­rym od 9 do 12 odsy­piam noc, po czym zaczy­nam nowy dzień, który upływa na czymś co moje dzieci nazy­wały kie­dyś „wygłu­pami”, co zna­czyło, że ojciec niby pra­cuje, ale na każdą pro­po­zy­cję zabawy gotowy jest odło­żyć wszystko co robi, po czym wraca do pracy, ale chęt­niej do drzemki,

Obser­wu­jąc mnie w tym cza­sie, Gra­żyna uknuła powie­dze­nie, że Marian, od kiedy go zna, zawsze był na eme­ry­tu­rze, wiec prze­cho­dzić na nią nie musi. Moi obser­wa­to­rzy nie wie­dzą o tym, że gdy oni śpią, ja wyko­nuje swój dzienny plan.

W niniej­szej blo­ger­nia, odzna­cza­ją­cej się pode­szłym wie­kiem auto­rów, czas snu powi­nien być żywym tema­tem, więc ocze­kuję komen­ta­rzy.

Marian Marzyń­ski

Wszystkie teksty Mariana

Kliknij TUTAJ

 

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: