Święto zmarłych w Rechcie ( 4 )

Napisali i przyslali

 
DARIUSZ LIBIONKA (ur. 1963) — adiunkt w Instytucie Filozofii i Socjologii PAN,

pracownik Biura Edukacji Publicznej IPN Oddział w Lublinie.

PAWEŁ P. RESZKA (ur. 1977) — dziennikarz „Gazety Wyborczej” w Lublinie.


Adam Radomski:
(z relacji, lipiec 2004)
Czesław Adamczyk […] w roku 1948–49 był w domu u mojej córki Zofii Sidor, gdzie […] powiedział, że był niedaleko miejsca morderstwa trzynastu Żydków i widział, kto mordował tychże obywateli żydowskich. Dalej powiedział, że dokładnie wie, kto dzielił się rzeczami pożydowskimi. […] Stefan Bon [powinno być Baran] mówił mi, że […] przyznał się obywatel Kiciński, jakie miał trudności z morder- stwem Żydków oraz do Barana przyznał się o całości morderstwa. Że trudno było ich wymordować w tym schronie u Kułagi.
[…] Ludność wie dużo o tym morderstwie, lecz nie chce zeznawać, ponieważ obawiają się, by kto nie szkodził im odnośnie zeznań. Dalej podaję, że osobiście słyszałem, jak Mańko i Teter kłócili się w roku 1944 przed wyzwoleniem, a pod- czas tego Teter nadmienił: „Miałeś mi dać dużo rzeczy po zamordowanych, zabrałeś tyle garderoby, złotych rzeczy, złota, a teraz mi miałeś dać i coś mi dał?!”.
Ludność wypowiada się, że po zamordowanych zabrali około 14 kilogramów złota, lecz kto dokładnie wypowiada się, trudno ustalić.
(z notatki służbowej, 20 października 1950)
Z doniesienia agenta K.S.:
Wszystkich pomordowanych […] ograbiono z kosztowności i nawet z odzieży. Żona ob. Stanisława Matacza z Dębniaka mówiła potem, że mąż jej był głupi, bo gdy był przy tym wszystkim, to złota nie brał, a potem to zamordowanym wybijał złote zęby. Wyżej opisane fakty znane mi są z ust mojej żony, ponieważ ja przez cały okres okupacji byłem w niewoli niemieckiej.
(listopad 1959)

Henryk Bronisz:
Ja, wywiadowca Henryk Bronisz, w drodze wywiadu ustaliłem, że Teofil Madej w czasie mordu zrabował jeden pierścionek złoty, który następnie na zaręczyny podarował swojej narzeczonej, która obecnie jest jego żoną. W czasie rewizji […], gdy zapytałem żony Madeja, skąd nabyła ten pierścionek, to oświadczyła mi, że dostała od męża na zaręczyny. Pierścionek ten zabrałem jako dowód rzeczowy, który dołączam do akt sprawy.
Adam Radomski:
(z notatki urzędowej, styczeń 1949)
Rano dnia następnego po mordzie udałem się do kowala Jana Woźniaka, zamie- szkałego w tym czasie w Kiełczewicach Dolnych […], który mi powiedział: „Ale u Kułagi zrobione rąbanki”. A gdy ja go zapytałem: „To tak rano pan chodził oglą- dać?” […], odpowiedział mi: „Ja byłem wczoraj na akcji”, następnie mówił mi, że przy Żydach, których wymordowali, znaleźli list pisany po żydowsku i adresowany do mnie.
Po upływie paru dni […] dowiedziałem się od mego brata zamieszkałego w Ru- dniku, że Teter i Mańko wydali mi karę śmierci. […] Wydali na mnie wyrok śmier- ci, dlatego że ja pomagałem Żydom w ukrywaniu się. […] Gdy dowiedziałem się, że mam być zabity, […] zacząłem się ukrywać przed NSZ-owcami i policją, której też się bałem, żeby mnie nie wydali w ręce Niemców za ukrywanie Żydów.
Po upływie paru tygodni […] dowiedziałem się, że na wsi jest policja i mają przyjść do mnie. […] W odległości stu metrów od mojego domu zatrzymał mnie Edward Kot […], w tym czasie był z karabinem i mówił, że specjalnie mnie pilnu- je, że ja mam kontakt z Żydami. Ja go zacząłem prosić, żeby mnie puścił […]. Do- piero jak mu dałem 400 złotych, […] puścił mnie.
(z protokołu przesłuchania, 27 grudnia 1948)

Zofia Mazur (żona Stanisława):
Po wymordowaniu Żydów NSZ-owcy w nocy kilkakrotnie przychodzili do nas i bili mnie oraz chcieli złapać męża mego i zabić go za to, że pomagał Żydom w ukrywaniu się. Lecz męża złapać nie mogli, ponieważ został on poinformowany, że ma zostać zabity […] i ukrywał się.

Zofia Sidor:
(z protokołu przesłuchania, 19 stycznia 1949)
Przykro to mówić, ale nie było potem tu dla nas życia. Jak szliśmy, mówili: ciot- ki żydowskie idą, czy — stryjo żydowski idzie. Na ojca partyzantka wydała wyrok śmierci — za ukrywanie Żydów. Ojciec najpierw ukrywał się tylko w dzień. Miał rodzonego brata na Rudniku, który był raz na zgrupowaniu partyzanckim [w oko- licy] i przysłał sąsiada wierzchem na koniu, żeby Adam uciekał, bo zostanie roz- strzelany. Wydali na niego wyrok. I ojciec od tej pory już cały czas się ukrywał. […] Raz wpadli do nas, matce kazali wleźć na świnię i trzymać ją za uszy. Potem strze- lili do świni, a matkę kolbą od karabinu uderzyli w brzuch. Dostała przepukliny.
[…] Ojciec miał duży nóż. Świnie się nim biło. Zabrali ten nóż, pojechali do kolegi ojca — Kucharczyk się nazywał. Miał umysłowo chorego brata, który zawsze spał w mieszkaniu na sienniku. Wpakowali się na niego i chcieli go tym od nas wziętym nożem zabić. Myśleli, że to ojciec śpi na sienniku, nocuje u kolegi. W ostatniej chwili jeden z nich powiedział, że to jest Kucharczyka brat.
We wsi ludzie nie dali przejść, nie dali żyć. Jakeśmy się budowali, pojechałam na zachód, do Wrocławia, sprowadziłam dwa wagony rozbiórkowych cegieł. Nie chcieli nam w banku przyznać pożyczki. To aż do ministra finansów pojechałam. I dostaliśmy 4 tysiące pożyczki na murarza. To i o tym ludzie mówili, że to „poży- dowskie”. […] Przezywały nas nawet dzieci, nie tylko rodzice.

Edward Sidor:
(z relacji, maj 2005)
W 1949 roku byłem aresztowany […], pod namową przesłuchujących mnie mu- siałem zezna
tak, jak oni chcieli i ja tak zeznawałem. Nie bili mnie, tylko grozili, że jak nie zeznam tak jak oni chcą, to mnie czeka to, co spotkało innych z sąsie- dniej celi, a z tych właśnie sąsiednich cel dochodziły odgłosy bicia. […] Świątek nie mordował Żydów. Gdy zeznawałem pierwszy raz w prokuraturze, to jeszcze u mnie była bojaźń z poprzednich lat. W UB mówili, by zawsze zeznawać, że Świątek mor- dował Żydów. Przesłuchujący mieli do mnie pretensję, że należałem do NSZ.
(z protokołu rozprawy sądowej, 15 stycznia 1959)

Zofia Sidor:
Przychodziła do nas rodzina Gajowiak, błagali nas przy każdym spotkaniu, żeby mąż nie popierał swoich zeznań i dlatego zmienił zeznania. […] W lutym i lipcu bieżącego roku przychodził do nas Jan Gajowiak i prosił mnie i męża, byśmy mówili, że nie było go podczas mordu, a był nieżyjący już Seweryński. Gajowiak mówił […], że ma też wysoko postawioną rodzinę i pieniądze na pewno dostanie. Ja powiedziałam, że każdy ma swoje sumienie. […] My i obecnie się boimy, bo w grę wchodzą duże pieniądze.
(z protokołu przesłuchania, 19 sierpnia 1997)
Przed 1958 rokiem przychodziła żona Gajowiaka i mówiła, że on już tyle siedzi i żeby zmienić zeznania. Każdy potem przychodził, żeby ratować swoich. I Tetero- wa była, bo Józef się ukrywał, a mąż początkowo zeznawał na Tetera. I ona przy- chodziła, płakała, że nie może się ukrywać, bo to już któryś rok, że gospodarstwo, że to czy tamto. No i wzięli męża do adwokata… Tu przecież człowiek żył, z tymi ludźmi, to jakżesz. Przychodzi rodzina, płacze, lamentuje. Mąż był społecznik, chciał z ludźmi żyć. […] W 1993 roku, pamiętam to jak dziś, mój mąż już był cho- ry. Gajowiak przyniósł ćwiartkę wódki i jednego pomidora na zakąskę. Powiedzia- łam, że mężowi nie wolno oraz że do sądu i tak już nie pojedzie, bo jak będzie zeznawał? A Gajowiak na to: „Musi pojechać, bo tu chodzi o duże odszkodowanie. Ja mam dzieci”. Jeszcze zaczął się mężowi odgrażać. Mówił, że wysiedli nas z gospodarki. A odszkodowanie dostanie za to, że to mąż fałszywie zeznawał.
[…] Sąsiedzi to tak ojca i matkę prześladowali, że trudno sobie nawet wyobrazić. Nie dali przejść, wyzywali, kamieniami rzucali i tę pasiekę zlikwidowali. Okradli. Zabrali wszystko.

Jan Adamczyk:
(z relacji, lipiec 2004)
Sidorowa nie miała potem życia na wsi. A na Mazura mówili: „Ty skurwysynu, Żydów trzymałeś”. Zasadniczo chodziło o to, że jakby ich Niemcy znaleźli, to iluś tam ludzi poszłoby pod płot. On tam miał trochę rzeczy po Żydach, ale żeby mówić, że się aż wzbogacił? To by przecież było widać.

Genowefa Kowal:
(z relacji, luty 2005)
Plecie jej się. U nas nie ma zawistnych ludzi. Może tam ktoś Sidorce przytyk dał, że pobudowała się za żydowskie pieniądze. Jak się ma coś na sumieniu, a ktoś coś mu powie, to zaraz ruszy. Z jakiego powodu wybiły Żydów, z jakiego? Są najpierw

u jednego — wykorzystał ich, wziął trochę złota. U drugiego tak samo — wykorzy- stał, wziął złoto. U trzeciego, no i już później nie ma złota, nie ma czym płacić — i co? Za darmo nikt nie trzymał. […] Jeszcze się śmiały z Sidorki, że jak szła do ślu- bu, to miała przy sukni żydowski złoty pasek.

Zofia Sidor:
(z relacji, lipiec 2004)
Przez złośliwość tak ludzie teraz mówią. Sukienkę miałam pożyczoną. Jakby zapytać Wichnikówny, to potwierdzi; a mąż miał garnitur pożyczany od Józka Kudeli. Nie miałam żadnego paska.

Z postanowienia prokuratora P. Michałowskiego:
(z relacji, lipiec 2004)
Mając na uwadze, że Teofil Madej […] został uniewinniony, zaś Prokurator w ak- cie oskarżenia nie podał dowodu rzeczowego — pierścionka żółtego bez oczka — i dlatego Sąd nie zajął stanowiska — postanowił dowód rzeczowy […] zwrócić właścicielowi Teofilowi Madejowi.
10 lipca 1958


Bardzo trudno określić liczbę sprawców mordu w Rechcie. Przed sądem stanęli nieliczni. W więzieniu w Koronowie zmarł w kwietniu 1955 Franciszek Mańko, który w 1949 został skazany na karę śmierci, zmienioną następnie na dożywo- cie. Roman Kawecki, dowódca placówki NSZ w Kiełczewicach Dolnych, został zwolniony z aresztu w 1949 roku. Jan Adamczyk w 1947 roku wrócił z ZSRR, dokąd został wywieziony jako członek polskiej podziemnej organizacji niepodle- głościowej. W związku z mordem w Rech- cie stanął w 1950 roku przed sądem, ale go uniewiniono. W połowie lat 50. był tajnym współpracownikiem SB. Bolesław Świątek, komendant miejscowej placówki NSZ i dowódca oddziału na terenie gmi- ny Piotrowice, po „wyzwoleniu” trafił do zgrupowania Hieronima Dekutowskiego
„Zapory”. Ujawnił się jesienią 1945 i wyjechał na Ziemie Zachodnie. W 1956 roku został aresztowany w związku ze spra- wą mordu w Rechcie, ale trzy lata później sprawę umorzono. W 1956 roku na mocy amnestii wyszedł na wolność Józef Teter (skazany w 1954 roku na osiem lat). Edward Kot wstąpił do lubelskiej MO;
wiosną 1945 został zastrzelony przez nie- znanych sprawców podczas wesela w Rechcie.
W połowie lat 90. Jan Gajowiak wniósł do Sądu Wojewódzkiego w Lublinie wniosek o odszkodowanie za niesłuszne skazanie, domagając się 150 milionów starych złotych (w 1949 został skazany na karę śmierci, zamienioną na dożywocie— odsiedział dziewięć lat). Po jego śmierci w 1997 roku o odszkodowanie starał się jego syn, który podwoił kwotę. Sąd oddalił wniosek. Teofil Madej, po zwolnieniu z aresztu w 1949 roku, wrócił do rodzinnej wsi. W 1999 roku Sąd Okręgowy w Lublinie przyznał mu 8000 złotych za szkody, które poniósł w wyniku „niewątpliwie niesłusznego tymczasowego aresztowania”.
Edward Sidor, główny świadek w pro- cesach, zmarł w połowie lat 90. Pracował w miejscowej Gminnej Spółdzielni, przez wiele lat był też komendantem ochot- niczej straży pożarnej w Rechcie. Żona usiłowała namówić go do wyjazdu na Zie- mie Zachodnie, ale odpowiadał jej:
„Niech sobie mówią. Ja mam czyste sumienie i uciekać nie muszę”.
Wybrali i podali do druku Dariusz Libionka i Paweł P. Reszka
Relacje wykorzystane w tekście nagrał Paweł P. Reszka

Poprzednie odcinki

TUTAJ

One Response to “Święto zmarłych w Rechcie ( 4 )”

  1. Bardzo smutna opowiesc.

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: