
Nowym Jorku jechałem uberem, taksówkarz zapytał mnie, skąd pochodzę. Kiedy powiedziałem, że jestem Izraelczykiem, odpowiedział: „Pięknie. Wy dobrze się znacie na zabijaniu ludzi”.
Słynny izraelski pisarz przyznaje: „Jesteśmy wykończeni. Jak aktorzy w nużącym serialu, który od lat nie daje nam chwili wytchnienia”.
Chronienie się przed irańskimi rakietami na schodach w piwnicy budynku, w którym mieszka w Tel Awiwie – jeszcze niedawno byłoby to nie do pomyślenia dla izraelskiego pisarza Etgara Kereta. Jednak autor „Kolonii Knellera” jest specjalistą od surrealistycznych historii. Absurdalnych, ironicznych, szalonych – jak ostatnich kilkanaście dni. „Tkwimy po uszy w przedziwnym spektaklu”, mówi Keret, gdy przy stoliku w kawiarni obserwuje miasto budzące się po dwunastu dniach strachu i powracające do życia, jakby nic się nie stało. Tel Awiw to osobna wyspa pośrodku zajętego kolejnymi wojnami Izraela: surfing, aperol spritz, dym papierosów, muzyka, kolory. To miasto, które wydaje się zupełnie obok osadników i ich mesjanistycznych idei, daleko od przemocy na Zachodnim Brzegu, od masakr w Gazie. Ale to iluzja.
Nie pierwszy raz zadaję panu to pytanie: jaka jest kondycja Izraela dzisiaj?
– Jeśli miałbym ująć to w dwóch słowach, to powiedziałbym: jesteśmy wyczerpani. Pani myśli pewnie o wojnie z Iranem, ale koszmar, w którym żyjemy jest o wiele dłuższy niż ten najnowszy kryzys, zaczął się zresztą długo przed atakiem Hamasu 7 października 2023 r.
Nie pierwszy raz zadaję panu to pytanie: jaka jest kondycja Izraela dzisiaj?
– Jeśli miałbym ująć to w dwóch słowach, to powiedziałbym: jesteśmy wyczerpani. Pani myśli pewnie o wojnie z Iranem, ale koszmar, w którym żyjemy jest o wiele dłuższy niż ten najnowszy kryzys, zaczął się zresztą długo przed atakiem Hamasu 7 października 2023 r.
Po długiej pandemii nagle znaleźliśmy się na ulicach, bici przez policję, bo protestowaliśmy przeciw rządowi, który chciał zagarnąć całą władzę.
Potem 7 października, po którym mnożyły się kolejne zwroty tragicznej akcji: najpierw atak na Strefę Gazy, potem musieliśmy „koniecznie” zdobyć Rafah, potem wszystko zależało od zajęcia korytarza Filadelfia, a potem korytarza Netzarim. Codziennie budziliśmy się i zadawaliśmy sobie pytanie: a teraz co jeszcze strasznego się stanie? W ostatnich tygodniach do fabuły dołączyły nowe wątki: zabici irańskimi rakietami i tysiące ludzi, którzy zostali bez dachu nad głową.
Ale kluczowe pytanie się nie zmienia: kiedy skończy się ten ponury film?
No właśnie: kiedy? Izrael jest w stanie wojny od 20 miesięcy, ale na ulicach przeciwko wojnie protestuje niewielu.
– Przeciwko której wojnie? Iran nie ma nic wspólnego z konfliktem z Palestyńczykami, to dwie bardzo różne sprawy. Od dwóch dekad za każdą izraelską ofiarą terroryzmu stał Iran: to on poruszał Hezbollahem i Hamasem. Mówimy o kraju, który nigdy nie krył, że chce nas zniszczyć i konstruuje bombę atomową. To prawdziwe zagrożenia dla egzystencji Izraela, wiedzą o tym wszyscy: tutaj nikt nie protestuje przeciw wojnie z Iranem. Zdajemy sobie dobrze sprawę, że Benjamin Netanjahu wykorzystał okazję, by uderzyć w Iran po złamaniu Hezbollahu: to całkiem inna historia niż wojna w Strefie Gazy.
Czy dobrze rozumiem, że mówi pan coś pozytywnego na temat premiera Netanjahu? Byłoby to pierwszy raz od lat…
– Zgadzam się z atakiem na irański program nuklearny, lecz nie z resztą: ataki na Teheran, w tym na symbole reżimu kosztowały życie wielu cywilów i nie były konieczne. Ale cofnęliśmy program nuklearny Iranu i mogę tylko mieć nadzieję, że i w kwestii Strefy Gazy przyniesie to teraz pozytywne skutki. Iran i Izrael zachowywały się jak dwójka krnąbrnych chłopców, których powstrzymało dopiero, gdy wkroczył dorosły i na nich wrzasnął. Miejmy nadzieję, że podobna taktyka przyniesie rozwiązanie także w Strefie Gazy.
Ma pan na myśli Donalda Trumpa? Ale jak by to miało wyglądać? Punkty, o które rozbiły się negocjacje, od miesięcy są te same: broń Hamasu, zakładnicy, nowe władze Autonomii Palestyńskiej.
– Wyłącznie powody politycznie stoją na przeszkodzie w zakończeniu tej wojny: skrajnie prawicowi przedstawiciele mesjanistycznych kolonistów w rządzie nie chcą zakończenia wojny teraz, bo chcą zasiedlać Gazę i wyrzucić z niej Palestyńczyków.
Ale dzisiaj Netanjahu jest silniejszy niż jeszcze przed miesiącem, może zawrzeć porozumienie, wyrzucić ekstremistów z rządu i przeprowadzić przedterminowe wybory. Mam nadzieję, że tak właśnie zrobi.
Problem Netanjahu nigdy nie dotyczył tylko jego samego, ale współpracowników i sojuszników, którymi się otaczał. To on zdecydował o wpuszczeniu do rządu skrajnej prawicy, która doprowadziła nas do punktu, w którym jesteśmy dzisiaj, ale teraz możliwe jest przecięcie tego węzła gordyjskiego.
Pańskim zdaniem jakie rozwiązanie dla Strefy Gazy byłoby słuszne?
– Odpowiedź nie leży w moich kompetencjach. Ale mogę powtórzyć pytanie, które zadają sobie miliony Izraelczyków i które po śmierci siedmiu kolejnych żołnierzy we wtorek stało się jeszcze pilniejsze. Co my robimy w Gazie? Najwyższy czas, by szukając odpowiedzi, spróbować wreszcie wysilić nieco mózgi.
Może jest już na to późno. Dopiero co wrócił pan z Nowego Jorku, zapewne na własne oczy przekonał się pan, że duża część świata dzisiaj już nie rozumie Izraela i jego obywateli.
– Opowiem pani pewną historię. W Nowym Jorku jechałem uberem, taksówkarz zapytał mnie, skąd pochodzę. Kiedy powiedziałem, że jestem Izraelczykiem, odpowiedział: „Pięknie. Wy dobrze się znacie na zabijaniu ludzi”.
Jak organizujesz przyjęcie i chcesz kogoś, kto będzie śpiewał, zapraszasz Irlandczyka. Jak chcesz, żeby ktoś przygotował posiłek z makaronu, wołasz Włocha. A jak potrzebujesz kogoś od zabijania ludzi… wołasz nas.
Ale wie pani, co teraz sądzę? Że skoro nie jesteśmy w stanie ze sobą rozmawiać, może do zaprowadzenia pokoju na Bliskim Wschodzie faktycznie potrzeba kogoś, komu brakuje empatii, zasad moralnych, ideologii: kogoś, kto podniesie głos na dwie ścierające się strony i potraktuje je jak kapryśne dzieci w przedszkolu: „Ma być tak i tak, koniec fochów”.
Nie muszę nic dodawać, prawda?
Atak na Iran był konieczny, teraz Netanjahu ma okazję, by wyrzucić skrajną prawicę
Kategorie: Uncategorized


No cóż, jest dużo pieprzniętych wśrod nas. A gazeta wyborcza.pl ich wybiera. Szkoda, że nie milicja!
co ten lewak bredzi?
‘Po długiej pandemii nagle znaleźliśmy się na ulicach, bici przez policję, bo protestowaliśmy przeciw rządowi, który chciał zagarnąć całą władzę.’…
taaaaak… znalezli sie na ulicach my assssss… blokowali glowne arterie ruchu nie pozwalajac na przejazd nawet ambulansom… podpalali ulice i szosy i skrzyzowania, lamiac prawo… byli bici? czasami, jak atakowali policjantow… a ci ledwo palcem ruszali, w przeciwienstwie do ich zachowania wobec tej skrajnej grupki ultraortodoksow, ktorzy rowniez podczas ich demonstracji blokowali szosy: tam poszly w ruch palki, armatki wodne, konie…
‘Iran nie ma nic wspólnego z konfliktem z Palestyńczykami, to dwie bardzo różne sprawy. Od dwóch dekad za każdą izraelską ofiarą terroryzmu stał Iran: to on poruszał Hezbollahem i Hamasem. […] Benjamin Netanjahu wykorzystał okazję, by uderzyć w Iran po złamaniu Hezbollahu: to całkiem inna historia niż wojna w Strefie Gazy.’
taak… iran nie ma nic wspolnego z konfliktem z palestynczykami, ale on poruszal hamasem… israelskie ataki w jemenie pewnie tez nic nie maja wspolnego z ‘palestynczykami’ i z iranem…
‘Iran i Izrael zachowywały się jak dwójka krnąbrnych chłopców […] wkroczył dorosły i na nich wrzasnął’…
slysze bez przerwy dwoch krnabrnych chlopcow, z ktorym jeden, zawsze ten sam, grozi drugiemu przez lata, ze go zlikwiduje… i oczywiscie nie daj bog dac kredyt netanyahu, ktory podjal decyzje o zaatakowaniu iranu, dac ja donaldowi the first, ktory rozpoczal z iranem negocjacje…
‘Wyłącznie powody politycznie stoją na przeszkodzie w zakończeniu tej wojny: skrajnie prawicowi przedstawiciele mesjanistycznych kolonistów w rządzie nie chcą zakończenia wojny teraz, bo chcą zasiedlać Gazę i wyrzucić z niej Palestyńczyków. […] To on zdecydował o wpuszczeniu do rządu skrajnej prawicy, która doprowadziła nas do punktu, w którym jesteśmy dzisiaj’…
tak tak… pomysl z usunieciem gazanczykow z gazy to byl donalda, nie ‘mesjanistycznych kolonistow’… ‘skrajna prawica’ my asssss… keret wolalby bractwo muzulmanskie w postaci arabskiej partii ra’am, ktora wzial do koalicji rzad oszusta i pajaca…
‘Co my robimy w Gazie?’
keret, jak cale israelskie lewactwo, zapomnial wygodnie o tysiacach rakiet wystrzeliwanych na israel w przeciagu wielu, wielu lat, o balonach podpalajacych i wybuchajacych na poludniu kraju, o podpalaniu naszych lasow i pol, o zamachach planowanych i bardzo czesto wykonywanych przez terrorystow gazanskich wjezdzajacych do israela ‘za praca’, zapomnial o masakrze 7 pazdziernika i tych gazanskich cywilow, ktorzy tego samego dnia wdarli sie do naszych osiedli i ‘dokonczyli dzielo’ hamasu pladrujac domy zamordowanych… on mowi o ‘masakrach w gazie’… on mowi o ‘pokoju’ z mordercami, gwalcicielami i porywaczami…
git… niech gada… bogu dzieki israelczycy to zdrowy narod… demonstracje umieraja smiercia naturalna i nikt nie zapomina 7 pazdziernika nawet na chwile…
Taksowkarz w NY gwiazda przewodnia dla bezhistorycznego lizucha izraelskiego..
Wszystko bylo juz probowane z Gaza , i to prez Generalissimusa Rabina czy pajaca Peresa.
Keret chce nowego 7 Oktobra, bo jest ” wyczerpany”. Nie na tyle jednak zeby sie rozjezdzac taksowka z lotniska w NY i winic ” prawice”.
Do lebka, tak, lebka, mu nie przyjdzie zeby winic soich wielbicieli w IDF ktorzy tak zalosie zawiedl Oct 7.
Atakuje swoj rzad za ” cywili w Teheranie” , ”niekonieczne”.
Tylko pogarde mozna miec dla sk.. jak on.