Pierwsza praca w przemyśle, cz.4

WŁODZIMIERZ HOLSZTYŃSKI· GRUDZIEŃ 2016

Firma w której pracowałem miała 3 działy. Największy był “radar”. Dlatego cała firma była traktowana jako defense contractor – w Polsce by się powiedziało coś jak dostawca dla ministerstwa obrony narodowej. Z miejsca wystąpili o przyznanie mi secret clearance. Przyznano mi całkiem szybko, szybciej niż innym, chociaż byli regularnymi amerykanami. Byłem przecież z (komunistycznej 🙂 ) Polski, nawet nie miałem jeszcze obywatelstwa amerykańskiego (po prostu żadnego – dzięki Gomułce). W tej sytuacji, każdego dnia, przy każdym wejściu do budynku, musiałem dyżurnemu podawać swój social security number (ten numer nic nie ma z wojskiem, a jedynie z powszechną w Stanach cywilną emeryturą). Dzięki częstemu powtarzaniu, nauczyłem się swojego numeru na pamięć, co bywa wygodne.

 

Druga grupa, do której mnie zaliczono, zajmowała się szacowaniem powierzchni różnych upraw (pszenica, żyto, kukurydza, …) na podstawie zdjęć satelitarnych, a nawet przewidywaniem plonów (co jest o wiele trudniejsze). Chodzenie po polach, żeby mierzyć i szacować pola, byłoby zbyt kosztowne. Niby u nich miałem pracować, ale udało mi się to dopiero po dłuższym czasie, i tylko w ograniczonym zakresie. Była tam też grupa, której liderem był St2 (też miał kontrakty wojskowe). Dla niej pracowałem najwięcej, przy czym temat tej grupy, procesowanie obrazów, był dla mnie naturalny.

 

Wracając do zdjęć satelitarnych, to nie są zdjęcia w zwykłym sensie – klik, i już ma się zdjęcie. Zamiast tego, aparatura na satelicie przekazuje na ziemię jedną kropkę po drugiej, linia po linii, zilliony kropek. Z tych kropek zlepia się obraz, w sensie koncepcyjnym lub czasem nawet dosłownie, dla ludzkiego oka. Tych kropek było tyle, a każda oznaczała od 14 do 34 czy iluś liczb (po jednej dla każdej wybranej częstotliwości fali optycznej; nazywały się kanałami), że w tamtych czasach komputery nie dawały rady ich opracować. Potrzebne były różne metody redukcji informacji. Komputery, w przypadku tak wielkich obrazów, nie były w stanie brać pod uwagę otoczenia kropki (pixel). Przy tym każdej kropce odpowiadał na ziemi spory obszar. Badano te masy kropek statystycznie. Z miejsca było jasnym, że mowy nie było o precyzji. Ale ludzie nie chcieli o tym za dużo myśleć dopóki dawali pieniądze. Mówiłem, że dalsze takie badania, to wyciskanie soku z już wyciśniętej cytryny; pracowanie po takiej linii nawet prowadziło do ciekawych twierdzeń – nie dla mnie – ale nie do stosowanych wyników.

 

Wspomniałem o konferencji u sponsora (w ramach skojarzenia z powyższym). W przerwie, spacerowałem sobie po korytarzach. Na ścianach zamieszczał sponsor jakby gazetki szkolne – reklamy swoich sukcesów. Jakże się przy jednej uśmiałem!!! Podali “informację” o tym, jak nam Amerykanom udało się przewidzieć (PRZEWIDZIEĆ!) plony Sojuza z dokładnością do ułamka procenta. O!!! Patrzcie, porównali amerykańskie przewidywania plonów z plonami które Sojuz sam podał, i błędu praktycznie w ogóle nie było. Najlepsze warunki do takich ocen powierzchni pól uprawnych i plonów były w Stanach, w stanie Kansas. Wszystko było tam znane, pola były regularne i wielkie, klimat pod kontrolą, … Więc błędy były rzędu tylko trzydziestu procent, co było sukcesem. A tu cały Sojuz, pola od sasa do lasa, itd, i taka pełna dokładność? W Sojuzie sami nie byli w stanie swoich plonów zmierzyć! A gdyby zmierzyli, to na każdym etapie tak by kłamali w dowolną stronę, że za chmura i tak nikt nic by nie wiedział. A tu ułameczek procenta. Cha-cha!!! – Po prostu ktoś w administracji Sojuza wziął liczby od nas, od Amerykanów, i w ten sposób dowiedzieli się o swoich plonach. Nawet się im nie chciało liczb zaokrąglić lub nieco zmodyfikować dla niepoznaki.

 

Patrzyłem na pewne zdjęcia satelitarne całego globu, były powszechnie dostępne (całkowicie jawne). Nad Śląskiem było czarno, był jednym z najbardziej zabrudzonych środowisk na świecie, aż się serce kroiło.

 

Najmniejszy dział firmy zajmował się środowiskiem, czyli atmosferą, oceanami, itd. Wszystkie trzy tak różne działy łączył temat pattern recognition i klasyfikacja. W oceanie, chcemy rozpoznać ławicę ryb i odróżnić ją od statku. Podobnie z plonami, z krową vs czołg, oraz z olbrzymia liczba różnych elementów widzianych przez radar i inne czujniki. Bywały też inne problemy. Raz dla ważnego przybysza z Bangladesh oszacowałem ubytek ich gleby z powodu wynoszenia gleby przez wielkie rzeki do oceanu (nie było tak źle, jak się obawiał). To był króciutki, jednorazowy projekt. Wspomniał swoje dzieci. On mi serio obiecał, że da mi uczyć matematykę w swoim kraju, w Bangladesh. Po mojemu. Jednak za szybko straciłem z nim kontakt. Ogromna szkoda. Powinienem był o to zadbać.

Pierwsza praca w przemyśle, cz.3  TUTAJ

No comments yet... Be the first to leave a reply!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: