Wiersz na dzisiejszy wieczór – odc. 75

Jarek

Wiersze, piosenki i opowiadania zbieram od czasów szkolnych. Wyszperane z najbardziej zapomnianych zakamarków opuszczonych strychów oraz zakurzonych bibliotecznych półek, znalezione przypadkowo w starych czasopismach i książkach… Wpisywane mozolnie do zeszytów aż do 1996 roku, kiedy to postanowiłem „wrzucić” je do Internetu. Tak powstała strona „Listów z krainy snów…” (www.wiersze.co). Niech ponownie ożyją i będą źródłem nadziei i siły dla innych…


Wakacje w pełni. Za oknem upały powyżej 30 st. C, a ja chciałbym zainteresować Was wierszem o… zimie. W Chełmskiej Bibliotece Publicznej znalazłem niepozorną książkę. „Antologia poezji polskiej 1939-1945” wydana została przez Polską Księgarnię w Paryżu w 1945 roku (Boulevard Saint Germain nr 123). Opublikowany w niewielkim nakładzie na szarym papierze tomik poezji opracował dr Stanisław Lam, a autorką prezentowanego poniżej wiersza jest Maria Petry.

Palestyna

Tu nie ma świętej nocy, zachwyconej mrozem
i mróz tu nie krysztali kolęd w oknach chat;
tu nikt dzwonkami sanek, rozpędzonym wozem
nie trąca ośnieżonych smrekowych łap.

Tu tylko smętny wielbłąd – pielgrzym mądrowargi
jak ongiś, własny kismet kołysze w gwiezdny Wschód –
i noc gwiazd karawany przed Betlejem garbi
i tańczy obojętnie w światłach asfaltowych dróg.

Tu nigdy złota gwiazda w pląsach i z brzękotem
nie tupnie w pastorałek chłopski mocny rytm,
nie weźmie się pod boki w tańcu Śmierć z Herodem
w misterium rozbrzęczonym zapoconych szyb.

Tutaj się z hucznym chrzęstem nie mknie na Pasterkę,
by w tok rozgrzanych kolęd radość własną nieść
i by się potem dzielić rozśpiewanym sercem
i z opłatkami śniegu pędzić w senną wieś.

Tu co dzień krwawą hostię wznosi ręka słońca
znad ust posępnych pustyń ponad Moabu szczyt;
tu ludzie dzielą serca na chamsin gorąca,
na żyźń deszczowej pory i cystern płodny mit.

Tu święta zcodzienniały w tłoku ciągłych zwieszań,
tu legendarną prawdą ducha Wielka Moc
i tu się w oczach ludzi BOSKIE Z LUDZKIM miesza
w teatrach skał spiętrzonych – jak ongiś w tamtą noc.

* * *

We wstępie do „Antologii…” Stanisław Lam napisał:

„(…) Antologia niniejsza, jest wyborem najlepszych i najbardziej znamiennych utworów polskich, jakie w czasie wojny pojawiły się bądź to w formie oddzielnych wydań, bądź też na łamach czasopism. Starałem się sięgnąć do wszystkich źródeł, gromadząc materiały od pierwszych dni września 1939 r. Niestety drogi moje wiodły przez więzienia włoskie i niemieckie obozy koncentracyjne, a zapoczątkowana antologia dzieliła los jej autora z tą różnicą, że dwukrotna jej redakcja zginęła w rękach czujnych opiekunów nie tylko istnień ale i myśli polskich. Obecna redakcja jest więc trzecią z kolei (…).

Czytelnik odczyta te karty z pełnym wzruszeniem, jako pamiętnik duszy własnej, spięty złotą klamrą, skrzącą się brylantami łez wylanych na krzyżowych drogach Polski i rubinami krwi, zebranymi z pól bitewnych dwu kontynentów.

Niechaj więc idzie w świat ta książka na chwałę Poezji, która dotrzymała kroku rycerzom, walczącym o wielkość i niepodległość Ojczyzny.

Paryż, wrzesień 1945 r.
Dr. St. Lam”

A wracając do wiersza Marii Poetry, który powstał zapewne w czasie pobytu polskich uchodźców oraz walk naszych żołnierzy na Bliskim Wschodzie… Czytając jego strofy widzę twarze ludzi, wpatrzonych ponad siedemdziesiąt lat temu w grudniowe, zachodzące nad pustynią słońce i czuję w sercu ich tęsknotę za rodzinnym domem, przykrytym białym puchem lasem i daleką ojczystą wsią rozśpiewaną kolędami o tym, co dwa tysiące lat wcześniej wydarzyło się w… Betlejem.

Może to nie był przypadek, że w czasie letniej wędrówki trafiłem w chełmskiej bibliotece akurat na tę książkę i otworzyłem ją na tym wierszu…

Miłych snów…

Jarosław Kosiaty

Wszystkie wpisy Jarka

TUTAJ

„Listy z krainy snów” – www.wiersze.co

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: