
Pewnego dnia w kawiarni „Rozważania przy kawie”, gdzie myśli unoszące się w aromatycznych napojach tworzyły niematerialną atmosferę, zasiadał filozof o imieniu Karol. Był to człowiek o wysokiej inteligencji, lecz jednocześnie ekscentryczny, jakby jego umysł błądził po równoległych światach filozofii, szukając tej najładniejszej. Chciał za wszelką cenę znaleźć najbardziej rozwiniętą i trwałą filozofię świata.
W tę intelektualną przestrzeń wkroczył kot. Czarny jak noc, z długimi wąsami i zielonymi oczami, które zdawały się penetrować samego Karola. Kot wskoczył na stół, spoglądając na filozofa z wyrazem, który sugerował, że jest w stanie zrozumieć najgłębsze myśli ludzi, ale czy rzeczywiście potrafił?
Karol spojrzał na kota i uśmiechnął się z szacunkiem.
„Witaj, Józefie, mój drogi. Jak się masz? Wygląda na to, że jesteś głodny” – powiedział filozof, głaszcząc kota.
Kot milczał. Jego spojrzenie było odpowiedzią samo w sobie.
„Jak myślisz, co jest istotą bytu?” – zapytał Karol, próbując udobruchać kota i zdobyć jego zainteresowanie.
Kot pozostał niemy.
„Jak uważasz, czy istnieje coś takiego jak wolna wola?” – pytał dalej filozof, zerkając na zmrużone oczy kota.
Kot tylko wzruszył swoją sierścią, jakby dziwiąc się, że ludzie naprawdę wierzą w takie rzeczy.
„A co ty sądzisz o metafizyce?” – pytał się dalej Karol.
Wtedy kot zaczął mruczeć, jakby próbując dać do zrozumienia: „Czyż nie widzisz, że dla mnie to wszystko to jedna wielka abstrakcja?”
„Co to znaczy? Co chcesz powiedzieć?” – nie ustępował Karol.
Kot przestał mruczeć i spojrzał na Karola.
„To znaczy, że metafizyka to bzdura” – oznajmił Józef.
Karol był zaszokowany.
„Co?” – zawołał. – Ależ to jest niemożliwe! Metafizyka to filozoficzny fundament!
„Fundament bzdur” – ironizował Józef. – „Nie ma czegoś takiego jak metafizyka. To tylko wymysły ludzi, którzy nie potrafią zrozumieć świata mysz.”
Karol był teraz wściekły.
„Jak śmiesz tak mówić o metafizyce!” – krzyknął. – To jest dziedzina, która istnieje od tysiącleci.
„I nadal jest to dziedzina bzdur” – oświadczył Józef. – „I to właśnie wam, filozofom, zawdzięczamy to, że świat jest taki niestabilny.”
Karol był oszołomiony. Nie wiedział, co powiedzieć.
Józef zeskoczył ze stołu i odchodząc rzucił: „A teraz idę łapać myszy. A ty rozwijaj dalej swoją metafizykę. Może mi się przydać”, pozostawiając filozofa z myślami unoszącymi się jak kawałki mysiego futra w powietrzu.
Karol siedział jeszcze przez chwilę, myśląc o tym, co powiedział kot. Powoli zaczął się zastanawiać.
„Józef mógł mieć rację. Może obecna metafizyka to rzeczywiście bzdura. Ale muszę udowodnić, że Józef myli się i można znaleźć sprawiedliwą i nieomylną filozofię życia.”
Rozumowanie Józefa, jakoby polowanie na myszy było sednem filozofii, wydawało się dla Karola absurdalne. Józef, będąc kotem, zdawał się znać prawdę o prostocie życia, która umykała nawet najbardziej inteligentnym i wyrafinowanym ludzkim umysłom. Może to, co dla ludzi wydaje się skomplikowane, ale sprawiedliwe i ważne, dla kota jest jedynie łowczym instynktem, który prowadzi go przez labirynty mysich myśli, żeby być sytym.
Odkryj więcej z Oficjalny blog emigracji 1969
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.
Kategorie: Uncategorized

