Uncategorized

Wnuczka Bashevisa Singera: Dla babci był egoistą. Czuła się zraniona, gdy zostawił ją i ich syna w Polsce


Wnuczka Bashevisa Singera: Dla babci był egoistą. Czuła się zraniona, gdy zostawił ją i ich syna w Polsce/Na zdjęciu Isaac Bashevis Singer, matka Meirav Hen Aviva i jej bracia Noam oraz Ilan

Wnuczka Bashevisa Singera: Dla babci był egoistą. Czuła się zraniona, gdy zostawił ją i ich syna w Polsce/Na zdjęciu Isaac Bashevis Singer, matka Meirav Hen Aviva i jej bracia Noam oraz Ilan (Fot. Archiwum prywatne Meirav Hen)Nie wspominała ich wspólnego życia dobrze. Opowiadała, że nigdy go dla nich nie było, że dziadek zbytnio zajęty był swoim pisaniem. Ale mój ojciec wiedział, że nie był dzieckiem, które urodziło się z miłości. Rozmowa z Meirav Hen, wnuczką Isaaca Bashevisa Singera.

Paula Szewczyk: Jesteś córką Israela Zamira, jedynego syna Isaaca Bashevisa Singera?

Meirav Hen: Tak, i jestem najstarsza z czwórki rodzeństwa, mam jeszcze trzech młodszych braci. W tym roku skończę 60 lat, pracuję jako psycholożka kliniczna i wykładam psychologię w college’u na północy Izraela. Mieszkam w moszawie nieopodal Jeziora Tyberiadzkiego. Piękne widoki. Dziadek był tu raz, zanim się urodziłam.

Przez kilka lat jako mała dziewczynka mieszkałam z ojcem w Nowym Jorku, niedaleko dziadka, jeszcze zanim Israel zaczął tłumaczyć jego utwory na hebrajski. Przyjechał wtedy do Stanów jako pracownik organizacji syjonistycznej, która miała zachęcić młodych do wyjazdu do Izraela. I chociaż teoretycznie nasz pobyt tam nie wiązał się w żaden sposób z Bashevisem, myślę, że ojciec, mieszkając w Ameryce, chciał być bliżej niego.

Jako dziewczynka zdawałaś sobie sprawę, kim jest twój dziadek?

Wiedziałam tyle, że jest znany i że jest pisarzem, ale nie miało to dla mnie większego znaczenia. Byłam w USA do 1970 roku, Nagrodę Nobla dostał osiem lat później.

Wtedy dotarło do mnie, że dziadek musi być kimś bardzo utalentowanym, ale i ta nagroda nie zmieniła niczego w moim życiu.

W szkole i później nikt nawet nie wiedział, czyją jestem wnuczką. Pamiętam, miałam już jakieś 40 lat, gdy na uczelni leciał w telewizji program o Singerze, w którym występowałam. Dopiero wtedy moi koledzy dowiedzieli się o tym rodzinnym powiązaniu, wcześniej o nim nie wspomniałam, bo nie miałam takiej potrzeby. Ojciec z kolei bardzo zaangażował się w życie i pracę Bashevisa, chyba bardziej potrzebował uznania niż ja, ale u niego wynikało to z innych pobudek

Wtedy w Stanach, pamiętam, chodziłam czasem do dziadka z mamą, częściej z ojcem. Oni rozmawiali, ja siedziałam sama, malowałam. Pamiętam żonę Singera Almę, która próbowała mnie jakoś rozerwać, ale głównie to, że siedzę i słucham.

Singer był typowym dziadkiem?

Wręcz przeciwnie! Na pewno był interesujący i zabawny, miał szalone poczucie humoru. Ale zwykle mówił do mnie jak do osoby dorosłej, a miałam przecież sześć czy siedem lat. Nawet listy, które mi przysyłał, nie brzmiały, jakby były pisane do kilkuletniej dziewczynki. Nie był chłodny, ale nie był też ciepły i nie miał podejścia do dzieci. Początkowo był zainteresowany, zadawał dużo pytań, ale cierpliwości starczało mu może na pięć minut i już go nie było.

Kiedy byłam nastolatką i przyjeżdżał do Izraela, odwiedzaliśmy go całą rodziną. Pracowałam wtedy w kibucu, bardzo go to interesowało, ale zwykle bardziej angażował się w rozmowy z moją matką i ojcem, bo byli dorośli. Potem znów spotkaliśmy się w Ameryce, miałam 19 lat, pojechałam go odwiedzić tuż przed wstąpieniem do wojska. Cieszyłam się, że mogę z nim pobyć, mieszkaliśmy w hotelu na Florydzie i każdego ranka chodziliśmy po holu tam i z powrotem, bo Singer tak miał, codziennie musiał pospacerować przez 45 minut.

I pamiętam, że powiedział mi wtedy: „Masz nadwagę, wyglądasz jak twoja babcia”.

Sam był bardzo szczupły, a babcia tęższa. Nie powinno się mówić takich rzeczy do 19-latki, ale on mówił.

„Kocham cię” albo „jestem z ciebie dumny” też?

Że jest dumny – tak, doceniał, że idę do armii. Gdy kilka lat później przyjechałam do niego z mężem, bardzo go polubił, podobało mu się to, że był wojskowym, jak i to, że pochodził z Iraku, a nie ze wschodniej Europy. Dziadek potrafił powiedzieć coś miłego, ale nie w ciepły sposób, bywał bezpośredni. Nie był typem mówiącym wprost „kocham cię”, na pewno nie. Otwarcie nigdy mi tego nie powiedział.

Ale miałaś poczucie, że cię kocha?

Myślę, że tak, ale w bardzo typowy dla niego sposób. Nie był kochającą osobą, jak stereotypowo można to sobie wyobrazić, z jego ust nie padały czułe słowa, nie przytulał mnie, nie dawał ciepła. Kiedy jako dziecko chciałam usiąść mu na kolanach, raczej mnie z nich zdejmował, choć nie pamiętam, by takich sytuacji było wiele.

Myślę, że po jakimś czasie po prostu zrozumiałam, by nie szukać u niego bliskości.

Jako dorosła wiedziałam już, że nie mogę oczekiwać od tej relacji za dużo, jeśli nie chcę być zła. Przygotowywałam się na krótkie, poprawne spotkania. On nie bywał podczas nich przesadnie miły, wiedziałam już, że nie mogę się tego spodziewać, inaczej pewnie wyszłabym zraniona. Mądrzy ludzie uczą się oczekiwać tego, co mogą dostać. Myślę, że to samo dotyczy mojego ojca – nauczył się, na co może od niego liczyć, i tyle.

Meirav Hen, wnuczka Bashevisa Singera: Dziadek nie był typem mówiącym wprost 'kocham cię', otwarcie nigdy mi tego nie powiedział./Na zdjęciu Meirav Hen w Warszawie 2018 roku

MEIRAV HEN, WNUCZKA BASHEVISA SINGERA: DZIADEK NIE BYŁ TYPEM MÓWIĄCYM WPROST 'KOCHAM CIĘ’, OTWARCIE NIGDY MI TEGO NIE POWIEDZIAŁ./NA ZDJĘCIU MEIRAV HEN W WARSZAWIE 2018 ROKU FOT. JAN BIELECKI / JAN BIELECKI/EAST NEWS

Nie spieszyło mu się, by zobaczyć syna, i chyba nie był zbyt hojny. W książce Agaty Tuszyńskiej „Singer. Pejzaże pamięci” czytam, że nie chciał odwiedzić go w Palestynie, bo musiałby mu kupić prezent.

Sama pamiętam, jak dał mi raz 20 dolarów, mówiąc: „Kup sobie za to, co tylko chcesz”, jakby wręczał mi fortunę, a to było nic.

Raz poszliśmy też do kawiarni, zamówił nam jedną sałatkę do podziału, uznał, że nie ma sensu kupować dwóch.

Ale nie wydaje mi się, żeby miał problem z dzieleniem się, raczej sam nie lubił luksusu. Rzeczy materialne zbytnio się dla niego nie liczyły, taki miał styl życia, sam żył skromnie, wiele nie kupował.

Nie jestem pewna, czy nie odwiedził syna, bo chodziło o pieniądze. Raczej nie chciał tracić czasu na szukanie prezentu, chodzenie po sklepach. Dla niego było to czyste marnowanie energii. Miał problem, nawet żeby dla siebie samego robić zakupy. Też widzę po sobie, pisząc artykuły naukowe, że w ferworze pracy pójście do kuchni i przygotowanie sobie kawy jest dla mnie stratą czasu, więc nieco go rozumiem.

Wiem, że dziadek nie był hojny, ale ja znałam tego człowieka osobiście. Akceptuję jego zachowania, bo próbuję zrozumieć, z czego wynikały. Myślę, że innym łatwiej niekorzystnie go ocenić. Mój ojciec też nie odbierał tego braku hojności jako problemu. Gdy spotkali się pierwszy raz po 20 latach rozłąki, dziadek dał mu parę groszy, mówiąc, że jest dorosły i musi na siebie zarobić sam, i ojciec to przyjął.

Jak w twoim domu mówiło się o dziadku?

Cóż, moja babcia Runia dużo o nim mówiła, ale nie była do niego zbyt pozytywnie nastawiona. Miałam z nią bliską relację, nawet wyglądam trochę jak ona. Starzeję się i wyraźnie to widzę, też miała niebieskie oczy jak ja. Często nas odwiedzała, mówiła, że dziadek to, owszem, mądry człowiek i dobrze pisze, ale była bardzo zraniona faktem, że ją i ich syna w Polsce porzucił.

Nie wspominała go i ich wspólnego życia dobrze.

Opowiadała, że jest egoistą niezdolnym do wzięcia odpowiedzialności za syna, że nigdy go dla nich nie było, że był zbytnio zajęty swoim pisaniem, a cała odpowiedzialność za dziecko spadła przez to na nią.

Ojciec z kolei był optymistą, zawsze mówił o nim pozytywnie, nie lubił, gdy ktoś powiedział na Bashevisa złe słowo. Dlatego tak nienawidził, że jego matka sobie na to pozwalała. Israel był inny niż Runia.

Meirav Hen, wnuczka Bashevisa Singera: Babcia nie wspominała go i ich wspólnego życia dobrze, opowiadała, że jest egoistą niezdolnym do wzięcia odpowiedzialności za syna./Na zdjęciu Runia, niedoszła żona Singera i ich wspólny syn Izrael, jedyny, jakiego miał noblista.

MEIRAV HEN, WNUCZKA BASHEVISA SINGERA: BABCIA NIE WSPOMINAŁA GO I ICH WSPÓLNEGO ŻYCIA DOBRZE, OPOWIADAŁA, ŻE JEST EGOISTĄ NIEZDOLNYM DO WZIĘCIA ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA SYNA./NA ZDJĘCIU RUNIA, NIEDOSZŁA ŻONA SINGERA I ICH WSPÓLNY SYN IZRAEL, JEDYNY, JAKIEGO MIAŁ NOBLISTA. FOT. ARCHIWUM PRYWATNE WNUCZKI SINGERA MEIRAV HEN

Nie czuł się porzucony? Singer nie chciał wspólnego życia z synem i Runią w Palestynie, wybrał Amerykę.

Człowiek będący na miejscu mojego ojca pewnie mógłby czuć się porzucony, ale on tak tego nie traktował, bo rozumiał, że był dzieckiem, które nie urodziło się z miłości, ale z namiętności. Dopiero wiele lat później usłyszałam w radiu, jak ojciec przyznał, że był nieszczęśliwy, bo Singer go zostawił.

Wiedział jednak, że jego rodzice nigdy nie mieli prawdziwej relacji. Choć razem żyli, nie byli małżeństwem. Runia miała 20 lat, kiedy urodziła Israela, Bashevis – 25.

Byli wtedy dwojgiem młodych ludzi, nie sądzę, by ich łączyła miłość.

Babcia pewnie chciała, by zostali razem, ale dziadek na zakładanie rodziny nie był gotowy, wybrał życie bez nich. Ona usiłowała przetrwać jakoś wojnę, wyjechała do Rosji, później do Palestyny, nie było jej łatwo. On wybrał USA i nigdy jej tam nie zaprosił. Nie połączyli się ponownie, bo wcześniej tak naprawdę nie byli rodziną. Nigdy więcej się też już nie spotkali.

Oboje nie chcieli?

Oboje mieli już nowe relacje. Runia może byłaby gotowa się z nim zobaczyć, ale kiedy nocował w hotelu w Hajfie ulicę dalej od jej domu, to się nie udało. Ona była już mężatką, on miał żonę, po tylu latach byli dla siebie obcymi ludźmi. Mimo listów, które wymieniali przez kilka lat, zwykle o wspólnych przyjaciołach z Polski, o rodzinie, dziadek opisywał jej życie w Stanach, ona jemu w Palestynie. Zaczynał zawsze od „Droga Runio”, ale nic z tego nie wynikało, po prostu sprawdzali wzajemnie, czy żyją i czy mają się dobrze.

Ona początkowo czekała na pieniądze, pytała Bashevisa, kiedy zaprosi ją i syna do siebie.

Nie wiem, czy miała jeszcze nadzieję, że będą razem, bo to, co było między nimi, już się wypaliło. Myślę, że starała się dla mojego ojca. Ale dziadek jej nie kochał, była dla niego tylko jedną z kobiet, a fakt, że mieli razem dziecko, nie czynił jej dla niego wyjątkową.

Singer miał poczucie winny, że wyjechał sam?

Nie wiem, czy czuł się winny, być może. Ale też nigdy nie chciał tego… Winił ją, był na nią zły. Rozmawiałam z nim na ten temat, mówił, że nigdy nie podjęli wspólnej decyzji, że chcą mieć dziecko.

To wpłynęło na mojego ojca, który próbował być zupełnie innym ojcem dla nas, bo wiedział, jak to jest go nie mieć. Israel był ciepły i kochał ludzi. Choć, tak jak i dziadek, mocno koncentrował się na pracy i swoim pisaniu. Pewnie dlatego też praca z Bashevisem wynagradzała mu trudne dzieciństwo. Ja nie miałam złego dzieciństwa, nigdy nie potrzebowałam publicznego rozpoznania w związku z Singerem, a dla ojca to było ważne. Może traktował to jako rodzaj rekompensaty za samotność, brak środków do życia, brak prawdziwej rodziny czy stabilizacji, gdy był chłopcem.

Bo po wyjściu za mąż Runia urodziła drugiego syna i to była jej rodzina. Israela w niej nie potrzebowała.

Wysłała go do szkoły z internatem, a potem do kibucu. W ogóle go nie wychowywała.

To przez złość na Singera?

Na pewno winiła Bashevisa za to, jak żyli w tych pierwszych latach, wielokrotnie nam o tym mówiła. Przeze mnie to przelatywało, nie chciałam za bardzo tego słuchać, by jej opinie nie wpłynęły na to, co myślę o dziadku. Wiem, że była zraniona i cierpiała przez niego, ale nigdy o tym nie rozmawiałyśmy, bo do 28. roku życia, gdy zmarła, niezbyt się na tym skupiałam.

Fakt, że dziadek dostał Nobla i był znany, mógł być dla niej bolesny, choć sama proponowała mu tłumaczenie jego książek – też była bardzo utalentowana, uczyła angielskiego w armii – ale myślę, że nie życzyła mu dobrze.

Jaką miała relację z synem?

Nie była to dobra relacja. Ojciec miał do niej wiele żalu, że nie chciała go wychowywać, bo wolała swoje nowe życie i nowe dziecko. Jako mała dziewczynka nie zdawałam sobie sprawy, że był na nią tak zły, lubiłam po prostu, kiedy do nas przychodziła.

Ale gdy zmarła, niczego Israelowi nie zostawiła, argumentując: „Dostaniesz od ojca”.

Dziadkowie rozstali się w 1935 roku, Runia zmarła w 1989, jak więc musiała być przez te 50 lat zła na Bashevisa! Mój ojciec poczuł się jeszcze raz przez nią odrzucony. Nie chodzi o pieniądze, ale o to, że jego matka mogła mu zrobić coś takiego.

Zanim do tego doszło, bracia mieli mimo wszystko relację bardzo dobrą. Po tym testamencie Israel poszedł do wujka, mówiąc, że czuje się pominięty. On na to: „Cóż, tak zdecydowała mama”… Doszło do wielkiego pęknięcia. Jak to bywa zwykle w rodzinie – pieniądze, pieniądze.

Rzeczywiście Israel dostał coś od ojca?

Tak, gdy Bashevis zmarł, sporo mu zostawił. Ale żaden majątek nie mógł zrekompensować ojcu braku miłości własnych rodziców.

Meirav Hen przyjechała do Polski na premierę spektaklu Roberta Talarczyka „Jentl” na podstawie opowiadania swojego dziadka Isaaca Bashevisa Singera „Jentl, chłopak z jesziwy”. Spektakl do obejrzenia w Teatrze Żydowskim.

Paula Szewczyk

Wnuczka Bashevisa Singera: Dla babci był egoistą. Czuła się zraniona, gdy zostawił ją i ich syna w Polsce

Kategorie: Uncategorized

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.