.Anita i Aleksander (11)

Marian Marzynski

 


Po krótkim pobycie u brata w Nowym Jorku Leyfllowie wyjeżdżają do Bostonu, gdzie Aleksander dostaje prace bibliotekarza w MIT (Massachusetts Institute of Technology) z pensją trzynastu tysięcy dolarów. Z pomocą finansową przychodzi zamożny brat, były dyplomata polski w Waszyngtonie, który nie ma nikogo na utrzymaniu. Grzegorz Leyfell kupuje im dwurodzinny dom w Cambridge, 10 minut spaceru do Harvardu, wymarzony adres dla intelektualistów.

W Cambridge słowo „Harvard” używane jest jak mantra: jeżeli się nie pracuje w Harvardzie, to zna się kogoś, kto tam pracuje, albo rodzinę tego kogoś, albo rodziców, którzy tam studiowali, a potem pomogli dzieciom tam się dostać, liczy się nawet częste chodzenie na kawę do Harvardu i zawieranie tam znajomości.

Jerzy Sołtan, znany polski architekt i projektant przemysłowy lat pięćdziesiątych, jest w Harvardzie dziekanem wydziału architektury. Kiedyś w Hadze, Aleksander i Anita pomagali mu w urządzeniu wystawy polskiego „dizajnu” i tam się zaprzyjaźnili. Dom Sołtanów w Cambridge jest dla nich otwarty.

MIT zamienia wizę turystyczną na roczne wizy dla odwiedzających naukowców, ale nie może robić tego w nieskończoność. Podanie Leyfllów o stały pobyt ciągle leży w urzędzie emigracyjnym.

17.9.1970. J. K. Hamilton, Jr., dyrektor urzędu emigracyjnego w Bostonie:

Według naszej dokumentacji Aleksander Leyfell był w latach 1945-1948. członkiem Polskiej Partii Robotniczej, a następnie do czasu wyjazdu z Polski — PZPR. Jego żona pracowała w Polskim Radiu, kontrolowanym przez polski rząd komunistyczny. Na podstawie przepisów sekcji 212(a) (28) (C), podanie o stały pobyt w USA zostaje odrzucone. Udziela się terminu miesięcznego dla dobrowolnego opuszczenia kraju bez wdrażania procesu deportacji.

Nowa fala listów:

8.2.1972. Jerzy Sołtan, profesor, Harvard University:

Znam go od dwudziestu lat i uważam za człowieka wybitnego. Łączy on w sobie erudycję i głęboką wrażliwość z odrobiną uroczej naiwności. Jego wieczny optymizm wciągnął go w teorię komunizmu. Te same pokłady humanizmu pozwoliły mu szybko zrozumieć maskę tego systemu. Przekonałem się o tym, gdy poznaliśmy się w Hadze, gdzie opowiadał mi o donosach, jakie pisali na niego pracownicy ambasady. Doświadczając absurdów realnego socjalizmu, Leyfell zdobył wiedzę, która dla amerykańskiego uniwersytetu jest bezcenna.

10.2.1972. Wiktor Weintraub, emerytowany profesor, Harvard University:

Poznałem go w 1975, dwa lata, zanim polski reżym rozpętał kampanię antysemicką. Leyfllowie mieli dobre posady w Polsce, lepsze niż mogli się spodziewać w Stanach Zjednoczonych. A jednak rozczarowani ustrojem politycznym, zdecydowali się na emigracje. Nie mam wątpliwości, że pan Leyfell jest bardziej antykomunistą, niż większość obywateli amerykańskich.

25.5.1972. Dyrektor urzędu emigracyjnego w Bostonie:

Szanowni Państwo Leyfell, podanie państwa o udzielenie azylu w Stanach Zjednoczonych zostało rozpatrzone pozytywnie. Przedłuża się prawo pobytu w USA do 25 maja 1973 i udziela prawa do pracy. Podanie o stały pobyt jest ciągle rozpatrywane z uwagi na sekcje 212(a) (28) (C) przepisów emigracyjnych o przynależności do partii komunistycznej.

1.11. 1972. Rabin Herman Pollack:

Jego doświadczenia życia w Rosji i wschodniej Europie, jego głęboki intelektualizm uczynią go lojalnym obywatelem amerykańskim, który wniesie cenny wkład do ideałów naszego demokratycznego społeczeństwa.

3.3. 1967. Rabin Ben- Zion Gold do senatora Edwarda Kennedy’ego:

Szanowny Panie Senatorze, załączam plik listów od wybitnych intelektualistów amerykańskich, którzy z najwyższym uznaniem wyrażają się o Anicie i Aleksandrze, moich przyjaciołach od wielu lat. Urząd emigracyjny udzielił mu prawa azylu w 1972 roku, ale ich podanie z 1974 roku o stały pobyt wciąż jest bez odpowiedzi. Aleksander Leyfell od 9 lat pracuje w MIT i za kilka lat przejdzie na emeryturę. Bez stałego pobytu nie będzie mógł korzystać z przywilejów socjalnych dla emerytów. Głęboko mnie boli, że ludzie tak użyteczni jak on, którzy przybyli do tego kraju z głęboką wdzięcznością, tak są traktowani. Proszę Pana Senatora o interwencję w ich sprawie.

2.4. 1977. Aleksander Leyfell do urzędu emigracyjnego:

Moje podanie o stały pobyt przekazane zostało innemu inspektorowi, który prosi o dodatkowe dowody mojej działalności antykomunistycznej. Człowiek w moim wieku, porzucający karierę w kraju, który zaczyna go prześladować jako Żyda, jest świadkiem tragicznej epoki, która minęła. Takie świadectwo składam przy każdym moim spotkaniu z Amerykanami. Nic więcej w tej sprawie nie mogę zrobić.

16. 5. 1977. Grzegorz Leyfell do urzędu emigracyjnego:

Mój brat i ja jesteśmy jedynymi, którzy przeżyli Holokaust z naszej licznej rodziny w Ostrogu. Skończyłem 70 lat i jestem samotny. Póki żyję, moim marzeniem jest, aby mój brat stał się obywatelem Stanów Zjednoczonych. Jest to również jego marzenie.

Prawo stałego otrzymali dopiero w roku 1978, dziesięć lat po przyjeździe do Ameryki. Prawdomówność Aleksandra i jego kariera dyplomatyczna, wywołały długoletnią falę podejrzeń. Ostatnim dokumentem, jaki złożyli w urzędzie emigracyjnym, było następujące oświadczenie:

My niżej podpisani, oświadczamy pod przysięgą, że 23 kwietnia 1945 roku w mieście Samarkanda, Uzbekistan, ZSRR, zawarliśmy związek małżeński w obecności przedstawiciela miejscowej rady narodowej. Nie otrzymaliśmy aktu ślubu, bo nie byliśmy obywatelami sowieckimi, ale od tego czasu uważamy się za małżeństwo uznawane przez władze w Rosji, Polsce, Szwajcarii, Francji, Holandii, Japonii i Stanach Zjednoczonych. Załączamy świadectwo Maurycego Salomona, który był na naszym ślubie.

Tym razem Anita namówiła Aleksandra do niemówienia prawdy. Po rozmowach z nią wiem, że ich sowiecki ślub nigdy się nie odbył. Drobny szczegół w życiu dwojga uchodźców, którym w świecie leniwej i tępej biurokracji trudno było udowodnić, że istnieją.

Przypomina mi się dowcip, jaki usłyszałem tuż przed wyjazdem na marcową emigrację:

Do dyrektora państwowego cyrku przychodzi iluzjonista i proponuje numer, jakiego nie widział świat:  otwiera pudełko zapałek, z którego wychodzi 49 białych myszek w smokingach i z instrumentami muzycznymi, tworząc orkiestrę, która gra IX symfonię Beethovena. — Wspaniałe — mówi dyrektor cyrku — ale czy ten pierwszy skrzypek to nie jest czasem żydek?


Poprzednie czesci   TUTAJ

Anita i Aleksander 

One Response to “.Anita i Aleksander (11)”

  1. Ania Cheszes /Anna Strzelczyk 28/07/2019 at 03:20

    Marys,

    I love this segment about the past of people whos ife is so familiar to mamy of our parents.
    I remember my emigration issues and understant the sensitivity of theis hardship of establishing themself in in the USA.
    Of course, they were high above my intelectuual level of accomplishments ,
    and their possible contribution to the Americans .

    Believe it or nor Abram just celebrated his 100 birthday in Davos,.
    His doctor said to me when I was hesitant about this trip:
    To the man his age you can not deny his wish.
    So here we are.A week after his birthday and still hope to get home safe and sund.
    Sendinf the best to you and Grazynka,
    much love to everyone
    Ania

    Misiu drogi,
    wybacz,ze na Twojej stronie pisze personalne notki,but my brain is not as good as Abrams,
    Best regards to every one and thanks for all the good wishes,
    I had received the fantastic reports about Mulsjo kolonie,
    Best to Tereska and to you,
    Ania

    Appologise for writing in English instead of in Polish,
    forgive me once more,
    Ania

    I am just shooked up and ever so sorry about Roza Hausmann leaving us so suddenly.
    We were suppose to see her later this month,
    It was a wonderful person and we shall miss her very much
    .Can not stop thinking about her not being with us no more<may she rest in PEACE!!!!!!!!!!!!

Dodaj komentarz

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d bloggers like this: