Uncategorized

Plan Trumpa dla Izraela i Palestyny to niewypał.

 Jest groźny dla obu stron

Plan Trumpa na samym dole


Dawid Warszawski

Z przedstawionej przez prezydenta USA mapy wynika, że ewentualne państwo palestyńskie miałoby powstać w trzech kawałkach, a jego główna część, na Zachodnim Brzegu, wygląda jak pogryziony przez myszy kawałek sera szwajcarskiego.

Już samo to wystarczy, by rzekomy plan pokojowy prezydenta Donalda Trumpa, ujawniony przez niego z wielką pompą w Waszyngtonie w towarzystwie izraelskiego premiera Beniamina Netanjahu, uznać za niewypał. Jeżeli bowiem celem – jak powiedział Trump, a czego Netanjahu, wkładając w to dużo wysiłku, nie powtórzył – miało być utworzenie państwa palestyńskiego, to sensowne granice winny być elementem podstawowym.

Według Trumpa plan ma „więcej niż podwoić” obszar znajdujący się obecnie pod palestyńską administracją, co oznacza 80 proc. Zachodniego Brzegu. I nie może być inaczej, jeśli Izrael ma „rozciągnąć swą suwerenność”, jak stwierdził Netanjahu, nad granicą Zachodniego Brzegu, czyli doliną Jordanu, oraz nad wszystkimi izraelskimi osiedlami: łącznie jest to właśnie pozostałe 20 proc.

W zamian za ich aneksję Jerozolima zobowiązała się do niezmieniania status quo na terenach, na których ewentualne przyszłe państwo palestyńskie miałoby powstać. „To ostatnia szansa dla Palestyńczyków” – powiedział Trump. Oznacza to, że jeśli nie przyjmą jego warunków, za cztery lata Izrael zacznie zasiedlać także pozostałe 80 proc.

Jak Palestyna odpowie na szantaż?

Trudno sobie wyobrazić palestyńskie kierownictwo, które by przystało na taki szantaż, nawet jeśli nie byłoby dodatkowych warunków, jakie „plan” zawiera: demilitaryzacji Gazy (przez kogo? jak?), rozwiązania problemu uchodźców poza granicami Izraela (jak? gdzie?) czy niepodzielnej Jerozolimy pod izraelską suwerennością. W tym ostatnim przypadku Trump wprowadził zresztą niejasność, mówiąc, że Palestyna będzie miała stolicę „w Jerozolimie Wschodniej” – ale być może prezydent, który nie potrafił nawet poprawnie wymówić nazwy meczetu Al-Aksa, po prostu nie bardzo wiedział, co mówi.

Ale w kwestii ostatniej szansy może mieć rację. Historycznie strona arabska w izraelsko-arabskim konflikcie odrzucała kolejne propozycje korzystnego kompromisu, wskutek czego następne propozycje były już mniej korzystne. Gdyby Arabowie nie zaatakowali Izraela, gdy powstawał, państwo żydowskie byłoby mniejsze niż to, które wyłoniło się z wojny o niepodległość 1948 r. Gdyby nie doprowadzili ponownie do wojny w 1967 r., linie zawieszenia broni z 1948 r. stałyby się granicami, a na Zachodnim Brzegu i w Gazie mogłoby powstać państwo palestyńskie. Gdyby w 2000 r. Arafat nie odrzucił propozycji Clintona utworzenia państwa na 95 proc. Zachodniego Brzegu i w Gazie, istniało by ono już od 20 lat. Gdyby Abbas nie odrzucił oferty Olmerta, powstałoby na 92 proc. Dziś oferta Trumpa obejmuje 80 proc. Następnej może już nie być.

Plan konsultowany z jedną stroną

Tyle tylko, że wszystkie poprzednie powstały po negocjacjach z obiema stronami i miały poparcie nie tylko Izraela i USA, ale też społeczności międzynarodowej. Nie ma za to cienia szansy, by poparła ona dziś, po międzynarodowym uznaniu Palestyny, jednostronny amerykański dyktat. Obecność ambasadorów ZRA, Bahrajnu i Omanu na uroczystości ogłoszenia „planu”, którego nawet nie konsultowano z Palestyńczykami, z którymi Trump nie ma od dwóch lat żadnych kontaktów, tej jednostronności nie zmienia. Jeśli Izrael, silny poparciem Trumpa, rzeczywiście jednostronnie anektuje część Zachodniego Brzegu, to grożą mu ze strony UE sankcje, jakie nałożono na Rosję za Krym. I musi mieć świadomość, że żaden prezydent demokrata, a taki może być wybrany jeszcze w tym roku, planu Trumpa nie potwierdzi. Zaś Międzynarodowy Trybunał Karny niewątpliwie postawi Izrael w stan oskarżenia.

Najważniejsze bowiem jest to, że pozbawiona poparcia społeczności międzynarodowej i umocowania w prawie jednostronna przemoc trwać może jedynie tak długo, jak długo trwa korzystny dlań układ sił. Broń atomowa chroni wprawdzie Izrael przed groźbą, że może kiedyś usłyszeć w przyszłości, że to, co pozostawiają mu zwycięzcy, to „ostatnia dlań szansa”. Nic jednak nie ochroni kraju przed wewnętrznymi kosztami przemocy: palestyński terror – obecnie stłumiony – może znów rozgorzeć, a demokracja – już zagrożona – może własnej polityki siły nie przetrwać. Trochę wysoka to cena za pomoc w wyborach, jaką Trump chciał Netanjahu okazać. Plan jest niewypałem, ale w odpowiedzi nań może być użyta prawdziwa amunicja.

Dawid Warszawski


https://wyborcza.pl/7,75399,25643503,plan-trumpa-dla-izraela-i-palestyny-to-niewypal-jest-grozny.html


Donald Trump ogłasza „plan stulecia” dla Izraela i Palestyny

TUTAJ

 

 

Kategorie: Uncategorized

14 odpowiedzi »

  1. Izrael nigdy nic nie obiecal Palestynczykom. Klamstwa izraelskiej propagandy.Clinton? Prosze go zapytac. Barak? Przyjechal na rozmowy z 4 zespolami dezynformacji by , jeszcze zanim zaczely sie rozmowy, zrywaly maske z twarzy Arafata. A rozmow tam zadnych nie bylo. Olmert rozmawial z prokuratura udaje, ze prowadzi rozmowy. Izraelczycy zgadzaja sie na panstwo palestynskie w Jemenie.

  2. W tym nie kończącym się konflikcie jakoś nikt nie wspomina już o „czarnym wrześniu” w tzw Krolewstwie Jordanii, gdy palestyńscy Arabowie postanowili poprzez zbrojne powstanie przejąć władze w państwie w którym już wtedy stanowiili etniczną większość . Gdyby ta próba sie powiodła to od prawie 50 lat istniało by państwo palestynskie na wschód od rzeki Jordan. Czy to zadowoliłoby palestynczykow….? Mieć swoje państwo o wiele większe niż cały Izrael …. ? Śmiem wątpić … tu nie chodzi o swoje państwo a polityczne przyzwolenie na nienawiść i ukrytą zadzdosc . Można bez obawy palić izraelskie flagi i portrety przywódców izraelskich ale gdyby spróbowali zrobić to z przywódcami Jordanii i jordanską flagą to reakcja w świecie arabskim byłaby zgoła odmienna .Tak więc jawnie wyładowują swoją nienawiść i zazdrość do Izraelczyków włącznie z izraelskimi Arabami , bo żyje im sie lepiej niż w jakimkolwiek arabskim państwie , a potajemnie nienawidzą ( z wzajemnością ) swych arabskich braci i w Jordanii i w bogatych państwach arabskich i nawet w stosunkowo biednym Egipcie . Rozmawialem o tym z Arabem , chrześcijaninem .Rozwiązanie tego węzła gordyjskiego to już nie sprawa polityków a chyba psychologów a może wręcz psychiatrów ….

  3. Wlasciwie jest juz panstwo palestynskie, Gaza, ktora jest niezalezna i rzadzona przez Hamas. Utworzenie nowego panstwa palestynskiego, ktorego polityka jest terroryzm jest przeciwko temu, ze Izrael ma prawo do bezpiecznej granicy z panstwem palestynskim uwazane przez ONZ. inne kraje i miedzy innymi przez Szwecje. Taka granica jest obecna granica Jordani, ktora zostala ustalona po wojnie Jordani z Izraelem w 1968,1973. Podobnie, tak ustalono taka granice rzeka Odra miedzy Polska i Niemcami i Niemcy musieli oposcic ziemie zachodnei, tak tez na tej samej zasadzie palestynczycy musza oposcic ziemie „palesynskie” Dobrym sposobem rozwiazania tego problemu jest ostre sankcje ekonomiczne i jednoczesnie hojne ekonomiczne oferty za wyjazd do Jordani ktora jest wlasciwie krajem palestynczykow.

  4. W pełni się zgadzam z Włodkiem. Może za pięćdziesiąt lat Arabowie izraelscy będą mogli utworzyć swoje państwo (oczywiście nie będą chcieli), a reszty pozbędą się wysyłając do Europy. To byłoby bardziej realne. Kto zainteresował się wie, że Arabowie żyją w ustroju plemiennym – od Iraku po Maroko. Inne Hamulot stanowić mogą większe zagrożenie, niż obcy. Granice państw arabskich wytyczone zostały przez kolonizatorów europejskich. Gdyby nie to, już w samym Iraku mielibyśmy parę dziesiątek państw, w dodatku wojujących ze sobą. Bo przecież ”pokój chcą tylko słabi, więc trzeba ich zawojować, zniszczyć. Wody jest mało, więc zdobycie studni jest najważniejsze.” Z tego powodu tzw. palestyńczycy (bo to przecież nie naród i nie państwo) nigdy nie zaproponują pokoju. Izrael stawiał siebie (w ich oczach) zawsze w pozycji słabego pomimo, że właśnie on de facto jest ten silny. Stawiał dlatego, gdyż proponował pokój, nawet wielokrotnie. Dlatego wciąż żądają i grają komedię na użytek antysemitów europejskich – jacy oni biedni, jaki apartheid… BDS, bojkoty… znamy to.
    I tu tkwi istota rzeczy. Pan Dawid Warszawski wielu rzeczy nie rozumie. Niech pomieszka sobie w Izraelu… Ale to też nie wystarcza. Czy każdy Izraelczyk rozumie? Wiemy jak bardzo zaślepiona i nienawistna (z zazdrości o władzę) jest izraelska lewica. Posunęła się nawet do zdrady Oslo i winna jest śmierci tysięcy cywilów.

  5. Osobiście na państwo palestyńskie zgodziłbym się, z tym, że byłoby ono geograficznie określone jednoznacznie. Doprowadzić do tego powinien Egipt rezygnując z kawałka ziemi na Synaju, oczywiście pozdemilitaryzowaniu (siłą) Gazy. Ludność z Judei i Szomronu przeniosłaby się tam, oczywiście dobrowolnie. Izrael zapłaciłby im za nieruchomości. Urządziliby się szybko. A tak utworzone państwo, po mkrótkim czasie stałoby się bankiem Bliskiego Wschodu. Bez armii i w dobrosąsiedzkich stosunkach z Izraelem. Dopiero wtedy będzie prawdziwy pokój. Ale to powinna być inicjatywa Amerykanów (a nie Izraela). Swoją drogą właśnie Amerykanom Egipt zawdzięcza to, że bez wystrzału otrzymał z powrotem Synaj.
    Jestem pewien, że Europa nie chciałaby do tego dopuścić. Sraciłaby bowiem amunicję w swej odwiecznej wojnie przeciw Żydom.

  6. Wszystkie elementy tego planu 100 były już w niesławnych umowach Oslo 1992-1993. Reakcja Arabów palestyńskich była wtedy taka sama jak dzisiaj. Terror i zamieszki. Jedyna różnica że Izraelczycy dzisiaj mądrzejsi o kilkaset ofiar żydowskich i że umowy Oslo wymagały zgody Arabów a plan 100 zostawia furtkę na posunięcia jednostronne.

    Abbas przeżył do dzisiaj dzięki obecności izraelskiej w AP. Dlatego to Izrael może go straszyć że wycofa wojsko, a nie odwrotnie.

    Pod wieloma względami rząd Hamasu w Ramalli jest dla Izraela wygodny. Abbas powinien być bardzo ostrożny z wyrażaniem życzeń, bo te mogą się spełnić.

  7. jak powiedzial premier Izraela Szamir: „morze to samo morze i arabowie to sami arabowie

  8. Rysiu Drogi, porzuć złudzenia. PArabowie nie chca zadnego pokoju ani nawet własnego państwa obok państwa Izrael. Oni chca całkowitej likwidacji Izraela i tylko takie rozwiązanie ich zadowoli. Oni tez na pewno przeczuwają ze pod tzw. „ okupacja izraelska” żyje im się lepiej, bezpieczniej i spokojniej niż w Gazie pod terrorem Hamasu.
    Wiec dlaczego mieliby chciec zaakceptowac druga taka Gaze gdzie natychmiast władze przejęliby terroryści ? Palestynczycy zawsze mówią „ nie” bo wola udawać wieczne ofiary, produkować terror-martyrow i żyć z zasiłków Zachodu niż zabrać się porządnie do roboty i zorganizować sobie jakies własne państwo. A to małe państewko ? Nie szkodzi !
    Małe państewka tez potrafią bardzo dobrze funkcjonować, wystarczy spojrzec na Szwajcarię gdzie same góry i nic więcej, na Izrael z pustynia plus zewnętrznym i wewnętrznym wrogiem, na Lichtenstein, Monaco czy inna Andorre…
    Gaza miała przepiekne wybrzeże, pełne infrastruktury, szklarnie, fabryczki… co z tego zostało ? Wszystko porozbijali ! Została nędza, opony do spalenia, tunele terroru i piękne pałace szefów Hamasu zbudowane z naszych podatków… gdyby Gaza się sprawdziła jako samorządne i nieagresywne państewko to Palestyńczycy mogliby dziś upominać się o dużo więcej. Ale nie zdali egzaminu madrosci.

  9. Ziemie palestynskie (w/g dzisiejszej nomenklatury) pod panowaniem izraelskim zyskaly wiele. Maja dzis elektrycznosc, telefony, wode i prace na terenach Izraela. Gdyby dac im kraj to sie nawzajem pozabijaja. Przewazajaca wiekszosc nie ma zadnych powiazan z etniczna ludnoscia tych ziem. Ta spolecznosc jest zbiorowiskiem Arabow z roznych rejonow bliskiego wschodu. Stad znane sa spory i zatargi miedzy nimi samymi. Nie posiadaja ani doswiadczenia ani wystarczajacej ilosci swiatlych ludzi aby pokierowac tym nowym krajem. Aktualna sytuacja jest wiec im na reke.
    Nie ludzmy sie ze bedzie to normalny kraj (jesli wogole dojdzie do tego). Bezposrednio po zamknieciu granic powtorzy sie sytuacja i historia jaka miala i ma miejsce w Gazie.

  10. Zgadzam się z każdym słowem pana Dawida Warszawskiego. Może Palestyńczycy nie byli zbyt mądrzy w swoim negatywnym podejściu do proponowanych rozwiązań tego konfliktu w przeszłości. Ale gdybym ja był Palestyńczykiem dzisiaj i ja bym widzial granice państwa które mi chcą zaproponować tutaj i pod jakimi warunkami, powiedziałbym również nie. Czułbym że po prostu ktoś tutaj kpi ze mnie. Pan Netanyahu i pan Trump probuja pokazac sie jako ”Good Guys”, oni nie sa, nigdy nie byli. Mam nadzieję że prawdziwej amunicji jeszcze nikt nie użyje, ale prawda jest ze duzo na to nie trzeba na bliskim wschodzie.
    Jedynym pozytywnym i ważnym faktem tutaj jest to że nawet pan Netanyahu zaczyna rozumieć ze nie ma innej alternatywy do rozwiązania tego konfliktu aniżeli przez dwa kraje, Żydowski Izrael i Arabska Palestyna. Nawet on rozumie że lepsze dwa państwa aniżeli panstwo w ktorym wiekszosc jest muzułmańska a mniejszość żydowska. Zaproponowanie dwóch państw przez Trumpa i Netanyahu to wielki historyczny moment, ich wyborcy również zaczną w to wierzyć. Jest światło na końcu tego tunelu.

  11. Straszenie Izraela komedianckim ICC wyraznie okresla pozycje Warszawskiego.Nie trzeba czytac reszty…

  12. Demokracja nie jest świętością ale narzędziem. Dokładnie to samo można powiedzieć o dobrych manierach.
    Życie ludzkie ma wartość większą niż demokracja, szczególnie życie Żydów.

    Przeczytałem uważnie całe 181 stron oryginalnego tekstu pod bombastycznym tytułem ”Peace to Prosperity”. Piękny dokument, zawierający około 10 perfidnych min, dwie z nich nie do obejścia przez Arabów.

    Pierwsza to zrównanie praw uchodźców żydowskich i arabskich.
    Druga to wzajemne uznanie państw narodowych. Czyli uznanie narodowego państwa żydowskiego przez Arabów.

    Nie jest przypadkiem że Arabowie z łatwością przełkną i uznają ”demokratyczne państwo Izrael”, ale udławią się ”żydowskim państwem Izrael”.

    W odróżnieniu od intelektualistów żydowskich w diasporze, Arabowie wiedzą co ważne i co nie. Demokrację można stracić i potem odrestaurować, ale państwo żydowskie to okazja jednorazowa i raz stracone nie da się odbudować. Miłośnicy demokracji na świecie razem z Arabami nie dadzą.

    Ale ten piękny plan jest martwy nie przez te dwie miny, ale przez odrzucenie go przez amerykańskich demokratów. Dla wiadomości pięknoduchów.

  13. Jedyne co palestynczycy potrafia odpowiedziec w sprawie pokoju to bomby, kamienie i podpalajace latawce. Nawet nie podjęli próby negocjacji propozycji Trumpa i odmówili jej zanim ja nawet poznali. David Warszawski pisze o rzekomym szantażu ze strony Izraela, a sam szantażuje Izrael arabska agresja. Nikogo tym nie przestraszy i tylko się ośmiesza.

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: