.Jestem znów Żydem cz. 2

           

Napisal i przyslal Szlomo Adler

Wstęp.

Książka ta opiera się na moich wspomnieniach. Piszę tylko o tym co sam przeżyłem, widziałem lub słyszałem. Większość imion wspomnianych w tekście jest prawdziwa.

Przez wiele lat odkładałem opisanie moich wspomnień, ponieważ praca nad tym była dla mnie bardzo ciężka, otwierała jeszcze niezabliźnione rany. Po wojnie czułem się jakbym był w koszmarnym śnie.  Często myślałem, że to nie jest jawa, a moje prawdziwe życie zacznie się dopiero wtedy, gdy obudzę się z okrutnego koszmaru, zobaczę moich rodziców, siostrę, krewnych i kolegów.
Na początku próbowałem zbudować nowe życie, pod przybraną polską tożsamością. Przyjąłem polskie maniery, ale komunistyczny reżim w Polsce sprawił, że zostałem aresztowany. Oskarżono mnie o zdradę i faszyzm. Ostatecznie okazało się, że mój areszt korzystnie wpłynął na moje życie. Wróciłem do żydostwa i uciekłem z Polski. Ale nawet po przyjeździe do Izraela, moja depresja nie zniknęła.

Byłem nieszczęśliwy, nie miałem ochoty na budowanie rodziny i nowego pokolenia w tym okrutnym świecie. Nie chciałem, aby i moje dzieci były nieszczęśliwe.  Ale los chciał inaczej.   W 1949 roku, gdy odbywałem służbę wojskową, spotkałem moją wybrankę serca, Ester. Ester przeżyła Holocaust na Syberii, dokąd ja wygnano wraz z rodziną, co uratowało im życie. Ester pragnęła dużej rodziny. Pobraliśmy się i urodziło się nam dwóch synów.


  Dzieciństwo w miasteczku Bolechów.


„Mazeł tow! Pani Adlerowa, urodziła Pani syna!”, powiedziała akuszerka i włożyła mnie w otwarte ramiona mojej mamy. „Jest, bez uroku, duży. Nie na darmo wycierpiała pani tyle tygodni”.

„Panie Adler, może Pan wejść, ma Pan syna!”, zawołała otwierając drzwi do sąsiedniego pokoju. Ojciec wszedł, ucałował mamę uważnie przyglądając się „skarbowi” leżącemu w ramionach wycieńczonej długim porodem matki i ssącemu z dużym apetytem swój pierwszy posiłek.  Był gorący dzień w połowie czerwca. Okna sypialni były otwarte, zapach kwitnących róż wypełniał pokój. Nagle ojciec zauważył, że nie są sami.

Do pokoju zaglądały oparte o parapet okna moja sześcioletnia siostra Miriam i jej koleżanki: Dyzia Lew, Frydka Haftel i Bela Altman i przyglądały się ciekawie co dzieje się w środku.

„Wynoście się stąd!”, wrzasnęła akuszerka, „macie jeszcze dosyć czasu, żeby zrozumieć te rzeczy!”. Nikt z obecnych nawet przez sekundę nie podejrzewał, że trzy z nich nigdy nie zostaną matkami, i że tak naprawdę- dziewczynki nie miały już na nic czasu (o moich narodzinach opowiedziała mi po wielu latach, jedyna uratowana z tej grupki, Dyzia Lew później Rybak, teraz już błogosławionej pamięci).


Urodziłem się w 1930 roku. Mój ojciec: Abraham (Dolek) Adler, syn Dawida i Berty (Balci) Adler z domu Adlersberg, urodził się w 1900 roku i był najmłodszym z czworga rodzeństwa. Miał dwóch braci i jedną siostrę, ciocię Taubę. Nazywano ją w domu Tońcia, była najstarsza, urodziła się w 1891 roku.
W czasie pierwszej wojny światowej, Adlerowie opuścili Bolechów w obawie przed kozackimi pogromami i przenieśli się do Brna, ówczesnej stolicy Moraw, kraju koronnego w austriackiej części Monarchii Austro-Węgierskiej.

Herman, brat mego ojca, studiował medycynę w Wiedniu, a mój ojciec zaczął studia prawnicze na uniwersytecie w Brnie. Herman został zmobilizowany do wojska austriackiego i dostał się do rosyjskiej niewoli, był w obozie jenieckim na Syberii koło Irkucka aż do 1920 roku. Po zwolnieniu z niewoli maszerował pieszo do domu, z plecakiem pełnym soli, która służyła mu jako waluta wymienna.
Po wojnie rodzina wróciła do Bolechowa. Dziadek Dawid zamienił fabrykę zapałek, którą wniosła w posagu babcia, na garbarnię, a mój ojciec przerwał studia i wraz z braćmi rozpoczął pracę w dobrze prosperującej fabryce. Gdy dziadek Dawid zmarł, trzej bracia podzielili między sobą zarządzanie garbarnią. Wujek Herman był odpowiedzialny za administracje, wujek Izrael zajmował się zakupem surowców i chemikaliów, a mój ojciec odpowiadał za produkcję. Wszyscy trzej zaś podlegali głównemu dyrektorowi – babci Bercie. Babcia sprawowała nadzór nad personelem. Miała unikalny systemem rekrutowania nowych pracowników. Gdy potrzebny był nowy człowiek, babcia kręciła się wśród pracujących wypytując, czy znają kogoś kto szuka pracy i chciałby pracować w garbarni.  Jeśli tak, to niech przyślą go do niej.
Gdy kandydat do pracy zjawiał się, babcia zapraszała go do siebie do kuchni, gdzie go egzaminowała. Stawiała przed nim olbrzymi talerz pełen gotowanych kartofli i dużą filiżankę kwaśnego mleka lub śmietany, a później niby zabierała się do swoich zajęć, ale ukradkiem obserwowała, jak kandydat je.  Jeżeli zjadł wszystko zostawał od razu przyjęty do pracy (z notatką w „osobistej kartotece”: „je z apetytem, będzie dobrym pracownikiem”). Ci, którzy nie chcieli jeść, albo jedli niechętnie nie zostali przyjęci do pracy, bo byli według babci zbyt syci i do pracy się nie nadawali. Plotki o babcinym systemie werbowania nowych pracowników rozniosły się i kandydaci do pracy przychodzili wygłodzeni na egzamin babci Berty.

Poprzednia czesc TUTAJ

Zredagowala Anna Karolina Klys

 

Cdn.

Ksizka zostala wydana w USA po angielsku.

O drugim wydaniu TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: