
Szczekające natowskie psy
Papież Franciszek umarł w starannie dobranym terminie ŚwiątWielkanocnych.Nie zapłaczę po zmarłym, ponieważ popamiętałem mu nadmierny sprzeciw wobec wszelkiej aborcji , którą emfatycznie nazywał „wynajęciem zabójcy na życzenie”. Uronię łezkę dopiero po rozstrzygnięciu kardynalskiego konklawe o wyborze następcy Jorge Borgoglio. Mam pewność, że w gronie kardynalskim, które 7 maja zamknie się w Kaplicy Sykstyńskiej, nie znajdzie się ani jeden purpurat zdolny wykrzyczeć do wiernych, zgromadzonych na Placu św. Piotra, że jego najpierwszą misją na Tronie Piotrowym będzie zakończenie w trybie dwudziestoczterogodzinnym bezprzykładnego wyniszczania ludzkiego życia na polach bitewnych w Donbasie i w rosyjskich nalotach bombowym na miasta i cywilne osiedla, ze szczególnym uwzględnieniem takich celów naziemnych, jak szpitale, przedszkola i żłobki.
Wśród potoku łez wylewanych na łamach katolickich, i liberalnych czasopism, a także bałwochwalczych ocen ostatniego Pontyfikatu, jak wystrzał z pistoletu zabrzmiał zamieszczony na portalu społecznościowym wpis byłego premiera Leszka Millera., który podobnie jak papież Jorge Borgoglio, uznał życie ludzkie za wartość absolutną i nadrzędną, podlegającą ochronie bezwzględnej:
„Ukraina powinna oddać Rosji Krym. My na dobrą sprawę nie wiemy, ile zginęło ludzi w Ukrainie, ale bezcenne jest tylko życie. Terytorium można zmienić w procesie dyplomatycznym.”
Jestem, a raczej byłem tylko reporterem gazetowo-książkowym, a to oznacza, powiem to bez przechwałki – że posiadłem zdolność rozumienia, co mówią do mnie bohaterowie moich reportaży. Jak uczniak na lekcji „wiedzy o świecie” – słuchałem ze zrozumieniem wypowiedzi ludzi dużo ode mnie mądrzejszych. Nie wymyślałem teorii spiskowych, ani też nie wciskałem żabiej łapy tam, gdzie możnowładcy podkuwali swoje rumaki, chociaż niejednokrotnie podejmowałem ryzykowny wysiłek obrony ludzi wielkich, napadniętych przez rozwścieklone rzesze karłów. Na przykład broniłem Jaruzelskiego, gdy przy powszechnej akceptacji, jak bolszewicki prokurator, za przeproszeniem, sędzia Ewa Jethon , jak prymitywnego gangstera oskarżała generała o kierowanie „zbrojną grupą przestępczą” w czasie zaprowadzania „stanu wojennego” , co na kilometr śmierdziało zbrodnią sądową.
Gdy wszyscy wokół mnie potępiali premiera Józefa Oleksego za szpiegostwo na rzecz Rosji, odważyłem się na pisk sprzeciwu w książce pt. „Wariant Oleksego”. Moja serdeczna przyjaciółka Teresa Torańska, w wdanej pośmiertnie książce „Ja, My, Oni” orzekła, że stając w pojedynkę w sprawie Oleksego, domagałem się lepszych dowodów na winę premiera. A ja tymczasem z otwartą przyłbicą głosiłem pogląd, że prezydent Wałęsa z ministrem Milczanowskim podjęli „zbrodniczą próbę zamachu stanu w sytuacji przegranej wyborczej z Aleksandrem Kwaśniewskim w walce o reelekcję”. To całkiem inna rzecz – uzasadnione powątpiewanie w winę premiera Oleksego, co innego zaś oskarżanie prezydenta Wałęsy o nieudany zamach stanu…
Wałęsa ma wielki mir w Ameryce i zaskarbił sobie wielkie uznanie prezydenta Trumpa jako laureat pokojowej nagrody Nobla, o której Trump, jak na razie, może sobie tylko pomarzyć. Musiało Trumpa mocno zaboleć, kiedy Wielki Elektryk wraz z pomniejszymi polskimi kombatantami wojny z komuną, opublikował oskarżycielski „List Otwarty do Prezydenta USA”, w którym czytamy m. in.:
„Nasze przerażenie wywołało także to, że atmosfera w Gabinecie Owalnym podczas tej rozmowy przypominała nam tę, którą dobrze pamiętamy z przesłuchań przez Służbę Bezpieczeństwa i z sal rozpraw w komunistycznych sądach. Prokuratorzy i sędziowie na zlecenie wszechwładnej komunistycznej policji politycznej też nam tłumaczyli, że to oni mają w ręku wszystkie karty, a my żadnych. Domagali się od nas zaprzestania działalności, argumentując, że z naszego powodu cierpią tysiące niewinnych ludzi. Pozbawili nas wolności i praw obywatelskich, ponieważ nie godziliśmy się na współpracę z władzą i nie okazywaliśmy jej wdzięczności. Jesteśmy zszokowani, że podobnie potraktował Pan Prezydenta Wołodymyra Zełeńskiego”
Nigdy nie przypuszczałem , że mnie , bezbożnikowi, przyjdzie kiedykolwiek stawać w obronie dobrego imienia papieża Jose Borgoglio.
Przestałem już liczyć, jak długo trwa ta ohydna wojna, w której Putin bombarduje rakietami przebrzydłych ukraińskich faszystów i na anielskich skrzydłach swoich bombowców niesie pomoc humanitarną rosyjskojęzycznym obywatelom Donbasu. Tylko krasula nie zmienia poglądów, toteż kagebowiec Putin nie musi zmieniać tekstu swojej pieśni propagandowej. Co innego ś.p. papież Franciszek. Ten człowiek, zatroskany o dobrostan całej ludzkości, zdaniem naszych polityków z prawej i lewej strony, powinien był mieć świadomość czym jest „wojna sprawiedliwa” .
Jak pisała „Polityka” piórem znakomitego Adama Szostkiewicza, «wojna szaleje, a metoda utrzymywania „okna dialogu” z mocodawcami zbrodni wojennych dewastuje pontyfikat Jorge Bergoglia» I dalej: «Gdy świat obiegły te straszne zdjęcia (z Buczy), papież napisał na Twitterze: „Wszyscy jesteśmy winni”.
W bożonarodzeniowym numerze 2022 roku „Polityka” na poczesnym miejscu zamieściła rysunek satyryczny, na którym papież Franciszek w szatach pontyfikalnych pcha na taczkach ułożone w stos katolickie krzyże, a podpis głosi, że jest to „Pomoc dla Ukrainy”. Aluzja do słynnych pięciu tysięcy niemieckich hełmów aż nazbyt czytelna. Nie należy jednak zapominać o tej właściwości papieża, wytkniętej drzewiej przez Stalina, że nie posiada on ani jednej dywizji.
Jako bezbożnika niespecjalnie martwi mnie dewastacja pontyfikatu, ale pomodlę się za spokój duszy Jorge Bergoglii, ponieważ wśród możnych tego świata chyba tylko ten skromny „franciszkanin” zachował uczciwość i odwagę myślenia. Nie pomodlę się za zdrowie i ogólny dobrostan byłego prezydenta Bidena, który walczył za Ukrainę dobrym słowem i dostawami broni defensywnej. Zmówię pacierz za zmarłego Papieża, skoro występował on bezwzględnie przeciwko wojnie, która jest złem absolutnym, i mówił o „odwadze budowy pokoju”.
Teraz kiedy papieża Franciszka uroczyście, acz skromnie, pochowano już poza Bazyliką św. Piotra, na rzymskiej , że tak powiem, ulicy, uprzejmie proszę moich Czytelników o wpatrzenie się w zdjęcie z Gabinetu Owalnego. Wiedza o tym, co mówią rozcapierzone palce dwu prezydentów będzie potrzebna dla zrozumienia mojego pokrętnego wykładu o moralnej i politycznej słuszności słów Jose Borgoglio na temat „psów natowskich, szczekających pod murami Kremla”. Proszę o zwrócenie uwagi na ten znamienny fakt, że metafora Papieża o „psach szczekających” jest odwrotnością figury „pars pro toto” i mówi o wielu szczekających sprawcach, gdy jego intencją jest wskazanie palcem na wyłączną winę Ameryki w perfidnym dziele rozwścieklania Rosji. By powiedzieć wprost, że wojnę w Ukrainie wywołał pokojowo usposobiony i sympatyczny starszy pan prezydent Joe Biden, doprawdy trzeba mieć siłę i odwagę Donalda Trumpa.
Na samiutkim początku wojny papieża Franciszka mogło cieszyć zatopienie salwą rakietową krążownika „Moskwa”, który chciał pozabijać wszystkich ukraińskich obrońców Wyspy Węży („Russkij wojennyj korabl, idi na …!”), ale tylko dlatego, że okręt ten nie zbombarduje już rakietami przepięknej Odessy z jej słynnymi w kinematografii „schodami księcia Potiomkina”, a kilkuset rosyjskich marynarzy – jak ogłosił Kreml – szczęśliwie dopłynęło do portu macierzystego w Sewastopolu na szalupach ratunkowych. Papież ma przykry obowiązek modlenia się także za dusze zbrodniarzy wojennych, o czym nie powinien zapominać kryptokatolicki moralista Szostkiewicz.
Trump pochopnie i głupio mówi, że Zełenski mógł do ostatniej kropli żołnierskiej krwi bronić integralności terytorialnej Ukrainy, gdy ruscy ludzikowie odbierali mu Krym. I z pogardą dodaje, że Zełeski oddał Krym bez jednego wystrzału, a teraz licytuje ostro, chociaż nie ma żadnych kart, a wszystkie asy ma w rękawie Donald Trump. Jeśli nie zgodzi się na warunki proponowane przez alians Trumpa i Putina, to Zełenskiego czeka długa wojna, która zakończy się utratą całego terytorium Ukrainy.
Trump zachowuje się tak, jakby to jego marines najechali Ukrainę i zadali jej druzgocącą klęskę. Dzieli skórę na żywym niedźwiedziu i bezwzględnie domaga się przyznania Ameryce prawa do eksploatacji wszystkich ukraińskich zasobów „metali ziem rzadkich”. A tymczasem prawda jest taka, że Putinowi nie powiódł się plan blitzkriegu i już czwarty rok w Donbasie toczy się wojna pozycyjna na wzajemne wyniszczenie zasobów ludzkich i materiałowych. W tej wojnie Putin jest jakby nieco mocniejszy od przeciwnika, ale nie czyni na froncie żadnych widocznych gołym okiem postępów. Ukraińcy ciągle siedzą w okopach i chociaż sami ponoszą ciężkie straty, to jednak skutecznie rozstrzeliwują atakujące ich pozycje wojska rosyjskie i koreańskie.
Wiele słów niesprawiedliwych o wojnie w Donbasie można byłoby papieżowi Farnciszkowi wybaczyć, gdyby nie palnął na koniec obelżywym epitetem o natowskich psach , szczekających pod murami Kremla. Na domiar nieszczęścia obelżywy papieski epitet jest nietrafny, ponieważ pod murami Kremla nie szczekało zbiorowo NATO , lecz tak naprawdę solo szczekała tylko Ameryka. Trump natomiast tchórzliwie i kłamliwie za wywołanie wojny w Ukrainie obwinia swojego sędziwego poprzednika Bidena.
A przecież „rozwścieklanie Putina” zaczęło się od niesłychanej aktywności ambasady amerykańskiej w Kijowie już w czasach, gdy na kijowskim Majdanie toczyła się batalia o usunięcie z fotela prezydenckiego rosyjskojęzycznego i prokremlowskiego prezydenta Janukowycza. Trump cicho jeszcze w mateczniku siedział, gdy we wtorek 7 lutego 2014 roku, wyciekło do Internetu nagranie telefonicznej rozmowy Victorii Nuland specjalnej wysłanniczki Białego Domu do Kijowa, z ambasadorem USA w Kijowie Geoffreyem R. Pyattem. W tym nagraniu Nuland omawiała z Pyattem strategię współpracy z przywódcami ukraińskiej opozycji. Mówiąc o potrzebie zaangażowania ONZ-u w sprawę rozwiązania konfliktu na Ukrainie, stwierdziła: – Myślę, że byłoby wspaniale, gdyby udało się to wszystko skleić i gdyby pomogło w tym ONZ. I wiesz co, walić UE!
Wulgarne wyrażenie amerykańskiej dyplomatki „Fuck the EU”, w dobrze wychowanym „Newsweeku” przetłumaczono jako „walić UE!”, chociaż według słownika Stanisława Skorupki w języku polskim należałoby je przetłumaczyć jako „jebać Unię Europejską!”.
Poruszając we wtorek 7 lutego 2014 roku wątek współpracy z politycznymi przywódcami Majdanu: Witlalijem Kliczką, Arsenijem Jaceniukiem i Ołehem Tiahnybokiem, Nuland uznała, że Kliczko i Tiahnybok powinni pozostać z boku. „Myślę, że (Jaceniuk) jest facetem z doświadczeniem ekonomicznym, z doświadczeniem w rządzeniu . Kliczko nie powinien wejść do rządu.” Pytana o autentyczność nagrania, Nuland odpowiedziała tylko: „Nie będę tego komentowała. To była prywatna rozmowa dyplomatyczna.”
W czwartek 9 lutego 2014 roku Nuland rozmawiała w Kijowie z prezydentem Ukrainy Wiktorem Janukowyczem. Skutek „prywatnej rozmowy dyplomatycznej” był taki, że kandydatura Kliczki została „uwalona”.
A potem rozwścieklanie Rosji potoczyło się już z górki. Dziesięć lat po wydarzeniach Majdanu Donald Trup, dotkliwie wkurzony przez niezłomną postawę prezydenta Zełenskiego w negocjacjach ze Sztanami Zjednoczonymi, już nie knuje intrygi w „prywatnych rozmowach dyplomatycznych”. Mówi otwartym tekstem, że widzi konieczność usunięcia „dyktatora” ze stanowiska prezydenckiego na drodze referendum ogólnonarodowego. Referendum w czasie wojennym to coś naprawdę egzotycznego, co mógł wymyślić tylko Trump.
Mowa ciała najsilniej komunikatywna jest nie w kołysaniu bioder, czy w kręceniu tyłkiem., lecz w ruchach palców obu rąk, a zwłaszcza mocarnej dłoni prawej. Tym potężnym paluchem wskazującym, napiętym do granic możliwości, Trump byłby w stanie przebić Zełenskiego na wylot. Ale nie przebił i chwała mu za to, że zdołał zapanować nad swoim złymi emocjami. Alleluja, alleluja!
Jakub Kopeć
Kategorie: Uncategorized


Miller, Trump i pUTIN niech sie od Krymu odpieprza !