Sypiając z diabłem. Wielkie koncerny na usługach nazistów

Rudolf August Oetker, który przez blisko 40 lat kierował koncernem spożywczym Dr. Oetker, podobno do końca życia odmawiał rozmów na temat swoich wojennych przeżyć. Nawet pytania członków najbliższej rodziny zbywał machnięciem ręki. Mimo wszystko coś w tej historii nie dawało spokoju jego potomkom. W 2010 r., czyli 3 lata po śmierci Rudolfa Augusta, jego syn, August Oetker, zlecił historykom zbadanie wojennych losów ojca i kierowanej przez niego firmy.

Efektem prac naukowców z Uniwersytetu w Augsburgu była licząca ponad 600 stron książka pod tytułem „Dr. Oetker i narodowy socjalizm”. Wnioski historyków potwierdziły to, czego spadkobiercy Rudolfa Augusta – ale też opinia publiczna – się spodziewali: firma współpracowała z nazistami i czerpała z tego bardzo konkretne zyski, a sam Oetker był członkiem Waffen-SS.

Czarne karty historii niemieckich firm

Sympatyzowanie z nazistami przyniosło koncernowi wymierne korzyści. W ramach nagrody za lojalność firma za symboliczną kwotę nabyła browar Groterjan, a sam przedsiębiorca prawie za bezcen kupił willę w Hamburgu. Jej właściciel musiał wcześniej uciekać z Niemiec przed prześladowaniem. W swoich zakładach produkcyjnych Dr. Oetker zatrudniał pracowników przymusowych. Z tym niewygodnym faktem w pewien sposób koncern rozliczył się na początku XXI wieku, wypłacając pozostałym przy życiu – lub ich spadkobiercom – odszkodowania.

Czy decyzje szefostwa Dr. Oetker należy oceniać nagannie? Koncern na pewno nie był w swym postępowaniu odosobniony. Wiele niemieckich firm współpracowało z nazistami – by wspomnieć tylko koncern BMW, który produkował m.in. silniki dla Luftwaffe i Bayer, zaangażowany w produkcję cyklonu B. Kodak, Siemens, Volkswagen… Właściwie w latach 40. ubiegłego wieku trudno było znaleźć firmę, która w swoim portfolio nie miała epizodu współpracy z nazistami.

W zamian za poparcie dla Fuhrera, firmy mogły liczyć na intratne kontrakty (za przykład niech służy Hugo Boss, który projektował i dostarczał ubrania dla SS, SA i Hitlerjugend), przejmowanie za bezcen mienia żydowskiego oraz korzystanie z praktycznie bezpłatnej pracy więźniów obozów koncentracyjnych i pracowników przymusowych.

Na współpracy z systemem nazistowskim skorzystał też Deutsche Bank. Wprawdzie nie zatrudniał pracowników przymusowych, ale brał udział w przejmowaniu przedsiębiorstw, należących wcześniej do Żydów.

Rysa na reputacji wieloletniego szefa Audi

Nie tylko Dr. Oetker zdecydował się na grzebanie w archiwach. Z niewygodnymi faktami zmierzył się również koncern Audi. Firma została założona w 1932 r. jako Auto Union w wyniku połączenia czterech mniejszych producentów: Audi, DKW, Horch i Wanderer. Badania prowadzone przez Martina Kukowskiego i Rudolfa Bocha wykazały, że SS zbudowało siedem obozów koncentracyjnych wyłącznie na potrzeby Auto Union. Pracowało w nich ponad 16 tysięcy więźniów. Kolejne 18 tysięcy zmuszono do pracy na rzecz koncernu w fabryce sąsiadującej z obozem koncentracyjnym w Flossenberg w Bawarii. W czasie wojny wszystkie te zakłady koncentrowały się przede wszystkim na produkcji pojazdów wojskowych na zamówienie nazistów. Jedną czwarta więźniów stanowili Żydzi.

Nie tylko dla władz koncernu, ale i dla wielu Niemców największym szokiem po zapoznaniu się z blisko 500-stronicowym raportem były niepodlegające wątpliwościom zarzuty wobec Richarda Bruhna, zwanego ojcem Audi. Przez lata po wojnie był przedstawiany jako wzór uczciwego przedsiębiorcy-wizjonera, a władze RFN odznaczyły go za zasługi dla narodu. Tymczasem okazało się, że był osobiście odpowiedzialny za wykorzystywanie więźniów w latach 1942-1945.

O ile jego sympatia dla kierownictwa SS nie była tajemnicą, to Niemców dużym ciosem okazała się informacja o stworzeniu całej sieci obozów, w której więźniowie pracowali tylko na rzecz Audi.

Calosc TUTAJ

 

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: