Uncategorized

BŁĄD LOGICZNY MOJEGO POKOLENIA

Przemyslaw Wiszniewski

Dzieciństwo moje przypadło na epokę Gierka, zaś wczesna młodość – adolescencja – na stan wojenny. W 1980 roku miałem 15 lat. Dla mojego pokolenia wrogiem była komuna, czyli rządzący Polską pod dyktando sowieckiej Moskwy. Myśmy w ogóle nie myśleli o zagrożeniu faszyzmem. Nie przewidywaliśmy, że kiedykolwiek mógłby się odrodzić. O faszyzmie ględziły dziadki, tzw. zbowidowcy, czyli emerytowani żołnierze zapraszani na pogadanki i akademie. Pamiętaliśmy o Katyniu, o czym nie wolno było wspominać, i o Powstaniu Warszawskim, w kontekście braku pomocy ze strony Armii Radzieckiej.

O Zagładzie, o Powstaniu w Getcie Warszawskim, o 68 roku w ogóle się nie mówiło, ani oficjalnie, ani nieoficjalnie, chyba że rodzinnie ściszonym głosem. Panował za PRL antysemityzm i mit żydokomuny, uosabiany przez Jakuba Bermana i Hilarego Minca, pomocników Bieruta.

Dla nas wszystko, czego zabraniała prosowiecka partia PZPR, było idealizowane. Nie podlegało jakiejkolwiek krytyce. Kościół był idealizowany i wszelkie akty religijne traktowaliśmy jako wojnę z komuną, wieszając przykładowo krzyże w klasach. Świętowaliśmy 3 Maja i 11 Listopada. Jako licealiści – po dwóch piwach każdy – szliśmy pod Katedrę, by stamtąd przemaszerować pod Grób Nieznanego Żołnierza. Trzeba się było trzymać środka tłumu, bo bycie na zewnątrz groziło wyłapaniem przez ZOMO-wców.

To nie żadne kombatanctwo z mojej strony, owo wspomnienie. Szliśmy tam trochę z obywatelskiego obowiązku, ale bardziej intuicyjnie i jeszcze bardziej dla draki. W każdym razie nikt z nas wówczas nie myślał, że nacjonalizm jest kwestią niebezpieczną. Wśród przywódców opozycji demokratycznej byli zarówno socjaldemokraci, jak i nacjonaliści. Jedni chcieli reformować ustrój, drudzy rekonstruować II Rzeczpospolitą. Ci pierwsi nie wydawali się nam wiarygodni, by byli zbyt mało radykalni i uważaliśmy, że kolaborują z systemem komuny.

Nacjonalistów zaś hołubiliśmy, bo byli w wyrazistym konflikcie z komunistycznym internacjonalizmem i przymusowym sojuszem z Sowietami, w dodatku przyjacielskim, czy też nawet bratnim. Komuniści, czego nie dostrzegaliśmy, mieli swoich nacjonalistów. Zjednoczenie Patriotyczne „Grunwald” Bohdana Poręby, a wcześniej PAX przedwojennego oenerowca, Bolesława Piaseckiego. Zresztą, sam Jaruzelski powołał gremium zwane Patriotycznym Ruchem Odrodzenia Narodowego, co powinno było dać nam do myślenia, ale nie dało. To był nacjonalizm komunistyczny, a myśmy chcieli tego przedwojennego, kapitalistycznego.

W Polsce nie było wówczas imigrantów. Były Cyganki pod Pałacem Kultury, które w strojach regionalnych wróżyły z ręki. Komuniści, o czym w ogóle specjalnie nie wiedzieliśmy, zabiegali o dobre stosunki z krajami arabskimi. Po zerwaniu stosunków dyplomatycznych z Izraelem i zamknięciu ambasady, w Warszawie oficjalnie zaczęło działać Biuro Organizacji Wyzwolenia Palestyny, które zaraz potem zyskało rangę ambasady.

W każdym razie nacjonalizm nie wywoływał u nas złych skojarzeń, gdyż tu mieszkali wyłącznie rdzenni Polacy. Hitler pozbawił nas mniejszości żydowskiej, Stalin mniejszości ukraińskiej. Zagłada i przesunięcie granic. Polska za PRL była jednym z najbardziej monoetnicznych państw na świecie. Pławiliśmy się w patriotyzmie pojmowanym jako walka z komuną, desperacka, bo nie było wiadomo, czy kiedykolwiek Polska Rzeczpospolita Ludowa jako ustrój padnie. O faszyzmie wiedzieliśmy jedynie, że był Pakt Ribbentrop-Mołotow, i całą winę za wojnę zrzucaliśmy na sowieckich komunistów.

Krótko mówiąc, nam się zdawało, że faszyzm bezpowrotnie minął, będąc projektem krótkotrwałym i w dodatku ciągle nam przez komunę pokazywanym jako zło wojenne. Ignorowaliśmy faszyzm jako przebrzmiałą historię. O wiele większym dla nas zagrożeniem, realnym, obecnym i dłużej trwającym był komunizm, wtedy niepokonany, przeciwnie triumfujący po wprowadzeniu stanu wojennego i delegalizacji Solidarności.

Nie zdawaliśmy sobie sprawy, że faktycznie Stalin wprowadził w Sowietach faszystowski porządek, i że to, co nazywaliśmy komunizmem, jest formą faszyzmu wschodniego, przyodzianego w bolszewickie fatałaszki bez znaczenia, a jedynie po to, by zamaskować jego istotę.

Dlatego po przełomie 89 roku debata publiczna w Polsce była nieco ułomna. III RP odziedziczyła po PRL-u resentyment do komuny, ale też brak refleksji i brak dystansu do Kościoła, do kapitalizmu i do niebezpieczeństw, jakie mogą na nas czyhać, gdy rozpleni się tutaj nacjonalizm i neofaszyzm. Tego zasadniczo nikt poza Markiem Edelmanem, Jackiem Kuroniem, Karolem Modzelewskim i paroma innymi postaciami nie dostrzegał.

11 listopada ulicami Warszawy przemaszerowal faszystowski marsz, zwany „Marszem Niepodległości”. Potworne, wynaturzone widowisko nacjonalistyczne i pijackie. Maszerują tak od wielu lat. Zdobywają coraz większą popularność, a przynajmniej obojętność.

BŁĄD LOGICZNY MOJEGO POKOLENIA

Kategorie: Uncategorized

Zostaw odpowiedź Czekam na Twoje przemyślenia! Napisz w komentarzu.

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.