Sylwia Chutnik

Po wielu miesiącach fałszywych tropów, zerwanych kontaktów i nieodebranych telefonów odkryła, że biologiczny tata był Nigeryjczykiem, a mama Żydówką. Odnalazła wreszcie matkę, Eillen, w Australii.
Zacznijmy opowieść od społecznego kontekstu. To ważne, dzięki temu można zrozumieć fenomen naszej bohaterki. Czasami bowiem samo to, kim jesteśmy: nasza tożsamość, historia czy pochodzenie są rewolucją samą w sobie.
KOGO OBCHODZI TWÓJ NARÓD?
Anglia, lata 70. Coventry, robotnicze miasto, gdzie wielu ludzi z Jamajki i innych krajów karaibskich osiedliło się po II wojnie światowej. W czasie nalotów Niemcy zbombardowali większość zakładów produkujących samochody, silniki lotnicze, artylerie i amunicję. Jednak po wojnie zakłady zaczęły działać z powrotem, dając pracę tysiącom imigrantów. Coventry było miejscem, gdzie mieszały się kultury, ale – jak to zwykle bywa – narastały w związku z tym napięcia społeczne i rasowe. Trudno było o znalezienie inicjatyw, które pokazywałyby współpracę między różnymi społecznościami. Dlatego, kiedy w 1979 roku powstaje tam niezależna wytwórnia 2 Tone Records założona przez jednego z członków zespołu The Specials, antyrasistowskie przesłanie to prawdziwy przełom.
To również szansa dla nowej fali muzyki ska, która łączyła korzenie Ameryki Środkowej z energią punka i społecznym przesłaniem. Muzyka wiele razy przyczyniała się do poczucia jedności między ludźmi: wspólnotowość od festiwali po małe wydarzenia, na które można było wpaść do pubu po męczącym tygodniu pracy. Pytanie: „Hej, czego słuchasz?” to nie tylko ciekawość gustu muzycznego, ale przede wszystkim kwestia tożsamości. Kim jesteś, jakie są twoje wartości i jak chcesz być postrzegana.
I kiedy w jednej wytwórni czy na jednej scenie występują czarni i biali, śpiewając o wspólnych problemach z brakiem pracy i przyszłości, przyjmowane jest to z aprobatą zarówno przez skinheadów (oczywiście tych, którzy nie są powiązani z faszystowskim ruchem), punków oraz rude boys i girls (kontrkulturowa grupa z wczesnych lat 60. wywodząca się z Kingston, nawiązująca do stylu „niegrzecznego chłopaka”, ale nosząca się elegancko). Tyle tych subkultur oraz ich odmian, że czasem wystarczy nieodpowiedni kolor sznurówek, aby dostać łomot przed barem. Dlatego szczegóły są ważne, a przynależność do ska-sceny to deklaracja polityczna.
No właśnie, na scenie różnorodni muzycy ubierają się podobnie, co sprawia, że kwestia wzajemnych animozji i różnic zaciera się wizualnie. Ważny jest kontekst polityczny tamtych czasów: wytwórnia 2 Tone było odpowiedzią na rosnący rasizm i brutalność policji w latach 70. i 80. Artyści tej sceny występowali razem, niezależnie od pochodzenia, co samo w sobie było rewolucyjne. Włączali do tego osoby, którym po prostu podobała się ich muzyka. To jak edukacja płynąca ze sceny brudnego klubu gdzieś na przedmieściach. Zamiast tablicy – wspólne wykrzykiwanie tekstów, zamiast nauczycieli – zespoły złożone z ludzi takich jak my. A klasówką jest ulica i to, czy staniesz w obronie krzywdzonego, czy wybierzesz bierność.

Pauline Black, 1980 r.Fot. Toni Tye / PYMCA / Avalon / Getty Images
ZA DUŻO PRESJI
Powstawało coraz więcej zespołów. W ciasnych mieszkaniach próbowano różnych stylów, szukano ludzi, którzy nie tylko umieli grać czy śpiewać, ale przede wszystkim chcieli to robić. Umiejętności ustępowały radości tworzenia. Na jednej z imprez do The Selecter dołączyła jako drugi wokal Pauline Black. I wtedy scena ska zyskała dodatkowe znaczenie – liderkę, która jako kobieta nie chciała być tylko ozdobą. Chciała mieć coś do powiedzenia, co nie zawsze było przyjmowane z entuzjazmem.
Black to zdecydowanie jedna z ciekawszych postaci brytyjskiej sceny muzycznej końca lat 70. i 80. W czasach, gdy na scenie muzycznej dominowali mężczyźni, czarna kobieta jako wokalistka sama w sobie była już rewolucją. Nie grała kobiecością, nosiła się tak, jak każda inna osoba słuchająca wtedy ska, niezależnie od płci. Garnitur lub koszulka polo, zero ozdób. Niektórzy krytycy muzyczni w pierwszych prasowych recenzjach występów uważali, że jest po prostu jednym z bezrobotnych chłopaków z przedmieścia, który wykrzykuje swoje frustracje do mikrofonu. Silna liderka zespołu, do tego wypowiadająca się na tematy społeczne i polityczne, to jednocześnie łakomy kąsek dla popkultury. I chociaż The Selecter w pierwszej fazie działalności grali tylko trzy lata (reaktywowali się później dopiero w 1991 roku), to mieli ogromny wpływ na niezależną muzykę w Anglii, również dzięki charyzmie Black.
Zespoły związane z 2 Tone Ska debiutowały w czasie, kiedy główny nurt muzyki był już przesycony rockowymi zawijasami. Rodził się punk, bunt był w cenie, a muzyka ska i reggae doskonale łączyła trafne teksty i melodię, do której można było tańczyć. I nieźle się przy tym prezentować.
Bo ska-moda to przede wszystkim czarno-biała elegancja z jamajskim sznytem i punkową zadziornością. Noszono są więc wąskie, czarne garnitury lub czarno-białe zestawy, często z cienkimi krawatami. Do tego kapelusze typu trilby o wąskim rondzie lub pork pie z płaską koroną. Nieco gangsterskiego sznytu dopełniały buty: mokasyny loafersy, creepersy o grubej podeszwie lub glany Dr. Martensa. Kobiety wybierały również ołówkowe spódnice lub czarno-białe sukienki, które były zarazem nawiązaniem do szachownicy w logotypie wytwórni 2 Tone Ska – symbolem ruchu antyrasistowskiego. Czasem na znaczkach czy koszulkach pojawiała się również podobizna mężczyzny w garniturze z kapeluszem jako archetyp rude boya. Niektóre z tych atrybutów stały się charakterystyczne dla Pauline Black, jak na przykład kapelusze, z którymi nie rozstaje się od lat.
Kiedy kariera muzyczna nieco przygasła, Pauline zaczęła grać w teatrze, serialach oraz pracować w telewizji jako prowadząca programy typu talk-show. W 2011 roku ukazała się jej autobiografia „Black by Design” (nieprzetłumaczona jeszcze na język polski), w której własne losy wpisuje w polityczne tło, pokazując, że to, co dzieje się wokół nas, ma również wpływ na nasze relacje z najbliższymi. Opisuje między innymi napięcia między nią a rodziną adopcyjną, które wynikały w dużej mierze z rasizmu klas rządzących oraz sytuacji ekonomicznej kraju.
Czarna dziewczyna o żydowskich korzeniach dorastającą w białej rodzinie w Wielkiej Brytanii lat 60. i 70. to naprawdę wyzwanie. „Musiałam szybko dorosnąć, aby nauczyć się poruszać w takim świecie”, stwierdza i dodaje, że wychowując się w Coventry, czuła się jak „kukułcze jajko w cudzym gnieździe”. Jej matka zawsze przedstawiała ją jako „adoptowaną córkę”, co miało jednoznacznie wyjaśnić inny kolor skóry Pauline i, co najważniejsze, być gwarantem tego, że „nie spała z czarnym mężczyzną”. Ale bywało również tak, że broniła córki przed rasizmem innych – kiedy zabroniono jej uczęszczać na zajęcia taneczne ze względu na kolor skóry, jej matka zrobiła awanturę dyrektorce szkoły, bo ta miała pretensje, że przecież mogła adoptować „którąś z naszych dziewczynek”. Nasze–obce. Na tym opierała się tożsamość wieloetnicznego miasta.

Chrissie Hynde z The Pretenders, Debbie Harry, Viv Albertine z The Slits, Poly Styrene z X-Ray Spex, Siouxsie Sioux z Siouxsie And The Banshees i Pauline Black z The SelecterFot. Michael Putland / Getty Images
ZAGUBIONE SŁOWA
To właśnie poczucie wyobcowania skłoniło ja, aby przyjąć pseudonim, a później nazwisko Black, by odważnie zmierzyć się z tym, czego unikali jej adoptowani rodzice – z czarnoskórą tożsamością. Muzyka i tworzenie w środowisku 2 Tone Ska stała się dla niej przestrzenią, w której mogła wyrażać swoje emocje bez zbędnego tłumaczenia się. Była wśród swoich. Wspólne trasy koncertowe z muzykami takich grup jak The Specials, Madness czy Bad Manners były niczym tworzenie świata bez uprzedzeń. Chociaż pojawiały się również napięcia dotyczące płci. Zwykle była jedyną kobietą na wielomiesięcznej trasie i czuła się samotna. Czas między występami spędzała głównie w pokojach hotelowych, ale czasem rzucała się w wir imprez, których nie brakowało. Po jednej z serii koncertów wróciła do swojego narzeczonego z niechcianą ciążą.
Na dodatek nie była pewna, kto miałby być ojcem dziecka. Zdecydowała się na aborcję, nie chciała zostawać w domu i ograniczyć twórczości. Udało jej się przejść kryzys z partnerem po tym doświadczeniu i do tej pory są małżeństwem. Szukała siebie – nie była do końca zadowolona z tego, jak wyglądała scena muzyczna lat 80. Chciała tworzyć w zgodzie ze sobą i swoją tożsamością. Wiele razy zetknęła się z rasizmem, również wśród tak zwanej śmietanki towarzyskiej. Pewnego razu została zaproszona na przyjęcie do ludzi związanych z szeroko pojętym showbiznesem. Kiedy weszła do pokaźnego domu, jedna z gościń wręczyła jej płaszcz, myśląc, że jest pokojówką. Bo przecież kolor skóry… Pauline umiała się jej odgryźć, ale opuściła przyjęcie i resztę wieczoru spędziła, płacząc w barze. Możesz być gwiazdą muzyki, ale nigdy nie wiesz, kiedy potraktują cię, jakbyś nie znaczyła nic, tylko ze względu na to, jak wyglądasz.
W wieku czterdziestu dwóch lat dojrzała do tego, aby zacząć szukać swojej biologicznej matki. Była coraz bardziej ciekawa swoich korzeni. Urodziła się jako Belinda Magnus, w nowej rodzinie została Pauline Vickers, sama przybrała nazwisko Black. Zadawała sobie pytanie, kim naprawdę była – ona i jej biologiczna rodzina? A jednak zaczęła poszukiwania dopiero po śmierci matki adopcyjnej. Jakby wstydziła się trochę przed nią lub bała się posądzenia o nielojalność. Mimo trudnych relacji czuła wdzięczność wobec ludzi, którzy wychowywali ją z takim poświęceniem.
Po wielu miesiącach fałszywych tropów, zerwanych kontaktów i nieodebranych telefonów odkryła, że biologiczny tata był Nigeryjczykiem, a mama Żydówką. Odnalazła wreszcie matkę, Eillen, w Australii. „To spotkanie było jak znalezienie brakującego kawałka mojej układanki”, pisała w książce. Poznała też dalszą rodzinę: ojczyma, siostrę i brata. Co ciekawe, okazało się, że byli świadkami Jehowy. Pochodzenie, religie, wartości mieszały się ze sobą. Matka i córka pisały do siebie i miały stały kontakt do 2011 roku, kiedy to Eileen dostała udaru. Wtedy też Pauline grała koncert w Sydney i po raz ostatni się widziały. Matka zmarła na nowotwór w czasie pandemii, a restrykcyjne przepisy uniemożliwiły pogrzeb z udziałem najbliższych. Pozostały wspomnienia rozmów. Czy Pauline żałuje odnalezienia matki po latach? „Absolutnie nie. To było cudowne mieć ją w swoim życiu przez ponad dwadzieścia lat”.
Pauline Black wraz z zespołem odwiedziła również Polskę. Tak jej koncert wspomina Mirosław „Maken” Dzięciołowski, legendarny twórca wielu inicjatyw muzycznych, dziennikarz radiowy: „Przez lata kwitła we mnie miłość do ska, zawsze gdzieś w tle grał mi The Selecter, kolejnymi płytami wywołując ciarki na skórze i rozpalając pragnienie poznania i spotkania. Doszło do tego w lipcu 2013 roku, kiedy udało mi się zaprosić zespół na wielki festiwal Reggaeland, odbywający się na płockiej plaży. Bardziej niż sam koncert pamiętam jednak ten krótki cenny czas spędzony na rozmowach z Pauline i jej wokalnym partnerem Gapsem. Okazali się przemiłymi ludźmi z wielką klasą, luzem i doświadczeniami, o których mógłbym słuchać tygodniami. Bardzo poważnie potraktowali swoją pierwszą wizytę nad Wisłą”.
W tym roku siedemdziesięcioletnia Pauline wraz ze swoim zespołem The Selecter wystąpi na największym w Polsce festiwalu muzyki reggae w Ostródzie. Zagrają koncert, wezmą również udział w projekcji filmu dokumentalnego o Pauline Black. „Jestem pewny, że na scenie będzie miała swój kapelusik!”, twierdzi Maken.
Kategorie: Uncategorized

