„Codziennie dziękuję Bogu, że mogłam być w Auschwitz”

 

Przyslala Rimma Kaul

 


MAGDALENA KNEDLER

Woda w studni i wiadro, które się zorganizowało, żeby ją przynieść. W obozie wszystko organizuje się samemu. Z tym wiadrem dwadzieścia minut przez Lagerstrasse, najczęściej w błocie po kostki, do którego spływa „szajsa” z przepełnionych latryn. Po drodze zawsze też coś może się stać, coś się komuś może nie spodobać. Ktoś może mruknąć, że oto idzie polska akuszerka, która nie boi się nawet Mengelego. Bezczelna.

Wodę jednak trzeba przynieść, bo przecież zbliża się kolejny poród i wszędzie będzie krew. Jeśli nie woda, to co? Na przykład ziółka, które w obozie daje się więźniarkom do picia. Nie wypije się ich raz i drugi. Uzbiera się ze dwa kubki, a w tym już można choć trochę umyć dziecko. Szmatka lub papier do owinięcia noworodka. Coś do oczyszczenia zardzewiałych nożyczek, którymi trzeba przeciąć pępowinę. Kij, by odpędzić szczury. Miejsce na piecu, jeśli akurat rodzi kilka kobiet, bo przecież łóżek tu nie ma. Miejsce na koi dla tych, które są już po porodzie. Dzieci nieżydowskie, płaczące z głodu, zimna i bólu. I dzieci żydowskie, którym w ogóle nie wolno żyć. Tak jest codziennie, a kolejne transporty wciąż przybywają. Może się wydawać, że całe nowe pokolenie urodzi się w obozie.

Emancypantka

Stanisława Leszczyńska raczej nie nazwałaby samej siebie emancypantką. Wychowała się w tradycyjnej, katolickiej rodzinie i sama tę tradycję ceniła. A jednak była emancypantką. Nie taką z transparentem, która głośno krzyczy i porywa się na symboliczne gesty, ale taką, która działa. Czegoś chce i wyciąga po to coś rękę. W pierwszych dekadach dwudziestego wieku, kiedy kobiety dopiero co wywalczyły sobie w Polsce prawo do głosowania, kiedy społeczny podział ról jest wciąż na wskroś dziewiętnastowieczny i kiedy kobiety wciąż zabiegają o to, by je traktować poważnie, a nie tylko jak matki i kucharki, Leszczyńska podejmuje pewnego dnia decyzję i konsekwentnie realizuje swój zamiar. Doskonała matka, która wzorcowo wręcz wychowuje dwójkę swoich dzieci, i idealna żona, która świetnie gotuje, mieszkanie ma zawsze wysprzątane na błysk, a w wolnych chwilach haftuje obrusy, serwetki i firanki, nagle informuje męża, że wyjeżdża na dwa lata do Warszawy. Będzie się kształcić. Zostanie położną. A zatem nie tylko wyjazd i nie tylko edukacja, ale zmiana całościowa, na zawsze. Leszczyńska podejmie pracę. I to jaką. Zdarzy się pewnie nie raz, że na dyżurze spędzi kilkanaście godzin. A przecież jej własne dzieci są małe. Leszczyńska to wie, ale decyzji nie zmienia. Wyjeżdża do Warszawy i uczy się – uczy pilnie, szkołę kończy z nagrodą, o której nawet nie wspomina po powrocie do domu, do Łodzi. Nagroda jest przecież nieważna, ważne jest to, że można wreszcie działać. Jakimś cudem wszystko jej się udaje. Położną jest doskonałą i już wtedy, przed wojną, bardzo nowoczesną.

Wiecej TUTAJ

2 komentarze to “„Codziennie dziękuję Bogu, że mogłam być w Auschwitz””

  1. Karol Fromm 03/01/2020 at 03:28

    „..Nie mogę tez zrozumiec na czym polegała pozytywna rola Stanislawy Leszczyńskiej..”
    Czy ty naprawde myslisz ze te nieszczesliwe kobiety mialy lepszy wybor niz pomoc akuszerki? Czy ta pomoc nie jest dla ciebie dostatecznie pozytywna rola ?

  2. Ewa Korulska 31/12/2019 at 00:13

    Po mojej bardzo niedawnej wizycie w Auschwitz-Birkenau i przeczytaniu wspomnień Elie Wiesela pt. „ Noc” nie mogę zaakceptowac tytułu powyzszego tekstu. Jak można mieszać Boga w skrajne piekło Holokaustu i wyrazac jakakolwiek wdzięczność ? To brzmi jak niesmaczna prowokacja… Nie mogę tez zrozumiec na czym polegała pozytywna rola Stanislawy Leszczyńskiej wobec tragicznego losu jaki czekał nowonarodzone dzieci którym pomagała przyjsc na świat. Bo cóż z tego ze rodziły się żywe skoro były skazane na smierć lub mordowane, podobnie jak ich matki ? Te realia sa tak przygnębiające ze trudno się wzruszyć rola pani Leszczyńskiej. Nie wykluczam ze była ona bardzo ofiarna i bohaterska postacią, jednakże okoliczności jej aresztowania i wyjścia z Birkenau (corka ktora atakuje gestapowca…. dyplom akuszerki cudem przechowany poprzez proces selekcji…. Telegram o uwolnieniu z Birkenau…. Kto wysyłał wtedy takie telegramy i dokąd ? Te elementy sa wystarczajaco niejasne, wyrywkowe i nieprawdopodobne aby rzucić cień watpliwosci w wiarygodność reszty relacji. A szkoda…

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: