Uncategorized

.Krótka historia Żydów w Polsce ( 6)

  • Żydzi wyjeżdżający do Palestyny w oknie wagonu kolejowego. Wśród nich widoczny mistrz Polski w tenisie stołowym z 1937 r. Stefan Finkelsztajn. Warszawa, 15 lutego 1937 r. Fot. NAC

Między potomkami narodów, które tyle wieków żyły obok siebie na jednej ziemi, powinno być możliwe nie tylko pojednanie, ale i przyjaźń.

Pisząc swoją książkę „Najkrótsza historia Polski”, starałem się objąć nią także historię narodu, który znalazł swoje schronienie dziejowe na ziemiach polskich. Myślę, że warto dzisiaj pokusić się o krótką historię Żydów w Polsce – by choć trochę oczyścić stosunki polsko-żydowskie z obciążeń zarówno mitami, jak i realnymi urazami, które szkodzą obu stronom.



Wojna

Drugą wojnę światową zaczęły Niemcy hitlerowskie atakiem na Polskę we wrześniu 1939 roku. Była to „wojna totalna”: na zajętych terenach, wedle przygotowanych list proskrypcyjnych, wywlekano miejscowych działaczy polskich, wieszano publicznie na rynkach po kilkanaście, kilkadziesiąt osób. Czasem były to represje za rzekomy udział cywilów w obronie wojskowej, ale na ogół mordercy nie patyczkowali się ze stwarzaniem pozorów. I już do końca 1939 roku w Wielkopolsce i na Pomorzu zamordowali siedem tysięcy nielicznych tu Żydów. Nad morzem wystrzelali sukcesywnie ponad dwa tysiące osób – całą elitę kulturalną i społeczną polskich Kaszubów.

Polacy w kampanii wrześniowej potrafili parokrotnie nawiązać równą walkę, a nawet zadawać klęski armii niemieckiej, jej przewaga techniczna była jednak przygniatająca; 2 października 1939 r. padł ostatni polski bastion – twierdza na cyplu półwyspu Hel. Polska broniłaby się i dłużej, ale 17 września uderzyły na Polskę od wschodu Sowiety – zgodnie z ukartowanym w sierpniu 1939 r. przez Niemcy i Sowiety rozbiorem Polski.

Sowieci zajęli Polskę aż po Bug. Internowali i wywieźli kilkanaście tysięcy samych tylko polskich oficerów, ilu w sumie wywieźli żołnierzy, nigdy nie udało się ustalić (to spośród nich, kiedy Stalin wypuścił tzw. armię Andersa poza obręb swego państwa przez Bliski Wschód, rekrutowali się młodzi polscy inteligenci żydowscy, którzy w Palestynie zakładali potem, wzorem dawnych Piłsudczyków, konspiracyjne organizacje zbrojne w celu walki o własne państwo). Jedynie kilkadziesiąt tysięcy polskich żołnierzy i oficerów zdołało przekroczyć granice Rumunii i Węgier, by w przyszłości zasilić formacje armii polskiej na Zachodzie.

Opór polskiej ludności cywilnej Niemcy paraliżowali terrorem. Już jesienią roku 1939 w Warszawie i jej okolicach rozstrzelali kilkaset osób ze środowisk polskiej inteligencji, polując specjalnie na ludzi, w których odczytywali potencjalnych przywódców i wzory osobowe (łącznie ze słynnym lekkoatletą Januszem Kusocińskim, który wygrał bieg na 10 km na olimpiadzie w Los Angeles). Z Wielkopolski i Pomorza przesiedlili na wschód, na teren tzw. Generalnej Guberni, w sumie ponad 900 tys. osób, dając im czas tylko na zabranie tego, co było pod ręką.

Wzorem obozów koncentracyjnych na terenie samych Niemiec, takich jak Buchenwald, Dachau, Mauthausen i Oranienburg-Sachsenhausen, tworzyli podobne obozy na ziemiach polskich. Stutthof koło Gdańska – już we wrześniu 1939 r. Potem w maju 1940 r. – Auschwitz-Birkenau w Oświęcimiu i sąsiedniej Brzezince. Zsyłano tam Polaków z różnych środowisk społecznych obok niedobitków opozycji niemieckiej i Cyganów. Nad bramą obozu Auschwitz widniał napis Arbeit macht frei (praca czyni wolnym). Więźniowie umierali z wycieńczenia, zimna, głodu i chorób lub wprost mordowani przez oprawców. W ciągu pierwszego roku okupacji masowy terror hitlerowski kierował się głównie przeciw Polakom, wydawało się, że to ich ma dotknąć eksterminacja. W Auschwitz osadzeni tam razem z Polakami Żydzi współczuli młodemu Władysławowi Bartoszewskiemu, przekonani, że ich wykupią Amerykanie, a los młodego Polaka dopełni się w budowanym obok krematorium.

W 1940 roku, gdy Polacy zdawali się kompletnie wdeptani w ziemię, Niemcy zaczęli zaganiać Żydów i wszystkich, których jako Żydów kwalifikowały tzw. ustawy norymberskie, do wyodrębnionych części miast, zwanych jak w średniowieczu gettami. Otoczono je murami i drutami kolczastymi, a straże strzelały do każdego, kto naruszał zakaz kontaktów (żandarmi niemieccy strzelali i do nas, małych chłopców, przerzucających przez mur chleb na żydowską stronę). Na razie jednak, mimo niedwuznacznych zapowiedzi Hitlera w „Mein Kampf”, totalna zagłada nie mieściła się nikomu w głowie.

Dziś często zapomina się, że stłoczeni, pozbawieni normalnych dostaw żywności i leków mieszkańcy gett umierali dziesiątkami tysięcy, wyniszczani głodem i epidemiami – zanim jeszcze Eichmann przystąpił do finalnego aktu Holokaustu. Ale nawet to jeszcze nie zapowiadało „ostatecznego rozwiązania”, obozy koncentracyjne były ciągle od gett straszniejsze.

Na ziemiach wschodnich państwa polskiego wielu Żydów (i polskich komunistów) z entuzjazmem witało wkraczające w 1939 r. oddziały sowieckie. Polacy odebrali to jako zdradę. Sowiety Stalina spośród Żydów tych ziem rekrutowały swoich współpracowników, choć parę lat wcześniej przy okazji czystek wymordowały przebywających w ZSRR członków Komunistycznej Partii Polski, w przewadze Żydów. Nie ma zaś co ukrywać, że – jak mi ongiś powiedział stary komunista, Jan Gadomski – „ta partia zawsze bała się narodu żydowskiego, nienawidziła go i pogardzała nim”. Rychło też stalinowska policja polityczna NKWD podjęła na zajętych terenach rozprawę z inteligencją polską; niepewni i podejrzani znikali z ulic. Już w pierwszych miesiącach do więzień i łagrów trafiło ok. 300 tysięcy osób, wśród nich także przedwojenni komuniści polscy ze środowisk żydowskich i ci polscy Żydzi, którzy się nowej władzy wydali podejrzani lub „obcy klasowo”.

Kolejne trzy fale deportacji objęły dalsze około 800 tysięcy ludzi. Całe rodziny wywożono na daleką północ, za koło podbiegunowe i na Syberię. Zaś wiosną roku 1940 kilkanaście tysięcy oficerów polskich z obozów jenieckich, od generałów do chorążych – w tym i oficerów Żydów – potajemnie wymordowano strzałami w tył głowy i zakopano ich zwłoki w masowych grobach. W Lesie Katyńskim pod Jerozolimą co roku przypominają o tym członkowie Rodziny Katyńskiej w Izraelu. Wykończono też wywiezionych przywódców Bundu – Wiktora Altera i Henryka Erlicha (ten drugi rzekomo popełnił samobójstwo), którzy odmówili akceptacji ataku ZSRR na Polskę i rozbioru Polski.

Pod wspólnym niebem

Dzika eksplozja zemsty na „swoich” Żydach w małych podlaskich miasteczkach, poddanych władzy NKWD, a potem zajętych przez hitlerowców, stała się przedmiotem gorącej dyskusji. Uzmysłowiła nam, że nie jesteśmy wyjątkiem w Europie – jedynym narodem bez żydowskiej krwi na rękach. Nie zmienia to jednak faktu, że Polska w czasie II wojny światowej nie miała żadnego Petaina ani Quislinga. Żadnego „rządu” pod dominacją niemiecką. Polacy byli tylko następnymi do gazu i nikt tu nie był bezpieczny. Za przewiezienie kawałka mięsa ze wsi do miasta można było dostać kulę w łeb na miejscu lub wylądować w obozie koncentracyjnym.

Polska podziemna Armia Krajowa nie była zwykłym ruchem oporu. Była armią, z dowództwem, systemem szkolenia kadr, wywiadem, kontrwywiadem i formacjami Kedywu, Komendy Dywersji, do zadań specjalnych. Zbrojnym ramieniem podziemnego państwa. Składała się jednak w przeważającej mierze – o czym się z reguły zapomina – z młodzieży, z nastolatków dorastających dopiero podczas wojny. Stąd nic dziwnego, że jeden z moich nieco tylko starszych przyjaciół był w wieku lat szesnastu dowódcą oddziału wykonującego zamachy i egzekucje na konfidentach i szmalcownikach, drugi zaś oficerem Wielkiej Dywersji, znakomitym zresztą specjalistą od materiałów wybuchowych.

Grupa operacyjna takich młodych ludzi ze skautowskich Szarych Szeregów w przedostatnim już roku wojny, 1 lutego 1944 roku, dokonała najsłynniejszego okupacyjnego zamachu – na generała SS i policji niemieckiej, Franza Kutcherę. Niemcy nałożyli po tym na Warszawę olbrzymią kontrybucję i w egzekucjach ulicznych rozstrzelali w odwecie kilkaset osób.

AK nie dysponowała bronią. Spośród stu kilkudziesięciu tysięcy żołnierzy pierwszej linii uzbroić mogła, nawet pod koniec wojny, niewiele ponad 30 tysięcy. Uruchomiła podziemną produkcję broni, zasłynęły jej steny, brytyjskie pistolety maszynowe dla komandosów, lekkie i łatwe w produkcji, przystosowane do amunicji niemieckiego parabellum. Najwięcej wyszło ich z Suchedniowa, ale Suchedniów zdołał w sumie wyprodukować zaledwie kilka tysięcy, nie setki tysięcy stenów. I nie było mowy o ich masowym transporcie.

Rozproszone oddziały AK, walczące wedle partyzanckiej zasady „uderzyć i zniknąć”, okazały się poważnym przeciwnikiem okupanta: Niemcy hitlerowskie, atakując w czerwcu 1941 r. ZSRR, musiały skoncentrować w Polsce, na zapleczu swego frontu, blisko milion ludzi pod bronią w różnych formacjach, by ochronić swe linie komunikacyjne i zachować kontrolę nad Polską. Na terenie okupowanej Polski hitlerowcy stracili przez czas wojny kilkaset tysięcy ludzi, ale długo za każdego zabitego żołnierza niemieckiego wieszali lub rozstrzeliwali na ulicach miast dziesiątki i setki cywilów, ujętych przygodnie w tzw. łapankach, a wsie palili i zrównywali z ziemią. Pamięć Zachodu utrwaliła los francuskiej wsi Oradour czy też czeskich Lidic; w Polsce taki los dotknął 440 wsi, a Warszawa usiana jest tablicami i lampkami z wiecznym ogniem, oznaczającymi punkty masowych egzekucji.

Od lutego 1941 r. na terenie Polski lądowali skoczkowie zrzucani z samolotów angielskiego lotnictwa RAF (Royal Air Force). W lasach lądowały także samoloty, które zabierały informacje, ludzi i szczególnego rodzaju ładunki – w tajnym angielskim Kierownictwie Operacji Specjalnych, SOE, działała i sekcja polska. Tak dotarły na Zachód części próbnej hitlerowskiej rakiety V-2, opadłej wśród polskich lasów. Tak na Zachód przewiózł potem Jan Karski wiadomości o podjętej przez hitlerowców zagładzie Żydów – niestety, bez konsekwencji. Na znak protestu przeciw obojętności aliantów w tej sprawie popełnił w Londynie samobójstwo Szmul Zygielbojm, londyński przedstawiciel Żydów w emigracyjnych władzach polskich.

Stefan Bratkowski – Dziennikarz, pisarz, publicysta, działacz społeczny. Założyciel „Studia Opinii”, długoletni przewodniczący Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich.

Kategorie: Uncategorized

1 odpowiedź »

  1. Fantastic article. One can learn more about it from this short article than from many historical books. Thank you

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: