holsztynski

Włodzimierz Holsztyński

Wywiad przeprowadziła Jurata Bogna Serafińska

Panie Włodku – przeczytałam w Internecie Pana traktat o liberałach, znalazłam stronę z zadaniami matematycznymi, długo szukałam strony z poezją. Na szczęście ma Pan swoje miejsce na liście poetów w „Mieście Literatów. Są tam dwa Pana wiersze, które robią wielkie wrażenie – „Płacze wieszcz…” i „Czarne zero”. Dla miłośników Pana talentu przytaczam jeszcze fragment wiersza bez tytułu z lat siedemdziesiątych –

[…]

to pytanie męczy mnie we śnie,
Ameryko, ja nie mam gdzie wracać.

Ameryko pocięta szosami,
w mojej duszy są same bezdroża –
na nic moje sanie i obroża,
nie pasuję do Twej panoramy

[…]

 

Jeśli można, chciałabym zadać Panu kilka pytań –Jak to się stało, że zaczął Pan  pisać?

Nie wiem dlaczego zacząłem pisać wiersze. To tak, jak naraz urywa się sopel lub zsuwa śnieg z pochyłego dachu. Nadchodzi moment taki sam jak poprzedni, a jednak następuje nagła zmiana.

Jakie miejsce w Pana życiu zajmuje twórczość?

Mówię sobie, może wmawiam, że niewielkie. Jednak od pół wieku zajmuję się poezją, a co niby odejdę, to powracam. Moje wiersze są dla mnie swoistym pamiętnikiem. Ponadto, czuję powinność napisania o tym czym jest poezja. Ociągam się od kilku lat.

Na co zwraca Pan, przede wszystkim, uwagę oceniając twórczość innych?

W kolejności alfabetycznej, na artystyczną: czystość, kunszt, smak, uczciwość. (Cechy te są mocno powiązane –na przykład nie można mówić o pełnym kunszcie, gdy utwór nie spełnia jednego lub więcej z pozostałych trzech wymagań). Oczywiście utwór przede wszystkim musi istnieć, musi w nim coś naprawdę być, bez lipy.

Kto Pana zdaniem zasługuje na miano poety?

Ma Pani na myśli „prawdziwego poety”? Czy to takie ważne, żeby rozdać naramienniki, epolety, galony, pagony, …, etykietki? Du Fu i Leśmian na pewno zasługują. Znam więcej. Niektórzy mówią, ze poetą się nie jest, lecz tylko bywa. W rozmowach i wypowiedziach o literaturze wygodnie jest zwać poetą każdego autora tekstu zwanego wierszem. Natomiast pytanie: które utwory zasługują na miano wiersza (poezji)? — jest podstawowe.

Czy nie myślał Pan o powrocie do Polski?

Wiele razy. Przez szereg lat, niemal(?) do końca PRL-u, było to niemożliwe. Potem, aż po dzis, nierealne, zwłaszcza że z Ameryką jednak jestem mocno związany. O przyszłości (swojej) nie myślę, nie chcę. Niemrawo myślę o różnych projektach, ale nie o przyszłości.

Czy wydaje Pan swoje utwory w USA w języku polskim czy też stał się Pan, jak kiedyś Jozef Conrad Korzeniowski, pisarzem anglojęzycznym?

Drukiem ukazało się tylko kilka moich utworów, bez mojej specjalnej inicjatywy — nie jestem zawodowym literatem. Z angielskim w Stanach osłuchałem się, miałem kontakt z wszelkimi grupami społecznymi i etnicznymi, od żebraków i bezdomnych po milionerów i sławy światowej nauki, oraz od WASPow, poprzez Murzynów i Meksykańczyków, aż po Hindusów i Chińczyków. Przez kilka lat mówiłem niemal włącznie po angielsku. Mimo to nie czuje się komfortowo z angielskim. Tylko w kontekście poezji (i matematyki) mam trochę mniej trudności. W latach 1981-1991 prawie wszystkie swoje wiersze napisałem po angielsku. Przez dłuższy czas więcej ich miałem po angielsku niż po polsku. Od roku 1997 znowu zacząłem więcej pisać po polsku.

Obserwujemy ostatnio pewną tendencję dotyczącą nowych form literackich. Otóż dzisiejsi czytelnicy preferują krótkie formy. Prawdopodobnie w odpowiedzi na to zapotrzebowanie zaczęły powstawać jednostronicowe opowiadania i powieści nie przekraczające dwustu stron. Kierunek ten – łączący krótką formę z przekazywaniem wartości wybitnie humanistycznych został opisany w niektórych recenzjach jako nurt „silaj”. Czy mógłby Pan zdradzić swoje zdanie na temat tego nowego nurtu?

Myślę, że krótkie formy zawsze były popularne, na przykład w starożytnej poezji greckiej. Orientalna poezja niemal całkowicie ogranicza się do krótkich utworów, też od starożytnych czasów. Gdy chodzi o perły prozy, to w przeszłości pisali krótkie opowiadania Maupassant i Babel (nawet półstronicowe), krótkie były sagi skaldów, „Obcy” Camusa ma poniżej 120 stroniczek; a dziś rzeczywiście, Internet wpływa na brak cierpliwości do dluższych tekstów — trudno sobie wyobrazić przeczytanie dzieła o półtora tysiąca stronach z monitora PC. W czasach preinternetowych, po 1970-te, standardem dla bestsellerów (paperbacków) było 500-600 stron, tak mi się wydaje. Nie wiem czy dalej tak jest.

W ostatnich latach wiele „papierowych” czasopism przeżywa kryzys, natomiast jak przysłowiowe grzyby po deszczu, powstają nowe portale internetowe. Czy uważa Pan, że Portale stanowią przyszłość dla pisarzy, ponieważ młode pokolenie chętniej czyta z ekranu monitora niż z ksiązki?

Ludzie więcej poezji czytają dziś z Internetu niż z druku, gdyż nic za to nie płacą. Ponadto łatwiej utwór znaleźć w Internecie niż w księgarni. Coraz więcej wierszy klasycznych umieszcza się w Internecie, a wiele nowszych poza Internetem nie istnieje. Wielu internautów trafiło do poezji właśnie dzięki Internetowi. Portale, to nie przyszłość, to już teraźniejszość. Utwór ponad 5-stronicowy wciąż łatwiej i przyjemniej czytać w druku. Krótkie utwory lepiej można prezentować komputerowo. Wtedy czytelnik może wybrać sobie jasność ekranu, wielkość czcionki, kolor czcionki i tła, itd, itd. — byle internetowa strona była dobrze zaprogramowana (narzędzia istnieją).

Autorzy spotykają się obecnie z reguły z sytuacją nie otrzymywania honorariów za swoje publikowane w gazetach teksty. Czy nie uważa Pan, ze tradycyjne „papierowe”, które nie płacą honorariów – nie powinny wymagać od autorów wyłączności?

Owszem, nie powinni. Ale mogą. A autorzy mogą się na to nie zgadzać!

Jakiej rady może Pan udzielić pisarzom i poetom, którym gazety (dzienniki, tygodniki, miesięczniki) nie płacą honorariów za publikowane utwory? Pisarz musi z czegoś żyć, a z reguły boi się upomnieć o honorarium – ponieważ sprawa publikowania jest dla niego najważniejsza. Bez publikacji nie istnieje, z kolei bez pieniędzy nie jest w stanie żyć, pisać i publikować. Więc – jaka rada?

Rady nie mam, zwłaszcza, ze nie jestem zawodowcem. Ograniczę się do uwag. Istnieje tradycja wydawania samemu. To żaden wstyd. W ten sposób szereg twórców dało się poznać krytykom i publice. Dziś jest to szczególnie łatwe, bo tomik można drukować dopiero na zamówienie. Niewielu poetów może wyżyć z własnej twórczości. Podobnie jest z matematyką, szachami i innymi kierunkami, w których trudno o pieniądze.

Obiecał mi Pan opisać teorię związku matematyki z poezją –

Tylko matematyka ma od poezji dłuższą ciągłość rozwoju. Matematycy cenią sobie wielotysięczną tradycję. Natomiast poeci i ludzie literatury (przede wszystkim nieorientalni) tradycji poezji nawet nie znają. Tworzą jakieś niby prądy, kierunki, grupy… bez zdawania sobie sprawy z ich miejsca w historii i gmachu poezji (na ogol nowość jest marginesowa). Matematyka rozwijała się od pradawna w wielu częściach świata, lecz swoje korzenie ma przede wszystkim w greckiej matematyce. Poezja tez rozwijała się wszędzie (na specjalne wspomnienie zasługują jednak skaldowie), ale swoje korzenie ma w dawnej poezji chińskiej. Właśnie Chińczykom (a potem Japończykom) zawdzięcza poezja swój kilkunastowieczny ciągły postęp (może dwudziestokilkuwieczny?). Istnieje jednak zasadnicza różnica pomiędzy starożytnym, greckim stylem komunikowania się, i chińskim. Grecy formułowali syntezy, co nie jest poetyckie, ale na długą metę ma swoją ogromną wartość. Natomiast Chińczycy uczyli i przekazywali wiedzę wyłącznie poprzez charakterystyczne przykłady. Z tego powodu zaawansowane, matematyczne teksty chińskie nie wywarły na rozwój matematyki wpływu porównywalnego z greckim. Podobnie, choć chiński styl jest poetycki, i pozwolił Chińczykom stworzyć najwspanialszą poezję świata (pamiętajmy tez o skaldach), to nie przyczynił się do rozpowszechnienia wiedzy o poezji. Uczyli się od chińskich poetów późniejsi japońscy mistrzowie haiku, szczególnie Basho i Buson. Poza nimi nikt do końca nie rozumiał o co chodzi. amerykański poeta Ezra Pound wyczuł, że chodzi o coś wielkiego, ale jego zrozumienie było powierzchowne. Więcej rozumieli inni zachodni specjaliści od poezji orientalnej. Pewnych kwestii nawet oni nie pojmują, mimo że chodzi o samą podstawę języka chińskiego (i japońskiego), o jego poetyckość i matematyczność. Z tych powodów, skoro Chińczycy (i Japończycy) sami tego nie uczynili, czuję że powinienem się z innymi podzielić chińskim widzeniem poezji. Chcę podkreślić, że chodzi o widzenie całej poezji. Chińskie zrozumienie poezji jest uniwersalne (występuje w poezji ludowej, w najróżniejszych stronach świata, także w polskiej poezji ludowej), dotyczy ono wszystkich poetów.

Na zakończenie pytanie osobiste. Czy może Pan zdradzić nad czym Pan teraz pracuje?

„Pracuje” brzmi zbyt zobowiązująco w moim wypadku. Chciałbym rozwinąć cykl „O poezji”. Jeżeli stanie się cud, to powrócę do swoich 2-3 projektów poetyckich, które kiedyś napocząłem. Myślę też o oprogramowaniu, które pomoże lingwistycznie porównywać różne teksty, numerycznie, pod katem słownictwa, aliteracji, długości linijek i słów, otwartości słów (czy kończą się na spółgłoskę czy też na samogłoskę), występowania różnych zgłosek, itp. Specjalnie wymieniem te cechy, które łatwo zaprogramować.

Dziękuję za rozmowę. Warszawa, dnia 10.III.2007r.

Wywiad przeprowadziła Jurata Bogna Serafińska

http://www.bemowa.pl/articles.php?id=134

Jedna odpowiedź to “Włodzimierz Holsztyński”

  1. Prawie 10 lat temu. Czas leci.

    Liked by 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: