Administracja Bidena i “Wojna o prawo powrotu”


Przyslala Katharina Dr.Gasinska-Lepsien

Wszystkie poprzednie izraelsko-palestyńskie negocjacje pokojowe załamały się, ponieważ izraelscy i zachodni negocjatorzy nie rozumieli najwyższej wagi jednej kwestii – „prawa powrotu”, którego żądali Palestyńczycy. Było to możliwe, ponieważ konsekwentnie nie rozumieli języka – czy to angielskiego, czy arabskiego – używanego przez Palestyńczyków. „Konstruktywna wieloznaczność”, która często charakteryzuje dyplomatyczny język i pozwala stronom, które nie całkiem zgadzają się ze sobą, na podpisywanie porozumień, umożliwiła tym samym słowom mieć diametralnie sprzeczne znaczenie, kiedy wypowiadane są przez ludzi Zachodu i Palestyńczyków.  

Sądząc z niewielu publicznych wypowiedzi o ludziach mianowanych przez Bidena, jego administracja przyjmie to samo stanowisko wobec Izraela i Palestyńczyków jak poprzednia demokratyczna administracja kierowana przez Baracka Obamę.


To znaczy, powróci do koncepcji założenia palestyńskiego państwa w Judei i Samarii mniej lub bardziej w oparciu o linię demarkacyjną sprzed 1967 roku. Powróci do finansowania Autonomii Palestyńskiej, która znajdzie sposób na płacenie terrorystom i utrzymywanie ich rodzin, udając, że nie robi tego, by obejść Taylor Force Act, który wymaga od USA odejmowania takich wypłat od pomocy finansowej dla AP. Administracja prawdopodobnie przymknie oczy na te wybiegi. Powróci do finansowania UNRWA, agencji, która wspiera wykładniczy wzrost bezpaństwowej populacji, która składa się z potomków arabskich uchodźców z 1948 roku, mimo faktu, że istnieje ona dla utrwalania problem, jaki stanowi ta populacja, nie zaś dla jego rozwiązania.


Sądzę, że powróci do zasady, że głównym powodem tego, iż konflikt nie zakończył się, jest to, że Izrael nie uczynił wystarczających ustępstw i że sposobem zakończenia konfliktu jest naciskanie na Izrael, by spełnił żądania Palestyńczyków: żądanie ziemi uwolnionej od Żydów, żądanie nieograniczonej suwerenności, żądanie wschodniej Jerozolimy, a może także żądanie “powrotu” potomków uchodźców. Choć nie jest to bezpośrednia część izraelsko-palestyńskiego konfliktu, ta administracja przypuszczalnie zmniejszy nacisk na Iran i może także powróci do JCPOA, umowy nuklearnej.


Jest zbyt wcześnie, by oceniać, czy przyjmie także otwartą wrogość do żydowskiego państwa, jaka charakteryzowała rządy Obamy. To będzie zależało od ludzi wpływających na Bidena, zarówno wśród jego oficjalnych doradców, jak licznych think tanków, lobby i grup nacisku, które mają interes w konflikcie (włącznie z tym, którym kieruje sam Barack Obama).


Podejrzewam, że administracja będzie miała ręce pełne innych spraw i nie rozpocznie natychmiast nowej inicjatywy “pokojowej”. Nic nie jest jednak pewne. Czasami racjonalność wylatuje za okno, kiedy chodzi o Żydów i ich państwo.


Chociaż niczego nie można zrobić w sprawie tych, którzy przyjmują takie stanowisko, ponieważ uważają to za krok w kierunku ostatecznej likwidacji naszego państwa, nadal istnieją “ludzie dobrej woli”, którzy wierzą, że paradygmat “ziemia za pokój”, inspirujący Umowy z Oslo, istotnie stanowi drogę do zakończenia konfliktu. Jeśli nową administrację zdominują ludzie tego właśnie typu, istnieje nadzieja, że skorygowanie ich fundamentalnych   błędów w rozumieniu sytuacji może prowadzić do bardziej produktywnego działania.


Te błędy bardzo przekonująco wyliczyli Adi Schwartz i Einat Wilf w niedawnej książce The War of Return, How Western Indulgence of the Palestinian Dream has Obstructed the Path to Peace, (All Points Books, 2020). Schwartz i Wilf znajdują się na lewicy na izraelskim politycznym spektrum (Wilf była członkiem Knesetu z ramienia Partii Pracy) i nadal popierają rozwiązanie w postaci dwóch państw. W odróżnieniu jednak od większości swoich towarzyszy, słuchali tego, co mówią Palestyńczycy i rozumieją ich rzeczywiste troski i cele, W książce wyjaśniają, dlaczego tradycyjne podejście zawiodło i proponują wstępne kroki, które są niezbędne dla każdego rozwiązania tego konfliktu.


Wszystkie poprzednie izraelsko-palestyńskie negocjacje pokojowe załamały się, ponieważ izraelscy i zachodni negocjatorzy nie rozumieli najwyższej wagi jednej kwestii – „prawa powrotu”, którego żądali Palestyńczycy. Było to możliwe, ponieważ konsekwentnie nie rozumieli języka – czy to angielskiego, czy arabskiego – używanego przez Palestyńczyków. „Konstruktywna wieloznaczność”, która często charakteryzuje dyplomatyczny język i pozwala stronom, które niecałkowicie zgadzają się ze sobą, na podpisywanie porozumień, umożliwiła tym samym słowom mieć diametralnie sprzeczne znaczenie, kiedy wypowiadane są przez ludzi Zachodu i Palestyńczyków. 


Najlepszym przykładem tego jest “sprawiedliwe rozwiązanie problem uchodźców”. Dla Izraelczyka lub człowieka Zachodu może to obejmować naturalizację uchodźców* w krajach, w których żyją, ich emigrację do innych krajów lub ich przesiedlenie do państwa palestyńskiego, kiedy takie zostanie stworzone. To było podejście międzynarodowej społeczności do licznych populacji uchodźców, włącznie z Niemcami żyjącymi w Europie Wschodniej po II wojnie światowej, ocalałymi z Holocaustu, Żydami, którzy zostali zmuszeni do wyjazdu z krajów arabskich po 1948 roku i tak dalej. Stanowiskiem palestyńskim jest jednak, że istnieje tylko jedno “sprawiedliwe rozwiązanie”: każdy, kto ma status uchodźcy, ma niezbywalne prawo „powrotu” do swojego „domu” w Izraelu, jeśli tego chce, lub do otrzymania rekompensaty, jeśli tak woli. I to właśnie znaczy ten zwrot, kiedy go używają.   


Naturalnie, przy liczbie Arabów, którzy mogą powołać się na to “prawo”, taki masowy powrót zmieniłby Izrael w państwo o arabskiej większości, nawet zakładając, że Żydzi byliby gotowi opuścić swoje domy i pokojowo oddać je “prawowitym właścicielom”. Absurdalność tego żądania jest oczywista. Niemniej Jaser Arafat wymaszerował z Camp David właśnie dlatego, że Izrael się na to nie zgodził.


Innym zwrotem, którego niejasność nie dopuszcza do porozumienia jest „rozwiązanie w postaci dwóch państw”. Praktycznie rzecz biorąc, wszyscy Izraelczycy, którzy są za tym rozwiązaniem, rozumieją je jako „dwa państwa dla dwóch narodów”. Ale Palestyńczycy chcą jednego, całkowicie oczyszczonego z Żydów państwa palestyńskiego i jednego państwa w którym zostanie zrealizowane prawo powrotu arabskich uchodźców (i które teoretycznie dopuszcza obecność Żydów, przynajmniej na pewien czas). Nigdy nie zaakceptowali idei o jakiejkolwiek żydowskie suwerenności między rzeką a morzem, a więc odrzucają formułę „dwóch państw dla dwóch narodów”.  


Schwartz i Wilf wyjaśniają, że zachodni i izraelscy negocjatorzy zawsze zakładali – być może dlatego, że to żądanie jest tak skrajne – że prawo powrotu było kartą przetargową, którą Palestyńczycy wymienią za ustalone granice, usunięcie osiedli lub prawa w Jerozolimie. Mylili się jednak. Żądanie “powrotu” jest samą istotą palestyńskiego ruchu.


Palestyńskie dzieci uczą się o tym aż do wskazywania konkretnego miejsca, do którego każde z nich ma “prawo” powrócić. Uczą się tego w szkołach UNRWA od palestyńskich nauczycieli (99% pracowników UNRWA jest Palestyńczykami). Raz za razem słyszą, że któregoś dnia powrócą, że to jest pewne.


Wszystko, co robi UNRWA, jest nastawione na powiększanie populacji gniewnych ludzi, przekonanych, że wyrządzono im olbrzymią niesprawiedliwość i że jedynym rozwiązaniem dla nich będzie powrót, a dzięki temu powrotowi zmiotą Żydów z powierzchni tej ziem, o której są przekonani, że ukradliśmy im.  


UNRWA stworzono po wojnie 1948 roku z zamiarem dostarczenia tymczasowej pomocy uchodźcom, aż zostaną przesiedleni i naturalizowani w taki sam sposób jak wszystkie inne grupy uchodźców. Jedynym krajem jednak, który współpracował, była Jordania, która dała Palestyńczykom obywatelstwo i pozwoliła im zintegrować się z populacją. W Libanie były szczególnie ostre restrykcje i bardzo złe warunki. Krok za krokiem kraje arabskie zmieniły tymczasową UNRWA w permanentne narzędzie do kształtowania armii uchodźców, co do której miały nadzieję, że dokona tego, czego ich konwencjonalne armie nie potrafiły: zlikwidowania państwa żydowskiego.


Dzisiaj UNRWA jest główną przeszkodą do rozwiązania problemu uchodźców. Nie musi nią jednak być. Schwartz i Wilf dostarczają stosunkowo szczegółowego programu do stopniowego wycofania UNRWA w miejscach, w których działa, i dostarczenia rozwiązania dla uchodźców ze strony krajów ich goszczących i innych agencji. Na przykład, na obszarach Autonomii Palestyńskiej proponują przesunięcie odpowiedzialności za uchodźców i pieniędzy, które otrzymuje UNRWA, do AP. Byli uchodźcy uczyliby się w szkołach AP, chodzili do ośrodków zdrowia AP i tak dalej. Są podobne programy dla Gazy, Syrii i Libanu, gdzie mieszczą się pozostałe „obozy” (dzisiaj w większości dzielnice na obrzeżach miast).


Rzeczywisty pokój można tylko osiągnąć, kiedy zmieni się świadomość Palestyńczyków i zrozumieją, że marzenie o powrocie nie zostanie zrealizowane. To byłby długi i trudny proces, który może zacząć się tylko po zlikwidowaniu UNRWA. Musi się jednak zacząć, zanim może się skończyć. Będzie wymagał współpracy wszystkich zachodnich krajów-darczyńców, które finansowo wspierają UNRWA. Być może fakt, że z finansowego punktu widzenia UNRWA wkrótce będzie nie do utrzymania (przecież liczba „uchodźców” rośnie wykładniczo), zachęci je do współpracy.  


Na krótką metę niezbędne jest, by wszyscy zaangażowani w sprawę stosunków między Izraelem a Palestyńczykami rozumieli prawdziwe kwestie, które leżą u podstaw konfliktu. I byłoby dobrze, gdyby wszystkie strony zgodziły się na używanie słów w ten sam sposób. Schwartz i Wilf mówią, że “konstruktywną wieloznaczność” powinna zastąpić “konstruktywna jednoznaczność”. Jeśli, na przykład, Unia Europejska uważa, że państwo Izrael powinno zostać zastąpione państwem palestyńskim, to powinna to wyraźnie powiedzieć. Jeśli nie, to powinna jednoznacznie sprzeciwiać się prawu powrotu i działać na rzecz tak szybkiego rozmontowania UNRWA, jak to praktycznie możliwe.  


Wróćmy do nadchodzącej administracji Bidena. Mam nadzieję, że oprze się próbom antyizraelskiej lewicy, by odrodzić wrogość z czasów Obamy i zamiast tego wybierze drogę do prawdziwego pokoju.


W tym celu poślę Joemu Bidenowi egzemplarz tej książki z zachętą, by przeczytał ją i puścił w obieg w swoim zespole polityki zagranicznej.


________________________
*Od tego miejsca używam słowa “uchodźcy” bez cudzysłowu, chociaż odnosi się do  potomków około 550-700 tysięcy pierwotnych uchodźców, którym ten status nadała UNRWA. Jest ich dzisiaj ponad 5 milionów i ta liczba rośnie codziennie. Żadnej innej populacji nigdy nie nadano takiego statusu uchodźców; agencja UNHCR, która opiekuje się wszystkimi nie-palestyńskimi uchodźcami, nadaje status uchodźcy tym osobom, które nie mogą wrócić do kraju pochodzenia z powodu dobrze uzasadnionych obaw przed prześladowaniem (pełna definicja jest tutaj) i ich dzieciom. W odróżnieniu od statusu uchodźcy UNRWA, ten status nie jest dziedziczny.


The Biden Administration and the “War of Return”

23 grudnia 2020

Tłumaczenie: Małgorzata Koraszewska

Vic Rosenthal

Urodzony w Stanach Zjednoczonych, studiował informatykę i filozofię na  University of Pittsburgh. Zajmował się rozwijaniem programów komputerowych. Mieszka obecnie w Izraelu. Publikuje w izraelskiej prasie. Jego artykuły często zamieszcza Elder of Ziyon.  

2 komentarze to “Administracja Bidena i “Wojna o prawo powrotu””

  1. Obserwator 08/01/2021 at 11:52

    Jedyna , konstruktywna polityka Izraela w tej kwestji to konsekwentne , BEZ ogródek nagłośnianie i BEZ żenady ciągłe przypominanie Europie a w szczególności Niemcom , JAK problem ich uchodźców z utraconych terenów „trzeciej rzeszy” został rozwiązany po 2 wojnie światowej . Po czym stawiać publicznie pytanie: „czy takie rozwiązanie dotyczyc mogło TYLKO obywateli zbrodniczego pastwa , którzy SAMI wybrali na swojego„furera” hitlera , czy też mogą też tego zaszczytu dostąpić Palestyńczycy ???
    Może wyrażam sie niedyplomatycznie , ale treść tego przekazu nie powinna być pod żadnym względem niejasna dla Europejczyków a w szczególności Niemców

  2. Niestety,sa durnie w Izraelu ktorzy zgadzaja sie na to samobojstwo. Nie chodzi o finansowany z Niemiec „Haaretz” ze swoja zgraja Quislingow, ale takiego np. Ehuda Baraka tez.
    Pamietam Camp David.w przededniu ktorego niejaki Yossi Katz, minister w rzadzie Baraka wystapil o przyjecie palestyncow z „obozow uchodzcow” do Izraela. Byl to balon probny i Barak zaproponowal Arafatow przyjecie 100u tyciecy palestyncow, na poczatku.
    Cale szczesie ze Arafat sie nie zgodzil .
    Olmert tez zdaje sie wznowil to i znowu cale szczecie ze Abbas umknal.
    Biden&Co nie beda mieli trudno znalezsc przeszlych i terazniejszych politykow izraelskich gotowych zniszczyc wlasny kraj

Leave a Reply

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: