.Jestem znów Zydem cz 54

Szlomo Adler

Książka ta opiera się na moich wspomnieniach. Piszę tylko o tym co sam przeżyłem, widziałem lub słyszałem. Większość imion wspomnianych w tekście jest prawdziwa.

Przez wiele lat odkładałem opisanie moich wspomnień, ponieważ praca nad tym była dla mnie bardzo ciężka, otwierała jeszcze niezabliźnione rany. Po wojnie czułem się jakbym był w koszmarnym śnie.  Często myślałem, że to nie jest jawa, a moje prawdziwe życie zacznie się dopiero wtedy, gdy obudzę się z okrutnego koszmaru, zobaczę moich rodziców, siostrę, krewnych i kolegów.
Na początku próbowałem zbudować nowe życie, pod przybraną polską tożsamością. Przyjąłem polskie maniery, ale komunistyczny reżim w Polsce sprawił, że zostałem aresztowany. Oskarżono mnie o zdradę i faszyzm. Ostatecznie okazało się, że mój areszt korzystnie wpłynął na moje życie. Wróciłem do żydostwa i uciekłem z Polski. Ale nawet po przyjeździe do Izraela, moja depresja nie zniknęła.

Byłem nieszczęśliwy, nie miałem ochoty na budowanie rodziny i nowego pokolenia w tym okrutnym świecie. Nie chciałem, aby i moje dzieci były nieszczęśliwe.  Ale los chciał inaczej.   W 1949 roku, gdy odbywałem służbę wojskową, spotkałem moją wybrankę serca, Ester. Ester przeżyła Holocaust na Syberii, dokąd ja wygnano wraz z rodziną, co uratowało im życie. Ester pragnęła dużej rodziny. Pobraliśmy się i urodziło się nam dwóch synów.


Szliśmy w milczeniu parami, ale ja myślałem o moich rodzicach. Być może byli wysłani tutaj. Być może ich popioły leżą na tym stosie. Może ich ciała są w jednym z tych rowów.
Oficer zatrzymał nas obok jednego rowu i powiedział, że w obozie znajduje się wiele grobów masowych. Rów, obok którego staliśmy, zawierał według jego słów około 7000 ciał. Trzy miesiące przedtem ten obóz został uznany jako narodowe muzeum. Ludzie, którzy tam pracowali w ciągu tygodnia to byli głównie Volksdeutsche z okolic. Za pracę otrzymywali jedzenie. Porządkowali, sprzątali i wyjmowali trupy z rowów, aby je pochować. Dwa miesiące przedtem odbyła się rozprawa sądowa w Lublinie, gdzie czterech komendantów obozu zostało skazanych na śmierć. Dwóch z nich popełniło samobójstwo.

Przed obiadem wróciliśmy do koszar. Byłem smutny, przygnębiony i rozżalony na cały świat. Położyłem się na łóżku i nie chciałem jeść. Mój „opiekun” Andrzej zauważył to i zapytał o co chodzi. Wyjaśniłem mu, że cierpienia tych ofiar przygnębiły mnie. Zacząłem mu opowiadać, że sam cierpiałem przed i w czasie wojny. Zmyślałem, że chociaż ojciec był zawodowym oficerem i nieźle zarabiał, opłaty za hipotekę na mieszkanie, które rodzice kupili były bardzo wysokie i nigdy nie mieliśmy wystarczająco pieniędzy. Były duże wydatki na leczenie mojej babci i nasza sytuacja bardzo się pogorszyła, gdy ojciec nie wrócił z wojny. Widziałem wokół siebie głodujących ludzi i stałem się wrażliwy na ludzkie cierpienie. Chciałem, żeby moja opowieść zabrzmiała wiarygodnie. Zawsze mówiono, że Żydzi byli bogaci. A ja przecież „byłem i jestem Polakiem”. „Rozumiem”, powiedział Andrzej i poszedł na obiad. Gdy wrócił, usiadł przy mnie i powiedział: „Przyniosłem Ci obiad, może potem zjesz. Wielu żołnierzy, też nie przyszło. Na nich ta wizyta także wpłynęła przygnębiająco. Ja sam prawie nic nie jadłem. Kucharz powiedział, że dużo jedzenia trzeba będzie wyrzucić”. Zrozumiałem, że uzyskałem zaufanie Andrzeja. Jednak o szóstej poszedłem na kolację i zjadłem również to, co Andrzej mi przyniósł. W tamtych czasach nigdy nie miałem dosyć jedzenia.. Nawet wizyta w Majdanku nie zdołała całkowicie zabrać mi apetytu.

Kontynuowaliśmy ćwiczenia wojskowe. Były dni, kiedy miałem trudności w wypełnieniu niektórych zadań np. nie mogłem ustać na dłuższych apelach. Może był to efekt tego roku bez ruchu, w ukryciu. Marsz mi zupełnie nie przeszkadzał. Po około dziesięciu dniach ćwiczeń, pod koniec grudnia, trzy plutony żołnierzy zostały zebrane w dużej sali. Dowódca koszar stanął przed nami i powiedział: „Nasza dzielna Armia stoi na brzegu Wisły koło Warszawy. Wkrótce przejdzie do ataku, aby zdobyć miasto. Może być, że za kilka dni Rząd wróci do Warszawy. Odnowione państwo będzie musiało mieć siłę, aby wprowadzić porządek i czuwać nad bezpieczeństwem. Zdecydowano, że wy wejdziecie do Warszawy wraz z wojskiem, ale jako milicja. Będziecie wykonywali tę funkcję do końca wojny. Jutro zostaniecie przeniesieni do koszar milicji, który znajduje się obok Głównej Komendy Milicji Obywatelskiej. Tak nazwała się policja w nowej, socjalistycznej Polsce.
Następnego dnia rano nasze worki były gotowe. Trzy ciężarówki przewiozły nas do nowego miejsca. Później, gdy rozlokowaliśmy się w salach, które były poprzednio szkolnymi klasami, zostaliśmy wezwani na odprawę.

Wyjaśniono nam, na czym polegają obowiązki milicjanta: będziemy musieli zapobiegać gromadzeniu się, rabunkom, kradzieżom, podburzaniu i kontrolować problemy moralne. Powtarzano nam, że musimy pilnować by wrogie elementy nie podniosły głowy. Nie powiedziano nam dokładnie kim są te „wrogie elementy”, ale tego nauczyliśmy się z biegiem czasu. Nie dostaliśmy nowych mundurów, tylko zamiast czapek wojskowych- okrągłe kaszkiety, z czarnym błyszczącym daszkiem i niebieską otoczką. Otrzymaliśmy też opaskę, na której było napisane: „Milicja Obywatelska”. Musieliśmy też oddać menażki, bo jadaliśmy teraz w jadalni samoobsługowej. Otrzymaliśmy dużo materiałów edukacyjnych, w większości były to opisy stosunku carskiej policji do ludności przed rewolucją i po niej. Poznaliśmy też przepisy drogowe i podstawowe przywileje obywatela.

Żywność nie różniła się od tej jaką otrzymaliśmy jako żołnierze. Ale była podawana na talerzach i mieliśmy filiżanki, widelce, noże, i łyżki. Niestety, pojęcie „repeta” było nieznane. Większość milicjantów miało rodziny i nie byli tak głodni jak ja.
Pewnego dnia podczas obiadu, jeden z milicjantów, powiedział: „Kurwa jego mać, tego kucharza. Lepiej, gdyby gotował mniej, ale smaczniej”. Niektórzy skinęli głowami, zgadzając się. Ale ja pomyślałem: „Kurwa wasza mać. Mnie nie obchodzi co on gotuje, aby tylko było dosyć i żeby pojawiło się słowo „repeta” w tej kuchni”.

Poprzednie czesci  TUTAJ

Zredagowala Anna Karolina Klys

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: