„Kiedy ‚Krzyżacy’ weszli do kin, kraj dosłownie oszalał. Dziś ludzie się dziwią: tego nie nakręcił Hoffman ani Kawalerowicz?”

Przyslala Rimma Kaul

 

 


Ford wierzył w siebie, wierzył w swój talent, rzemiosło i siłę przebicia. Historia przez duże „H” zawsze ciążyła nad jego twórczością i życiem, ale on przez wiele lat umiał sobie z tym radzić – mówi Michał Danielewicz, autor książki „Ford. Reżyser”, o twórcy polskiego kinowego przeboju wszech czasów.

Nie bardzo go polubiłem. A ty?

Aleksandra Forda pewnie trudno tak po prostu polubić, co jednak nie zmienia tego, że był fascynującą postacią. Są rzeczy w jego biografii, które budzą moje uznanie i podziw.

Które?

Przede wszystkim umiejętność odnajdywania się w zmiennych i niełatwych czasach, w których przyszło mu żyć. Ford chciał przede wszystkim robić filmy, i choć nie zawsze efekt końcowy był zgodny z zamierzeniami, to jednak nieustannie je robił. Historia Polski Ludowej to w dużej mierze historia niemocy i porażek ludzi, którzy dobrze się zapowiadali, ale okoliczności nie pozwalały im osiągnąć sukcesu. Fordowi nieraz udawało się całkiem sporo osiągnąć.

A nieraz nie.

Zgoda. Jego życie to historia wzlotów i upadków, albo przynajmniej górek i dołków. Ale on nigdy się nie poddawał. Być może dlatego, że szalenie poważnie traktował swoją twórczość. I to jest coś, czym mi imponuje: zaangażowaniem. Ford był niewątpliwie świetnym rzemieślnikiem, miał w ręku fach. I kochał kino. Kino było jego pasją, żeby nie powiedzieć obsesją. Inna sprawa, że obsesje bywają czasem niezdrowe, i ta na pewno nie była zdrowa dla jego bliskich.

Piszesz, że Aleksander Ford wierzył w trzy rzeczy: w kino, w postęp i w siebie. Brzmi dobrze, ale sprowadzało to na niego poważne kłopoty.

Nieraz wybierał ścieżki trudniejsze i kręte, zamiast tych łatwych i prostych, kierując się troską o swoje kino. Po nakręceniu jeszcze przed wojną znakomicie przyjętego „Legionu ulicy” mógł pójść przecież drogą Michała Waszyńskiego i robić kino popularne, czysto rozrywkowe, ale nie tego szukał. Przy czym od razu trzeba dodać dla jasności, że nie chciał też robić filmów niszowych. Jego ambicją były filmy na ważne tematy, które są jednocześnie oglądane przez wielu widzów. Z kolei po wojnie mógł z łatwością robić filmy zgodnie z oczekiwaniami władzy. Tymczasem nieraz sięgał po tematy kontrowersyjne, co wpędzało go w tarapaty.

Jego pierwszy powojenny film, „Ulica Graniczna”, porusza trudny temat relacji polsko-żydowskich w czasie wojny. Nie bez powodu kręcił go w Czechosłowacji, a nie w Polsce. Wiedział, że tutaj, pod czujnym okiem partyjnych towarzyszy, tego filmu nakręcić się nie da. Tuż przed premierą władza wstrzymała pokazy, jedyne, co udało mu się wytargować, to zgodę, aby wysłać „Ulicę” na festiwal w Wenecji. Tyle że tam dostał nagrodę i zrobiło się o nim głośno. Sytuacja dla władzy stała się kłopotliwa, bo teraz wyglądało to tak, że za pieniądze Polski Ludowej nakręcono film wyłącznie dla widzów zachodnich. Ostatecznie, po roku, film trafił na polskie ekrany wraz z oficjalnym partyjnym uzasadnieniem, że puszczają go po to, aby służył jako przykład, jakich filmów nie należy dziś robić. Tym filmem Ford roztrwonił zaufanie, jakie pokładali w nim partyjni towarzysze. I pewnie dlatego kiedy partia postanowiła sfinansować „Żołnierza Zwycięstwa”, pierwszą polską superprodukcję, na reżysera wybrano Wandę Jakubowską, nie jego. Inna sprawa, że w dłuższej perspektywie Ford dobrze na tym wyszedł.

Zaznaczasz, że nie napisałeś biografii Forda. Czym więc jest twoja książka?

Więcej: TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: