Uncategorized

Stanisław Lem zacierał swoją żydowską przeszłość.

O matce powiedział tylko kilka zdań

Kim byli rodzice Stanisława Lema? I dlaczego rodzina jego ojca miała z tym małżeństwem problem?

W związku z dość szybkim zajęciem Lwowa przez wojska rosyjskie na początku września tego [1914] roku władze austro-węgierskie podjęły decyzję o wycofaniu żołnierzy do twierdzy Przemyśl. Dowództwo przeniosło się wkrótce do Nowego Sącza, a potem do Cieszyna. W tym samym czasie Lwów opuściła cała Rada Wyznaniowa, zarząd Szpitala Izraelickiego oraz rabin Caro. Do Przemyśla przybywały pociągi ze wschodu, przepełnione uciekającymi Żydami, którzy obawiali się pogromów. Załogę twierdzy „stanowili głównie Słowianie i Madziarzy, a twierdza należała do najnowocześniejszych i najmocniejszych w Europie”.

Rosjanie otoczyli twierdzę pierścieniem, jednak załoga Przemyśla broniła się mimo nieustannych ataków, dlatego rosyjskie dowództwo zdecydowało o odcięciu miasta od zaopatrzenia z zewnątrz i postanowiło wziąć załogę głodem. Samuel [ojciec Stanisława Lema] pracował wtedy zapewne w jednym z wielu szpitali, które utworzono w garnizonie i przemyskich szkołach. Sytuacja pogarszała się z dnia na dzień. „Przy nas – pisała jedna z ochotniczek zaopatrujących szpitale – za tę chwilę dwóch zmarło, dwóch leży przykrytych i czeka na trumnę, jedenastu wczoraj zmarło. […] Na tej jednej sali leży do 100, a narodowości tyle, ile ich ma cała monarchia. Może najbardziej nieszczęśliwymi czują się ci, co nie mogą się porozumieć, proszą o coś, aż płaczą, i nic”.

Wraz z kolejnymi krwawymi starciami już nie tylko szkoły, ale i dziedzińce przed nimi zapełniały się rannymi, a żołnierze z przestrzelonymi płucami umierali w ciągu kilkunastu godzin, ponieważ brakowało lekarzy, którzy mogliby chociaż wstępnie ich zdiagnozować. Dla personelu medycznego leczenie w takich warunkach oznaczało ryzyko zakażenia się tyfusem, cholerą lub czerwonką. Jako środki zapobiegawcze stosowano karbol i wapno. Lekarze cierpieli głód i patrzyli na umierających z głodu pacjentów. W styczniu 1915 roku kronikarka oblężenia notowała: „Głód niesłychany, te masy, które tu ściągnęły nie wiedzieć skąd i jakimi drogami, najwięcej żydostwa z okolic Lwowa i z wsi okolicznych. Na ulicach twarze zupełnie obce, niektórzy cierpią już straszny głód, poczernieli, wyschli”. By choć częściowo zaspokoić potrzeby żywieniowe, koło jednego ze szpitali zorganizowano rzeźnię. Na masową skalę dochodziło też do demoralizacji i gwałtów, kilkadziesiąt pielęgniarek i sióstr miłosierdzia zaszło w ciążę, wiele z nich zachorowało na syfilis.

Ze względu na to, że w mieście było dwadzieścia osiem tysięcy rannych i chorych, a wszyscy głodowali, dowódca Hermann Kusmanek von Burgneustädten poddał twierdzę 22 marca 1915 roku. Do niewoli wzięto dziewięciu generałów, sto siedemnaście tysięcy żołnierzy i zarekwirowano czternaście tysięcy koni. Dowódca nie skorzystał z propozycji ewakuacji drogą lotniczą, zniszczył w Przemyślu wszystko, co mogłoby posłużyć wrogom, i poszedł do niewoli razem ze swoimi żołnierzami. Był przetrzymywany w Kijowie, Moskwie i na Syberii, został uwolniony w lutym 1918 roku.

Jeśli chodzi o los jeńców, to podczas Wielkiej Wojny zmarło ich w Rosji blisko osiemnaście procent, jednak zasadniczo przestrzegano wtedy konwencji haskiej, dlatego bardzo prawdopodobne, iż anegdota rodzinna o tym, że Lehm jako jeniec prowadził praktykę lekarską i opiekował się w miejscu internowania psem, może być prawdziwa. Zwłaszcza że tamtejsza ludność szczególnie przychylnie odnosiła się do jeńców słowiańskich; mieli oni większą swobodę w kontaktach z cywilami niż jeńcy węgierscy, niemieccy czy austriaccy.

Samuel wraca do domu

Być może ze względu na język polski Samuel też był traktowany lepiej. Według rodzinnej relacji trafił na zesłanie do Turkiestanu, a to oznaczało znacznie gorsze warunki obozowe niż w europejskiej części Rosji. Na początku wojny osadzono tam około stu pięćdziesięciu tysięcy jeńców, ale dopiero od połowy 1916 roku rygory zelżały – jeńcy mogli podejmować pracę, a wielu z nich opuszczało obóz w ciągu dnia bez specjalnych przepustek. Z terenów tych uciekło prawie tysiąc pięciuset żołnierzy i siedemdziesięciu dwóch oficerów. Nawet jeśli nie było wśród nich Samuela, to rewolucja lutowa 1917 roku ułatwiła mu powrót z niewoli, choć podróż przez ogarniętą wrzeniem Rosję należała do wyjątkowo niebezpiecznych. Stanisław Lem powie po latach: „Mój ojciec, oficer armii austriackiej, przebijał się w czasie rewolucji bolszewickiej do kraju i nigdy nie miał żadnych złudzeń co do tego, co się tam dzieje”.

Oblężenie twierdzy Przemyśl mogło być początkiem znajomości Samuela z Sabiną Wolner, przyszłą żoną, choć ich syn był przekonany, że rodzice zaręczyli się przed wojną. Jeśli rzeczywiście ich drogi skrzyżowały się przed 1914 rokiem, to trzeba założyć, że odbyło się to przy udziale swatów. Dlaczego jednak nie zdołano znaleźć kandydatki na żonę we Lwowie? Zgodnie z rodzinną relacją dwudziestoparoletnia Sabina miała interweniować w Wiedniu u aktorki Katarzyny Schratt, powiernicy Franciszka Józefa, o zwolnienie narzeczonego z niewoli. Sabina pochodziła z Przemyśla, a po zajęciu twierdzy Rosjanie wyrzucili z miasta ludność żydowską, którą podejrzewali o szpiegostwo. Większość uchodźców znalazła się we Lwowie, gdzie stopniowo organizowano dla nich komitety pomocowe. Nie można zatem wykluczyć, że Samuel poznał swoją przyszłą żonę dopiero we Lwowie, już po powrocie z niewoli, choć mogli też spotkać się wcześniej w oblężonym Przemyślu.

Anegdoty rodzinne to wdzięczny wątek każdej biografii, jednak nie tylko w przypadku Lema często nie wytrzymują konfrontacji z ustaleniami historycznymi. Wielokrotnie powtarzane historie z pointami skrywają raczej, niż odsłaniają złożone perypetie i wzajemne zależności, a także – szczególnie w tej części Europy – tajemnice. Ja mimo wszystko preferuję ustalenia historyczne, starając się nie dać zwieść sile opowieści Lema z wywiadów rzek. Zacierał w nich swoją żydowską przeszłość, a życie jego matki trudno sprowadzić wyłącznie do tych kilku zdań, które o niej wypowiedział.

Sabina z Przemyśla

Sabina Wolner była córką kupca Itziga Szyi Wolnera i Breindli z domu Gottfried, mieszkających w Przemyślu. Urodziła się 15 października 1892 roku. Jej matka, babka Stanisława Lema, umarła 4 grudnia 1927 roku w wieku sześćdziesięciu dziewięciu lat, gdy wnuczek był sześciolatkiem. Sabina miała starszą siostrę Rachelę, urodzoną 22 listopada 1890 roku wraz z bliźniaczką Frimet, która zmarła zaraz po narodzinach w wyniku rzucawki towarzyszącej rozwiązaniu ciąży bliźniaczej. Dwaj młodsi bracia Sabiny to Abraham (ur. 20 marca 1896) i Gecel (ur. 30 października 1898).

W dokumentach można spotkać dwojaki zapis panieńskiego nazwiska Sabiny: Wollner (Wolner) lub Gottfried. W akcie małżeństwa widnieje marginesowa wzmianka: „Nazwisko narzeczonej jest Wolner, a nie Gottfried, jest ona córką Itziga Szyji i Breindli z domu Gottfried, małżonków Wolner”. Jak wyjaśnił mi Paweł Staniszewski, zajmujący się aktami z archiwów zabużańskich, „sprostowanie aktu oznacza, że dziadkowie Stanisława Lema ze strony matki musieli zarejestrować swój związek w Izraelickim Urzędzie Metrykalnym. Przy okazji zmieniono pisownię pierwszego imienia dziadka pisarza z formy hebrajskiej «Izaak» na formę właściwą dla jidysz – «Itzig» – oraz spolszczono pisownię jego nazwiska z Wollner na Wolner”. Oznacza to, że wcześniej dziadkowie Stanisława Lema ze strony matki pozostawali tylko w żydowskim małżeństwie rabinackim.

Rejestracja ich związku w urzędzie państwowym w 1919 roku mogła się łączyć ze ślubem córki, która w świetle obowiązującego wówczas prawa byłaby bez tego aktu dzieckiem nieślubnym. Jeśli przy tej okazji jej ojciec zdecydował się zmienić hebrajski zapis swojego imienia na jidysz, oznacza to, że rodzina Sabiny była mocno związana z gminą żydowską i raczej w niewielkim stopniu uległa polonizacji. O ile rodzina Lehmów spolszczała, czasami na własną rękę, swoje imiona, o tyle w Przemyślu przy wpisywaniu danych do ksiąg rejestracyjnych zaszedł proces odwrotny. Możemy tylko domniemywać, że za tym gestem kryje się historia rodzinnego konfliktu międzypokoleniowego, choć trudno zakładać, że rodzice panny młodej przeciwstawiali się małżeństwu, zwłaszcza że zapewne nie obyło się bez swatów i ich oficjalnej zgody.

Sabina jako dziecko mieszkała z siostrą i dwoma braćmi w Przemyślu przy ulicy Franciszkańskiej 28. W pobliżu jej domu znajdowały się lokale śniadaniowe, kuchnie jarskie, cukiernie i dwie księgarnie. Idąc ulicą, mijała kościół Franciszkanów oraz witryny z kostiumami angielskimi i dla amazonek. Podczas uroczystości religijnych zajmowała zapewne miejsce w babińcu w jednej z synagog przy ulicy Jagiellońskiej. Przemyśl był wówczas istotnym ośrodkiem życia wspólnoty żydowskiej. W miarę rozwoju wydarzeń politycznych powstawały tam kolejne organizacje wyznaniowe, narodowościowe i socjalistyczne, od chasydów skupionych wokół cadyków poprzez partie syjonistyczne aż po oddział Żydowskiej Partii Socjalno-Demokratycznej. W mieście, choć w mniejszej skali niż we Lwowie, również odczuwało się religijny i polityczny ferment przełomu XIX i XX wieku. Natomiast rolę nieporównanie większą niż Lwów Przemyśl i jego okolice odegrały w rozwoju ruchu chasydzkiego. Wzniesione wokół miasta przez Austriaków pierścienie fortyfikacyjne przypominały mieszkańcom o zagrożeniu ze strony Rosji.

Nastoletnia Sabina Wolner mogła uczestniczyć w tym religijno-politycznym zamęcie wyłącznie jako bierna obserwatorka. Nie miała szans, podobnie jak jej rówieśniczki, na wykształcenie religijne, toteż zapewne w wieku czternastu lat ukończyła szkołę powszechną z wykładowym językiem polskim. W synagodze zajmowała miejsce w babińcu, bez znajomości hebrajskiego nie mogła w pełni brać udziału w nabożeństwie, korzystała z modlitewników w jidysz. Brak wiedzy religijnej powodował, że kobiety miały prywatny stosunek do judaizmu; odmawiały modlitwy także poza synagogą, dbały o koszerność domu i przestrzeganie rytuałów związanych z czystością. O tym, kogo poślubią, decydowali rodzice.

Trudno sobie wyobrazić życie wewnętrzne ówczesnych nastolatek i to, jak sobie radziły z narzucanymi im ograniczeniami. Młodsza od Sabiny o cztery lata Bronia Baum, która do końca życia nie porzuciła ortodoksyjnego, chasydzkiego stylu życia – co nie przeszkadzało jej w działalności na rzecz kobiet i w organizacjach syjonistycznych – pisała w 1912 roku: „Oto minęła moja siedemnasta wiosna, ale wciąż nazywają mnie dzieckiem. Nikt jednak nie zechciał zastanowić się nad tym niewinnym dzieckiem. A dokładniej: jak dużo cierpi to niewinne z wyglądu dziecię. […] w domu często byłam przedmiotem rozmów, w wyniku których postanawiano, że czym prędzej muszę być wydana za mąż. Te rozmowy bardzo mnie męczyły, mimowolnie więc musiałam się wtrącać, myśląc przy tym, że marzenia te się ziszczą, według nich, bardzo szybko. «A jak naprawdę się stanie – często mówiłam – tak, że wyjdę za mąż w trzydziestym roku życia?» Z powodu moich sprzeciwów ojciec często złościł się na mnie, mówiąc, że jestem całkiem zepsuta i głupia. Ale mnie to nie przekonało, abym musiała się poddać i pogodzić ze wszystkimi decyzjami. Prawdę mówiąc, nigdy nie sprzeciwiałam się woli moich rodziców, tłumacząc jedynie, że ten mi się podoba, a inny nie, dlatego że…”. Żydowskie dziewczyny stresowały się więc swatami. Baum odmalowała również w swoich zapiskach walkę, jaką musiała stoczyć z matką, by ta wyraziła zgodę na jej edukację. Na przeszkodzie, oprócz założenia, że wykształcenie może utrudniać życie małżeńskie, stawała i bieda. Towarzystwa dobroczynne wspierające edukację żydowskich dzieci corocznie przygotowywały dla nich buty i płaszcze, pokrywały koszty obiadów w szkolnych stołówkach, podręczników i zeszytów. Nigdy nie dowiemy się, czy podobne rozterki były udziałem Sabiny.

Sabina wyszła za mąż dopiero, gdy miała dwadzieścia sześć lat i odnalazła się we lwowskiej socjecie.

Pokolenie żydowskich kobiet, do którego należała matka Stanisława Lema, badaczka historii Żydów galicyjskich Rachela Manekin określiła jako stracone. Podważyła funkcjonujący w historiografii stereotyp ubogich, nieświadomych i prowincjonalnych żydowskich nastolatek z Galicji, które nie zdawały sobie sprawy ze swojego położenia i otwierających się przed nimi możliwości. W cesarstwie austriackim na życie całego pokolenia wpłynęła reforma szkolnictwa i wspomniana ustawa nakazująca edukację dzieci w wieku od szóstego do czternastego roku życia (później do dwunastego) bez względu na płeć. „Prawo wzbudziło sprzeciw różnych grup: tradycjonalistów, którzy twierdzili, że edukacja jest wyłącznym prawem i obowiązkiem rodziny, a także środowisk kościelnych, zaniepokojonych propozycją przeniesienia kontroli nad systemem edukacji z instytucji religijnych na organy państwowe, które uważano za świeckie”. Lęk przed wpływem szkoły na zmiany społeczne był z perspektywy tych grup uzasadniony, w końcu władzom zależało głównie na tym, by wykształcić oddanych państwu obywateli, zdobywanie wiedzy stanowiło dla nich mniej istotny cel. Mimo debaty i wprowadzonych przepisów zasięg reformy był ograniczony, a szkoły dla dziewcząt powstawały bardzo powoli.

Szkoły dla dziewcząt uczyły fanatycznego oddania Polsce

Charakterystyczną cechą galicyjskich szkół powszechnych było wychowanie młodzieży w duchu polskiego patriotyzmu.

W opinii jednego z żydowskich galicyjskich edukatorów, Zeviego Scharfsteina, „polskie szkoły dla dziewcząt były siedliskiem polskiego nacjonalizmu, w którym nauczyciele próbowali zaszczepić swoim uczniom «fanatyczne oddanie» polskiej literaturze klasycznej i językowi polskiemu”. Była to jednak oferta szersza, niż zapewniał im wówczas dom, gdzie dziewczęta uczono jidysz i hebrajskiego wyłącznie w zakresie umożliwiającym zrozumienie modlitewnika. Uczęszczanie do świeckich szkół, jak przewidywali ortodoksi i chasydzi, prowadziło do napięć w rodzinie, a córki kończące szkoły powszechne coraz krytyczniej przyglądały się swoim rodzicom, dostrzegając ich brak asymilacji i ograniczenia życiowe w hermetycznej społeczności. W tej sytuacji rzadko marzyły o mężu, który ukończył szkołę religijną i posługiwał się niezrozumiałym dla nich językiem. Rachela Manekin zwraca uwagę, że pokolenie dziewcząt wychowanych według nowych zasad łatwiej komunikowało się ze swoimi ojcami niż z matkami, które nie miały możliwości, by zdobyć jakąkolwiek edukację. A ojcowie miotali się między dumą z aspiracji córek a lękiem, że porzucą one żydowską tradycję.

Nieco starsza od Sabiny działaczka na rzecz edukacji żydowskich kobiet, Sara Schenirer, wielokrotnie ostrzegała przed zaniedbaniem edukacji religijnej dziewcząt, dowodząc, że brak religijnego wsparcia może skutkować naruszeniem zasad obowiązujących w żydowskich rodzinach i poczuciem wyobcowania kobiet we wspólnocie. Jednakże pierwsza szkoła dla dziewcząt uwzględniająca edukację religijną powstała z inicjatywy Schenirer dopiero w 1917 roku w Krakowie, Sabina nie miała więc szans, by do niej uczęszczać. Konsekwencją odrzucenia aspiracji dziewczynek było ich odchodzenie od tradycyjnych form życia rodzinnego w stronę polskiej kultury, co niewątpliwie zbliżało je do kręgów syjonistycznych. Choć zwykło się uważać, jak podkreśla znawczyni kultury żydowskiej Joanna Lisek, że syjonizm w XX wieku wiąże się ze świeckością, to wielu syjonistów żyło zgodnie z tradycją judaistyczną. O podziałach wewnątrz wspólnoty żydowskiej nie można więc myśleć w kategoriach murów nie do przebycia. Badaczka feministyczna Chavy Rosenfarb zauważyła, że nawet silna potrzeba emancypacji kobiet nie rozbijała tej wspólnoty, ponieważ łączyły ją wspólny los i przestrzeganie moralnych zasad judaizmu. Toteż aspiracje Sabiny – która pochodziła z ubogiej rodziny ortodoksyjnej i zdołała ukończyć szkołę powszechną – by wyjść za mąż za kogoś, kto działa na rzecz wspólnoty żydowskiej, a przy tym odnajduje się doskonale w polskim otoczeniu, są jeśli nie typowe dla jej generacji, to przynajmniej możliwe do wyjaśnienia.

Będę dla ciebie pracował, będę cię szanował

Samuel Lehm i Sabina Wolner zawarli związek małżeński we Lwowie w obecności rabina Samuela Guttmana, duchownego syjonistycznego, który głosił w synagodze postępowej kazania w języku polskim. Ich ślub odbył się w piątek 30 maja 1919 roku, czyli niespełna miesiąc po ustaniu walk wokół miasta. W tym czasie nadal trwały ekshumacje zbiorowych mogił, istniało zagrożenie zarażenia się tyfusem, brakowało podstawowych produktów spożywczych, dopiero przywracano ruch kolejowy. Świątynia mocno ucierpiała od pożaru podczas starć, kopuła przeciekała. W sobotę poprzedzającą ślub wprowadzono Samuela do synagogi i wezwano do odczytania Tory, a modlące się kobiety obrzucały go migdałami i rodzynkami, jeśli w tych powojennych warunkach udało się je zdobyć. Potem odbyły się wieczory kawalerski i panieński. W dniu ślubu para pościła i spowiadała się. Sabina była o trzynaście lat młodsza od Samuela, on stawał pod baldachimem (chupą) w wieku czterdziestu lat, najwyraźniej dobrze rozumiejąc zalecenia żydowskiej tradycji, by nie spieszyć się z podejmowaniem tak ważnej decyzji oraz by przy wyborze zwracać uwagę na rodzinę przyszłej żony, a szczególnie na charakter jej braci. Jeśli wziąć pod uwagę bliskie relacje Samuela ze szwagrem Gecelem i ten warunek został spełniony. Świadkiem na ślubie byli kantor Izak Enser i Paul Buxdorf, najprawdopodobniej aptekarz. Sporządzono wtedy kontrakt, ketubę, która stanowiła zabezpieczenie prawne i finansowe dla żony: mąż zobowiązywał się, że zapewni jej mieszkanie, utrzymanie i opiekę.

Samuel Lehm deklarował: „Będę dla ciebie pracował, będę cię szanował, utrzymywał według zwyczajów mężów judejskich i będę z tobą żył, jak to przyjęte w naszym świecie. I biorę odpowiedzialność na siebie i na moich spadkobierców, żeby uzyskać większy majątek, niż posiadam dotychczas […] i wszystko kładzie się na moje barki, póki żyję i po mojej śmierci”. Późniejsze losy Samuela i jego rodziny pokazują, że traktował to przyrzeczenie niezwykle poważnie.

Z tej perspektywy trudno myśleć o Sabinie jako o gospodyni domowej. W horyzontach życiowych większości kobiet żydowskich z jej pokolenia nie mieściła się myśl o pracy zarobkowej, karierze zawodowej czy zdobywaniu średniego i wyższego wykształcenia. Całe ich ówczesne wychowanie miało je zaprowadzić właśnie pod baldachim, a obowiązki żony oraz matki były najważniejszym wyzwaniem, jakie przed nimi stawiano. Dzięki zamążpójściu zyskiwały szacunek, a ich codzienność miała odtąd upływać na organizowaniu życia domowego. Przeciętna Żydówka nie studiowała Talmudu, nie zabierała głosu w sprawach politycznych, nie czytała po hebrajsku, skupiała się na codziennych rytuałach i przestrzegała halachy. W gminie żydowskiej reprezentował ją mąż.

W czasie zaślubin narzeczoną przy dźwiękach muzyki wprowadzano w orszaku pod chupę, młodzi upijali łyk z kielicha, nad którym rabin wypowiedział błogosławieństwo, pan młody nakładał żonie pierścionek, publicznie odczytywano też ketubę. Potem bliscy wygłaszali dla pary siedem błogosławieństw. Na koniec młodzi wypijali wino i tłukli kielich. Rozlegało się wtedy gromkie Mazel tow! zaproszonych gości. Dopiero po powrocie do domu młodzi jedli pierwszy posiłek, a pan młody wygłaszał mowę religijną.

Małżeństwo Samuela i Sabiny musiało mimo wszystko poruszyć obie rodziny, skoro Stanisław Lem wspominał, że było ono dla krewnych ojca swoistym mezaliansem. Użył nawet mocniejszego określenia, twierdząc, że uważali je za morganatyczne. Jest w tym zapewne dużo typowej dla niego przesady, co jednak nie oznacza, że rodzina Samuela nie okazywała Sabinie dezaprobaty. Jego siostry i bracia byli od niej o dwadzieścia i więcej lat starsi, sami podjęli decyzje życiowe, które wydobyły ich z biednego domu i pozwoliły zdobyć majątek. Na ich relacje z żoną młodszego brata nakładał się więc odmienny stosunek do tradycji, wychowania oraz napięcia generacyjne. W dodatku nawet jeśli rodzina Sabiny posiadała w Przemyślu jakikolwiek majątek, straciła go w wyniku działań wojennych, toteż jej posag był nader skromny.

Być może dezaprobata ciotek i stryjów Stanisława dotyczyła braku wykształcenia jego matki, choć z twórczości Samuela jasno wynika, że był przeciwnikiem emancypacji kobiet. Jeśli chodzi o pozycję społeczną i finansową, różnica zapewne istniała, ale Samuel także wychowywał się w dość siermiężnych warunkach i dopiero po ślubie zaczął lepiej zarabiać. Większym problemem mogły się okazać język jidysz i środowisko przeciwne asymilacji, a może nawet i syjonizmowi, w którym Sabina dorastała.

Stanisław Lem podkreślał, że matka była religijna, a ojciec pozostał agnostykiem, więc różnił ich na pewno stosunek do judaizmu oraz tradycji. Mimo że Samuel czuł się mocno związany ze społecznością żydowską Lwowa, w której ton narzucał odłam ortodoksyjny, to jednak odebrane przez Sabinę wychowanie, reguły i zasady myślenia odbiegające od postępowych dążeń syjonistów mogły prowadzić do dysonansów i nieporozumień w życiu codziennym. Nie wolno zapominać o tym, że Samuel przed ślubem miał okazję poznać wiele niezamężnych kobiet, które studiowały i zajmowały się działalnością społeczną. Wybrał jednak małżeństwo z Sabiną, a zatem zależało mu na umacnianiu żydowskiej tradycji. Być może syn wyolbrzymiał małżeńskie napięcia, ale niewykluczone, że z biegiem lat pogłębiała się różnica między kompetencjami Sabiny a aspiracjami Samuela.

Fragment książki „Stanisław Lem. Wypędzony z Wysokiego Zamku. Biografia” Agnieszki Gajewskiej, która 10 listopada ukaże się nakładem Wydawnictwa Literackiego

AGNIESZKA GAJEWSKA

Rocznik 1977. Pracuje w Instytucie Filologii Polskiej UAM w Poznaniu, jest profesorką literaturoznawstwa, autorką książek „Zagłada i gwiazdyPrzeszłość w prozie Stanisława Lema” (2016) oraz „Hasło: feminizm” (2008). Redaktorka naukowa antologii przekładów „Teorie wywrotowe” oraz współredaktorka (razem z Maciejem Michalskim) „Kultur dziewictwa” (2020). Kieruje Interdyscyplinarnym Centrum Badań Płci Kulturowej i Tożsamości UAM

Stanislaw Lem

Kategorie: Uncategorized

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.