Rudy

Zenon Rogala

 

 


       

          Powitał mnie charakterystyczny dla takich miejsc szmer, ni to szmer, ni to szum, ni to odgłosy bliskie, a jednak dalekie i nie do zidentyfikowania. Podłoga wyłożona mięciutką wykładziną, więc to nie stąd, a  bielusieńkie obrusy na stołach tłumią każdy dźwięk. Powietrze klimatyzowane, ale przecież to nie urządzenia dają o sobie znać. Ich pracę poznaje się po efektach. Już wiem, to przytłumione głosy gości, dość licznie rozmieszczonych w tym ekskluzywnym lokalu, to one są źródłem tego wspaniałego nastroju jaki daje niezrozumiały gwar rozmów. Osobiście lubię ten klimat, bo on wymusza identyczne z innymi zachowania, narzuca skalę głośności i wymusza odpowiednie, zgodne z poziomem kultury zachowania.

          Na umówione spotkania wolę przychodzić nieco wcześniej, żeby dać sobie margines na komplikacje w drodze, niespodziewane i spodziewane korki, nie mówiąc o innych zaskakujących wydarzeniach, typu zmiany trasy z uwagi na delegacje zagraniczne, procesje kościelne, czy zwykłe demonstracje uliczne.

Dzisiaj margines czasu mam duży, trasa była przelotowa i bezkolizyjna, a te kilka schodków na oszklony taras tej pięknej kawiarni  nie sprawiło mi spodziewanej zadyszki. Siedzę.

          Na czas oczekiwania na Iwonę, zamawiam mineralną gazowaną bez cytryny i czekam. Tuż za idealnie czystą szybą, widzę panoramę z kilkoma wieżowcami i to raduje moje stare serce, ale nie na tyle, żeby go zbytnio forsować. Te budowle powstaną, czy ja się cieszę, czy też mam coś przeciw nim.

          –  I wyobraź sobie, że czytam to z coraz większym zainteresowaniem. No, mówię ci, że wypisz wymaluj, ten drań pisze o mnie i o moich sprawach. Powiem ci więcej, zleciłem specjalnemu detektywowi, aby mi dane tego jegomościa przedłożył na biurko do środy. Wynająłem najdroższego psa i jak tylko dowiem się co to za jeden, będzie facio miał ze mną do czynienia. Najważniejsze, żeby zamknąć mu gębę, bo jeszcze narobi mnie, a przy okazji i tobie niezłego ambarasu. No, więc czekam do środy i żegnaj ty, grafomańska kreaturo, dość udawania i przyozdabiania się w cudze, jakieś literackie piórka. Moja droga, żebyś ty choć jeden taki gniot przeczytała, miałabyś takie jak ja, a może nawet gorsze wrażenie o tym typku spod ciemnej gwiazdy – ze specyficznego kawiarnianego szumu dochodziły mnie odgłosy z sąsiedniego stolika.

          Siedziałem tyłem i nie widziałem autora tych słów, ale przyznam, że byłbym wdzięczny jego rozmówczyni, gdyby wykazała zainteresowanie tą arcyciekawą  dla mnie historią. Czułem jakąś wrodzoną intuicją, że jest tak jak w tym powiedzeniu, że jak ktoś podsłuchuje, zawsze wysłucha o sobie. Jednak nie całkiem tak było, bo ta tyrada spadła na mnie dość przypadkowo i nie było w tym podsłuchiwaniu mojej inicjatywy. Wręcz odwrotnie, wolałbym tego nie usłyszeć, ale cóż przecież nie przesiądę się, jeśli zapowiada się niezła rozróba ze mną w roli głównej.

          –  A co wiesz o tym,  pożal się boże, grafomanie, skąd się urwał, kto go popiera, gdzie przebywa i co o nim sądzi tak zwane, miasto – boże, to damski głos dopytuje się o szczegóły z mojego życia.

          –  Mówiłem ci, już, że wszystkiego dowiem się w środę, ale z tego co wiem od Ryśka i Marka, to jakiś przeintelektualizowany idiota, który zamiast siedzieć na tej swojej emeryturce, zabrał się za pisanie jakiś, takich pierdoł i wyobraź sobie robi nawet starania, żeby ktoś mu to wydał. Ale moja w tym głowa i jakieś wpływy jeszcze mam w tym mieście, i mówię ci, że jedynym miejscem na te jego wypociny jest kosz  – już  byłem pewny, że to o mnie, niezłe ciarki zaczęły wędrować po moim spoconym grzbiecie.

          –  A co cię to boli, niech sobie bazgrze, ile wlezie. Przecież nic nie wie o tobie i twoich sprawach, – głos kobiety był przynajmniej konkretny.

          – No, no, już ja tam wolę na zimne dmuchać. Dzisiaj nie wiadomo komu może nagle zależeć, żeby mnie pogrążyć, a informacje od takiego nowego dupka są najbardziej szkodliwe. Moi wrogowie mogą mu podrzucić jakieś kawałki z mojej przeszłości, ten to ugryzie, a mówię ci, talent do takiego obracania faktami ma , jak nikt, no może jest, jak ten… no, ten, co..  ten z tym okiem,  zaraz sobie przypomnę. Więc jak nawet coś chlapnie, czy ja mam czas, żeby faceta reedukować, ja już moja droga nie mam czasu na elegancję. Przyszedł czas twardych facetów, o twardych decyzjach, facetów, którzy mają twarde… – nie dziękujemy … aha i rachunek poproszę.

          – Właściwie to sam nie wiesz czym, jakim detalem z twego życia i pracy on ci może zaszkodzić, wiesz choć o jednym zamieszczonym jakimś fakcie, bo liczą się tylko fakty – głosik miała pełen troski, a wydawało mi się, że ciągnie go za język, żeby powiedział jak najwięcej.

          – Posłuchaj, facio napisał już około stu sześćdziesięciu takich, tych jego opowiadań. Czy sadzisz, że to mało miejsca, żeby zamieścić tam coś, co może mnie skompromitować i skończyć moją karierę.

          –  Nawet jak pisze i rozsyła to gdzieś do wąskiego grona, to mi to zwisa, tym się nie martwię, ale wydanie … wydanie tego będzie moim końcem. Nie mogę dopuścić, żeby te grafomańskie kawałki ujrzały światło dzienne, żeby weszły na rynek, bo zaraz, ręczę ci, będą kolejne wznowienia i jestem skończony… więc teraz powiem ci co zamierzam…

Odwróciłem się gwałtownie i stanowczo. Rudy skłonił się do ucha swej partnerki i szeptał jej coś zapamiętale…robił gesty wokół swej szyi…

          – To najszczęśliwszy dzień w naszym życiu… koniec kłopotów, we wrześniu wydadzą zbiór twoich opowiadań – Iwona stała nade mną i była przeszczęśliwa…


Wszystkie wpisy Zenka

TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Leave a Reply

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: