Piotr Zettinger o Irenie Sendler

W czasach Zagłady byłem małym dzieckiem. Miałem 2 lata, kiedy mnie razem z moją rodziną i tysiącami innych zamknięto w getcie w Warszawie. Dwa lata później, kiedy getto likwidowano i tysiące ludzi wywożono każdego dnia do obozu zagłady w Treblince, wyprowadzono mnie z getta na aryjską stronę kanałami kanalizacyjnymi. Bez rodziców. Każdy dzień mojego prawie trzyletniego życia po aryjskiej stronie mógł być dniem ostatnim. Musiałem się ukrywać, uciekać i zmieniać często miejsce pobytu. Nie miałem przez cały ten okres żadnego kontaktu z rodzicami ani krewnymi. Mama odnalazła mnie w przyklasztornym sierocińcu kilka tygodni po zakończeniu wojny w Polsce. Miałem wtedy niecałe 7 lat. Mamy nie poznałem. Potraktowałem ją jako obcą kobietę, z którą muszę dokądś iść. Nie protestowałem, byłem do takich sytuacji przyzwyczajony. Dopiero czas i różne dramatyczne wydarzenia pozwoliły mi uwierzyć, że kobieta, która zabrała mnie z sierocińca, jest rzeczywiście moja matką

Można powiedzieć, że to wojenna historia żydowskiego dziecka szczęśliwego. Takiego, któremu zabrano wprawdzie ojca, dużą część rodziny i całe dzieciństwo, ale któremu mimo wszystko udało się przeżyć i spotkać własną matkę. Miałem po prostu szczęście, nieprawdopodobne szczęście. Dlaczego właśnie ja, tego nadal nie rozumiem.

Choć od tych czasów minęło już tyle lat, nie wolno o nich zapomnieć. Trzeba mówić o prześladowanych i zamordowanych, bo byli oni ofiarami idei, która nie zginęła i która niestety nadal żyje. Trzeba mówić o oprawcach, o tych tysiącach zwykłych, porządnych ludzi, takich jak ja i wy, którzy byli gotowi mordować dzieci, kobiety, starców, bo uważali, że zabijają pluskwy i mają wielką misję do wykonania. I trzeba mówić o bohaterach, dzięki którym ta misja do końca się nie spełniła. Z osiemdziesięciu tysięcy żydowskich dzieci z getta warszawskiego przeżyło cztery, może pięć tysięcy. Wszystkie bez wyjątku dzięki temu, że znaleźli się bohaterowie, którzy ryzykując własnym życiem i życiem swoich bliskich odważyli się pomóc takim jak ja, skazanym na zagładę dzieciom.

Irena sendlerTakich bohaterów nie było wielu. Irena Sendler ma wśród nich miejsce szczególne. Sama nie uważała się za bohaterkę, choć odegrała tak wielką rolę w ratowaniu mnie, moich dwojga kuzynów i tylu innych dzieci z getta. Przed siedmiu laty w czołowej szwedzkiej gazecie ukazał się duży artykuł o Irenie Sendlerowej. Pani Irena przesłała na moje ręce list, prosząc bym go przetłumaczył i przekazał autorowi artykułu. Chcę kilka zdań z tego listu przeczytać.

„… Te wszystkie pana słowa o mojej i moich współpracowniczek działalności są dla mnie zaszczytem, ale i wprawiają w zakłopotanie, bo nie zasłużyliśmy na tyle ważkich słów. Robiliśmy tylko to, co każdy człowiek powinien robić, gdy drugi jest w potrzebie. Ot i wszystko!”

Ot i wszystko! Taka była pani Irena. Znałem Ją dobrze, była niejako naturalną częścią mojego całego życia. Mógłbym przytoczyć wiele przykładów na to, że potrzeba pomocy innym była dla niej równie oczywista, jak powiedzmy oddychanie.

Pomagając nam w czasie wojny ryzykowała swoim życiem każdego dnia. Czy się bała? Na pewno niejednokrotnie. Nie mam wątpliwości, że się bała, kiedy mnie przyprowadzono do niej po mojej ucieczce z getta i kiedy próbowała w środku nocy pożyczyć mydło od sąsiadów, bo chciała mnie domyć. Lub kiedy załatwiała dla mnie miejsce ukrycia na trzy dni w jednym domu, pięć w innym, tydzień w trzecim, a potem w różnych sierocińcach. Ale potrzeba pomocy była silniejsza niż strach.

To że teraz Jej imieniem nazywa się szkołę w Hamburgu jest wydarzeniem radosnym i ważnym. Ważnym dla wszystkich. Pani Irena przyjaźniła się przed wojną z moim ojcem i darzyła go wielkim szacunkiem. Mówiła mi, że kiedy nie wiedziała jak postąpić, zdawała sobie niejednokrotnie pytanie: a jak postąpiłby Józef? Dzięki temu, że szkoła nosi imię Ireny Sendler, wielu ludzi pozna Jej życiorys. Niejeden zada sobie może w jakimś ważnym i trudnym momencie swojego życia to pytanie: a jak postąpiłaby Pani Irena? Jestem przekonany, że odpowiedź może nam dodać sił, by nie odwracać głowy od wołającego o pomoc, odtrącić pokusę pójścia za fałszywymi prorokami i postępować zgodnie z własnym sumieniem.

Piotr Zettinger

Jutro pierwsze opowiadanie Piotra ” Spotkanie w pociagu ”

Spotkanie z matka

http://www.fzp.net.pl/opinie/niech-przemowi-swiadek

3 komentarze to “Piotr Zettinger o Irenie Sendler”

  1. Salomea Kape 02/07/2016 at 04:13

    Wspaniale napisane, poprostu widze to dziecko przedwczesnie dojrzale i jego spotkanie z swietnie opisana matka. Pioro literacje pisarza wspaniale oddaje takze klimat tamtych czasow oraz uczucia dziecka wyobcowanego, ktore stara sie przyzwyczajac do zmieniajacych sie warunkow, bo kieruje nim instynkt zycia. Opisuje to oczyma dziecka i w tym jego literacki talent blyszczy jak drogocenny brylant. Czy pisarz wydal ksiazke? Opowiadanie jest jednym z najlepszych dokumentow Holocaustu. Prosze o wiecej opowiadan i dziekuje za wydrukowanie.

  2. Zdzislaw Hoffman 01/07/2016 at 14:16

    wzruszajce oba teksty.

  3. Zawsze,kiedy czytam o uratowanym dziecku z getta przez Panią Sendlerową jestem bardzo wzruszona.Wzruszona postawą p.Sendlerowej oraz,że uważała to za rzecz normalną a nie za bohaterstwo.A ile ludzi odważyło się na tak heroiczny krok?Dla mnie jest BOHATERKĄ.Uratowała 2500 żydowskich dzieci od zaglady.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: